Racjonalnie patrząc, to często w ogóle nie ma związku z Tobą, ale Ty czujesz to inaczej. Cudze, negatywne emocje otaczają Cię jak ciasny kokon, nie dając oddychać.
POLECAMY
Bo Ty rezonujesz. Reagujesz. Trwasz w napięciu i wiesz, że odpowiedzialność jest po Twojej stronie. I to Ty powinieneś to naprawić, uratować. Jakby czyjeś emocje, dyskomfort czy cierpienie były zadaniem do rozwiązania. I robisz to – nawet kosztem siebie – naginając się, dostosowując, zmieniając plany. Bo inaczej… wzbudzone poczucie winy usiądzie napięciem w ciele jak kamień, który z każdym oddechem staje się cięższy.
Co więcej, te subtelności i zmiany nastroju oraz emocji są często niewyczuwalne dla pozostałych. A już na pewno nie prowadzą ich do Twoich wniosków i chęci reakcji. Nadal są spokojni, a nawet, bywa, dobrze się bawią…
Empatia czy zatracanie siebie?
„Jaka empatia!” – mówią, gdy są mili. „Jaka nadwrażliwość” – gdy nie przejmują się konwenansami. I daje to, jeśli nie ukojenie, to jakieś poczucie dumy, a zarazem nieuchronności – „tak mam”. I teraz, uwaga, dwie wiadomości – ta zła i ta dobra.
Zła wiadomość – to nie jest adaptacyjne, to jest dla Ciebie bardzo szkodliwe! To internalizacja emocji innych ludzi, proces, z którego może rozwinąć się nadmierne poczucie winy.
Dobra wiadomość – to wyuczony mechanizm, a nie wrodzony wymiar temperamentalny. I tak jak się tego nauczyliśmy, tak pracując na poziomach poznawczym, emocjonalnym i cielesnym, możemy się tego „oduczyć”.
„Poczucie winy”, „wyrzuty sumienia”, „nadwrażliwość” – gdy w języku angielskim wyszłam powyżej poziomu konwersacyjnego opartego o to, skąd pochodzę i ile mam lat, wyrażenia sense of guilt, remorse i hypersensitivity to jedne z podstawowych terminów, które przyswoiłam. Pamiętam, jak ich użyłam, a mój nauczyciel powiedział – „Wow, jakie ty znasz wyrafinowane słowa!”. Zdziwiłam się, przecież to podstawowe zwroty potrzebne w rozmowie! Zatrzymało mnie to wtedy i zaczęłam się zastanawiać, czy każdy tak ma. No, nie każdy… Wiele lat później dowiedziałam się, że np. Tybetańczycy nie mają nawet tych wyrażeń w swoim słowniku i trudno im w tłumaczeniu zrozumieć, o co dokładnie chodzi.
Wcale zresztą nie trzeba wdawać się w lingwistyczne rozważania, by zdać sobie sprawę, że nie rodzimy się z wdrukowaną umiejętnością brania na siebie emocji innych i obowiązku ich naprawiania.
Wtedy jednak często pojawia się pytanie, z jednej strony uniwersalne, z drugiej bardzo osobiste i intymne, które brzmi: Dlaczego czujemy się odpowiedzialni, a nawet winni za emocje innych? I kiedy się tego nauczyliśmy? Odpowiedź leży na styku biologii, kultury i naszego rozwoju psychoemocjonalnego.
Po pierwsze biologia
Kiedy ktoś się do nas uśmiecha, naturalną reakcją jest odwzajemnienie uśmiechu, aby dostosować się do emocji drugiej osoby. Wskazywał na to już Darwin, a w języku potoczny...
Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne
Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.