Co to znaczy „pokochać swój smutek”? Zastosowanie technik uważności i współczucia w o...

Mówienie komuś, aby pokochał swój smutek, zdaje się przeczyć logice. Ale nie chodzi o to, by go polubić i kurczowo się go trzymać. W rzeczywistości jest to jedyny możliwy sposób, by wytrzymać ból, jaki smutek niesie i twórczo poza niego wyjść.
Czytaj więcej

Bezkarne dzieciństwo. Jak wychować dziecko bez kar?

Karane dziecko czuje się niezrozumiane, zaczyna wierzyć, że silniejszy wygrywa i uczy się kombinować, jak zrobić to, na czym mu zależy i jednocześnie uniknąć kary. Czy tego chcemy jako rodzice? Czy można inaczej?
Czytaj więcej

Łagodna dyscyplina. Jak wychować samodzielne, empatyczne i szczęśliwe dzieci - przec...

Sarah Ockwell-Smith obala wiele mitów, które nagromadziły się wokół kar i motywowania dzieci, i proponuje alternatywne, efektywne podejście, u którego podstaw leży szacunek do dziecka. Nie należy jednak mylić go z rozpieszczaniem czy ignorowaniem niepożądanych zachowań – w centrum jej metody leżą zrozumienie i realistyczne oczekiwania względem dzieci, a także właściwe reagowanie na złe zachowanie. Proponowana przez nią łagodna dyscyplina skupia się na nauczaniu i uczeniu się zamiast na karach i nagrodach. Znakiem rozpoznawczym Sarah Ockwell-Smith jest praktyczne, świeże podejście i skupienie się nie tyle na „filozofii” i teoretyzowaniu, ile na zaradzeniu konkretnym problemom. Dlatego wśród poruszanych w książce tematów znajdziemy propozycje rozwiązań na: dąsanie się i płacz, agresywne czy niszczycielskie zachowania, niesłuchanie i odmawianie posłuszeństwa, bezczelność i pyskowanie, rywalizację między rodzeństwem, kłamanie, przeklinanie, niską samoocenę i brak pewności siebie. Łagodna dyscyplina znajdzie zastosowanie w odniesieniu do dzieci w różnym wieku – od raczkujących maluchów po nastolatków. Ta książka to mnóstwo motywacji i zestaw narzędzi do zmiany podejścia na bardziej uważne i współczujące. Fragment książki O autorce: Sarah Ockwell-Smith to licencjonowany psycholog. Po urodzeniu pierwszego dziecka wyszkoliła się jako nauczycielka prenatalna i porodowa oraz doula poporodowa. Podjęła również szkolenie w zakresie hipnoterapii oraz psychoterapii i jest członkiem British Sleep Society. Jest współzałożycielką strony GentleParenting (www.gentleparenting.co.uk) oraz autorką bloga www.sarahockwell-smith.com. Regularnie pisze dla magazynów parentingowych oraz występuje w roli eksperta ds. rodzicielstwa w krajowej telewizji i radiu. O książce: Czy dyscyplina może być łagodna? Sarah Ockwell-Smith przekonuje, że wychowywanie dzieci to przede wszystkim praca nad sobą i wzajemne inspirowanie do rozwoju. Zachęca, aby bliskie relacje budować na uważności, empatii i szacunku. A także wiedzy o sobie i dzieciach – bo przecież nie karzemy ryby za to, że nie umie chodzić.  - Anna Kario-Skoczylas, blog bezkarinagród.pl Nareszcie książka, która koncentruje się na rozwiązaniach z poszanowaniem obu stron – z uwzględnieniem trudności zarówno u dorosłego, jak i u dziecka. Drogą do celu jest więc zrozumienie i bliskość, nazywanie potrzeb i emocji, a także realistyczne oczekiwania. Zaskoczy Was ilość konkretnych sytuacji, przykładów i rozwiązań!  - Patrycja Ptaszek, blog mamowato.pl Książka uwzględnia trudności występujące zarówno po stronie dzieci, jak i rodziców. Autorka pokazuje, jak wzajemne zrozumienie potrzeb przynosi rozwiązania problemów, i pomaga osiągnąć bliskość, a nie są to zwykle słowa kojarzone z dyscypliną! - dr Suzanne Zeedyk, psycholog rozwoju człowieka, honorowy współpracownik Uniwersytetu Dundee
Czytaj więcej

Jak oswoić się ze stresem w rodzicielstwie?

Jak nauczyć się zarządzać energią stresu i rozumieć własne lęki, być uważnym i świadomym rodzicem nie tylko w czasie kryzysu? Przed jakimi wyzwaniami stanęli rodzice w czasie pandemii?
Czytaj więcej

Neseser, czyli o tym, co (nie) zbędne

Dobrze, że – uprzedzona przez znajomych – przyjechałam na lotnisko w Tel Avivie dwie i pół godziny przed planowanym wylotem. Rozmowa z pracowniczką ochrony lotniska trwała już kilkanaście minut; zadawała mi te same pytania, które chwilę wcześniej zadawał mi jej kolega. Jaki był cel mojej wizyty? Kto mnie odebrał z lotniska? W którym spałam hotelu? Czy coś zwiedzałam? I, przede wszystkim, dlaczego mam taki mały bagaż? Przecież my, kobiety (uuuh, tego sformułowania nigdy nie lubiłam), chcemy ładnie wyglądać, więc dlaczego na tygodniowy pobyt zabrałam tak mało rzeczy? Potem dowiedziałam się, że będąc młodą kobietą z małym bagażem, wpisuję się w potencjalnie terrorystyczny profil. Prawda jest taka, że, wykonując zawód w dużej mierze wyjazdowy (prowadzę szkolenia), nauczyłam się zabierać w podróż mało rzeczy. Travelling light. Tak lubię.  Ale gdyby odnieść to nie tylko do podróży – ale w ogóle do, za przeproszeniem Twoich uszu, stworzonych pewnie do bardziej wyrafinowanych metafor – do podróży, jaką jest życie – co to znaczy? Co to znaczy, podróżować z małym bagażem?  Lubię słowo neseser. Sprawdziłam etymologię:  łac. necessarius → potrzebny. Co jest nam naprawdę potrzebne? Ostatnie tygodnie brutalnie postawiły przed nami to pytanie. Co naprawdę potrzebujesz kupić na wypadek przymusowej kwarantanny? Ile pieniędzy jest Ci koniecznie potrzebne do przeżycia? Z czego możesz zrezygnować? W bajce o Kopciuszku zawsze najbardziej lubiłam ten obraz, kiedy Kopciuszek zostaje w domu, żeby, z polecenia złej Macochy, wybierać z popiołu ziarna soczewicy. Chociaż Kopciuszek płakał, ja jakoś – wczuwając się oczywiście w Kopciuszka, bo przecież, że nie w Macochę! – nie płakałam i prosiłam moją ukochaną babcię Marysię, żeby szczegółowo opisywała mi ten obraz. Jak Kopciuszek to oddzielał? W co była ubrana? Ile to zajęło czasu? Babcia Marysia zgodnie z zamówieniem przemalowała to i owo. Dzisiaj widzę tę scenę w zmienionej już w stosunku do oryginału wersji – Kopciuszek nie płacze, tylko siedzi, podobna do dziewczynki z „Kwiaciarek” Olgi Boznańskiej, w sukni koloru deszczowej chmury, pochylona głowa, spokój, skupienie; cicha, medytacyjna praca: ziarna soczewicy osobno, popiół osobno. Chociaż nie wiedziałam wtedy dlaczego, czułam, że ja też tak chcę: ja też chcę to zadanie. Przeczuwałam, że wolę to od balu, na który pojechały siostry, żeby umizgiwać się do królewicza. Lata po tym, jak babcia Marysia opowiadała mi bajkę o Kopciuszku, w słynnej Biegnącej z Wilkami Clarissy Pinkoli Estes natrafiłam na rozdział: „Oddzielanie jednego od drugiego”. Estes napisała, że to jedno z kluczowych zadań, jakie przed nami staje – „zdolność precyzyjnego rozróżniania”. Co od czego mamy odróżniać? Oczywiście, uczymy się odróżniać się to, co wolno, od tego, czego nie wolno, to, co wypada, od tego, czego nie wypada. Jednak w moim życiu jednym z najbardziej intrygujących i kluczowych rozdroży stało się inne rozróżnienie: pomiędzy tym, czego chcę/na co mam ochotę, a tym, czego naprawdę potrzebuję. Co warto zabrać w podróż, a co będzie tylko niepotrzebnym balastem? Co mnie odżywi, a co mnie wyczerpie, chociaż na pierwszy rzut oka wygląda smakowicie? Jak odróżnić złoto od tego, co tylko się świeci?  Praktyczną poradę w tej sprawie znalazłam w jeszcze innej książce, Core Transformation, napisanej przez Connirae i Tamarę Andreas. Napisały one o tym, że szukamy rzeczy, które są nam naprawdę potrzebne, w miejscach, w których ich po prostu nie ma. Szukamy dobrych rzeczy w złych miejscach, podkręcani na maksa przez reklamy czekoladek, w których smaku mamy rzekomo odnaleźć prawdziwe wytchnienie, farb do włosów, które pozwolą nam odzyskać pewność siebie, samochodów, które, jeśli je kupimy w ratach 0%, staną się źródłem naszej wolności. Siostry Andreas proponują złożony proces, który uprościłam sobie prymitywnie do jednego pytania – czego tak naprawdę szukam? Czego naprawdę jestem głodna, kiedy sięgam po czwarty wafelek – bo przecież nie węglanu amonu ani lecytyny? Czego jestem – ale tak naprawdę-naprawdę – głodna, kiedy wrzucam na Facebooka nowe zdjęcie profilowe? Kiedy klikam na następny odcinek serialu? Kiedy robię jeszcze inną z tysiąca rzeczy, co do których przeczuwam, że wcale nie nasycą mojego prawdziwego głodu? Sprawa jest prosta, choć niełatwa: jeżeli włożę do swojego nesesera to, czego nie potrzebuję – a nie włożę tego, czego potrzebuję, pozostanę niezadowolona, w pogoni za czymś, co nie da mi radości.  Skąd wiadomo, czego nam naprawdę trzeba? Nie wiadomo skąd, ale wiadomo. Jeśli chcesz, sprawdzimy. Zapewnij sobie względnie spokojne warunki i zadaj sobie dwa pytania. Pierwsze brzmi – co niesiesz niepotrzebnie? Daj sobie parę spokojnych wdechów i wydechów na odpowiedź. Potem zadaj sobie drugie pytanie – czego potrzebujesz więcej? Znowu oddychaj i po prostu poczekaj na odpowiedź.  Skąd ta odpowiedź przyszła? Z miejsca, które Wie. Z intuicji, ciała, oddechu – nie wiadomo, jak to miejsce nazwać. Ale wiadomo, że, żeby do niego sięgnąć, trzeba zrobić pewną bezbodźcową przestrzeń. I że od nikogo innego ta odpowiedź nie przyjdzie niż od Ciebie samego. Choćbyś nie wiadomo ile książek przeczytał, wykładów się naoglądał, certyfikacji nazdobywał, guru naspotykał i brzegów jego szat własnymi palcami dotknął – nikt Ci nie powie, co w Twoim neseserze powinno być, a co nosisz w nim niepotrzebnie. Można to odkryć w czułej, starannej rozmowie z samym sobą. Tej samej, której próbowaliśmy unikać, gnając przez życie, z determinacją godną lepszej sprawy. No właśnie – jakiej? Jakiej lepszej sprawy godna jest nasza, teraz gwałtownie wyhamowana, codzienność? 
Czytaj więcej

Efekt kameleona. O tym, kiedy i dlaczego naśladujemy innych

Wzajemnie się naśladujemy; często czynimy to nieświadomie. Przykładowo, kiedy ktoś obok nas ziewa, też nam się to udziela. A jeśli nasz rozmówca pociera ręką twarz, prawdopodobnie wykonamy podobny gest. Jaką funkcję spełnia naśladownictwo w naszym życiu?
Czytaj więcej

W poszukiwaniu zagubionej tożsamości. Historie z życia dorosłych kobiet w spektrum au...

Jak pisał Marcel Proust: Czujemy w jednym świecie, a myślimy i nazywamy w drugim; możemy ustalić między nimi zgodność, ale nie możemy zapełnić dzielącej ich przestrzeni. W przypadku kobiet z autyzmem ta przestrzeń staje się przepaścią.
Czytaj więcej

Lęk w życiu nastolatka. Jak zrozumieć emocje nastolatka i być wspierającym dorosłym?

Na drodze rozwojowej nastolatka w okresie dojrzewania staje wiele wyzwań. Dla młodego człowieka niezwykle ważne są wtedy szkolne sukcesy i porażki, pierwsze miłości i relacje rówieśnicze. Zmiany zachodzące w życiu podczas dorastania nierzadko pociągają za sobą silne napięcie emocjonalne. Jedną z emocji, która pojawia się w tym czasie w większym natężeniu, jest lęk. Jak wspierać dziecko w radzeniu sobie z lękiem i co zrobić, aby pomóc mu uwolnić się od poczucia przytłoczenia?
Czytaj więcej

Ciasny kokon rodzicielskiej miłości. O nadopiekuńczych rodzicach

Jeszcze kilka dekad temu dzieci miały inaczej zdefiniowaną swobodę. Mogły się włóczyć, poznawać świat, mieć umorusane buzie i podarte spodnie. Nie miały telefonów komórkowych, rodzicie nie mogli więc nieustannie monitorować, z kim aktualnie przebywają i gdzie. Często wracały z zakrwawionym kolanem zabrudzonym ziemią. Jak to się stało, że czasy te odeszły w zapomnienie, a zjawisko nadopiekuńczości staje się coraz powszechniejsze?
Czytaj więcej

Online-Offline

W latach 50. poprzedniego stulecia rozpoczęto na kanadyjskim Uniwersytecie McGill serię badań nad deprywacją sensoryczną. Celem tych eksperymentów było potwierdzenie hipotezy Donalda Hebba, że ludzki mózg dla normalnego funkcjonowania potrzebuje dynamicznej wymiany informacji z otoczeniem. Wojsko z kolei było zainteresowane tym, jak ludzie znoszą długotrwałą izolację informacyjną, np. w atomowych okrętach podwodnych, które wówczas wchodziły do służby i mogły miesiącami przebywać w zanurzeniu. Osobom badanym płacono po 20 dolarów (co podówczas było dużą sumą) za przebywanie w specjalnych komorach. Komory były dźwiękoszczelne, oddzielone od siebie matowymi szybkami; zanurzeni byli w słonej wodzie o temperaturze zbliżonej do temperatury ciała ludzkiego. Można powiedzieć –pełen relaks! Jednak większość studentów rezygnowała z udziału w badaniu po trzech, czterech dniach. Badani początkowo szybko zasypiali, ale po obudzeniu się zaczęli odczuwać nudę i opresyjność całej sytuacji. Choć niektórzy w tym czasie próbowali roztrząsać ważne osobiste kwestie, to jednak okazywało się, że mieli bardzo duże problemy ze skupieniem uwagi. U niektórych pojawiały się halucynacje – początkowo proste, mające postać kolorowych linii, a w końcu pojawiały się bardzo złożone sceny z udziałem wielu osób lub zwierząt. Halucynacje te przypominały to, co dzieje się po zażyciu meskaliny. Po badaniu u wielu osób zaobserwowano wyraźne pogorszenie funkcjonowania poznawczego. Artystyczną wizję zmian występujących w warunkach deprywacji sensorycznej przedstawia pochodzący z 1980 roku film pt. Odmienne stany świadomości w reżyserii Kena Russela. Czy rozpoczęty jakiś czas temu lockdown przypomina to, co działo się w warunkach izolacji sensorycznej? Na pierwszy rzut oka odpowiedź jest przecząca. Wprawdzie możemy wychodzić z domu, ale badani w opisanych eksperymentach mogli także udawać się do toalety czy spożywać posiłki poza komorą. Co więcej, mamy teraz dostęp do bardzo dużej liczby kanałów telewizyjnych czy portali internetowych. Istnieją też serwisy streamingowe, w których możemy śledzić losy bohaterów niezliczonych seriali, filmów, dokumentów. Jednak to wszystko w niewielkim stopniu przypomina realne kontakty z innymi ludźmi. Oglądając w telewizji czy internecie te same twarze, klepiące „przekazy dnia”, czasami od razu zasypiamy albo też odczuwamy coraz mniej przyjemną… nudę. Jedynie komunikatory internetowe dostarczają namiastki normalnych kontaktów społecznych. Mam na myśli nie tylko pracę zdalną (w moim przypadku nauczanie online), lecz także normalne kontakty towarzyskie. Rozpowszechniły się przyjęcia online, kiedy to razem można zajadać się ciastem, pić kawę i wino. Niektórzy grają w klasyczne gry planszowe. Jednak to wszystko jest mniej satysfakcjonujące niż spotkania w realu. Wypowiedzi innych docierają do nas z pewnym opóźnieniem, co sprawia mylne wrażenie, że są one oparte na głębokiej refleksji i są niejako wystudiowane. Nasze mózgi przyzwyczaiły się do szybkiej wymiany informacji w kontaktach bezpośrednich, a podczas kontaktów za pośrednictwem internetu muszą działać niejako w zwolnionym rytmie. Obecnie zjawisko deprywacji sensorycznej może występować także u pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19. Nie mają oni możliwości kontaktu z najbliższymi, a kontakty z personelem medycznym przebiegają w bardzo specyficzny sposób. Strój ochronny, spowolnienie ruchów pielęgniarki lub lekarza może wywoływać dezorientację. Chorzy widzą tylko zamaskowane twarze, co dodatkowo uniemożliwia odczytanie na nich sygnałów pocieszenia czy nadziei. Może da się żyć offline, ale trochę to przypomina rysunek Andrzeja Mleczki, na którym diabeł i anioł siedzą przed ekranami laptopów, a towarzyszy temu podpis „Odwieczna walka dobra ze złem”.  
Czytaj więcej

Jedzenie emocjonalne, czyli jak emocje wpływają na zachowania żywieniowe

Zarówno emocje negatywne, jak i pozytywne wpływają na (nadmierną) ilość spożywanego jedzenia. Emocje różniące się intensywnością oddziałują na zachowania żywieniowe. Mózg i jelita współpracują ze sobą i mają ogromny wpływ na nastrój człowieka i jego stan psychiczny.
Czytaj więcej