Agnieszka Passendorfer: Jestem fanką japońskiej filozofii kaizen – metody małych krok...

Zanim usiądziemy do medytacji, potrafimy przeczytać trzy książki o tym, jak zacząć medytować krok po kroku w domu, obejrzeć godzinny wykład o tym, dlaczego medytacja nie działa od razu, zapytać AI jak wyciszyć gonitwę myśli i obniżyć poziom stresu. Teorię przyswajamy szybko. Praktykę odkładamy w nieskończoność. W swojej najnowszej książce „Medytacja. Odkryj swój sposób na uspokojenie umysłu i ciała” Agnieszka Passendorfer zaznacza, że w tej praktyce wiedza to jeden procent, reszta to codzienne, czasem niewygodne doświadczanie. - Dobrze jest pozwolić sobie na dyskomfort, błądzenie umysłu, nawet niecierpliwość. Po to, aby poobserwować siebie i nauczyć się reagować dopiero wtedy, gdy to naprawdę konieczne – przekonuje autorka w rozmowie z charaktery.eu. W swojej najnowszej książce pisze Pani, że w medytacji teoria to zaledwie jeden procent, a praktyka – dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Skąd się bierze rozdźwięk między intelektualnym wytłumaczeniem a doświadczaniem medytacji? Wiedzę potrzebną do medytacji można zdobyć całkiem szybko – może nie w godzinę, ale poświęcając niewiele więcej czasu: biorąc udział w jednym warsztacie, oglądając jeden dłuższy film na YouTube albo czytając jedną książkę. A potem trzeba medytować. Przejść od teorii do doświadczania. Usiąść – albo wybrać inny rodzaj medytacji – i dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku obserwować, co się z nami dzieje. Otworzyć się na efekty. Te proporcje – oczywiście raczej umowne – mają nam uświadomić, że nie trzeba, a nawet nie wolno bez końca szukać informacji, prosić o rady ChatGPT i odwlekać sam moment medytacji. Trzeba po prostu zacząć. Pewna lekarka opowiadała mi, jaką radę dają starsi koledzy i koleżanki studentom medycyny, którzy uczą się do egzaminu ze specjalizacji: „Sfotografuj w tym czasie swoje mieszkanie. Już nigdy nie będziesz mieć tak czysto”. Właśnie, ta nasza prokrastynacja… Znam osoby, które prędzej zrobiłyby doktorat z medytacji, niż zaczęłyby medytować, napisałyby doktorat z dietetyki, zamiast zmienić nawyki żywieniowe, albo z psychologii, zamiast pójść na terapię. Tylko że doktorat niewiele w ich życiu zmieni. Wielu ludzi, którzy zaczynają medytować, oczekuje, że od razu poczuje spokój i ciszę umysłu. Jakie psychologiczne mechanizmy stoją za tymi oczekiwaniami? Dlaczego to właśnie umysł „błądzący” jest tak ważny w tej praktyce? Zaczynamy medytować zwykle późno. To znaczy wtedy, gdy już jest nam źle, przeżywamy kryzys, borykamy się z wypaleniem zawodowym, jesteśmy w żałobie albo cierpimy na choroby o podłożu psychosomatycznym. Gdzieś usłyszeliśmy, że medytacja może pomóc. A jesteśmy tak zmęczeni obniżonym nastrojem czy wręcz cierpieniem, że chcemy natychmiastowej ulgi. Nie ma w tym nic złego. I ta natychmiastowa ulga pewnie przyjdzie. Odrobinę jej przyjdzie. Sama decyzja, by zadbać o siebie, dać sobie chwilę na spokojne posiedzenie z oddechem, zapewne już pomoże. Jednak na ważne, długotrwałe efekty trzeba będzie poczekać. Dobrze jest się nie zniechęcać, kiedy te drobne efekty nas nie usatysfakcjonują albo medytacja nas znudzi. Dobrze jest pozwolić sobie na dyskomfort, błądzenie umysłu, nawet niecierpliwość. Po to, aby poobserwować siebie i nauczyć się reagować dopiero wtedy, gdy to naprawdę konieczne. Jako społeczeństwo – taka jest moja obserwacja – generalnie mamy coraz niższą odporność na nieprzyjemność, także psychiczną. Tymczasem warto się nauczyć ją znosić lub zamieniać na przyjemność, lecz w sposób, który jest dla nas dobry. Swoją drogą ciekawe, jak w obecnych czasach wypadłby test marshmallow, sprawdzający, czy potrafimy poczekać na większą nagrodę, czy zadowalamy się mniejszą, ale natychmiast. Pisze Pani o różnych rodzajach medytacji: od koncentracji po uważność. W jaki sposób cechy temperamentu lub osobowości, na przykład napady lęku, neurotyczność, ADHD, wpływają na wybór metody medytacji dla danej osoby? Czy osoba, która jest nerwicowcem lub zmaga się z lękiem, powinna w ogóle zaczynać przygodę z medytacją? Nie każda medytacja jest dla wszystkich w danym momencie. Chyba wszystko zależy od natężenia nerwicy czy lęku. Bezpośrednio po przebytej traumie, a także w trakcie terapii, w której właśnie dzieją się rzeczy dla nas trudne, trzeba być ostrożnym i działać w porozumieniu z psychologiem czy psychiatrą i nauczycielem medytacji. Jeśli to dla nas nowa praktyka, może trzeba odroczyć jej wprowadzenie, aż trochę się w naszym życiu i głowie uspokoi. A może zacząć od mikrosesji, na przykład policzenia pięciu oddechów tuż po przebudzeniu. Jestem fanką japońskiej filozofii kaizen – metody małych kroków; ewolucji, nie rewolucji. Osobom z nadwagą nie zmniejsza się z dnia na dzień drastycznie kalorii i nie na wszystkich palaczy działa odstawienie z dnia na dzień nikotyny. Ktoś, kto jest typowym mieszczuchem, ma pracę w klimatyzowanym biurze i wygodną dietę pudełkową, gdy wyjedzie pomedytować do jaskini w Himalaje albo nawet do ośrodka medytacyjnego w polskich górach, może przeżyć taki szok, że więcej będzie z tego szkody niż pożytku. Nie wymagajmy od siebie za dużo. W książce pojawia się temat medytacji jako narzędzia redukcji stresu i poprawy jakości życia. Czy uważa Pani, że powinna być ona częścią standardowych programów profilaktyki zdrowia psychicznego? Tak byłoby idealnie – gdybyśmy mogli ją poznać jeszcze w szkole i najlepiej w momencie, gdy w naszym życiu nie dzieje się nic dramatycznego. Po to, byśmy mieli narzędzie do regulowania swoich emocji i pomoc w sytuacjach stresowych. Jaka jest rola oddechu w medytacji? Jak techniki oddechowe wpływają nie tylko na ciało, lecz także na psychikę i regulację emocji? To jest bardzo rozległy temat, na osobną rozmowę. W medytacji generalnie nie zawiaduje się oddechem. Oddychamy naturalnie i obserwujemy to, co jest. Pozwalamy, by oddech się zmieniał, ale nie wtrącamy się do niego. Można wziąć kilka głębszych oddechów, jako rodzaj śluzy – drzwi, przez które wchodzimy do medytacji. Coś jak dzwonek na lekcje czy w teatrze. Znak, że teraz zaczynamy medytować. Ale potem puszczamy oddech. Niech ciało oddycha tak, jak chce. Są inne techniki – w jodze to się nazywa pranajama – w których rzeczywiście zmieniamy oddech, regulujemy jego długość, głębokość, czasami go zatrzymujemy, czasami oddychamy na zmianę prawą i lewą dziurką nosa. Te różne oddechy pełnią odmienne funkcje. To nie jest żadna tajemnica, że oddech wpływa na nastrój i na odwrót. Zatrzymujemy oddech albo go spłycamy, gdy się boimy. Zatem oddychając płytko czy działając na bezdechu, dajemy sygnał układowi nerwowemu, że coś się dzieje, i nakręcamy spiralę stresu. Gdy nie podążamy za tym odruchem i swobodnie bierzemy wdech i robimy wydech – nawet jeśli na początku nieco na siłę – ciało się trochę uspokaja. Jeżeli jednak chodzi o szczegółową pracę z oddechem, to są tak różne techniki, że nie sposób ich tutaj wyczerpująco omówić. Zajmują się tym specjaliści, na przykład coachowie oddechu albo nauczyciele pranajamy. Przytoczę tylko ciekawostkę. Kiedyś dużo pracowałam z końmi. Przez siedemnaście lat miałam nawet swojego konia. Sporo się wówczas szkoliłam i dowiedziałam się, że konie czytają nastrój człowieka, na przykład strach, właśnie z oddechu. Wcale nie z zapachu, jak się powszechnie uważa. Zaczęłam więc stosować technikę, która w jodze nazywa się ujjayi, oddechem zwycięzcy – miarowy wdech i wydech z dźwiękiem. Mój koń, dość płochliwy folblut, naprawdę się uspokajał, gdy zaczynałam tak oddychać w sytuacjach dla niego stresowych. Musiał czuć, że ja, spokojna, jestem dla niego oparciem, może więc przejść obok gokarta, który nagle pojawił się na ścieżce w lesie, albo odejść od ukochanej klaczy, która zostaje na pastwisku, i wrócić do stajni na przykład na zabieg weterynaryjny. Psychologowie z profilu Uważne Głowy (uwazne.glowy.pl) w jednym z ostatnich postów przytoczyli badania na temat „oczyszczania” mózgu. Okazało się, że osoby, które są doświadczone w medytacji i weszły w jej stan, miały bardziej uporządkowany przepływ płynu mózgowo-rdzeniowego. Ponadto zaobserwowano wtedy fale mózgowe charakterystyczne dla fazy głębokiego snu. Czy zauważyła Pani – bazując na własnych doświadczeniach medytacyjnych – że medytacja rzeczywiście daje większy „reset” niż sen? Większy? Chyba nie. Myślę, że jedno i drugie jest nam potrzebne. I głęboki sen w nocy, i reset, który możemy sobie zapewnić medytacją, spacerem, mikrodrzemką, zanurzeniem się w wodzie, patrzeniem na świece… Sposobów jest dużo. Ja na pewno mogę spać krócej w nocy, jeśli w ciągu dnia mam czas pomedytować – praktykować szeroko rozumianą medytację, w którą wliczam też spacer, bieganie, wejście pod prysznic czy uważne wypicie herbaty w samotności. Na pewno pracuję efektywniej, jeżeli robię sobie przerwy. Jestem bardziej kreatywna i spokojniej podchodzę do problemów czy – jak to się ostatnio mówi – czelendży. Praktyka uważności i praktyka medytacji. Dwa pojęcia, które często są traktowane jak synonimy. Słusznie? Nie bardzo. Nie każda praktyka medytacji jest praktyką uważności. Choć każda praktyka uważności jest medytacją. Nie wiem, czy – jeśli chodzi o to drugie – wszyscy nauczyciele medytacji by się ze mną zgodzili, ale ja traktuję każde uważne działanie, skoncentrowane na tu i teraz, jak medytację. Istnieją natomiast techniki medytacyjne, które nie są uważnościowe – medytacje z określonym scenariuszem, w których używamy wizualizacji czy powtarzania pewnych słów; to nie jest uważność. Kiedy wyobrażamy sobie, że jest nam ciepło, ciało jest ciężkie albo wyrastają nam ze stóp korzenie – to nie uważność, to wyobraźnia, potrzebna nam w niektórych rodzajach medytacji. Mam wrażenie, że żyjemy w świecie podzielonym na pół. Jedna część społeczeństwa pozostaje w wiecznym biegu, napięciu i stresie, a druga jest świadoma, że do niczego to nie prowadzi, i stara się zwolnić, wprowadzić do swojego życia różnego rodzaju techniki uważności. Dużo się mówi o work-life balance i szuka się złotego środka. Jak go znaleźć? Myślę, że ze złotym środkiem jest jak z jazdą na rowerze albo balansowaniem na desce surfingowej – raczej nie znajdziemy go raz na zawsze. By znaleźć balans, trzeba balansować, czyli szukać go na bieżąco. Zwłaszcza że dla każdego to jest coś innego w różnych momentach życia. Czasami naprawdę chcemy być pracoholikami, bo robimy coś ważnego, istotnego, chcemy to skończyć, więc pracujemy, nawet nie dosypiając, nie dojadając. W końcu tak powstają wielkie wynalazki, tak się dokonuje odkryć – ktoś się naprawdę przyłożył, kosztem życia rodzinnego, zdrowia, medytacji. Niektórzy mają małe dzieci czy opiekują się kimś chorym i wtedy też skupiają się na czymś innym. To są jednak okresy, mam nadzieję, nie na tyle długie, by zdewastowały nam inne sfery życia. Będzie można odpocząć, zregenerować się. Znowu sięgnę po wiedzę z innej dziedziny. Przeczytałam w książce o jedzeniu intuicyjnym, że dzieci „rozliczają się kalorycznie” w okresie tygodniowym. Nie jest tak, że codziennie muszą zjeść określoną ilość kalorii. Czasem jedzą dużo, czasem prawie nic, ale jeśli w tygodniu jest to mniej więcej wystarczająco, to będą zdrowe. Zatem rodzice niepotrzebnie się martwią, gdy ich dziecko jednego dnia jest niejadkiem, a drugiego pochłania trzy talerze obiadu. Z nami, dorosłymi, jest podobnie. Tyle że nawet nie w cyklu tygodniowym – nie wiem, może rocznym? Nie każdy może mieć harmonogram dnia mnicha czy urzędnika z Dostojewskiego, budzik na tę samą godzinę, zawsze o tej samej porze śniadanie itd. Mimo to robimy, co możemy, by generalnie czuć się dobrze. Czuć się tak, jak chcemy się czuć. Warto jednak sprawdzać, jak daleko nam do dobrostanu, i ewentualnie korygować plan dnia, tygodnia czy roku. Na koniec pytanie osobiste. Jak praktyka medytacji zmieniła Pani życie: psychicznie, emocjonalnie, w ramach relacji z innymi ludźmi? Zdecydowanie wydłużyła mi lont. I poprawiła pamięć! Gdy jestem zmęczona na przykład ludźmi, także bliskimi, odpoczywam, chowam się do jaskini, a nie robię im awantur, nie zrywam z partnerem. Podobnie z pracą. Przypominam sobie, że obowiązki mają różny priorytet i nie muszę się wszystkim pilnie zajmować. Nie muszę rzucać wypowiedzeniem, gdy jestem wściekła. Złość to normalna emocja, nie będę zła zawsze. A czy już podczas pierwszej medytacji wiedziała Pani, że to praktyka, która pozostanie z Panią na dłużej? Jakie było to pierwsze spotkanie? Byłam dość młoda – miałam może dziewiętnaście lat. Medytacja nie była dla mnie szczególnie trudna i nastąpiła w idealnym momencie, czyli było mi w życiu trochę ciężko, jak to dziewiętnastolatce, ale nie bardzo ciężko. Mogłam się więc jej na spokojnie nauczyć, a potem korzystać z tej wiedzy, gdy świat się – wielokrotnie – walił. Od razu wiedziałam, że aby naprawdę mnie wzmocniła, muszę do niej wracać. Nie można tylko raz pomedytować i już. Na początku mojej drogi – to nie było przed pierwszą medytacją, ale myślę, że przed trzecią czy czwartą – spotkałam Wojciecha Eichelbergera, znanego psychologa i psychoterapeutę, który prowadził warsztat w ośrodku zen, dokąd trafiłam. Jego wykład i zaproszenie do zadawania pytań bardzo mi pomogły. Podobnie jak książki Philipa Kapleau, na przykład Trzy filary zen, które też przeczytałam na początku mojej drogi medytacyjnej. To był ten jeden procent teorii, który okazał się dla mnie ważny. A potem już medytowałam…
Czytaj więcej

Rok do E8 – długoterminowy plan nauki bez stresu

Egzamin ósmoklasisty to jedno z kluczowych wydarzeń w edukacji młodego człowieka. Dla wielu uczniów i rodziców bywa źródłem napięcia, jednak odpowiednio wcześnie rozpoczęte przygotowania pozwalają uniknąć presji ostatnich tygodni. Roczny plan nauki daje komfort systematycznej pracy, spokojnego utrwalania materiału i stopniowego budowania pewności siebie.
Czytaj więcej

8 nawyków, które budują finansowy sukces

Finansowy sukces rzadko jest dziełem przypadku. Najczęściej stoi za nim zestaw konsekwentnie budowanych nawyków, które z czasem przekładają się na stabilność, bezpieczeństwo i możliwość realizowania długoterminowych celów. Niezależnie od poziomu dochodów to właśnie codzienne decyzje, sposób myślenia o pieniądzach i umiejętność planowania wydatków mają kluczowe znaczenie dla tego, czy zgromadzisz odpowiedni kapitał na zabezpieczenie swojej przyszłości. Poznaj 8 nawyków, które pomagają budować trwały sukces finansowy.
Czytaj więcej

Kiedy suplementować witaminę D3? Na co zwrócić uwagę?

Choć organizm potrafi syntetyzować ją samodzielnie, współczesny tryb życia, ograniczony kontakt ze słońcem oraz liczne czynniki zdrowotne sprawiają, że jej prawidłowy poziom coraz częściej staje się wyzwaniem. Mowa oczywiście o witaminie D3. Dlaczego jest ona tak istotna? Kiedy wykonać badanie poziomu witaminy D3?
Czytaj więcej

Katar sienny u dziecka – jak odróżnić go od zwykłego przeziębienia i kiedy iść do lek...

Rozróżnienie między katarem siennym a zwykłym przeziębieniem jest często wyzwaniem, choć kluczowym dla zdrowia. Objawy bywają łudząco podobne, jednak trafna diagnoza pozwala uniknąć poważnych konsekwencji, w tym rozwoju astmy oskrzelowej. W tym artykule wyjaśniamy, jak odróżnić alergię od infekcji, przedstawiamy metody diagnostyki i leczenia, a także podpowiadamy, jak skutecznie łagodzić dolegliwości, by cieszyć się swobodnym oddechem.
Czytaj więcej

Domowy reset po pracy: jak zamknąć dzień w 10 minut dzięki kosmetykom Samarité

W czasach, gdy jesteśmy ciągle w trybie “online” coraz trudniej jest nam się zrelaksować. Mnogość informacji i ciągły dostęp do nich sprawia, że czujemy przymus bycia ze wszystkim na bieżąco. Zarówno nasz umysł jak i ciało pragnie resetu, ale to jak go osiągamy, mimo złudnego poczucia “nic nie robienia” nie pozwala na wyciszenie się. Jest wręcz przeciwnie, aktywność online utrzymuje nas w ciągłej gotowości.
Czytaj więcej

Komunikacja lidera – narzędzia, które poprawiają efektywność menedżera

Współczesny lider stoi przed wieloma wyzwaniami, a jednym z najważniejszych jest komunikacja w zespole. To ona decyduje o efektywności pracy, atmosferze oraz zdolności zespołu do realizacji celów, szczególnie w dynamicznych środowiskach projektowych, gdzie komunikacja musi być precyzyjna i szybka oraz w zespołach rozproszonych, gdzie musi być jeszcze bardziej świadoma i dostosowana do specyfiki pracy na odległość. W tym artykule przyjrzymy się narzędziom i praktykom, które pomagają liderom skutecznie komunikować się z pracownikami, wzmacniając tym samym ich rolę i efektywność. 
Czytaj więcej

Rola inteligencji emocjonalnej w przywództwie – jak ją rozwijać?

Współczesne przywództwo to wyzwanie, które wymaga znacznie więcej niż tylko wiedzy technicznej czy umiejętności organizacyjnych. W dobie bardzo szybkich zmian rynkowych i rosnących oczekiwań pracowników, kluczową rolę odgrywa inteligencja emocjonalna lidera. To właśnie ona pozwala na budowanie trwałych relacji, skuteczne motywowanie zespołu oraz radzenie sobie z presją i kryzysami. W niniejszym artykule przyjrzymy się, czym jest inteligencja emocjonalna menedżera, jakie niesie ze sobą korzyści, jak ją rozwijać oraz jaki model inteligencji emocjonalnej jest najbardziej praktyczny dla liderów, którzy chcą być autentyczni i skuteczni.
Czytaj więcej

Rola suplementów diety w uzupełnianiu codziennego żywienia

Suplementy diety stanowią skoncentrowane źródła składników odżywczych, które mają uzupełniać codzienny jadłospis w sytuacjach zwiększonego zapotrzebowania lub niedostatecznej podaży określonych substancji; ich funkcja polega na zapewnieniu organizmowi kontrolowanej ilości witamin, minerałów lub innych związków fizjologicznych bez zastępowania pełnowartościowych posiłków, co odróżnia je od produktów leczniczych i wymaga stosowania zgodnie z zaleceniami.
Czytaj więcej

Kawa i herbata. Małe rytuały, które porządkują codzienność

Ciepło kubka, zapach parującego naparu, dźwięk łyżeczki uderzającej o porcelanę – to drobiazgi, które porządkują dzień. Zaczynamy od kawy, kończymy herbatą. W obu tych gestach jest coś więcej niż tylko smak i aromat. To rytuały, które – powtarzane dzień po dniu – tworzą ramę naszej codzienności. Uczą uważności, pozwalają złapać rytm, a czasem po prostu pobyć z drugim człowiekiem.
Czytaj więcej

Gdy stres odbija się na skórze — jak zapobiegać zapalnemu starzeniu i łagodzić dermat...

Przewlekły stres nie tylko obciąża psychikę — uruchamia też mechanizmy biologiczne, które osłabiają barierę skórną, zaburzają mikrobiom i prowadzą do stanów zapalnych. W efekcie pojawiają się rumień, świąd, nasilenie trądziku różowatego i przyspieszone, zapalne starzenie się skóry (inflamm-ageing). W takiej sytuacji warto połączyć wsparcie psychologiczne z odpowiednią pielęgnacją — np. linią Sensitive Smart Inflabiome marki Chantarelle, stworzoną dla skóry wrażliwej i podatnej na skutki stresu neurogennego (więcej: https://www.chantarelle.pl).
Czytaj więcej

Usługa bez tarczy – kiedy psychologia, terapia i doradztwo stają się marką

Współczesny psycholog to nie tylko specjalista, ale często także marka osobista. Gabinet przeniósł się do internetu, a wybór odpowiedniego terapeuty stał się trudniejszy niż kiedykolwiek. Czasem to, co widzimy, może być mylące. Dowiedz się, jak odróżnić profesjonalizm od skutecznego marketingu.
Czytaj więcej