Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

19 sierpnia 2016

Głowy pełne pustych obietnic

92

Wchodząc w nowy rok, składamy sobie życzenia. Podejmujemy postanowienia. Chcemy się zmieniać: być lepsi, mądrzejsi, bardziej uważni. Przyrzekamy sobie, że coś zaczniemy robić, a czegoś innego robić już nigdy nie będziemy. I wierzymy, że potrafimy dotrzymać słowa. Niestety, los obietnic z lat minionych pokazuje, że w większości były one czczymi obiecankami. Gdzie tkwi tego przyczyna? Jak sobie obiecywać, by słowa dotrzymać? Jaka jest ta właściwa droga od postanowienia do spełnienia? Od deklaracji do prawdziwej zmiany?

Bridget Jones, bohaterka powieści Helen Fielding, jak co roku spisuje listę noworocznych postanowień. Deklaruje, że ograniczy palenie, picie, kupowanie rzeczy, których nigdy nie używa: maszyn[-]ki do makaronu czy „ambitnych książek nie do czytania, tylko do postawienia sobie dla szpanu na regale”. Obiecuje sobie, że nie będzie „lecieć na: alkoholików, pracoholików, związkofobów, żonatych lub mających dziewczyny, mizoginów, megalomanów, szowinistów, emocjonalnych popaprańców, pijawki i zboczeńców; irytować się przez mamę; wpadać w depresję z powodu braku faceta...”. W zamian stanie się bardziej uporządkowana, pewna siebie, asertywna, będzie oddawać bezdomnym ubrania, odkładać pieniądze, znajdzie nową pracę itd.

Jak to z postanowieniami noworocznymi bywa, praktycznie żadnego z nich nie udaje się Bridget wprowadzić w życie. Dlaczego?

POLECAMY

Podobnie jak Bridget, w nowy rok wkraczamy często z „mocnymi” postanowieniami: zacznę chodzić na pływalnię, ćwiczyć jogę, zapiszę się na kurs tańca brzucha albo na lekcje hebrajskiego, przestanę pić, nie będę palić, będę segregować śmieci, a w każdy weekend pójdę z dziećmi na spacer do parku... Co i rusz składamy sobie i słyszymy od innych takie deklaracje. Większości z nich nie traktujemy zbyt poważnie. Kiedy Stefan ogłasza, że będzie chodził na siłownię, Mariola myśli, że długo to nie potrwa. Może pójdzie raz, a może kilka razy. Może przez tydzień lub dwa, a potem wszystko wróci do normy. Nie pierwszy to Nowy Rok i nie pierwsza postulowana zmiana w postępowaniu. Niewiele musi upłynąć czasu, żeby pojawiły się nowe (często te same!) postanowienia. Sprzyjają im magiczne punkty odniesienia: szczególne okazje, okrągłe daty i zaklinanie rzeczywistości.

Magiczne daty
Dlaczego postanawiamy robić coś od Nowego Roku, a nie od 16 listopada? Dlaczego od urodzin, a nie 17 dni po, dlaczego od poniedziałku, a nie od piątku? Dlaczego od początku miesiąca, albo od końca wakacji? Dlaczego nie od dziś, tylko od kiedyś tam?

Po trosze dlatego, że wyznaczane terminy dotyczą przyszłości, a w im dalszej przyszłości są ulokowane, tym łatwiej je zaakceptować. To, co jest odległe, wydaje się łatwiej wykonalne, bardziej prawdopodobne. Ale to nie wszystko. Inne wyjaśnienie odwołuje się do potrzeby porządku, poszukiwania prostej struktury, wygodnego liczenia. Punkty graniczne wyznacza się tak, aby łatwo było odliczać ile godzin, dni, miesięcy trwamy w naszym postanowieniu. Dzięki nim możemy mierzyć w miarę dokładnie postęp w działaniu, a to zapewnia nam – w jakiejś mierze – poczucie satysfakcji. Postanowienia czynione w szczególnych okolicznościach, np. te noworoczne, nabierają dzięki temu dodatkowego znaczenia. Wykraczają poza rutynę. Stają się ważniejsze niż inne sprawy czy działania. A rzeczy ważne mają większą szansę realizacji.

Skąd się bierze potrzeba zmiany? Znakomity grafik wrocławski, Eugeniusz Get-Stankiewicz, zarzucił kiedyś Wrocław samoprzylepnymi naklejkami (dziś powiedzielibyśmy wlepkami) z prostym komunika[-]tem: CZEGOŚ TU BRAK. Każdy, kto przeczytał, natychmiast rozglądał się wokół siebie i każdy stwierdzał, że czegoś rzeczywiście tu brak. Że jest inaczej niż być miało i być powinno. A jeśli tak, to coś trzeba z tym zrobić.

Do tego samego odwoływał się w swo[-]jej kampanii Barrack Obama. Jego hasła: The change we need, Yes, we can change, dobrze to pokazują. Jeśli czegoś tu brak, jeśli coś jest nie takie, jak byśmy pragnęli, to wiadomo – trzeba wprowadzić zmiany. Tu się wszystko zaczyna, a nieraz i kończy. Zaczyna się od wyobrażenia alternatywy, a z końcem różnie bywa, bo koniec rzadko ma coś wspólnego z początkiem.

Czego pragną Polacy?

Czego będą dotyczyć noworoczne postanowienia Polaków? Być może rzucenia nałogów, podjęcia nauki, zmiany pracy, zadbania o zdrowie. Tylko niektóre z nich zostaną zrealizowane. Przypuszczalnie będą to te dotyczące spraw najważniejszych. A co jest ważne dla Polaków? Jakie są ich dążenia? Z badania Centrum Badania Opinii Społecznej wynika, że aspiracje Polaków koncentrują się przede wszystkim wokół spraw związanych z życiem osobistym i rodzinnym. Ważne w tym obszarze okazało się także dbanie o zdrowie i pragnienie długiego życia. Kolejną kategorię dążeń stanowią aspiracje związane z życiem zawodowym – znalezienie zatrudnienia czy chęć posiadania satysfakcjonującej pracy. Niemal jedna trzecia Polaków wśród swoich najważniejszych celów wymienia kwestie statusowo-materialne, np. poprawę poziomu życia, podróże czy kupno samochodu. Nie bez znaczenia pozostają także sprawy mieszkaniowe – własny dom lub mieszkanie, remont, urządzanie domu, oraz wykształcenie – ukończenie studiów, wykształcenie dzieci, podniesienie kwalifikacji. oprac. (ACh)

Pobożne życzenia
Większość postanowień Bridget Jones zaczyna się od słowa NIE. Wiele naszych pomysłów na temat zmiany to właśnie różne formy samoograniczenia. Każde zaś ograniczenie osobistej wolności, czy to pochodzące od innych, czy też własne, wzbudza opór – jak pokazał Jack Brehm – proporcjonalny do siły ograniczenia. To m.in. sprawia, że powstrzymywanie się jest wyczerpujące i niezbyt efektywne.

Deklaracje dotyczące zmiany osobistej są – jak się zdaje – trojakiego rodzaju. Pierwsze mają charakter pobożnego życzenia. Chciałabym schudnąć (albo nie chciałabym utyć).

Byłbym szczęśliwy, gdyby udało mi się zrobić prawo jazdy (albo nie chciałbym znowu oblać egza[-]minu). Byłoby świetnie, gdybym znalazła kogoś, kto mnie pokocha (nie wyobrażam sobie, że dalej mam być sama). Przedmiotem postanowienia jest w rzeczywistości stan upragniony i na tym koniec. Żadnych refleksji nad tym, jak do tego stanu dojść. Żadnej myśli o tym, co trzeba by zrobić, a czego uniknąć. W tej wersji postanowień odpowiadamy sobie tylko na pytanie: CO chcę, aby było.

Drugi rodzaj deklaracji jest bardziej zaawansowany: zamierzam to zrobić. To znaczy – ciągle rozważam, deliberuję, waham się. Wiem, co mnie interesuje, wiem czego chcę, ale mam też jakieś wyobrażenia o tym, JAK to zrobić. Nie jestem tylko pewny KIEDY. Takie pomysły na zmianę mogą być wieczne. Być może jeszcze nie teraz, ale z pewnością kiedyś to zrobię. To są przypadki rytualnych postanowień noworocznych, co rok odnawianych, ale nigdy nierealizowanych, bo ich czas jeszcze nie przyszedł. Choć w przekonaniu samych zainteresowanych ich spełnienie jest tylko kwestią czasu.

Ale jest jeszcze inny wariant postanowień, najbardziej kompletny. Zawiera w sobie odpowiedzi na pytania: CO? JAK? KIEDY? Słowem, zrobię to! Zrobię to właśnie, a nie coś innego. Zrobię to w ten, a nie inny sposób. Zrobię to wtedy, w czasie od – do. Ramy czasowe są tu bardzo ważne. Jeśli działanie ma określone ramy czasowe, to większe jest prawdopodobieństwo, że zostanie zrealizowane.

Okrzyki zamiast zmiany
Wygląda na to, że okrzyki i deklaracje dotyczące zmiany niekoniecznie muszą być jakąkolwiek wytyczną działania. Część tych okrzyków jest wręcz substytutem działania. Formą samouspokojenia. Stanowią dowód – najczęściej przedstawiany innym ludziom – że zależy nam na zmianie. I sygnał, że jesteśmy nią zainteresowani. Są komunikatem, że zdaję sobie sprawę z własnych niedomagań i braków. Kiedy powiem sobie (i innym), co chciałbym zmienić – od razu czuję się lepiej. Sam potwierdzam sobie, że jestem na dobrej drodze. Trudno oprzeć się wrażeniu, że większość noworocznych postanowień to deklaracje właśnie tego rodzaju.

Bywa, że okrzyki zastępują zmianę rzeczywistą. Czasem są celową mistyfikacją, czasem złudzeniem lub wyrafinowaną formą samooszustwa. Jeśli nawet postanowienia nie są samooszukańcze, to i tak szansa ich realizacji jest mała. Zauważyć można bowiem pewne powtarzające się tendencje. Po pierwsze, pomijamy kontekst i czynniki poza nami. Formułujemy cele tak, jakby nie było żadnych zewnętrznych ograniczeń, wymagań czy priorytetów. W związku z powyższym czujemy duży optymizm co do szans spełnienia naszych postanowień. Po drugie, większość naszych postanowień dotyczy – jak wspomniałem – czasu odległego, dalszego dystansu. Plany obejmują długą perspektywę czasową, gdy tymczasem wiadomo (na przykład z prac Edwina Locke’a), że małe kroki są praktyczniejsze.

Ponieważ plany są odległe i perspektywiczne, niewiele uwagi poświęcamy ich relacji do naszych możliwości. W efekcie deklarujemy działania, które leżą poza naszym zasięgiem. Jednym ze zjawisk opisanych przez Elizabeth Loftus jest coś, co nazwano inflacją wyobraźni. Polega ona na tym, że zdarzenia, o których rozmyślaliśmy lub które wyobrażaliśmy sobie, wydają się nam bardziej prawdopodobne. Im częściej wyobrażamy sobie jakiś cel, tym bardziej wydaje się on możliwy do osiągnięcia. Z drugiej zaś strony, liczne badania (np. Shelly Taylor, Gabriele Oettingen, a także Magdaleny Marszał-Wiśniewskiej i moje) pokazują, że wyobrażenie sobie wyłącznie celu nie ma żadnego wpływu ani na poziom osiągnięć, ani też na wytrwałość w jego realizacji. Te same badania dowodzą zarazem, że ważną przesłanką zarówno efektywności działania, jak i wytrwałości w dążeniu do celu jest koncentracja uwagi na czynnościach – czyli na tym, jak to mamy zrobić. I wyobrażanie sobie – krok po kroku – jakie operacje trzeba wykonać, aby cel osiągnąć.

Czego pragną Polacy?

Czego będą dotyczyć noworoczne postanowienia Polaków? Być może rzucenia nałogów, podjęcia nauki, zmiany pracy, zadbania o zdrowie. Tylko niektóre z nich zostaną zrealizowane. Przypuszczalnie będą to te dotyczące spraw najważniejszych. A co jest ważne dla Polaków? Jakie są ich dążenia? Z badania Centrum Badania Opinii Społecznej wynika, że aspiracje Polaków koncentrują się przede wszystkim wokół spraw związanych z życiem osobistym i rodzinnym. Ważne w tym obszarze okazało się także dbanie o zdrowie i pragnienie długiego życia. Kolejną kategorię dążeń stanowią aspiracje związane z życiem zawodowym – znalezienie zatrudnienia czy chęć posiadania satysfakcjonującej pracy. Niemal jedna trzecia Polaków wśród swoich najważniejszych celów wymienia kwestie statusowo-materialne, np. poprawę poziomu życia, podróże czy kupno samochodu. Nie bez znaczenia pozostają także sprawy mieszkaniowe – własny dom lub mieszkanie, remont, urządzanie domu, oraz wykształcenie – ukończenie studiów, wykształcenie dzieci, podniesienie kwalifikacji. oprac. (ACh)

Przeżuwacze myśli
Pokusy, konkurencyjne zamiary, naciski zewnętrzne – to wszystko staje nam na drodze do spełnienia noworocznych postanowień.

Przeszkoda może tkwić też w nas. Niemiecki psycholog Julius Kuhl nazwał ją orientacją na stan. Osoby o takiej orientacji, w przeciwieństwie do tych zorientowanych na działanie, formułują „zdegenerowane” intencje, w których brak jakiegoś elementu. Odczuwają lęk przed niepowodzeniem. Opierają się na irracjonalnych przekonaniach, np. „wszyscy powinni mnie lubić” albo „nie mogę odnieść porażki”. Bez końca skłonne są rozważać różne możliwości działania i ich konsekwencje. „Przeżuwają” uporczywe myśli, głównie o minionych porażkach. Cechuje je niezdecydowanie i bierność. Wahają się, czy i kiedy podjąć działanie. Łatwo porzucają dążenia, bo są podatne na różne rozpraszacze. A kiedy cel okazuje się niemożliwy do osiągnięcia – trudno im się wycofać.

Ukształtowaniu się takiej niekorzystnej orientacji sprzyja – zdaniem Kuhla – wymaganie przez rodziców nadmiernej obowiązkowości, narzucanie dziecku wysokich standardów, a także nadopiekuńczość i ograniczanie jego aktywności. (dk)

I chcę, i potrafię
Okazuje się także, że samo przedstawienie sobie celu, gdy wiem, co osiągnąć, nie wystarcza bynajmniej, aby podjąć jakiekolwiek działania. Z prac niemieckiego psychologa Petera Gollwitzera wynika, że konieczne jest spełnienie wielu innych warunków. Po pierwsze, wypracowanie intencji osiągnięcia tego celu – chcę to osiągnąć, zależy mi na tym, mam poczucie konieczności zaangażowania się w realizację celu itp. Po drugie, niezbędne jest przekonanie, że mam wystarczający wpływ na osiągnięcie celu – potrafię to osiągnąć, ode mnie to zależy, mam wystarczające kompetencje, aby kontrolować przebieg działania i osiągnąć planowany wynik. Po trzecie, ważne są oczekiwane emocje – przewiduję, że w efekcie podjęcia czynności i osiągnięcia wyniku będę doświadczać silniejszych emocji pozytywnych, ewentualnie słabsze będą emocje negatywne. Oczywiście, każdy z tych warunków może być zróżnicowany.

Nasze wyobrażenie celu może być bardziej lub mniej wyraziste i psychicznie dostępne (od jasno wiem aż do nie bardzo wiem, czego chcę). Zamiar (intencja) bywa silniejszy lub słabszy (od bardzo mi zależy na tym, aż do właściwie nic się nie stanie, jeśli tego nie będzie). Podobnie poczucie wpływu osobistego (od wszystko zależy ode mnie aż do prawie nic ode mnie nie zależy) może się zmieniać w trakcie działania. Różna jest też i zmienia się intensywność emocji.

Od Sasa po Alaskę
Brian Little, który większość swoich prac poświęcił realizacji celów i postanowień, pokazał nie tylko rozliczne czynniki decydujące o tym, że realizujemy to, co sobie postanowimy, ale także czynniki czy cechy planowania decydujące o niepowodzeniu. Zacznijmy od tych ostatnich. Najważniejszych błędów w planowaniu upatruje Little w relacjach między celami. Zdarza się, że formułujemy cele, czasem dość liczne, które nie mają ze sobą żadnego związku: ani logicznego, ani funkcjonalnego. W języku polskim mówi się o takich przedsięwzięciach od Sasa do lasa. Ktoś jednym tchem wymienia kupienie chomika i podróż na Alaskę.

Osiągnięcie lub nie jednego z nich nie pozostaje w związku z realizacją drugiego, trzeciego i tak dalej. Gorzej, gdy cele się wykluczają – osiągnięcie jednego uniemożliwia osiągnięcie drugiego. Próby pogodzenia ognia z wodą kończą się najczęściej tak, że żaden z celów nie zostanie osiągnięty lub, c...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy