Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

15 czerwca 2020

NR 5 (Czerwiec 2020)

Neseser, czyli o tym, co (nie) zbędne

22

Dobrze, że – uprzedzona przez znajomych – przyjechałam na lotnisko w Tel Avivie dwie i pół godziny przed planowanym wylotem. Rozmowa z pracowniczką ochrony lotniska trwała już kilkanaście minut; zadawała mi te same pytania, które chwilę wcześniej zadawał mi jej kolega. Jaki był cel mojej wizyty? Kto mnie odebrał z lotniska? W którym spałam hotelu? Czy coś zwiedzałam? I, przede wszystkim, dlaczego mam taki mały bagaż? Przecież my, kobiety (uuuh, tego sformułowania nigdy nie lubiłam), chcemy ładnie wyglądać, więc dlaczego na tygodniowy pobyt zabrałam tak mało rzeczy? Potem dowiedziałam się, że będąc młodą kobietą z małym bagażem, wpisuję się w potencjalnie terrorystyczny profil.
Prawda jest taka, że, wykonując zawód w dużej mierze wyjazdowy (prowadzę szkolenia), nauczyłam się zabierać w podróż mało rzeczy. Travelling light. Tak lubię. 
Ale gdyby odnieść to nie tylko do podróży – ale w ogóle do, za przeproszeniem Twoich uszu, stworzonych pewnie do bardziej wyrafinowanych metafor – do podróży, jaką jest życie – co to znaczy? Co to znaczy, podróżować z małym bagażem? 
Lubię słowo neseser. Sprawdziłam etymologię: 
łac. necessarius → potrzebny. Co jest nam naprawdę potrzebne? Ostatnie tygodnie brutalnie postawiły przed nami to pytanie. Co naprawdę potrzebujesz kupić na wypadek przymusowej kwarantanny? Ile pieniędzy jest Ci koniecznie potrzebne do przeżycia? Z czego możesz zrezygnować?
W bajce o Kopciuszku zawsze najbardziej lubiłam ten obraz, kiedy Kopciuszek zostaje w domu, żeby, z polecenia złej Macochy, wybierać z popiołu ziarna soczewicy. Chociaż Kopciuszek płakał, ja jakoś – wczuwając się oczywiście w Kopciuszka, bo przecież, że nie w Macochę! – nie płakałam i prosiłam moją ukochaną babcię Marysię, żeby szczegółowo opisywała mi ten obraz. Jak Kopciuszek to oddzielał? W co była ubrana? Ile to zajęło czasu? Babcia Marysia zgodnie z zamówieniem przemalowała to i owo. Dzisiaj widzę tę scenę w zmienionej już w stosunku do oryginału wersji – Kopciuszek nie płacze, tylko siedzi, podobna do dziewczynki z „Kwiaciarek” Olgi Boznańskiej, w sukni koloru deszczowej chmury, pochylona głowa, spokój, skupienie; cicha, medytacyjna praca: ziarna soczewicy osobno, popiół osobno. Chociaż nie wiedziałam wtedy dlaczego, czułam, że ja też tak chcę: ja też chcę to zadanie. Przeczuwałam, że wolę to od balu, na który pojechały siostry, żeby umizgiwać się do królewicza. Lata po tym, jak babcia Marysia opowiadała mi bajkę o Kopciuszku, w słynnej Biegnącej z Wilkami Clarissy Pinkoli Estes natrafiłam na rozdział: „Oddzielanie jednego od drugiego”. Estes napis...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy