Żałując macierzyństwa

Iza ma 38 lat i dwoje dzieci. Gdyby mogła cofnąć czas, nie zdecydowałaby się na żadne z nich. Takich kobiet jest więcej, niż chcemy wiedzieć. W 2015 r. izraelska socjolożka Orna Donath opublikowała: „Żal z powodu macierzyństwa” – wywiady z 23 kobietami, które zapytane wprost, czy żałują decyzji o dziecku, odpowiedziały: „Tak”. Część została matkami „automatycznie”. Inne nie chciały dzieci, ale uległy presji partnerów albo rodziny. Donath pokazała paradoks: matce wolno być zmęczoną. Wolno jej mieć kryzys. Ale nie wolno jej żałować. Dlatego wiele kobiet swój żal ukrywa. Nie mówią, że macierzyństwo odebrało im zdrowie, czas, siły i poczucie, że są „kimś więcej” niż matką.  W większości krajów po nagłośnieniu badań izraelskiej socjolożki debata szybko wygasła. A w Niemczech rozpętała się burza. Powstał hashtag #regrettingmotherhood, kobiety zaczęły opowiadać o swoich doświadczeniach. Zaraz potem pojawiły się oskarżenia: „egoistki”, „wyrodne matki”, „kobiety bezwstydne”. Badania Orny Donath określano jako zagrażające rodzinie.  Dwie niemieckie badaczki napisały później, że intensywność tej reakcji odsłoniła coś ważnego: żal związany z macierzyństwem jest kulturowo niewyobrażalny. Choć Donath wyraźnie podkreślała, że jej rozmówczynie kochają swoje dzieci, ale nienawidzą tylko samego doświadczenia macierzyństwa. „Jeśli kogoś kochasz, nie możesz jednocześnie życzyć sobie, żeby nigdy się nie urodził” – pisano. W Polsce temat przeszedł niemal bez echa.  Aż w 2021 r. dr hab. Konrad Piotrowski z Uniwersytetu SWPS opublikował badania, z których wynikało, że nawet 13% polskich rodziców żałuje decyzji o posiadaniu dzieci. Czyli statystycznie niemal co ósmy. W tym samym roku instytut YouGov zapytał o to samo kobiety w Niemczech. 30% matek w wieku 25–34 lat przyznało, że dziś wybrałoby inaczej. Wśród matek 35–44 lat – co czwarta. W tym roku wszedł na ekrany film Kopnęłabym cię, gdybym mogła. Bezdzietna koleżanka powiedziała mi, że boi się pójść do kina. W marcu 2026 r. BBC News opublikowało reportaż Historie kobiet, które żałują macierzyństwa. Carmen, nauczycielka po czterdziestce, mówi: „To jak pułapka, z której nie da się uciec”. Autorka reportażu Kirstie Brewer rozmawiała m.in. z moderatorką facebookowej grupy „Żałuję rodzicielstwa”. Działa od 2007 r., liczy ponad 100 tys. członków. Tłumaczy: „Ta społeczność jest tak duża i aktywna, ponieważ wiele osób po cichu zmaga się z uczuciami, o których powiedziano im, że nie powinni ich odczuwać”. Iza, od której zaczęłam ten felieton, ma inaczej na imię i więcej niż 38 lat. Gdy pierwszy raz powiedziała mi, że gdyby mogła cofnąć czas, nie zostałaby matką, zaniemówiłam. Wróciłam do niej po obejrzeniu Kopnęłabym cię, gdybym mogła. Pomyślałam: co to musi być za samotność, czuć coś, czego nie wolno nawet wypowiedzieć. Orna Donath, obserwując debatę w Niemczech, przyznała, że jest zaskoczona. „To przecież niewielkie badanie” – mówiła. Ale jeśli wywołało takie zamieszanie, stwierdziła, musi dziać się coś bardzo dużego. 
Czytaj więcej

Myślenie i doświadczenie

„Dlaczego tak postępuję? Gdybym tylko znała odpowiedź…”. Poszukiwania przyczyn naszych zachowań są bardzo ważne. Jednak złudną nadzieją jest wierzyć, że gdy je znajdziemy, objawy same znikną. Aby zmiana nastąpiła, potrzebne jest doświadczenie emocjonalne.
Czytaj więcej

Depresja poporodowa a mikrobiom jelitowy

Połóg dla wielu kobiet to czas intensywnych zmian, nowych obowiązków, napięcia oraz zmęczenia. Okres adaptacji do nowej roli i życia z dzieckiem bywa wymagający. W tym czasie organizm kobiety podlega licznym przemianom.
Czytaj więcej

LSD i inne psychodeliki – na czym polega ich moc?

Każdy z nas posiada dar spoglądania poza swój horyzont, poza własne „ja” i zyskania poczucia jedności z całym światem, bycia „kroplą wody w oceanie”. Każdy z nas ma ten dar, większość jednak nie nauczyła się z niego korzystać. Jak pomóc w tym mogą psychodeliki?
Czytaj więcej

Seksualność osób neuroróżnorodnych

Magdalena Daniłoś: Coraz częściej mówi się o neuroróżnorodności w kontekście relacji i codziennego funkcjonowania, ale mam wrażenie, że seksualność nadal pozostaje tematem pomijanym. Magdalena Smaś-Myszczyszyn: Zdecydowanie tak. A przecież seksualność jest bardzo mocno związana z układem nerwowym, z regulacją emocji, z odbieraniem bodźców, z poczuciem bezpieczeństwa i z byciem w kontakcie z własnym ciałem. Osoby neuroatypowe – z ADHD czy w spektrum autyzmu – często od dzieciństwa słyszą, że są „za bardzo”, „za głośne”, „dziwne”, „chaotyczne” albo „nadwrażliwe”. To później bardzo mocno przenosi się również do sfery seksualnej. Czyli seksualność osób neuroróżnorodnych może wyglądać inaczej niż to, co uznajemy za „normę”? Tylko że tak naprawdę nie istnieje jedna norma seksualności. I myślę, że to jest najważniejsze. Każdy człowiek ma trochę inne potrzeby związane z bliskością, dotykiem, tempem budowania relacji czy sposobem odczuwania przyjemności. U osób neuroatypowych te różnice bywają po prostu bardziej widoczne. Jedna osoba będzie potrzebowała większej ilości bodźców, inna mniejszej. Jedna będzie lubiła długi kontakt fizyczny, a druga szybciej się przebodźcowuje. Ktoś potrzebuje ciszy i spokoju, a ktoś inny intensywności, ruchu czy konkretnego rodzaju dotyku. I problem zaczyna się wtedy, kiedy próbujemy dopasować siebie do jakiegoś jednego scenariusza „normalnego seksu”. Mam poczucie, że wiele osób nawet nie wie, czego właściwie potrzebuje. Bo większość z nas nigdy nie została nauczona kontaktu ze swoim ciałem. Zwłaszcza osoby neuroatypowe bardzo często funkcjonują głównie „w głowie”. Jest natłok myśli, analizowanie, napięcie, trudność z zatrzymaniem się. Leżymy obok drugiej osoby i zamiast być w ciele, myślimy o wszystkim innym: o pracy, dzieciach, obowiązkach, tym, co ktoś powiedział, albo jak wyglądamy. A żeby odczuwać przyjemność, trzeba być obecnym. Czyli seksualność zaczyna się dużo wcześniej niż w sypialni? Dokładnie. Zaczyna się od relacji ze sobą. Od tego, czy potrafimy zauważyć, co sprawia nam przyjemność, co nas uspokaja, a co przeciwnie – powoduje napięcie albo przebodźcowanie. W terapii bardzo często okazuje się, że ktoś przez całe życie ignorował swoje potrzeby sensoryczne, bo próbował być „jak inni”. Ktoś nie lubi określonego rodzaju dotyku, ale zmusza się do niego, bo wydaje mu się, że „tak powinno być”. Ktoś inny potrzebuje więcej przestrzeni albo przerw, ale boi się, że zostanie odebrany jako chłodny czy niezaangażowany. Wiele osób może wtedy pomyśleć: „Coś jest ze mną nie tak”. Tak, bo większość z nas została wychowana w przekonaniu, że istnieje jakiś uniwersalny sposób przeżywania bliskości. Jeśli więc nie reagujemy tak jak inni albo nie lubimy tego, co „powinno” sprawiać przyjemność, zaczynamy traktować siebie jak problem. A przecież seksualność jest bardzo indywidualna. I u osób neuroatypowych ta indywidualność bywa jeszcze bardziej widoczna. Niektóre osoby potrzebują dużo czasu, żeby poczuć bezpieczeństwo i rozluźnienie. Inne szybciej się nudzą albo potrzebują zmienności i intensywniejszych bodźców. Są osoby, które bardzo lubią dotyk, ale tylko w określony sposób, a są takie, które szybko czują przeciążenie. To nie jest kwestia „trudnego charakteru”, tylko sposobu funkcjonowania układu nerwowego. I właśnie z takim przekonaniem bardzo często trafiają do gabinetu. A ja wtedy mówię: może nie jesteś „zepsuta”, tylko po prostu twój układ nerwowy działa inaczej. To ogromna ulga, kiedy ktoś zaczyna rozumieć, że jego potrzeby nie są dziwne ani niewłaściwe. Z jakimi trudnościami najczęściej zgłaszają się osoby neuroatypowe? Bardzo różnymi. Część osób mówi o trudnościach z odczuwaniem przyjemności albo z pozostaniem „tu i teraz” podczas bliskości. Inne opowiadają o przebodźcowaniu, zmęczeniu dotykiem, trudnościach w komunikacji czy poczuciu niezrozumienia w relacji. Mówiąc  najogólniej, najczęściej są to problemy związane z brakiem libido, trudnościami związanymi z odczuwaniem przyjemności, zaburzeniami bólowymi podczas współżycia, trudnościami z erekcją oraz z kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi, czyli tzw. „uzależnieniem od seksu”, ponieważ seks pełni funkcję zarówno odbodźcowującą, kiedy bodźców jest za dużo, jak i dobodźcowującą, kiedy bodźców jest za mało. Są też osoby, które przez lata próbowały funkcjonować według oczekiwań partnerów czy partnerek i całkowicie straciły kontakt ze swoimi potrzebami. Bardzo często pojawia się też wstyd. Wstyd związany z tym, że nasze potrzeby są inne? Tak. Bo kultura bardzo mocno pokazuje nam, jak „powinien” wyglądać seks i bliskość. A później okazuje się, że ktoś nie lubi spontanicznego dotyku, potrzebuje więcej czasu na oswojenie się z bliskością albo przeciwnie – potrzebuje intensywności i szybkiej stymulacji. I zamiast potraktować to jako naturalną różnorodność, zaczynamy oceniać siebie. Myślę, że ogromnie ważny jest tutaj temat komunikacji. Tak, bo druga osoba nie jest w stanie domyślić się naszych potrzeb. A osoby neuroatypowe bardzo często przez lata uczą się maskowania. Dopasowują się, ignorują swoje granice, udają, że coś im odpowiada, żeby nie zostać ocenionym. I później w relacjach pojawia się ogromne zmęczenie, frustracja albo poczucie, że seks czy bliskość są bardziej obowiązkiem niż przyjemnością. Dlatego rozmowa o potrzebach jest czymś niezwykle ważnym. Nawet jeśli początkowo wydaje się niezręczna. Bo kiedy zaczynamy mówić o tym, co nam służy, dajemy drugiej osobie szansę, żeby naprawdę nas poznała. Dlaczego mówienie o potrzebach jest takie ważne? Osoby neuroatypowe często doskonale wiedzą, że coś im nie odpowiada albo czegoś potrzebują, ale mają trudność, żeby to nazwać. Boimy się, że druga osoba poczuje się odrzucona albo oceniona. Dlatego tak ważne jest mówienie o swoich potrzebach nie w formie krytyki, tylko zaproszenia do poznania siebie. Nie: „Robisz coś źle”, ale: „Moje ciało reaguje najlepiej w taki sposób”. To ogromna różnica. Czy można nauczyć się lepszego kontaktu z własnym ciałem? Tak, choć wiele osób jest przekonanych, że albo „umie czuć”, albo nie. Tymczasem kontakt z ciałem można stopniowo odbudowywać. Zwłaszcza że wiele osób neuroatypowych przez lata funkcjonowało w chronicznym napięciu. Uczyliśmy się kontrolować siebie, pilnować reakcji, tłumić emocje i dopasowywać do otoczenia. A ciało bardzo długo pamięta taki stan ciągłej mobilizacji. Dlatego często zaczynamy od małych kroków: zauważania oddechu, napięcia mięśni, tego, co jest przyjemne albo nieprzyjemne. Uczenia się rozpoznawania sygnałów z ciała, zanim pojawi się przeciążenie. To jest też ważne w kontekście relacji, bo jeśli nie czujemy siebie, trudno nam powiedzieć drugiej osobie, czego potrzebujemy. Oczywiście. I to często jest proces. Bardzo pomagają wszystkie praktyki związane z uważnością i byciem w ciele. Ale nie chodzi o ideal­ne medytowanie przez godzinę. Czasem zaczynamy od bardzo prostych rzeczy: zauważania temperatury wody pod prysznicem, smaku jedzenia, ciężaru ciała na łóżku. Dla osób z ADHD czy w spektrum takie zatrzymanie się bywa ogromnym wyzwaniem, ale też czymś bardzo regulującym. Mam wrażenie, że żyjemy dziś w ogromnym przebodźcowaniu. Tak, i osoby neuroatypowe odczuwają to jeszcze silniej. Jeśli cały dzień funkcjonujemy w napięciu, hałasie, presji i ciągłym pobudzeniu, to później trudno nagle przejść do odczuwania przyjemności i bliskości. Dlatego seksualność nie może być traktowana wyłącznie jako „zadanie do wykonania”. Potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, odpoczynku i możliwości bycia sobą. Mam też poczucie, że wiele osób neuroatypowych bardzo długo doświadczało oceniania. Zdecydowanie. I to często zaczyna się już w dzieciństwie. Słyszymy, że jesteśmy „przewrażliwieni”, „dziwni”, „zbyt emocjonalni”, „za mało emocjonalni”, „niegrzeczni”, „za głośni” albo „nieogarnięci”. Później te komunikaty zaczynają budować obraz siebie. A jeśli przez całe życie słyszysz, że jesteś „nie taka, jak trzeba”, to bardzo trudno później wejść w seksualność z poczuciem swobody i bezpieczeństwa. Dlatego tak ważne jest normalizowanie i odzyskiwanie prawa do własnych potrzeb. Jak wygląda terapia osób neuroróżnorodnych w kontekście seksualności? Przede wszystkim bardzo indywidualnie. Bo nie ma jednego modelu seksualności osób neuroatypowych. Zaczynam od poznania człowieka: jego historii, doświadczeń, relacji z ciałem, sposobu regulacji emocji i odbierania bodźców. Często ważna jest też psychoedukacja i normalizowanie. Wiele osób po raz pierwszy słyszy, że nie musi funkcjonować według jednego scenariusza bliskości. Myślę, że to może być bardzo uwalniające. Bardzo. Bo nagle okazuje się, że seksualność nie jest egzaminem z normalności. Nie chodzi o to, żeby robić wszystko „tak, jak trzeba”, tylko żeby budować bliskość w zgodzie ze sobą. I że różnorodność w seksualności jest czymś naturalnym. Każdy z nas ma inne ciało, inny układ nerwowy, inne doświadczenia i inną wrażliwość. Dlatego nie istnieje jeden właściwy sposób przeżywania bliskości. Najważniejsze jest to, żeby móc być sobą – bez poczucia wstydu i bez ciągłego dopasowywania się do cudzych oczekiwań. 
Czytaj więcej

Ironwoman z mózgiem w dłoni

Usiadłam przy komputerze, położyłam rękę na klawiaturze i… przestałam ją widzieć! Zamarłam. Po prostu zamarłam. Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, że mam guzy mózgu… Niezwłocznie udałam się do lekarza, wpadłam do jego gabinetu i obwieściłam mu, że nie widzę prawego dolnego kawałka rzeczywistości. Kiedy szybko okazało się, że to nie problem z okiem, lecz z mózgiem, zesztywniałam z przerażenia.
Czytaj więcej

Przyjemność zakotwiczona w ciele

Współczesna kultura sukcesu przyzwyczaiła nas do myślenia o odpoczynku w kategoriach transakcyjnych – trzeba na niego „zasłużyć”, a przyjemność to luksus, na który można sobie pozwolić dopiero po domknięciu wszystkich projektów. A co, jeśli to właśnie ona jest kluczem do odzyskania siebie?
Czytaj więcej

Kolor przyjemności. Dlaczego matcha i ube tak bardzo nas przyciągają?

Jeszcze kilka lat temu mało kto w Polsce słyszał o matchy. Dziś intensywnie zielony napój jest obecny nie tylko w kawiarniach specialty, ale także w supermarketach i domowych kuchniach. Podobną drogę zaczyna przechodzić ube – fioletowy pochrzyn pochodzący z Filipin, który coraz częściej pojawia się w deserach, latte i napojach funkcjonalnych. Dlaczego tak chętnie sięgamy po produkty, które wyróżniają się kolorem, egzotycznym pochodzeniem i nowością? Odpowiedź kryje się nie tylko w smaku. – Przyjemność bardzo często zaczyna się jeszcze przed pierwszym łykiem – mówi dr Sylwia Mokrysz, prokurent i członek zarządu Mokate SA, prezes Instytutu Badań Rynku Kawy i Herbaty. – Kolor, forma podania, skojarzenia i obietnica nowego doświadczenia mają dziś ogromne znaczenie. Konsumenci chcą nie tylko dobrego smaku, ale także pozytywnych emocji. Matcha i ube idealnie wpisują się w ten mechanizm. Zielona matcha kojarzy się z równowagą, koncentracją i spokojem. Fioletowe ube przyciąga uwagę delikatną słodyczą i intensywną barwą, która budzi ciekawość i daje poczucie obcowania z czymś wyjątkowym. – Współczesny konsument poszukuje produktów, które angażują wiele zmysłów jednocześnie – podkreśla dr Sylwia Mokrysz. – Smak pozostaje kluczowy, ale równie ważne są wygląd, tekstura i historia stojąca za produktem. Nie bez znaczenia jest także psychologia koloru. Zieleń budzi skojarzenia z naturą, harmonią i odnową. Fiolet od lat łączony jest z kreatywnością, spokojem i odrobiną luksusu. To sprawia, że kontakt z takimi produktami może być odbierany jako mała, codzienna nagroda. W świecie, w którym wiele decyzji podejmujemy automatycznie, coraz większą wartość mają drobne momenty, które dają poczucie zatrzymania. Filiżanka matchy lub ube latte staje się czymś więcej niż napojem – to chwila przyjemności, która angażuje wzrok, smak i wyobraźnię. – Przyjemność nie zawsze musi oznaczać coś spektakularnego – zauważa dr Sylwia Mokrysz. – Często kryje się w prostych doświadczeniach, które pozwalają na moment oderwać się od codzienności. Rosnąca popularność matchy i ube pokazuje również, że coraz chętniej otwieramy się na nowe inspiracje kulturowe. Produkty, które jeszcze niedawno wydawały się egzotyczne, stają się naturalnym elementem współczesnej oferty napojowej. Szukamy smaków, które zaskakują, ale jednocześnie dają poczucie komfortu i estetycznej satysfakcji. Konsumenci oczekują od takich produktów czegoś więcej niż samej atrakcyjności. Matcha ceniona jest za zawartość naturalnych antyoksydantów i łagodne, bardziej stabilne pobudzenie. Ube, bogate w naturalne barwniki i składniki odżywcze, postrzegane jest jako ciekawa alternatywa dla tradycyjnych smaków. – Dziś przyjemność coraz częściej łączy się z poczuciem, że wybieramy coś wartościowego – podsumowuje dr Sylwia Mokrysz. – Chcemy, aby produkt był jednocześnie smaczny, estetyczny i zgodny z naszym stylem życia. Być może właśnie dlatego zielona matcha i fioletowe ube zdobywają tak dużą popularność. Oferują nie tylko nowy smak, ale także emocje, estetykę i krótką chwilę, która sprawia, że zwykły dzień staje się odrobinę bardziej wyjątkowy. 
Czytaj więcej

Czy algorytmy wiedzą co sprawia nam przyjemność? Kto wybiera, co lubimy?

Wystarczy, że zatrzymasz wzrok na zdjęciu greckiej wyspy albo parze butów, a algorytmy natychmiast organizują wokół Ciebie nowy krajobraz pragnień, aspiracji i wyborów. Po wyszukaniu kilku informacji o diecie lub zdrowiu media społecznościowe produkują strumień porad i prezentują atrakcyjne historie cielesnej przemiany.
Czytaj więcej

Fantazjowanie o przyjemnościach – czy powinniśmy się tego wstydzić?

Fantazjowanie to jedna z najbardziej ludzkich aktywności. Robimy to codziennie, często bez zastanowienia – w autobusie, pod prysznicem, w chwilach ciszy przed snem. A jednak rzadko rozmawiamy o tym otwarcie, jakby wyobraźnia była czymś wstydliwym albo niepoważnym, zwłaszcza gdy nasze fantazje dotykają sfery seksualności i intymności.
Czytaj więcej

Dlaczego przyjemność jest ważna?

Przyjemność dla wielu dorosłych to coś, co jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności uznają za nieprzeznaczone dla nich. Uznają, że dorosłość nie jest o przyjemnościach.Dzieciństwo, nastoletniość jeszcze tak, ale dorosłość jest szara, trudna i wymagająca. Na pewnym etapie naszego życia okazuje się, że więcej w naszym życiu jest obowiązków, zadań, wymagań, a mniej czasu, który daje nam trochę radości, przyjemności, lekkości.
Czytaj więcej

Ukryte koszty współczesnego życia

Choć współczesny świat oferuje nam więcej wygody, bezpieczeństwa i możliwości niż kiedykolwiek wcześniej, coraz więcej osób doświadcza przewlekłego napięcia, lęku i psychicznego przeciążenia. Psychologowie zwracają uwagę, że problem nie tkwi wyłącznie w „słabości” człowieka, ale także w warunkach, w jakich dziś funkcjonujemy. Nasz mózg i układ nerwowy nie ewoluowały do życia w rzeczywistości pełnej nieustannych bodźców, informacji i presji. Każdego dnia jesteśmy bombardowani wiadomościami, powiadomieniami, opiniami innych ludzi oraz obrazami „idealnego życia” obecnymi w mediach społecznościowych. Jednocześnie żyjemy w kulturze, która premiuje produktywność, rozwój i ciągłe osiąganie kolejnych celów. W efekcie organizm pozostaje w stanie ciągłej mobilizacji. Mózg reaguje na przeciążenie informacyjne, niepewność ekonomiczną, presję społeczną czy konieczność ciągłego podejmowania decyzji podobnie jak na zagrożenie. To może prowadzić do chronicznego stresu, trudności z odpoczynkiem, problemów ze snem, rozdrażnienia oraz poczucia emocjonalnego wyczerpania. Coraz częściej mówi się również o „epidemii porównań”. Media społecznościowe sprawiają, że człowiek niemal bez przerwy konfrontuje swoje codzienne życie z wyidealizowanymi obrazami sukcesu, atrakcyjności czy szczęścia innych ludzi. Taka ciągła ekspozycja może nasilać poczucie niewystarczalności i obniżać dobrostan psychiczny. Psychologowie podkreślają więc, że współczesny lęk często jest nie tyle irracjonalną reakcją, ile naturalną odpowiedzią organizmu na życie w świecie nadmiaru, pośpiechu i nieustannej dostępności. Dlatego jednym z najważniejszych wyzwań naszych czasów staje się dziś nie tylko rozwój i efektywność, ale również umiejętność zatrzymywania się, regeneracji i odzyskiwania wewnętrznej równowagi.  Źródło: Tafet G.E., & Ortiz Alonso T. (2025). Learned helplessness and learned controllability: from neurobiology to cognitive, emotional and behavioral neurosciences. Frontiers in Psychiatry, 16, 1600165.
Czytaj więcej