Dołącz do czytelników
Brak wyników

Most na rzece niepewności

Artykuł | 14 września 2016 |
43

Komu można zaufać? Dlaczego biznesmeni chcą spojrzeć sobie w oczy, zanim podpiszą kontrakt? Jak działa handel diamentami w Nowym Jorku? Dlaczego tak łatwo oszukać w miłości? Po czym taksówkarze oceniają wiarygodność pasażera? O znaczeniu zaufania i kosztach nieufności mówi profesor PIOTR SZTOMPKA.

DOROTA KRZEMIONKA: – „Trudno nie wierzyć w nic” śpiewa Adam Nowak z zespołu Raz Dwa Trzy. Jeszcze trudniej nie ufać nikomu…

PIOTR SZTOMPKA: – Tak, bo zaufanie jest mostem nad rzeką niepewności, bez którego nie przejdziemy na drugą stronę. Niepewności co do działań innych ludzi. Przyjmujemy więc pewien zakład – że inni zachowają się tak, jak tego oczekujemy, i dzięki temu możemy podjąć działanie: zagłosować na wybranego polityka, podjąć pracę dla kogoś, powierzyć mu coś cennego, poślubić ukochaną osobę. Obdarzając zaufaniem, radzimy sobie z niepewnością.

Zawsze jednak towarzyszy temu ryzyko, że inni nie spełnią naszych oczekiwań...

– Dlatego używamy różnych metod, żeby podwyższyć zaufanie przynajmniej do jakiegoś poziomu, przy którym działania podejmowane z konieczności nie robią wrażenia całkowicie naiwnych, nieracjonalnych, ślepych. Testujemy rzeczywistość. Gdy nie mamy podstaw, by komuś zaufać, lepiej zachować wstrzemięźliwość, spróbować osiągnąć cele w inny sposób. Ślepe zaufanie jest groźne. Może przerodzić się w kult jednostki, wodza lub guru, niewrażliwy na żadne racjonalne argumenty. Z historii wiemy, do czego to doprowadziło, na przykład pod rządami Hitlera czy Stalina. Wielu ludzi tkwiło w ślepocie na zbrodnie, kłamstwa, demagogię. Daniel J. Goldhagen, historyk z Harvardu, w książce Gorliwi kaci Hitlera charakteryzuje postawy zwykłych Niemców w czasach III Rzeszy. Wielu z nich, przynajmniej na początku, nie musiało angażować się i słuchać jego rozkazów, ale popierali go, bo mieli zaufanie, że Hitler prowadzi ich do lepszej przyszłości, a wyniszczenie Żydów jest sposobem, by zapewnić Niemcom dobrobyt. Ślepo szli za liderem.

Co składa się na zaufanie? Czym ono jest?

– W najprostszej postaci, jaką jest zaufanie antycypujące, oznacza to oczekiwanie, że ten, którego nim obdarzamy, spełni pewne kryteria. Po pierwsze, że będzie działał skutecznie, efektywnie, że dobrze wykona swój fach, będzie sprawnym politykiem, przywódcą, i dzięki temu przyniesie nam korzyści. Hitler przez długi czas spełniał to oczekiwanie. Drugie kryterium to wartości moralne. Ufając, uznajemy, że przywódca mówi prawdę, jest uczciwy, gra fair. Tę stronę trudniej udokumentować. Propaganda mogła wmówić Niemcom, że przywódcy działają w imię wartości. Trzecie kryterium to przekonanie, że ten, którego obdarzamy zaufaniem, sprzyja nam, bierze nasze interesy pod uwagę, jest dobrym ojcem, któremu możemy powierzyć swoje kłopoty i przegrane. Jest spolegliwy – jak określał to Tadeusz Kotarbiński. Niemcy, gdy wybierali Hitlera, czuli się przegrani po I wojnie i niepewni z powodu kryzysu ekonomicznego. Potrzebowali ojca, opiekuna, który zapewni im bezpieczeństwo. Podobne było nastawienie do Stalina. Gdy umarł, byłem w pierwszej klasie w muzycznej szkole podstawowej. Kiedy nauczycielka nam powiedziała, co się stało, wszyscy się popłakaliśmy. Mieliśmy odczucie, że umarł ktoś, na kogo można było złożyć własne niepokoje. Nie każde zaufanie jest wartością samą w sobie.

Czy można więc zracjonalizować ten proces zaufania, nie darzyć nim na ślepo?

– Trzeba. Zaufanie może wynikać z różnych rzeczy. W relacji z kimś dokonujemy kalkulacji, oceniamy jego wiarygodność tak zwaną inferowaną – będącą wynikiem wnioskowania. Aktywnie poszukujemy informacji o partnerze, weryfikujemy jego obietnice, dokonujemy projekcji jego interesu – czy ma on interes w tym, by spełnić nasze oczekiwania. Na wiarygodność immanentną z kolei składają się: reputacja partnera, rekomendacje i referencje. To dlatego adwokaci i lekarze, których sukces zawodowy zależy od tego, czy klient udzieli im zaufania, wieszają na ścianie gabinetu dyplomy. Ważny jest nie tylko wizerunek, ale to, jaki ktoś jest w działaniu. Obserwujemy, czy spełnia on wspomniane kryteria, czy jest skuteczny, moralny, lojalny. Jednym ze sposobów sprawdzenia tego jest patrzenie na jego przeszłość: czy dowiódł, że jest uczciwy, że potrafi sprostać moralnym wyzwaniom i podjąć dobre moralnie decyzje. Na tym w moim rozumieniu polega charakter – oznacza on konsekwencję, konsekwentną postawę. „Wystarczy być przyzwoitym” – mówi Władysław Bartoszewski, a to znaczy konsekwentnym, nie skręcać, by uzyskać doraźne profity. Nic tak nie podważa mojego zaufania do polityka jak wolta – pokazanie z dnia na dzień innej twarzy, innego sposobu postępowania.

Czasem nie umiem podać racjonalnych przesłanek mojego zaufania. Po prostu komuś ufam, choć nie wiem, dlaczego. Z czego to może wynikać?

– Być może z tego, co ujawnili w swoich badaniach Diego Gambetta i Heather Hamill. Poddali oni testom taksówkarzy w Nowym Jorku i Belfaście. W obu miastach praca taksówkarza jest niebezpieczna, choć z innych powodów. W Nowym Jorku dlatego, że jest tam masa bandytów, oszustów, którzy chcą zabrać dzienny utarg, w Belfaście zaś, bo z konieczności taksówkarz musi przemieszczać się między częścią katolicką i protestancką, a przekraczanie tej granicy wiąże się z ryzykiem. Co więcej, nie ma tam postojów, taksówkarze krążą po mieście i widząc osobę machającą na nich, muszą podjąć decyzję, czy obdarzyć ją zaufaniem, czy nie. Z badań wynika, że biorą pod uwagę różne znaki wiarygodności. W Nowym Jorku wolą klientów starszych niż młodszych, kobiety niż mężczyzn, białych niż czarnych. W obu miastach zwracają uwagę na ubiór, na to, czy ktoś ma teczkę, czy jest w okularach. Ważne są buty – eleganckie budzą większe zaufanie niż trampki lub adidasy. Problem w tym, że oszuści też znają te reguły i wiedzą, że biorąc udział w grze o zaufanie, muszą sobie zafundować buty od Armaniego. Jednak taksówkarze radzą sobie z oceną wiarygodności, większość z nich przecież przeżywa i nie traci majątku. Zdają się na instynkt, intuicję, czyli zapis swoich doświadczeń, nawet tych nieuświadamianych. Ale intuicji trzeba pomagać. Gdy idziemy do lekarza, warto spytać znajomych, zajrzeć do Internetu.

Jak można pomagać intuicji?

– Prostą metodą jest popatrzenie komuś w oczy, obserwowanie w bezpośrednim kontakcie, jak się zachowuje. Wrażenie, jakie wtedy powstaje, pomaga poznać partnera. Ostatnio wysłuchałem doniesienia z badań, w których wykorzystano rezonans magnetyczny, pozwalający obserwować aktywność mózgu. Obserwowano ją, gdy partnerzy kontaktowali się bezpośrednio, albo gdy te same osoby rozmawiały drogą medialną, przez Skype’a. Badania pokazały, że w tych sytuacjach były u nich aktywne różne obszary mózgu. Bezpośredni kontakt oddziałuje inną drogą neuronalną niż obraz medialny. Nie bez powodu biznesmeni latają po świecie, by spotkać się choć na chwilę, popatrzeć sobie w oczy i dopiero wtedy podpisać kontrakt.

Nie zawsze bliski kontakt i spojrzenie w oczy wystarczy. Czasem nadużywa zaufania nawet ktoś najbliższy, z kim jesteśmy latami. Może udawać wiarygodność. Jak nie wpaść w tę pułapkę?

– W sprawach miłości nie ma mocnych. Pod wpływem emocji stajemy się ślepi, nie badamy czyjejś biografii, nie analizujemy szans z punktu widzenia ryzyka. W takich sytuacjach bardziej prawdopodobny staje się błąd – że obdarzymy zaufaniem kogoś, kto na to nie zasługuje. Znam spektakularny przykład takiej sytuacji. Pani adwokat, wykształcona osoba, która z racji zawodu zna się na ludzkich ułomnościach, wyszła za mąż za młodszego pana. On studiował, ona więc przejęła ciężar utrzymania domu, zajmowania się dziećmi. Jemu nauka nie szła, powtarzał rok za rokiem. I nagle okazało się, że nigdy na żadnych studiach nie był. Wychodził rano z książkami i szedł do innej pani. Ona przeżyła szok, gdy zdrada wyszła na jaw. Jej zaufanie zostało naruszone. Oczywiście, nie spełniło się to, czego oczekiwała. Ale przede wszystkim nie mogła sobie darować, że tak dała się oszukać. Obwiniała za to siebie – że coś z nią jest nie w porządku, skoro była tak naiwna, głupia, ślepa.

Takie doświadczenie narusza zaufanie do samego siebie...

– Tak, do naszego sądu, oceny sytuacji, możliwości działania. Trudno to odbudować. Zaufanie jest dobrem kruchym, załamuje się szybciej niż je się buduje.

Czy okazując komuś z góry zaufanie, powierzając mu coś cennego i wystawiając się na większe ryzyko, można sprowokować kogoś do lojalności?
– Myślę, że może tak być. Opisuje się szczególne formy zaufania – powiernicze, obligujące, a nawet sprowokowane. W takich formach nie tylko c...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy