Między troską a nadzorem

Zaufanie to fundament dobrej relacji – oznaka bliskości, dojrzałości i szacunku. A jednak w wielu rodzinach obok tego przekonania cicho pulsuje lęk: potrzeba sprawdzania, kontrolowania, upewniania się, że wszystko jest „tak, jak powinno być”. Włączona lokalizacja w telefonie, szybkie zerkanie na dziennik elektroniczny, pytania o każdą zmianę planów. Skąd bierze się ten paradoks? Dlaczego troska tak łatwo zmienia się w nadzór? I gdzie przebiega granica między odpowiedzialnością rodzica a wolnością dziecka?
Czytaj więcej

Efekt Smarzowskiego

Ponad 2 mln widzów poszło do kina na film o przemocy domowej. To dużo jak na temat, od którego raczej się odwracamy. A statystyka jeszcze poszybuje – Dom dobry z końcem stycznia trafił do streamingu.  Ja już po, obejrzałam w kinie. Zaskoczyło mnie, jak wiele par było na sali. Taki film wcześniej nie powstał, bo producenci byli przekonani, że Polacy nie będą chcieli go oglądać. Dlaczego więc poszli? Co to o nas mówi? Czego dotyka? Może czegoś, co jednocześnie wiemy i czego boimy się wiedzieć. Gośka (Agata Turkot) poznaje w internecie starszego od siebie i wpływowego Grześka (Tomasz Schuchardt). Zaczyna się od sielanki. Niby nic nie zapowiada, jak to się potoczy. Ta początkowa faza związku to jeden z największych atutów filmu – precyzyjny zapis mechanizmów, które zwykle bagatelizujemy. Jest jak materiał szkoleniowy. Film po premierze był ostro krytykowany. Zarzucano mu „pornografię przemocy” i „rewię tortur”. Autorami tych recenzji byli głównie mężczyźni. Tymczasem przemoc domowa właśnie taka jest: niewygodna, bolesna. Można poczuć nadmiar, ale nie z powodu braku realizmu, lecz dlatego że w ciągu niespełna dwóch godzin streszcza się czyjeś kilka lat. Czy każda relacja przemocowa wygląda tak jak u Gośki i Grześka? Nie. Ale może – i to się wydarza. Film pokazuje, jaki bywa finał, gdy nikt – rodzina, znajomi, system – nie reaguje. Bo to, jak trudno osobie systematycznie krzywdzonej postawić granicę, również widzimy. Kolejny atut Domu dobrego: obserwujemy, co dzieje się w głowie Gośki.  Po premierze wybuchła (i wciąż trwa) jedna z największych dyskusji o przemocy domowej w Polsce, dyżurantki Feminoteki odnotowały wzrost zgłoszeń o 223%. Ta sama Feminoteka tuż przed premierą przeprowadziła badanie dotyczące społecznych postaw i przekonań związanych z przemocą domową. Raport przeszedł bez echa, a szkoda, bo jest w nim kilka mocnych obserwacji. Potwierdziły się wyraźne różnice płciowe: mężczyźni rzadziej rozpoznają przemoc, kojarzą ją głównie z jej fizyczną formą i częściej ją usprawiedliwiają. Aż 39% uważa, że jeśli kobieta była pod wpływem alkoholu, „sama jest sobie winna”. Wśród kobiet ten pogląd podzieli­ło 19%.  Co czwarty dorosły Polak przyznaje, że sam doświadczył przemocy, a co trzeci zna taką osobę z najbliższego otoczenia (to ponad 11 mln ludzi!). Jednocześnie tylko połowa osób, które wiedziały o przemocy wobec kogoś bliskiego, zdecydowała się zareagować. Druga połowa albo pozostała bierna, albo nie chciała o tym mówić. Wojciech Smarzowski momentami sięga po skrót i stereotyp, ale same mechanizmy ujął trafnie. I dużą sprawą jest to, że zdecydował się je pokazać mężczyzna.  Jedna z moich czytelniczek napisała: „Mój mąż po seansie wyglądał, jakby zobaczył ducha. Mówił, że dawno nic nim tak nie wstrząsnęło”. I chyba właśnie na tym polega ten efekt – widownia decyduje się skonfrontować z tym, co zwykle skutecznie wypiera.  PS Jeśli doświadczasz przemocy, możesz zadzwonić na Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123 (czynny całą dobę). 
Czytaj więcej

Bez czata ani rusz

– Mamo, zgadnij, co dostałem ze sprawdzianu z algebry? – No niech zgadnę, pewnie znowu czwórkę z plusem? – Tym razem piątkę! – powiedział Louis z taką dumą, jakby właśnie wymyślił teorię względności. – W tym roku to idziesz na rekord, synku. – Nie, no, wystarczyło po prostu posiedzieć więcej przy książkach niż z kolegami i takie są tego efekty. Ta utopijna wizja sukcesów naukowych nastolatka dla niemal każdej mamy brzmi znajomo. Dobre dziecko, coraz lepsze oceny, mniej problemów niż u innych. Można odetchnąć, wreszcie coś się udaje. Do momentu, w którym w tej historii pojawia się jedno, niewygodne pytanie: Czy to rzeczywiście książki, czy raczej sprytnie ustawiony telefon? Coraz częściej nastoletnie „piątki bez wysiłku” mają swoje źródło nie w cichym biurku, tylko w jasnym ekranie. Wystarczy zrobić zdjęcie testu, wgrać je do czatu z mądrym programem i poczekać kilka sekund. Odpowiedzi pojawiają się szybciej, niż serce zdąży mocniej zabić przed klasówką. Papier wraca do nauczyciela, nauczyciel stawia ocenę, mama chwali. Tylko jedno dzieje się naprawdę: dziecko nie nauczyło się prawie niczego. W wielu polskich domach wieczory wyglądają podobnie. Rodzice siedzą na kanapie i w tle leci serial, a pranie dopiero co wyjęte z bębna zaczyna się suszyć. Z pokoju nastolatka dochodzi trzask klawiatury, krótkie śmiechy przez słuchawki, czasem zdenerwowane: „Zaraz!”. Kiedy rodzic pyta: „Uczysz się?”, słyszy: „Tak, spokojnie”. I chce w to wierzyć, bo przecież widzi w dzienniku coraz lepsze stopnie. A jednak coś zgrzyta. Syn, który jeszcze pół roku temu gubił się w tabliczce mnożenia, nagle liczy złożone równania. Córka, która miała problem z wypracowaniem na polski, nagle oddaje tekst tak dojrzały, że mama musi go przeczytać dwa razy. Czy to możliwe, by dojrzewanie przyspieszyło aż tak? A może to technologia przyspieszyła za nich? Francja i Australia już powiedziały „sprawdzam”. Wprowadziły zakazy używania telefonów w szkołach, ograniczyły kontakt uczniów z ekranami w czasie lekcji. Ministerstwa edukacji mówią wprost: dzieci tracą zdolność koncentracji, zanika cierpliwość, wszystko ma być „tu i teraz”. Jeśli dodamy do tego sztuczną inteligencję, która rozwiązuje zadania „zamiast”, a nie „z”, nagle okazuje się, że szkoła przestaje być miejscem nauki, a staje się sceną podstępnych trików. Można wzruszyć ramionami: „Świat się zmienia, muszą sobie radzić”. Tylko że radzenie sobie nie polega na tym, że ktoś inny myśli za nasze dzieci. Telefon nie będzie za nie rozmawiał z szefem, kiedy dorosną. Czat nie przeżyje za nich pierwszego kryzysu w związku. Aplikacja nie podejmie decyzji, czy zostać w pracy, która wypala, czy zaryzykować zmianę. Wiedza zdobyta na skróty znika tak szybko jak ostatnia wiadomość na ekranie. Wiedza zdobyta naprawdę zostaje w mięśniach, w oddechu, w poczuciu: „Poradziłem sobie, choć było trudno”. Tego nie da się wgrać, skopiować ani wkleić. Dlatego może warto, zamiast pytać codziennie: „Jaką masz ocenę?”, spróbować innych pytań: „Czego się dziś nauczyłeś bez telefonu?”, „Co było najtrudniejsze?”, „W czym nie poszło od razu?”. To nie jest opowieść o złych dzieciach ani o naiwnych rodzicach. To historia o pokoleniu, które dostało do ręki narzędzie potężniejsze, niż my kiedykolwiek mieliśmy i nie dostało do niego instrukcji obsługi. Tę instrukcję musimy dopisać my dorośli. Czasem mówiąc „nie”, czasem odbierając telefon przed klasówką, czasem pozwalając dziecku wrócić do domu z tróją. Bo trója, za którą stoi realne zmaganie, może mieć dla jego przyszłości większą wartość niż piątka „wyklikana” w sekundy. Przyszłość naszych nastolatków bez telefonu na ławce i bez czatu w kieszeni wcale nie musi być czarna. Wręcz przeciwnie – może być jedyną, w której naprawdę będą mieli szansę dowiedzieć się, kim są i do czego są zdolni. Nie jako użytkownicy aplikacji, ale jako ludzie. Bo jeśli kiedyś technologia na chwilę się wyłączy w szkole, w pracy, w życiu, to właśnie wtedy okaże się, czy pod wszystkimi piątkami naprawdę stoją ich głowy, serca i charaktery, czy tylko bardzo sprawny aparat fotograficzny w telefonie.   
Czytaj więcej

Jak odrzucamy innych

Wiele osób mówi o bliskich ludziach: „On mnie nie rozumie”, „Ona mnie nie wspiera”. Dzięki psychoterapii osoby te przestają zabiegać o uwagę tych, którzy notorycznie ich odrzucają, oraz orientują się, w jaki sposób opuszczają samych siebie, ignorując własne uczucia i potrzeby. Jednak każdy medal ma dwie strony. Często ci, którzy doświadczają opuszczenia, równocześnie nie dopuszczają do siebie innych, potrafią skutecznie ich odrzucać. I zazwyczaj nie dzieje się to w jakiś dramatyczny sposób, lecz subtelnie.
Czytaj więcej

ONA może zepsuć Twoją relację…

Dlaczego mówimy o samoocenie w relacjach? Decyduje ona o tym, jak wybieramy partnerów, jak wyrażamy potrzeby i jak reagujemy na konflikty. Zbyt niski, a także zbyt wysoki oraz niestabilny poziom samooceny może wpłynąć negatywnie na nasze relacje. Po czym poznać, że samoocena może zagrażać naszym relacjom i jak dbać o jej właściwy poziom?
Czytaj więcej

Agresja u nastolatka to często maska smutku. Jak rozpoznać ukrytą depresję?

Okres dojrzewania to czas burzy hormonów, buntu i poszukiwania własnej tożsamości. Kiedy jednak zachowanie nastolatka zmienia się drastycznie, a dominującą emocją staje się gniew, rodzice często czują się bezradni. Łatwo zrzucić winę na „trudny wiek”, jednak specjaliści alarmują: u młodzieży agresja, drażliwość i wrogość są często nietypowymi, ale bardzo powszechnymi objawami depresji. Jak odróżnić nastoletni bunt od zaburzeń nastroju, które wymagają interwencji specjalisty?
Czytaj więcej

Jak kochają mikroby? O tym, że bliskość zaczyna się w jelitach

Gdy między dwojgiem ludzi pojawia się uczucie sympatii czy miłości, mówimy, że jest między nimi „chemia”. Mamy skłonność do lokalizowania tych uczuć w sercu lub – w przypadku osób twardo stąpających po ziemi – w mózgu, gdzie w tym czasie obserwuje się wzmożoną aktywność dopaminy czy oksytocyny. Jednak coraz więcej danych naukowych sugeruje, że w tej „magicznej chemii” czaruje trzeci, niewidzialny partner. Jest nią, ukryta pod metaforą „motyli w brzuchu”, nierozerwalnie połączona z nami od początków istnienia, mikrobiota jelitowa. 
Czytaj więcej

Uwolnić ciało

Mowa ciała jest wyrazem potrzeb, źródłem informacji o naszych przejściach ­i doświadczanych emocjach. W jaki sposób nawiązać kontakt ze swoim ciałem oraz nauczyć się lepiej rozpoznawać i rozumieć swoje reakcje emocjonalne? 
Czytaj więcej

Czyja jest opowieść o mnie?

O pułapkach autorytetów z Joanną Flis rozmawia Dawid Krawczyk
Czytaj więcej

Zawiść– zła macocha, której nie chcemy znać

Choć każdy z nas zna bajkę o Królewnie Śnieżce, w której macocha słyszy w magicznym lustrze, że Śnieżka jest najpiękniejsza, mało kiedy zastanawiamy się nad głębią mechanizmu, który tam zachodzi. 
Czytaj więcej

Samotność - przestrzeń czy mur?

Czasami słyszę w gabinecie zdanie: „Jestem sama i dobrze mi z tym”. Mówione spokojnie, bez żalu, czasem nawet z dumą. I samo to zdanie nie jest problemem. Samotność nie jest problemem, brak związku też nie. Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy pod tą „niezależnością” siedzi coś innego – smutek, lęk, poczucie braku, doświadczenie bycia nieważną.  Albo po prostu zmęczenie tym, że bliskość zbyt często bolała.
Czytaj więcej

Dlaczego mi to robisz?

Może być fizyczna, emocjonalna, finansowa. Choć jest stara jak świat, korzysta z nowych technologii – uwielbia aplikacje randkowe. Dotyka ludzi niezależnie od tego, gdzie mieszkają, w co wierzą, jaki mają kolor skóry. A jej dotyk potwornie boli i zostawia rany.
Czytaj więcej