O ile wiarygodne źródła pozwalają twierdzić, że Safona żyła i pisała blisko 3 tys. lat temu na Lesbos i na Sycylii, to istnienie Homera nie jest pewne. Jeśli żył, to nie pisał, a Iliada i Odyseja zostały spisane, kiedy go już nie było wśród żywych. Bohaterka tego drugiego eposu, Penelopa, jest postacią mityczną. Uchodzi za wzór wierności małżeńskiej kobiet. Kultura zbudowana na helleńskiej nie oczekiwała wierności małżeńskiej od mężów. Penelopa, przez dwadzieścia lat nieobecności Odysa, odmawiała wybrania męża spośród ponad setki zalotników. Wojna trojańska się skończyła, jej weterani wracali, a o nim nie było wieści. Penelopa rządziła Itaką w zastępstwie męża. Najwyraźniej odpowiadała jej ta pozycja społeczna. Kandydatów do jej ręki i do władzy było sporo, a odmowa nie wchodziła w grę. Penelopa uciekła się do wymówki. Wybierze nowego męża, kiedy skończy tkać całun dla starego już teścia. Dniami tkała, a nocami pruła dzieło dnia. Tyle Homer.
Tkactwo było domeną dziewcząt i kobiet. Tkała nawet Atena (tkała też Anna Freud, jej krosna można oglądać w Muzeum Freuda w Londynie). Homer nie wspomina, z czego tkała ani jak wyglądała tkanina. Praca wpisana w kulturową rolę kobiety nie zasługiwała widać na uwagę.
Może czas uznać Penelopę za pierwszą feministkę, która okazała się zdolną polityczką, władczynią i artystką? Była kobietą podejmującą autonomiczne decyzje i sprawnie je wprowadzającą w życie. Była też przebiegłą jak Odys, a Homer każe pamiętać o niej jako o wiernej żonie.
Niestety, Homer nie pisze także o tym, co gotowano na dworze Penelopy. Wspomina tylko, że zalotnicy jedli chleb i mięso. Itaka jest wyspą górzystą. Może spróbujemy prostej i smacznej zupy z okolic Krościenka, chociaż o jej istnieniu Homer nie mógł wiedzieć.
Czytaj więcej
Chyba nie będzie dużym spoilerem, jeśli powiem już na początku, że tytułową „milczącą przyjaciółką” w filmie Ildikó Enyedi, nagrodzonym na festiwalu w Wenecji, jest… drzewo. A dokładnie miłorząb, który przygląda się życiu bohaterów na przestrzeni ponad stu lat. To odwrócenie perspektywy przekształca wielowątkową historię w kontemplacyjny esej. Po drodze zmieniają się kostiumy, epoki i problemy, a drzewo o wachlarzowatych liściach, posadzone w jednym z niemieckich ogrodów botanicznych, ciągle trwa, pamięta czy nawet tęskni.
Mimowolnie przejmujemy jego spojrzenie. Dużo bardziej całościowe niż nasze, pozwalające dostrzec tajemnicze związki między naturą i człowiekiem. W tym przypadku uzbrojonym w aparat naukowy, ale w każdej epoce tak samo samotnym. Bowiem ludzkimi bohaterami tego filmu są: pionierska studentka botaniki z początków XX w., młodzieniec z ery hippisowskiej, który zaprzyjaźnia się z rośliną, oraz hongkoński naukowiec wyspecjalizowany w badaniu mózgów małych dzieci. Poznajemy całą trójkę w momentach, gdy odkrywają coś zupełnie dla nich nowego.
Grete przystępuje do egzaminu na uniwersytet, lecz jako młoda kobieta nie jest traktowana poważnie przez męską komisję. Ponad pół wieku później młody Hannes, zakochany w koleżance z uczelni, dostaje pod opiekę jej pelargonię będącą przedmiotem naukowego eksperymentu. Zaś w roku wybuchu pandemii COVID-19 doktor Tony Wong, przebywający na gościnnych wykładach w Europie, z powodu lockdownu zostaje uwięziony na kampusie. Właśnie tym trzem samotnościom przygląda się „milczące” drzewo. Dostrzega w każdej z postaci budzącą się pasję, a wraz z nią nowy rodzaj bliskości odnajdywanej tam, gdzie najmniej można by się tego spodziewać.
Okazuje się jednak, że rośliny także bywają samotne. Na tym zasadza się najbardziej oryginalny wątek Milczącej przyjaciółki i wcale nie chodzi w nim o uczłowieczanie świata roślinnego, raczej o budowanie międzygatunkowej więzi czy osobliwej komunikacji. Poprzedni tytuł węgierskiej reżyserki, Dusza i ciało (2017), też dotykał sekretnych połączeń, w tym przypadku między losem kochanków a światem zwierząt. I nie było w tym wulgarnego naturalizmu; chodziło po prostu o zobaczenie ludzkich tęsknot w możliwie szerokim, biologiczno-metafizycznym kontekście. Tak jest i tym razem.
Film o dziwakach uprawiających naukę (i sztukę) w cieniu wiekowego drzewa łączy swobodną fantazję z paradokumentalną obserwacją. Przez dwie i pół godziny dryfujemy przez tę niezwykłą opowieść, która mówi nie tyle o ludziach i roślinach, ile o szerszym postrzeganiu rzeczywistości. Zarówno w obrazie, jak i w dźwiękach można wychwycić to, co na co dzień bywa niesłyszalne bądź ignorowane. Na czas seansu stajemy się częścią całego ekosystemu, zanurzając się w jego głęboko ukrytych warstwach i zadając sobie pytania o nasze w nim miejsce.
MILCZĄCA PRZYJACIÓŁKA (Stille Freundin) – reż. Ildikó Enyedi. Prod. Niemcy/Francja/Węgry 2025. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 22 maja.
Czytaj więcej
Żyjemy w czasach, w których dążenie do samodoskonalenia i zdrowia otacza nas z każdej strony. Jesteśmy bombardowani poradami o porannych rutynach, dietach eliminacyjnych, postach przerywanych, aplikacjach do samorozwoju i zaawansowanych treningach. Przemysł wellness rośnie w ogromnym tempie, a jego globalna wartość szacowana w 2022 r. na 5,6 biliona dolarów ma osiągnąć 8,5 biliona dolarów do 2027 r. Teoretycznie cel jest szczytny – chcemy żyć lepiej. W praktyce jednak dla wielu z nas to niekończące się pasmo wymagań stało się kolejnym źródłem stresu.
Czytaj więcej
Artykuł inspirowany książką Zatrzymaj się. Poradnik dla żyjących w biegu i wiecznym pośpiechu
Świat, w którym dziś funkcjonujemy, rzadko daje przyzwolenie na pauzę. Codzienność przyspiesza wraz z rosnącą liczbą obowiązków, presją i wymaganiami – zawodowymi, społecznymi, emocjonalnymi. Tempo staje się normą, a zatrzymanie wyjątkiem. Od wczesnych godzin porannych aż do momentu zaśnięcia jesteśmy w trybie reagowania na powiadomienia, potrzeby innych, listy zadań, własne oczekiwania. Tymczasem nie jesteśmy maszynami, które można bez końca aktualizować i optymalizować. Jesteśmy ludźmi, których układ nerwowy, ciało i psychika mają swoje granice.
Czytaj więcej
Nagłe, ciężkie milczenie. Zimny wzrok. Zraniony, pełen rezerwy ton. Uniesienie brwi, opad kącika ust, zaciśnięte pięści. Te zmiany w mimice, głosie, postawie ciała to dla Ciebie wyraźne sygnały. Ty już wiesz. Ktoś jest smutny. Rozczarowany. Zły. I Twoja panika. Czy coś źle robię? Kiedy? Jak? Znów? Co teraz będzie?
Czytaj więcej
Dzieciak lat 90. XX wieku co wtorek oglądał przez palce Z archiwum X, by nazajutrz rano dokładnie omówić fabułę z kolegami. W czwartek – zamiast kosmitów – bał się tryskających litrów krwi z pierwszego tak realistycznego serialu o medykach, jakim był Ostry dyżur. Zbliżenie na skalpel rozcinający skórę i pulsujące serce w dłoni chirurga stały w kontraście wobec smętnej akcji odgrzewanego serialu Szpital na peryferiach. Jednak dzieciak lat 90. na progu nowego stulecia największej gęsiej skórki dostawał… przy obiedzie.
Czytaj więcej
W końcu nadszedł ten upragniony dzień. Zamykasz laptopa, ustawiasz autoresponder i pojawia się myśl: „Teraz wreszcie odpocznę. Naładuję baterie i wrócę do pracy z nową siłą”.
Znasz te myśli? Brzmi to prosto, ale rzeczywistość często pokazuje, że samo odejście od miejsca pracy jeszcze nie sprawia, że automatycznie się regenerujemy.
Czytaj więcej
Robert: A dziś będzie o tym, że współczesna kultura dużo więcej czasu poświęca emocjom niż potrzebom.
Magdalena: Ba, my sami wolimy emocje, które są widowiskowe i teraz po prostu modne. Ja też wolę myśleć o emocjach niż potrzebach. To chyba jest… łatwiejsze. Tyle że unikanie myślenia o potrzebach nie kończy się pozytywnie, nie jak w komediach romantycznych, gdzie królują emocje. Zastanówmy się, z jakiego powodu wybieramy emocje, a nie potrzeby.
Robert: Ponieważ od dziecka uczymy się nazywać emocje, rozpoznawać je, natomiast potrzeby zdecydowanie wymagają czegoś więcej. Choćby refleksji i interpretacji. A dlaczego miewamy z potrzebami taki problem? Otóż emocje nie odkrywają nas tak jak potrzeby. Wtedy nie jesteśmy tak podatni na ocenę. O emocjach słyszymy dziś dużo częściej niż o potrzebach, a potrzeby zwykle wymagają dopowiedzenia: „Czego ja właściwie chcę i dlaczego?”.
Magdalena: Często słychać magiczną formułkę, że mamy prawo do nazywania swoich emocji. W social mediach promuje się takie postawy.
Robert: Ale jednocześnie potrzeba może nas obnażyć. Czasem łatwiej mi powiedzieć, że jest mi smutno, niż powiedzieć, że pragnę, byś mnie przytulił(-a). A kiedy wyznam, że potrzebuję przytulenia, odsłonię się.
Magdalena: Ludzie częściej mówią, że czują się zmęczeni, znużeni, wkurzeni, zamiast poprosić kogoś o coś, nazwać pragnienie. Wielu ekspertów przekonuje, że jak się nauczysz mówić o emocjach, życie stanie się prostsze. Relacje też. Owszem, ale dołóżmy do tego pakietu potrzeby.
Robert: Potrzeba odsłania zależność. Jest doświadczeniem w tym kontekście, o którym teraz mówię, bardzo relacyjnym: mnóstwo takich przypadków znam z gabinetu terapeutycznego. Zawsze przecież można powiedzieć partnerowi, że nas irytuje czy złości, lecz znacznie trudniej wyznać, że czegoś mi brakuje. I że tak bardzo potrzebuję bliskości, czułości albo długiej rozmowy. Rozpoznawania emocji uczymy się wcześniej niż potrzeb. Dziecko uczy się najpierw rozpoznawać i nazywać stany afektywne. To potrzebne jest nam do przeżycia. W wielu domach emocje bywają nazywane, a potrzeby oceniane. Możemy usłyszeć „nie przesadzaj”, „nie bądź egoistą”.
Magdalena: Tyle że nie zawsze umiemy czy chcemy o nich mówić. Zastanawiam się, czy partnerzy często różnią się tak, że np. on umie mówić tylko o potrzebach, a ona głównie o emocjach, albo na odwrót. I stąd biorą się konflikty, brak porozumienia. I stąd bierze się potrzeba terapii.
Robert: Kiedy prowadzę terapie par, obserwuję, że ludzie zatrzymują się na komunikacie emocjonalnym i nie przechodzą do tego, co za nim stoi. Mówią: „Jestem na ciebie zły(-a)”
i koniec. Dopiero kolejne pytanie brzmi: „Co mnie tak boli?” albo „Czego mi brakuje?”. I oczywiście pierwszym etapem jest rozpoznanie emocji, ale później warto ustalić, co za tą emocją stoi, np. jakie jest schowane pragnienie. Jaka w związku z tymi przeżytymi emocjami kryje się potrzeba? I wcale nie muszę mieć jasności co do tego. Ba, mogę mieć sprzeczne potrzeby. Albo takie, których na przykład wstydzę się.
Magdalena: Czuję, że w sytuacjach prywatnych u mnie emocje nierzadko biorą górę, jakoś nie myślę wtedy o potrzebach.
Robert: Emocja często bywa obroną przed potrzebą. Złość potrafi osłaniać smutek, lęk, poczucie odrzucenia, a razem z tym potrzebę bliskości czy bycia ważnym.
Magdalena: Czyli pod komunikatem: „Wkurza mnie, jak dużo pracujesz” może być potrzeba bycia widzianym, słyszanym. Łatwiej zarzucić komuś pracoholizm niż wyznać, że w związku czujemy się samotni. Znam liczne takie historie, opisuję je w reportażach. A Ty, Robercie, należysz do „teamu potrzeb” czy „teamu emocji”?
Robert: Jestem z „teamu potrzeb”.
Magdalena: Przysłowiowy szewc jednak w butach chodzi (uśmiech). Czy przyszło Ci to naturalnie, czy z doświadczeniem i świadomością?
Robert: Nie twierdzę, że potrzeby są na usługach emocji czy emocje na usługach potrzeb, ale chciałbym jednak, abyśmy mieli poczucie, że świadomość potrzeb jest szczególnie użyteczna. Jestem zwolennikiem ich zaspokajania w rozwojowy, niekrzywdzący innych sposób. Mam głębokie przekonanie, że wiedza to siła, a wiedzę buduje między innymi świadomość. Wiedza psychologiczna pomaga uzyskać wgląd, choć może też sprowadzić na manowce.
Magdalena: Wnioskuję, że to mieszanka: neurobiologia, emocje i socjalizacja oraz kultura. Z jednej strony reagujemy szybko, z drugiej uczymy się dopiero rozumieć, czego naprawdę potrzebujemy.
Robert: W dużym uproszczeniu – tak. Z perspektywy neurobiologii struktury limbiczne, m.in. ciało migdałowate reagują szybciej, a nazwanie tego, co się ze mną dzieje, oraz dojście do potrzeby często wymaga pracy kory przedczołowej: zatrzymania, refleksji, mentalizacji. W kulturze współczesnej częściej usłyszymy narrację o emocjach, rzadziej o potrzebach. Częściej „nazwij swoje emocje”, „masz prawo do złości” niż „masz prawo do potrzeby”.
Magdalena: Kiedy omawialiśmy temat naszego felietonu, powiedziałeś o emocjonalnym głosie krzywdy jako istotnym elemencie. O krzywdzie, o szczęściu mówi się w sposób niezwykle emocjonalny. Najczęściej…
Robert: Emocjonalny głos krzywdy oznacza sposób mówienia, w którym krzywda „idzie pierwsza”. Słychać przede wszystkim żal, złość, pretensję, czasem pogardę, a dużo mniej słychać prośbę. To głos, który często przynosi chwilową ulgę, bo wyrzucamy emocje, ale zwykle utrudnia drugiej stronie zobaczenie, czego naprawdę nam brakuje. I dlatego w relacjach łatwo nakręca konflikt, bo obie osoby zaczynają się bronić zamiast się spotkać.
A przecież, jak pisał Marshall Rosenberg w książce Porozumienie bez przemocy. O języku życia, emocje są wskaźnikiem tego, czy nasze potrzeby są zaspokojone, czy nie.
Magdalena: Niedawno byłam w kinie na Wichrowych wzgórzach, gdzie o miłości, o krzywdzie, o cierpieniu, o tęsknocie mówi się poprzez emocje. Dramaturgia sięga momentami chmur. Emocje są w ekspresji widowiskowe, filmowe, a potrzeby…
Robert: …zdecydowanie mniej widowiskowe, ale psychologicznie bardziej porządkujące. Emocja sama w sobie pokazuje, że coś nas poruszyło, dotknęło, zabolało albo obudziło tęsknotę. Ale dopiero potrzeba prowadzi nas krok dalej, bo zmusza do odpowiedzi na mniej efektowne, za to ważniejsze pytanie: „Czego mi właściwie brakuje?”. Bliskości, bezpieczeństwa, uznania, spokoju, bycia naprawdę zobaczonym? I może właśnie dlatego emocje są tak wdzięczne dla kina, a potrzeby niekoniecznie. Emocje dobrze się ogląda. Potrzeby trzeba umieć nazwać. A to jest trudniejsze, bo wymaga szczerości, konkretu i odwagi.
Czytaj więcej
Macierzyństwo zmienia się wraz ze społeczeństwem. Współczesne matki mają dostęp do wiedzy, opieki medycznej, wsparcia psychologicznego i rozwiązań prawnych, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były rzadkością. Jednocześnie coraz więcej kobiet mówi o presji, przeciążeniu i poczuciu, że macierzyństwo stało się przestrzenią pełną oczekiwań – społecznych, kulturowych i własnych.
Czytaj więcej
W dobie nieograniczonego dostępu do technologii świat wirtualny stał się dla najmłodszych równie realny co ten za oknem. Jednak wraz z nauką czy zabawą w sieci pojawiają się też zagrożenia, na które dzieci nie zawsze są gotowe. W tym kontekście powraca fundamentalne pytanie:
Kto właściwie odpowiada za bezpieczeństwo naszych dzieci w sieci? Czy to rola rodziców, szkoły, a może gigantów technologicznych i państw tworzących ramy prawne?
Czytaj więcej
Prebiotyki to wyjątkowe składniki naszej diety, które realnie wspierają zdrowie poprzez modulację mikrobioty jelitowej. Odgrywają istotną rolę w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu. A czym właściwie są?
Najczęściej są to frakcje błonnika pokarmowego obecne w owocach, warzywach, orzechach czy nasionach. W formie wyizolowanej możemy je również znaleźć w suplementach diety.
Czytaj więcej