Dzieci pochodzące z rodzin bezradnych społecznie są zanied-bywane i pozostawiane same sobie. Różnią się od rówieśników z "normalnych" domów - nie znają wielu słów używanych przez kolegów i nauczycieli, nie potrafią czytać, pisać, liczyć. Czują się gorsze. Nierzadko są zawstydzane, ośmieszane, przeżywają wiele upokorzeń. Próbują zwracać na siebie uwagę agresją i zachowaniami destrukcyjnymi. Jak pomóc dzieciom z syndromem wyuczonej bezradności - piszą Marek Grondas i Marek Liciński, Roman Pomianowski oraz Jolanta Szaban.
Dział: Artykuły - Spis treści
Nie bój się buntowniczych uczniów! Pomyśl, jak wielu buntowników stało się wybitnymi twórcami lub przywódcami i pokaż swoim podopiecznym, że mogą się buntować twórczo, konstruktywnie i bez używania agresji...
Tradycyjna szkoła nie radzi sobie ze współczesnymi problemami dzieci i młodzieży. Czują to nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele. Jedni i drudzy potrzebują szkoły skoncentrowanej na osobie, jej prawach i świadomości. Jak przygotować nauczycieli do rzeczywistego wspierania uczniów w przekraczaniu własnych ograniczeń?
Nie zdajemy sobie sprawy, jak często jesteśmy wystawieni na nieuświadomione wpływy. Odkrycia badaczy wyjaśniają wiele zagadek dotyczących funkcjonowania człowieka - nie tylko wpływu reklamy, ale także takich procesów, jak: tworzenie się i funkcjonowanie postaw i stereotypów, uczenie się i pamięć, wartościowanie siebie i świata. Dzięki wiedzy dysponujemy narzędziami, które mogą nam pomóc oprzeć się wpływom społecznym czy reklamie.
Gdy małe dziecko długo nie mówi, wiele osób, uspokajając rodziców, powtarza, że przecież ma jeszcze czas. Przywoływane są wówczas opowieści o dzieciach, które nagle zaczęły mówić w wieku trzech, czterech, a nawet pięciu lat. Czy w istocie nie ma się czym martwić?
Wielu nauczycieli uważa, że uczniów najlepiej motywują kary. Są przekonani, że jeśli ukarzą sprzeczne z celami nauczania zachowanie ucznia, to uczeń zacznie zachowywać się w sposób przez nich pożądany. Czy mają rację? Zdecydowanie nie! Efektywniej bowiem motywują wzmocnienia.
Większość szkolnych dręczycieli ma dobrze rozwinięte umiejętności społeczne, szczególnie w zakresie "wywierania wpływu", manipulowania jednostkami i grupą. Brakuje im natomiast empatii. Dlatego programy antyprzemocowe rozwijające ogólne umiejętności społeczne, bez ukierunkowanego treningu empatii, są mało skuteczne w walce z przemocą. Paradoksalnie, bardziej wspomagają prześladowców niż ich ofiary.
Szkoła pełna jest przemocy fizycznej i psychicznej, słownej i pozawerbalnej. Jedną z najbardziej dotkliwych jej form jest ośmieszanie. Niestety, okazuje się, że to nie rówieśnicy, ale nauczyciele stosują ją najczęściej wobec uczniów. A przecież jako liderzy powinni przede wszystkim uświadamiać swoim wychowankom ich wartość i możliwości...
Dzieci od małego powinny się uczyć walczyć o swoje - uważają niektórzy rodzice i nauczyciele. Czy rzeczywiście tylko w ten sposób można osiągnąć w życiu sukces? Czy wygrana zawsze liczy się bardziej niż porażka? Nie. Można osiągać ważne dla nas cele współpracując z innymi. Dlatego warto nauczyć dzieci zdrowego konkurowania.
Od czego zależy efektywność uczenia się? W potocznym myśleniu funkcjonuje mit, że efektywność uczenia się zależy jedynie od poziomu inteligencji. Nie jest to prawda. Skuteczność nie jest bowiem prostą funkcją zdolności, ale wynikiem współdziałania kilku grup zmiennych: zdolności, motywacji, twórczości, cech środowiska. Opierając się na mitach – rozumianych jako fałszywa wiedza – nauczyciele nie tylko nie pomogą swoim uczniom w nauce, ale mogą im nawet zaszkodzić.
To walka z wiatrakami – mówią nauczyciele o próbach przeciwdziałania ściąganiu. Nie da się go wyeliminować, jeśli nie będzie przez wszystkich i zawsze negatywnie oceniane. Jeśli nie zmienimy postaw uczniów, można je tylko ograniczyć poprzez karanie i dbanie o samoocenę podopiecznych. Uczeń, który wierzy w siebie i wie, że ściąganie jest oszustwem – nie zrzyna.
Jestem nauczycielką nauczania zintegrowanego. Obecnie prowadzę pierwszą klasę. Ostatnio na zajęciach jeden z chłopców rozpłakał się nagle. Podeszłam do niego, zapytałam, co się stało. Michaś nie mógł się uspokoić. Po dłuższej chwili w spazmach wykrzyczał, że jego rodzice się rozwodzą. Przytuliłam go, przerwałam zajęcia, wytłumaczyłam dzieciom, dlaczego Michaś płacze. Koledzy chłopca bardzo ładnie się zachowali: pocieszali go, okazali mu dużo współczucia. Po lekcjach rozmawiałam z mamą chłopca, powiedziałam, jak syn przeżywa rozwód rodziców. Wydaje mi się, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Zastanawiam się jednak, czy w sytuacji, gdy nauczyciel wie, że w domu dziecka nie dzieje się najlepiej, może mu jakoś pomóc? Jak je wesprzeć? Jak rozmawiać z rodzicami dziecka?