Robert: A dziś będzie o tym, że współczesna kultura dużo więcej czasu poświęca emocjom niż potrzebom.
POLECAMY
Magdalena: Ba, my sami wolimy emocje, które są widowiskowe i teraz po prostu modne. Ja też wolę myśleć o emocjach niż potrzebach. To chyba jest… łatwiejsze. Tyle że unikanie myślenia o potrzebach nie kończy się pozytywnie, nie jak w komediach romantycznych, gdzie królują emocje. Zastanówmy się, z jakiego powodu wybieramy emocje, a nie potrzeby.
Robert: Ponieważ od dziecka uczymy się nazywać emocje, rozpoznawać je, natomiast potrzeby zdecydowanie wymagają czegoś więcej. Choćby refleksji i interpretacji. A dlaczego miewamy z potrzebami taki problem? Otóż emocje nie odkrywają nas tak jak potrzeby. Wtedy nie jesteśmy tak podatni na ocenę. O emocjach słyszymy dziś dużo częściej niż o potrzebach, a potrzeby zwykle wymagają dopowiedzenia: „Czego ja właściwie chcę i dlaczego?”.
Magdalena: Często słychać magiczną formułkę, że mamy prawo do nazywania swoich emocji. W social mediach promuje się takie postawy.
Robert: Ale jednocześnie potrzeba może nas obnażyć. Czasem łatwiej mi powiedzieć, że jest mi smutno, niż powiedzieć, że pragnę, byś mnie przytulił(-a). A kiedy wyznam, że potrzebuję przytulenia, odsłonię się.
Magdalena: Ludzie częściej mówią, że czują się zmęczeni, znużeni, wkurzeni, zamiast poprosić kogoś o coś, nazwać pragnienie. Wielu ekspertów przekonuje, że jak się nauczysz mówić o emocjach, życie stanie się prostsze. Relacje też. Owszem, ale dołóżmy do tego pakietu potrzeby.
Robert: Potrzeba odsłania zależność. Jest doświadczeniem w tym kontekście, o którym teraz mówię, bardzo relacyjnym: mnóstwo takich przypadków znam z gabinetu terapeutycznego. Zawsze...
Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne
Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.