Stereotyp grzecznej, pracowitej i uczynnej dziewczynki wydaje się tak sympatyczny, że nie zastanawiamy się, jak duże koszty psychiczne płaci ona w wyniku powszechnych wobec niej oczekiwań. Jeżeli dziewczynka spełnia te oczekiwania, to spotyka się z aprobatą. Ale tym samym utrwala w sobie przekonanie, że powodem sukcesu nie jest jej inteligencja czy zdolności, tylko pilność. Konsekwencją takich przekonań może być mała zaradność dziewcząt w sytuacji niepowodzenia, niskie poczucie własnej wartości i wiary w siebie.
Autor: Redakcja
Trzydzieści lat temu Amerykanie – wielcy indywidualiści – odkryli zalety kooperacyjnego uczenia się. Przekonali się, że gdy ludzie walczą o nagrodę wspólnie, całą grupą, zyskuje również każdy z osobna. Dlatego amerykańskie szkoły duży nacisk kładą na naukę współpracy i współpracę w nauce. Jak ich doświadczenia przenieść na polski grunt i zastosować w naszych szkołach?
Gdy okazuje się, że w klasie trafił się geniusz, wielu nauczycieli nie wie, czy się z tego cieszyć. Dla niektórych praca z takim uczniem to dopust boży. A przecież jest to prawdziwe wyzwanie dla kompetencji i umiejętności dydaktycznych! Co prawda wymaga od nauczycieli dodatkowej pracy, ale też daje szansę - gdy się kocha uczniów takimi, jacy są - czerpania radości z osiągnięć swoich geniuszów.
W Polsce panuje przekonanie, że twórczości nie da się nauczyć. Że zdolności twórcze są wrodzone. Najwięksi krytycy idei nauczania twórczości mówią wręcz, że ta cecha to "dar od Boga", a zatem nie da się jej nauczyć tak, jak się uczy tabliczki mnożenia czy struktury fliszu karpackiego... Są w błędzie! Twórczości można uczyć!
Uczniowie pochodzący z rodzin patologicznych - poniżani, bici, bez prawidłowych wzorców - uważają, że są gorsi od rówieśników. To przekonanie podświadomie pcha ich do zachowań dewiacyjnych lub powoduje wycofanie i zamknięcie się w sobie. Potrafią odnaleźć się jedynie w grupie, w której dominują zachowania patologiczne - bo tylko takie znają. Bez pomocy mają niewielkie szanse na pozytywne kształtowanie własnej tożsamości. Od wrażliwości wychowawców zależy, czy taką pomoc w porę uzyskają.
Bardzo często szkolne problemy dziecka są sygnałem dysfunkcji systemu rodzinnego. Dziecko, jako najsłabsze ogniwo tego systemu, w pewien sposób pokazuje jego braki. Trudności szkolne dziecka "zatrzymują w biegu" rodzinę, bo pokazują, że dziecko czegoś potrzebuje. Uświadomienie tego rodzicom jest jednym z zadań psychologa szkolnego.
Polskie szkoły segregują uczniów. W jednej klasie lądują potomkowie biznesmenów, naukowców, VIP-ów. W drugiej zaś dzieci osób bezrobotnych, bez matury, z gorszych dzielnic. Dlaczego dyrektorzy i nauczyciele tworzą klasy objęte tak ostrą selekcją? Czy dzieci z zamożnych rodzin są genetycznie obdarzone innymi zdolnościami niż ich rówieśnicy z "przeciętnych" rodzin?
Lepsze traktowanie wybranych uczniów negatywnie wpływa na atmosferę w klasie, reakcje emocjonalne i zachowania oraz morale dzieci. Uczniowie nauczyciela, który faworyzuje pupili, mają mniejszą motywację do nauki i mniej ufają "niesprawiedliwemu" nauczycielowi.
Wielu nauczycieli uważa, że ich uczniowie osiągną sukces, jeśli od małego będą ze sobą rywalizować. Są w błędzie. Sukces może zapewnić właściwa motywacja, która z konkurowaniem nie ma nic wspólnego. Tylko w atmosferze pozbawionej presji współzawodnictwa dziecko ma szansę przekonać się, że niepowodzenia nie są porażkami, lecz cennymi doświadczeniami.
Do niedawna wydawało mi się, że pracuję w dobrej szkole z mądrymi nauczycielami. Jednak po ostatnim incydencie w pokoju nauczycielskim chyba będę musiała zmienić zdanie. Kilka dni temu wywiązała się między nami dyskusja o tym, czy uczeń musi lubić szkołę. Słuchając wypowiedzi moich niektórych koleżanek i kolegów, w rodzaju: "uczeń chodzi do szkoły po to, żeby się uczyć, a nie ją lubić – z tego nas rozliczają", byłam przerażona. Czuję, że powinnam coś zrobić, żeby przekonać kolegów, że nie mają racji.
Prezentujemy scenariusz trzygodzinnych zajęć dla uczniów starszych klas szkoły podstawowej oraz klas I-III gimnazjum, których celem jest przypomnienie i przećwiczenie właściwych zachowań w sytuacji agresji rówieśniczej oraz rozwijanie empatii i uwrażliwienie na krzywdę innych. Zajęcia przeznaczone są dla klas potrafiących pracować w grupach.
Jestem nauczycielką nauczania zintegrowanego. Obecnie prowadzę pierwszą klasę. Ostatnio na zajęciach jeden z chłopców rozpłakał się nagle. Podeszłam do niego, zapytałam, co się stało. Michaś nie mógł się uspokoić. Po dłuższej chwili w spazmach wykrzyczał, że jego rodzice się rozwodzą. Przytuliłam go, przerwałam zajęcia, wytłumaczyłam dzieciom, dlaczego Michaś płacze. Koledzy chłopca bardzo ładnie się zachowali: pocieszali go, okazali mu dużo współczucia. Po lekcjach rozmawiałam z mamą chłopca, powiedziałam, jak syn przeżywa rozwód rodziców. Wydaje mi się, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Zastanawiam się jednak, czy w sytuacji, gdy nauczyciel wie, że w domu dziecka nie dzieje się najlepiej, może mu jakoś pomóc? Jak je wesprzeć? Jak rozmawiać z rodzicami dziecka?