To, że dziecko zna się na zegarku, nie jest równoznaczne z tym, że potrafi kontrolować czas. Najczęściej to dorośli pilnują i organizują pracę dzieci w czasie. A dzieci nabierają przekonania, że „mają człowieka od tego, by im pomógł odnaleźć się w czasie”. Potrafią też „rozliczyć” dorosłego za to, że czegoś nie dopilnował i dlatego one mają kłopoty. W ten sposób nie uczą się odpowiedzialności za to, co robią z czasem i jak go wykorzystują.
Dział: Artykuły - Spis treści
Ile razy zdarzyło Ci się „grzebać” w pamięci w poszukiwaniu ważnej informacji, a ta drwiła sobie z Ciebie tym bardziej, im silniej się starałeś? Ile też razy zaskoczyła Cię jakimś wspomnieniem lub olśnieniem? Wróciłeś w miejsca z dzieciństwa, zobaczyłeś stare widoki, poczułeś dawne zapachy.
Gdy zobaczysz, że uczeń na twojej lekcji potrafi tylko mechanicznie recytować materiał, nie irytuj się. Potraktuj tę sytuację jako uczniowskie wołanie o pomoc: "bardzo chcę opanować ten materiał, ale nie wiem, jak mam to zrobić?.
Gdy rozpoczynaliśmy w Lublinie akcję "Podzielmy się wiedzą", zastanawiałam się, skąd ja wezmę tylu wolontariuszy do pracy z uczniami, którzy mają problemy z nauką? Czy uda nam się przekonać dzieci i ich rodziców, że one też mają prawo do sukcesu? Okazało się jednak, że przy odrobinie zaangażowania i wysiłku z obu stron możliwe jest zdobywanie - krok po kroku - szczytów!
Konieczność ciągłego radzenia sobie z trudnymi uczniami wypala niejednego nauczyciela. Jak nie poddać się, jak nie popaść w rutynę, która jest złym doradcą w kłopotliwych szkolnych sytuacjach? Można się nauczyć panowania nad złością i gniewem. Można się nauczyć radzić sobie z lękiem i bezsilnością.
Uczeń, który akceptuje siebie, chętniej się uczy, lepiej współpracuje z rówieśnikami i jest mniej agresywny. Samoakceptacji dziecko uczy się nie tylko w domu, ale również w szkole - pod warunkiem, że trafi na nauczyciela, który lubi... siebie. Jeśli nauczyciel nie potrafi zaakceptować siebie, nie będzie w stanie stworzyć dobrych relacji z uczniem i pomóc mu w budowaniu poczucia własnej wartości.
Uczniowie są dla nas najważniejsi, traktujemy ich podmiotowo - zapewniają nauczyciele i dyrektorzy szkół podczas wizytacji kuratorów. Ale codzienne szkolne życie przeczy tym oficjalnym deklaracjom. Czego uczeń może się dowiedzieć w szkole o sobie? Że bardziej liczy się wygoda pań sprzątających niż jego samopoczucie...
Przez ostatni rok szkolny pracowałam w szkolnej świetlicy. Pracę tę podjęłam po urlopie macierzyńskim, z konieczności, wbrew własnej woli. Jako nauczycielka przedmiotu w wyższych klasach podstawowych poczułam się zdegradowana, bo co to za zaszczyt być świetliczanką. Wszyscy przecież wiedzą, że nauczyciel w świetlicy to gorszy nauczyciel. Wtedy je też tak myślałam. Dziś jestem bardzo zadowolona z tej zmiany. Swoją pracę uważam za bardzo ciekawą, i - choć trochę żal mi biologii, której uczyłam - z zapałem i nowymi pomysłami powitam nowy rok szkolny w świetlicy. Anna P. z Gdyni
Jestem wychowawczynią piątej klasy. Jednym z moich podopiecznych jest Arek, z którym trudno sobie poradzić. Arek nawet nie jest złym uczniem, ale na prawie każdej lekcji są do niego jakieś uwagi: gada, śmieje się, przedrzeźnia, nie pracuje, chodzi po klasie. Żadne rozmowy, upomnienia nie pomagają. Poprosiłam więc na rozmowę rodziców. Przyszła mama, w spotkaniu uczestniczył też Arek. Przedstawiłam - moim zdaniem bardzo oględnie – problem, mówiąc, że chciałabym wspólnie z rodzicami i chłopcem wypracować jakiś sposób postępowania. No i wtedy, ku mojemu zdziwieniu, matka Arka zaczęła krzyczeć na niego, że już ma go dosyć, że jest bandytą i najchętniej by się go pozbyła. Dzieciak patrzył na nią oczami pełnymi łez, w pewnej chwili zerwał się i wybiegł z klasy. Zupełnie nie wiedziałam, jak się zachować. Próbowałam coś tłumaczyć, ale ona mnie nie słuchała, ciągle narzekała na syna, a wychodząc, powiedziała: "Ja już na niego nie mam siły. Róbcie z nim, co chcecie". No i co teraz powinnam zrobić?
Polskie szkoły segregują uczniów. W jednej klasie lądują potomkowie biznesmenów, naukowców, VIP-ów. W drugiej zaś dzieci osób bezrobotnych, bez matury, z gorszych dzielnic. Dlaczego dyrektorzy i nauczyciele tworzą klasy objęte tak ostrą selekcją? Czy dzieci z zamożnych rodzin są genetycznie obdarzone innymi zdolnościami niż ich rówieśnicy z "przeciętnych" rodzin?
Mowa jest bardzo silnie związana z myśleniem. Im później się wykształci, tym bardziej opóźnia się rozwój myślenia i funkcjonowania dziecka. Mowa warunkuje również zachowania społeczne, a jej deficyty zaburzają rozwój kontaktów z otoczeniem. Dlatego tak ważna jest jak najwcześniejsza terapia dzieci z alalią.
Często bagatelizujemy dziecięcą depresję. Dziecko nie potrafi swoich doznań wyrazić słowami, nie mówi: "jestem przygnębiony, chce mi się płakać, boję się śmierci". Ale to, że dzieci nie mówią, nie znaczy, że nie przeżywają. Czasami depresję dziecka łatwiej jest dostrzec nauczycielom niż rodzicom - mówi Boris Cyrulnik.