Coraz więcej dzieci i młodzieży doświadcza rozmaitych dysfunkcji i zaburzeń, z powodu których spędza wiele miesięcy w szpitalach. Wymagają specjalnego podejścia, ale przede wszystkim pomocy i zrozumienia. Okazuje się, że można zrobić wiele dobrego, ucząc ich gry w szachy.
Kategoria: Artykuł
Wielu młodych ludzi nie potrafi odnaleźć się w zmieniającym się szybko świecie. Nie potrafią określić, co jest dobre, a co złe, ani jakich dokonywać wyborów. Dlatego od najmłodszych lat trzeba dzieci wprowadzać w świat wartości. Dzisiaj o prawdzie: czym jest i co to znaczy być prawdomównym.
Tylko uczniowie, którzy potrafią dokonywać selekcji najistotniejszych danych, łączyć je sensownie w całość, mogą odnieść sukces edukacyjny. Dzieci z dysleksją takich umiejętności nie mają. Jak zatem z nimi pracować, by mogły efektywnie korzystać ze swojego potencjału intelektualnego?
Uczeń systematyczny, bezkonfliktowy, potrafiący pracować w grupie to prawdziwy ideał. Wydaje się, że klasa złożona tylko z takich uczniów jest marzeniem każdego nauczyciela. Niestety, nie ma takich klas, a gdyby nawet były, to nie każdy nauczyciel byłby nimi zachwycony. Dlaczego?
Każdy nauczyciel wie, że uczniowie mniej zainteresowani lekcją siadają w tylnych ławkach klasy. Potwierdzają tym regułę, że „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.
Szkoła powinna rozwijać zdolności wszystkich uczniów, ale nie może lekceważyć potrzeb uczniów szczególnie zdolnych. Sztuką jest takie połączenie tych perspektyw, aby mogły być realizowane z pożytkiem dla każdego ucznia - zarówno tego bardzo zdolnego, jak i przeciętnego.
Jak zmotywować uczniów do nauki? Ten problem spędza sen z oczu wielu nauczycielom. A może warto wypróbować metodę projektu? Samodzielność, świadomość wagi zadań, możliwość decydowania o ich realizacji powodują, że uczniów nie trzeba specjalnie zachęcać do pracy.
Dzieci pochodzące z rodzin bezradnych społecznie są zanied-bywane i pozostawiane same sobie. Różnią się od rówieśników z "normalnych" domów - nie znają wielu słów używanych przez kolegów i nauczycieli, nie potrafią czytać, pisać, liczyć. Czują się gorsze. Nierzadko są zawstydzane, ośmieszane, przeżywają wiele upokorzeń. Próbują zwracać na siebie uwagę agresją i zachowaniami destrukcyjnymi. Jak pomóc dzieciom z syndromem wyuczonej bezradności - piszą Marek Grondas i Marek Liciński, Roman Pomianowski oraz Jolanta Szaban.
Troska nauczyciela o równorzędną pozycję dziecka z domu dziecka z pewnością wyjdzie na dobre wszystkim. Nie jest to zadanie łatwe i wymaga od nauczyciela dobrej woli, zdolności obserwacyjnych, zwielokrotnionej uwagi, przemyślanych działań, stosowania jak najwięcej nagród i wzmocnień oraz mądrego stawiania granic. Ważne też, by w kontakcie z dzieckiem poszukującym emocjonalnej bliskości nie zranić go, nie odrzucić, nie odsunąć od siebie.
Maciek wybił szybę w klasie. "O Boże! Czemu on jest taki agresywny? Zasłużył na obniżenie oceny ze sprawowania!" - myśli nauczyciel i szuka szybkich rozwiązań problemu. Ale czy skutecznych? Nie. Dobre rozwiązania potrzebują czasu i empatycznego kontaktu z uczniem, rodzącego się z pytania "Co Maciek właściwie teraz czuje?".
Od czasu badań przeprowadzonych w latach 70. minionego stulecia przez norweskiego psychologa prof. Dana Olweusa, o przemocy dzieci wobec dzieci napisano dziesiątki artykułów i książek. Temat pojawia się w mediach coraz częściej, w następstwie przerażających samobójstw zaszczutych uczniów. Pomimo że stworzono liczne programy przeciwdziałania przemocy w szkole, wciąż się ona nasila.
Jeżeli wiedza szkolna okazuje się w życiu bezużyteczna, trudno wymagać od ucznia, żeby z pasją ją zgłębiał. Jeżeli w szkole dominuje rutyna i schematyczność, trudno o rozwijanie aktywności poznawczej ucznia. Jeżeli dostaje on w szkole komunikat, że ważne jest uzyskanie określonego celu, a nieważna droga jego osiągnięcia, to nie dziwmy się, że ściąga czy korzysta z cudzych prac.