Magdalena Daniłoś: Coraz częściej mówi się o neuroróżnorodności w kontekście relacji i codziennego funkcjonowania, ale mam wrażenie, że seksualność nadal pozostaje tematem pomijanym.
Magdalena Smaś-Myszczyszyn: Zdecydowanie tak. A przecież seksualność jest bardzo mocno związana z układem nerwowym, z regulacją emocji, z odbieraniem bodźców, z poczuciem bezpieczeństwa i z byciem w kontakcie z własnym ciałem. Osoby neuroatypowe – z ADHD czy w spektrum autyzmu – często od dzieciństwa słyszą, że są „za bardzo”, „za głośne”, „dziwne”, „chaotyczne” albo „nadwrażliwe”. To później bardzo mocno przenosi się również do sfery seksualnej.
Czyli seksualność osób neuroróżnorodnych może wyglądać inaczej niż to, co uznajemy za „normę”?
Tylko że tak naprawdę nie istnieje jedna norma seksualności. I myślę, że to jest najważniejsze. Każdy człowiek ma trochę inne potrzeby związane z bliskością, dotykiem, tempem budowania relacji czy sposobem odczuwania przyjemności. U osób neuroatypowych te różnice bywają po prostu bardziej widoczne.
Jedna osoba będzie potrzebowała większej ilości bodźców, inna mniejszej. Jedna będzie lubiła długi kontakt fizyczny, a druga szybciej się przebodźcowuje. Ktoś potrzebuje ciszy i spokoju, a ktoś inny intensywności, ruchu czy konkretnego rodzaju dotyku. I problem zaczyna się wtedy, kiedy próbujemy dopasować siebie do jakiegoś jednego scenariusza „normalnego seksu”.
Mam poczucie, że wiele osób nawet nie wie, czego właściwie potrzebuje.
Bo większość z nas nigdy nie została nauczona kontaktu ze swoim ciałem. Zwłaszcza osoby neuroatypowe bardzo często funkcjonują głównie „w głowie”. Jest natłok myśli, analizowanie, napięcie, trudność z zatrzymaniem się. Leżymy obok drugiej osoby i zamiast być w ciele, myślimy o wszystkim innym: o pracy, dzieciach, obowiązkach, tym, co ktoś powiedział, albo jak wyglądamy. A żeby odczuwać przyjemność, trzeba być obecnym.
Czyli seksualność zaczyna się dużo wcześniej niż w sypialni?
Dokładnie. Zaczyna się od relacji ze sobą. Od tego, czy potrafimy zauważyć, co sprawia nam przyjemność, co nas uspokaja, a co przeciwnie – powoduje napięcie albo przebodźcowanie.
W terapii bardzo często okazuje się, że ktoś przez całe życie ignorował swoje potrzeby sensoryczne, bo próbował być „jak inni”. Ktoś nie lubi określonego rodzaju dotyku, ale zmusza się do niego, bo wydaje mu się, że „tak powinno być”. Ktoś inny potrzebuje więcej przestrzeni albo przerw, ale boi się, że zostanie odebrany jako chłodny czy niezaangażow...
Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne
Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.