Kiedy dbanie o siebie zaczyna boleć

Jak odnaleźć dobrostan w kulturze wellness?

Uważne charaktery

Żyjemy w czasach, w których dążenie do samodoskonalenia i zdrowia otacza nas z każdej strony. Jesteśmy bombardowani poradami o porannych rutynach, dietach eliminacyjnych, postach przerywanych, aplikacjach do samorozwoju i zaawansowanych treningach. Przemysł wellness rośnie w ogromnym tempie, a jego globalna wartość szacowana w 2022 r. na 5,6 biliona dolarów ma osiągnąć 8,5 biliona dolarów do 2027 r. Teoretycznie cel jest szczytny – chcemy żyć lepiej. W praktyce jednak dla wielu z nas to niekończące się pasmo wymagań stało się kolejnym źródłem stresu. 

Dbanie o siebie, zamiast przynosić ulgę, zaczyna przypominać kolejny etat, a my wpadamy w pułapkę nakładania na siebie gigantycznej presji. Jak do tego doszło, jak działa nasz mózg w zderzeniu z tą presją i jak dbać o siebie „z głową”?

POLECAMY

Wellness a wellbeing (dobrostan) – subtelna, ale kluczowa różnica

Słowa wellness (dbanie o siebie) i wellbeing (dobrostan) są dziś odmieniane przez wszystkie przypadki i często stosowane zamiennie. Tymczasem mają różne znaczenia. Słownik oksfordzki definiuje wellbeing jako ogólne zdrowie i szczęście, natomiast wellness jako stan bycia zdrowym, zwłaszcza gdy aktywnie próbujemy ten stan osiągnąć.

Mówiąc najprościej: wellness to działanie, a wellbeing to jego pożądany efekt.

Wellbeing to całościowy stan równowagi i satysfakcji z życia, obejmujący sferę psychiczną, fizyczną, społeczną i emocjonalną. Z kolei wellness to nasze codzienne wybory, rytuały i dążenia, np. aktywność fizyczna czy zbilansowana dieta, które mają nas do tego dobrostanu doprowadzić.

Samo pojęcie współczesnego wellnessu spopularyzował w połowie XX w. amerykański lekarz 
dr Halbert Dunn, łącząc przedrostek od wellbeing z końcówką od fitness. Była to w dużej mierze odpowiedź na zmęczenie epoką przemysłową, która drastycznie oddaliła człowieka od natury. Z czasem jednak ten prozdrowotny ruch zmienił swoje oblicze.

Toksyczna kultura wellness: gdy cel staje się nienasycony

Z biegiem lat napędzana przez media społecznościowe kultura wellness weszła na mroczne terytoria, stając się czymś, co określa się mianem „toksycznego wellness”. Pod płaszczykiem troski o zdrowie narzucono nam skrajnie indywidualistyczną filozofię opartą na lęku i presji na wyniki.

Toksyczny wellness opiera się na przekonaniu, że zawsze jest miejsce na ulepszenia, przez co podnosi poprzeczkę do nierealnego w osiągnięciach poziomu. Zmienia zdrowe zadowolenie w nienasycony cel. Naturalna myśl „moja skóra wygląda dobrze” ewoluuje w presję „moja skóra mogłaby wyglądać młodziej, lepiej”.

Zjawisko to prowadzi do tego, co badacz Carl Cederström nazwał „syndromem wellness” –stanu, w którym paradoksalnie czujemy się gorzej i poświęcamy własne szczęście na ołtarzu obsesyjnej walki o idealne zdrowie. Pojawia się tzw. lęk przed odpoczynkiem (anxiety of rest). Opuszczenie jednego treningu lub zjedzenie czegoś spoza diety wywołuje poczucie winy i irracjon...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



 

Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne

Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.

2500+ artykułów online
110+ numerów archiwalnych
25 lat doświadczenia
Ćwiczenia i medytacje audio
Dostęp online i offline
Czytaj lub słuchaj - jak wolisz!
Charaktery - Twoje wsparcie psychologiczne • Prenumerata już od 99 zł/rok

Przypisy

    Beata Kuczmarska-Gołda

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI