Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

23 maja 2018

Wciąż ten sam, choć inny

101

Zmienić się na lepsze? Wydaje się, że nic prostszego. Nic bardziej mylnego. Zmiana siebie to nie przemeblowanie pokoju. Meble nie będą nam się przeciwstawiać, a nasze Ja tak - mówi Grażyna Wieczorkowska-Wierzbińska.

Dorota Krzemionka: – Jedyną rzeczą niezmienną w człowieku jest jego chęć zmieniania – twierdził Julio Cortazar. Chcemy zmieniać, ale zazwyczaj innych ludzi, nie siebie. Rodzice chcą zmienić dzieci, dzieci – rodziców, szefowie – podwładnych, podwładni – szefów.
Grażyna Wieczorkowska-Wierzbińska: – Wykładowcy narzekają na studentów, a studenci na wykładowców. Postulaty dotyczące zmiany zgłaszamy zazwyczaj wobec grupy obcej. Tak samo było u nas po 1989 roku. Wierzyliśmy, że zmieni się system, wszyscy będą lepiej pracować, ale my zostaniemy tacy sami, nas to nie dotyczy. Przed paru laty z grupą kilkunastu osób zwiedzałam Meksyk. Przejechaliśmy 4 tysiące kilometrów i nie było hotelu, w którym nie mielibyśmy pomysłu, jak można by go ulepszyć.

Dlaczego tak się dzieje?
– Jesteśmy zaprogramowani na zmienianie świata, nie siebie. Warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym, zmiany siebie jest zdolność autorefleksji. Jak twierdzi Maria Jarymowicz, żeby przyjrzeć się sobie i dokonać autorefleksji, trzeba mieć różne mentalne umiejętności – zdolność decentracji, spojrzenia na siebie z perspektywy obserwatora, umieć zobaczyć siebie, jak mnie widzą inni. A na dodatek chcieć się sobie w ten sposób przyglądać. Często w ogóle tego nie robimy. Z mojej praktyki diagnostycznej wiem, jak trudno skłonić większość mężczyzn do analizowania siebie. Uważają oni, że przyglądanie się sobie jest czymś chorym. Inni zakładają, że emocje czy preferencje są tym, co ich definiuje, elementem ich tożsamości, odrzucają więc nawet myśl o ich zmianie. Wielu ludzi nie czyni siebie obiektem poznania. W efekcie wciąż popełniają te same błędy. Nienawidzą luster.

Być może boją się tego, co mogą w nich zobaczyć. Lustro bowiem, zgodnie z teorią Roberta Wicklunda, uzmysławia nam, jak niedoskonali jesteśmy. Postanawiamy więc zmienić się. A każde takie postanowienie, jak twierdzi Julius Kuhl, niemiecki psycholog, może nas unieszczęśliwiać. Może?
– Tak, bowiem to oznacza, że coś nam się w sobie nie podoba. Pojawiają się negatywne emocje, specyficzne, bo ich obiektem jest własna osoba. Takie emocje nazywamy endocentrycznymi, inaczej intrapunitywnymi – w odróżnieniu od emocji egzocentrycznych. Jeśli zdenerwuje nas szef, możemy zaatakować go lub wyjść z pokoju, oddalić się. Od siebie oddalić się nie możemy, jesteśmy z tymi emocjami 24 godziny na dobę. Ekstrapunitywne emocje – jak gniew – zazwyczaj powodują wzrost energii, intrapunitywne – jak wstyd lub poczucie winy – osłabiają nas i pożerają energię. Zwykle są słabe i nie uświadamiamy ich sobie, ale mogą wywoływać przewlekły stres. Niektórzy z nas potrafią każdą emocję egzocentryczną zmienić w endocentryczną. Przykładem może być Wojciech Mann, który na pytanie, co robi, gdy jest wkurzony, mówi: Nie rzucam sprzętami, nie awanturuję się. Raczej zamykam się w sobie. Jestem zły na siebie, że jestem zły.

Po co sobie tak dowalamy...
– Choć trudno to zrozumieć, część ludzi zachowuje się tak, jakby podświadomie szukali emocji negatywnych i stwarzali sytuacje zagrożenia dla samooceny. Na przykład odwlekają wykonanie zadania. Ignorują informacje o sukcesach, skupiając się wyłącznie na porażkach. Ja też należę do osób, które – gdy coś skończą, to przestają się tym interesować; zamiast czerpać satysfakcję z tego, co zrobiłam, myślę o tym, czego nie zrobiłam!

Można to jednak zmienić. Postanowić, że się zmienię, to nic trudnego. Wiem, bo jak Bridget Jones postanawiałam wiele razy. Wydaje się nam, że siebie zmienić łatwiej niż kogoś innego...
– To iluzja, której ulegamy z kilku powodów. Po pierwsze, aby kogoś zmieniać, trzeba wpierw dobrze go poznać, a nam się wydaje, że siebie znamy lepiej niż kogokolwiek innego. Działa tu zasada uprzywilejowanego dostępu. To prawda, mamy non stop dostęp do własnych stanów wewnętrznych, myśli i uczuć, ale zarazem nieświadomi jesteśmy wielu mechanizmów, które rządzą naszymi reakcjami, chronią samoocenę, ale sprawiają, że mamy bardzo zniekształcony obraz siebie.

I wierzymy, że jesteśmy lepsi niż inni, co więc mielibyśmy w sobie zmieniać?...
– Nie zawsze tak jest. Pojawiają się dwie skrajności: albo zbytnio przeceniamy siebie (jestem chodzącym ideałem), albo deprecjonujemy siebie (jestem beznadziejna). Nasz psychiczny układ odpornościowy musi znaleźć taką interpretację, która pozwoli nam poczuć się wystarczająco dobrze, by poradzić sobie z sytuacją, i wystarczająco źle, by chcieć ją zmienić. Tu pojawia się druga iluzja. Wydaje nam się, że jeśli ten, kto wprowadza zmiany, i ten, kto ma się zmienić, to jedna i ta sama osoba, czyli Ja, to nie napotkamy oporu – tylko zrozumienie i gotowość współpracy. Jest inaczej, ponieważ zmiany wymusza inna część Ja niż ta, która ma się im podporządkować. Wytworzone przez nasz umysł Ja idealne lub Ja powinnościowe postanawia na przykład, że będzie się zdrowo odżywiać i gimnastykować, a będące zapisem naszego doświadczenia Ja realne lubi wylegiwać się na kanapie, podjadając smakołyki. I prawdopodobnie skorzysta z pierwszej okazji, by zbojkotować postanowienia. Zapominamy, że zmiana siebie to nie przemeblowanie pokoju, meble nie będą nam się przeciwstawiać, a Ja realne stawia opór przed zmianą.

Czasem ten opór sami prowokujemy. Bridget Jones swoje noworoczne postanowienia zaczyna zwykle od NIE – nie będę: palić, pić, tyć, zakochiwać się w niewłaściwych mężczyznach...
– Takie postanowienia są blokowane przez zapis naszego dotychczasowego życia. Zakaz rodzi opór, zwany reaktancją, również wtedy, gdy my sami czegoś sobie zakazujemy. Lubimy mieć wybór. To, co sami wybraliśmy, bardziej nam się podoba niż to, co zostało nam narzucone. Poczucie wpływu na to, co się dzieje, chroni nas przed stresem. W badaniu Davida Glassa i Jerome’a Singera uczestnicy lepiej znosili stresujący hałas, gdy sądzili, że w każdej chwili mogą go wyłączyć. W eksperymencie Allana Coopera osobom z fobią przed wężami zaproponowano ćwiczenia terapeutyczne: części powiedziano, że decyzja, czy skorzystać z ćwiczeń, należy do nich, i w każdej chwili mogą je przerwać, a części nie pozostawiono wyboru.
Tylko u tych pierwszych zaobserwowano pozytywny wpływ terapii.
Zarówno niedostateczne, jak i nadmierne przekonania o kontroli są szkodliwe. W jednym z badań ludziom cierpiącym na bezsenność podawano tabletki na sen, w rzeczywistości było to placebo. Pomagało, ponieważ uznali, że teraz pigułka przejęła kontrolę, zwalniając ich z odpowiedzialności. Gdy zaś obwiniamy siebie, że nie potrafimy zasnąć, problem z zasypianiem nasila się.

Zamiast zakazywać sobie picia i tycia, lepiej postanowić: będę trzeźwa, szczupła i kochana?
– Niekoniecznie. Z tych trzech celów tylko trzeźwość zależy w pełni od nas; pod warunkiem, że nie jesteśmy uzależnieni. Na wyniki większości naszych działań tylko częściowo mamy wpływ. Na przykład na wagę ciała. Mogę mniej jeść i więcej się ruszać, ale niekoniecznie osiągnę upragnioną sylwetkę, bo ważny jest też metabolizm, geny itp. Niefrasobliwie sformułowane cele mogą przysporzyć nam niepotrzebnego stresu. Dzielą bowiem wszystkie nasze wyniki na sukcesy i porażki. Jeśli założyłam sobie, że schudnę 15 kilogramów, to choć pozbędę się 10, będę mniej zadowolona niż ktoś, kto schudł 6 kilogramów, gdy zamierzał zrzucić 5. Dlatego nie warto porywać się z motyką na słońce. Jestem przeciwniczką celów wynikowych. „Człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi” – mówi porzekadło. Wyniki działań są w znacznym stopniu niezależne od nas. Zamiast więc próbować je kontrolować, powinniśmy się skoncentrować na kontroli działań, które do celu prowadzą. Zamiast marzyć o atrakcyjnej pracy, warto usilnie zdobywać różne kwalifikacje, tak by to pracodawcy w przyszłości o nas zabiegali. Jeśli chcemy osiągnąć sukces, zrobić karierę, mieć udaną rodzinę, to oczywiście istnieje klasa zachowań, które nas mogą do celu przybliżać, ale nie gwarantują, że go osiągniemy.

Tym bardziej nie ma gwarancji, że ktoś nas pokocha... Bridget marzy o miłości Daniela...
– To jest raczej poza naszą kontrolą. Ale możemy poprawić nasze relacje z ludźmi, bardziej ich akceptować. Jeśli jednak ktoś chce być kochany przez wszystkich, to mamy prosty przepis na porażkę!

Niektórzy chcą...
– Chcenia są nieograniczone, bo generowane są przez nasz umysł. Pytam studentów, czy mogą wyobrazić sobie, że siedzą na Księżycu i patrzą na Ziemię. Oczywiście nie mają z tym żadnego problemu. A czy mogą to zrobić? Postanowienie zmiany powstaje w werbalnym systemie analitycznym, zmiana zaś dokonuje się w pozawerbalnym systemie doświadczeniowym. Nasz umysł jest w stanie wyprodukować ideał, który nie istnieje w przyrodzie. Wyobrażam sobie, że chciałabym być wysportowana jak Baśka, zadbana jak Anka i pracowita jak Iga. Tworzę idealnego awatara, który nie istnieje. Lepiej już próbować naśladować konkretną osobę, bo ona ma zarówno zalety, jak i ograniczenia.

Dobrze jest chcieć tego, co w naszym przypadku jest realne?
– Najtrwalsza zmiana dotyczy poziomu pragnień. Waga to wynik. Aktywność fizyczna i jedzenie to zachowania, a pragnie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy