Self-compassion tłumaczone czasem jako „współczucie dla samego siebie” to życzliwość, wyrozumiałość, którą obdarzamy siebie w trudnych chwilach, mimo popełnianych błędów i doświadczanych porażek. To uznanie, że niedoskonałość jest częścią ludzkiej natury, ale też traktowanie siebie tak, jak traktujemy najlepszego przyjaciela, gdy jest w trudnej sytuacji.
Dział: Artykuły - Spis treści
Często skupiamy się na tym, czego nam brakuje, co jeszcze musimy wypracować lub zmienić w sobie. Trudno wtedy odczuwać wdzięczność i cieszyć się życiem. A przecież, jak pisał Jon Kabat-Zinn: dopóki żyjemy, więcej w nas tego, co dobrze funkcjonujące. Jak to odkryć? Jak stworzyć mapę osobistych zasobów?
Cień to dzika, zdolna do destrukcji część, jaka jest w każdym z nas, a której nie chcemy w sobie widzieć. Jeśli jednak odwracamy się od niej, odsuwamy ją od siebie, ona zaczyna nad nami panować, popychając nas do niszczenia innych lub siebie. Dopóki się z nią nie spotkamy, nie będziemy w stanie żyć w pełni i prawdziwie kochać.
Większość z nas uważa, że zna siebie dobrze. Przecież wiemy, co lubimy, jakie mamy oczekiwania, plany, marzenia, czego pragniemy. Ale czy na pewno? Często tak nam się wydaje, choć nigdy się nad tym nie zastanawiamy. Nie mamy wprawy w poznawaniu siebie, nikt nas tego nie uczy.
Zbudowanie dobrego i udanego związku od podstaw jest dla większości z nas bardzo trudnym wyzwaniem. Chociaż od małego obcujemy z różnymi ludźmi, żyjemy w mniejszych lub większych grupach społecznych, to są to zupełnie inne relacje niż ta miłosna i partnerska. Nikt nas nie uczy, jak rozmawiać z drugą połową, jak rozwiązywać problemy w związku, jak mówić o swoich potrzebach i problemach, a to przecież podstawowe elementy wpływające na jakość relacji. Jak zatem nauczyć się budować dobry związek?
„Dziecko nie bawi się dlatego, że jest dzieckiem, ale bawi się dlatego, by stać się dorosłym”. (A. Brzezińska)
Pragniemy skupionych na sobie instagramowych oczu, miejsca pościgu, gdzie jednak ścigamy się tylko sami ze sobą w pogoni za światem lepszym niż nasza rzeczywistość. Dla wielu taki pościg kończy się obniżeniem poczucia własnej wartości, depresją, lękiem i poczuciem społecznego odrzucenia.
Żyjemy w kulturze, która wspiera, a czasami nawet narzuca nam wspinanie się po szczeblach kariery, pogoń za lepszym autem, domem, noclegiem w ekskluzywnym hotelu za co najmniej 2000 zł za dobę. Wszystko po to, aby mieć się czym pochwalić i zabłyszczeć. Często budujemy w ten sposób wizerunek ludzi żyjących bezstresowo, którym wszystko się udaje. Wręcz unikamy stresu za wszelką cenę, dążymy do bezstresowego życia, pracy i utrzymywania spokoju i uśmiechu przez cały czas.
Stres jest zjawiskiem na tyle zaskakującym, że choć jest nam powszechnie znany, to już sama próba zdefiniowania, czym tak naprawdę jest, przysparza sporo trudności. Czy jest to coś, czego należy unikać za wszelką cenę w myśl: „Stres to cichy zabójca”, a może jednak stanowi reakcję, której pojawienie się ma głębszy sens?
Gdy przychodzi moment, w którym zaczyna nam brakować energii, możemy borykać się z obniżoną satysfakcją z życia oraz niską skutecznością. Dlatego bardzo ważna jest zdolność do rozpoznawania przyczyn obniżonej witalności oraz umiejętność wprowadzania narzędzi służących jej podwyższaniu. Jak wykorzystać do tego autocoaching?
Rytuały nadają sens życiu rodzinnemu i wspólnemu spędzaniu czasu, integrują i dają poczucie więzi oraz bliskości, wspomagają rozwój społeczny, uspokajają. Warto zatem angażować nawet małe dzieci w ich wymyślanie i wdrażanie. Wszystko po to, aby usłyszeć po latach: „Mamo, tato, dziękuję, że wtedy...”.
Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa – ta od lat powtarzana maksyma ma podkreślić różnice między płciami. Jak przekładają się one na nasze intymne relacje i jak to, jak funkcjonujemy na co dzień, wpływa na to, co dzieje się w nocy?