Tożsamość sławnego mózgu

Choć długo nie znaliśmy jego tożsamości, na trwałe zapisał się w historii neuropsychologii. To w jego mózgu Pierre Broca, słynny francuski lekarz, zlokalizował ośrodek mowy. Dziś już wiemy dokładnie, kim był słynny pacjent o pseudonimie „Tan”.
Czytaj więcej

O (nie)pamięci zamiarów

Zadzwonię, kupię, zażyję - obiecujemy sobie co dnia i... zapominamy. Trudno co ma się dopiero zdarzyć. Nie pamiętamy o umówionych spotkaniach i rocznicach, nawet tych okrągłych. Gorzej, gdy zapominamy nawet o... własnym dziecku!
Czytaj więcej

W pułapce czasu

Przeszłość daje nam poczucie zakorzenienia, teraźniejszość pozwala cieszyć się chwilą, a przyszłość - spełniać marzenia. A jeśli ktoś utknie w którejś z tych stref czasowych? Jak wydostać się z pułapki czasu - radzi PHILIP ZIMBARDO, badacz orientacji temporalnych.
Czytaj więcej

Skazani na zmianę

Boimy się jej i marzymy o niej. Dojrzewamy do niej latami lub dokonujemy jej w jednej sekundzie. Bez niej jesteśmy wewnętrznie martwi. Zmiana - wyzwanie i szansa.
Czytaj więcej

Tolkien i prawda

Czy świat wykreowany przez Tolkiena - świat elfów, krasnoludów, trolli, goblinów i innych dziwnych istot - może odsłonić nam jakąś prawdę o rzeczywistości? - Jacek Wojtysiak
Czytaj więcej

Nauka a wiara

Bóg nie jest potrzebny do „aktu stworzenia” – twierdzi słynny angielski fizyk Stephen Hawking w opublikowanej niedawno książce i towarzyszącej jej serii filmów pod tytułem Wielki Projekt. Według niego samoistne powstanie Wszechświata z niczego jest czymś naturalnym z punktu widzenia fizyki i można je całkowicie wyjaśnić w oparciu o prawa przyrody. Hawking oczywiście nie jest pierwszym naukowcem, który głosi podobne poglądy: niektórzy, jak ewolucjonista Richard Dawkins, są wręcz wojującymi ateistami. Według jemu podobnych rozwiązywanie kolejnych zagadek przyrody musi doprowadzić człowieka do nieuchronnego wniosku, że Boga nie ma. Takie przekonania zgodne są z często spotykaną opinią, że działalność naukowa kłóci się z wiarą. Przykładowo, w USA około dwie trzecie naukowców deklaruje się jako niewierzący (w całym amerykańskim społeczeństwie takie deklaracje składa nieco ponad 10 procent obywateli). Zastanawiasz się, dlaczego młodzież odchodzi od Boga? Przeczytaj artykuł: Młodzież, która odchodzi od Boga Nauki przyrodnicze, z fizyką na czele, są symbolami metod „szkiełka i oka”, w których nie ma miejsca na sferę duchową czy religijną. Z drugiej jednak strony wielu wybitnych naukowców (w tym noblistów) otwarcie deklaruje swą wiarę w Boga. Ich poglądy wyrazić można zapewne następującym cytatem: „Dlaczego jest raczej coś, niż nic? Nauka to wspólny wysiłek ludzkości, mający na celu odczytanie zamysłu Boga poprzez rozwiązywanie zagadek dotyczących nas samych i świata wokół nas”. Autorem tej wypowiedzi jest ksiądz profesor Michał Heller, pierwszy polski laureat Nagrody Templetona, przyznawanej za pokonywanie barier między nauką a religią. Do grona nagrodzonych należą takie postaci, jak Matka Teresa z Kalkuty czy Aleksander Sołżenicyn, a w 2012 roku dołączył do nich XIV Dalajlama. Kopernik w swej głupocie... W odleglejszej przeszłości wierzący uczony nie był wyjątkiem, lecz regułą. Pierwszym, którego należy w tym kontekście wymienić, jest oczywiście Mikołaj Kopernik. Ten, który strącił człowieka z centralnego miejsca we Wszechświecie, twierdząc, że to Słońce, a nie Ziemia, jest w jego środku, był katolickim duchownym. Pełnił między innymi funkcję kanonika, a później również scholastyka i kanclerza kapituły warmińskiej. Nie wiadomo, czy był księdzem w dzisiejszym rozumieniu i czy miał wyższe święcenia kapłańskie, z pewnością jednak podlegał hierarchii kościelnej i obowiązywał go celibat (którego niekoniecznie przestrzegał, pozostając przez pewien czas w nieformalnym związku z Anną Schilling). Tworząc swą teorię heliocentryczną, z pewnością nie zamierzał przeciwstawiać się boskiemu i ludzkiemu porządkowi, choć w konsekwencji wywołał trwający wiele dziesięcioleci konflikt nauki z Kościołem. W zamyśle Kopernika model, w którym wszystkie planety krążyły po kołach wokół Słońca, ukazywać miał prostszą strukturę świata niż obowiązujący ówcześnie geocentryzm Ptolemeusza. Polski astronom nazywał Słońce „latarnią świata” i uważał, że to właśnie Bóg umieścił je w centrum, a takie urządzenie kosmosu przez Stwórcę miało być bardziej logiczne. Często jednak można spotkać się z opinią, że Kopernik zwlekał z opublikowaniem swego rewolucyjnego – nomen omen – dzieła De revolutionibus orbium coelestium w obawie przed gniewem Kościoła (miał je zobaczyć wydrukowane dopiero tuż przed śmiercią). Nie wiadomo, czy tak istotnie było: w skierowanej do papieża Pawła III przedmowie Kopernik tylko raz pisze, że mogą znaleźć się tacy, którzy „z powodu jakiegoś miejsca w Piśmie Świętym źle naciągniętego na korzyść ich wyobrażeń zechcą to moje dzieło łajać i napastować”. Jednak miał na myśli przede wszystkim osoby nieznające matematyki (bo astronomię uważano wtedy za jej dział), o czym wspomina wielokrotnie we wstępie do swojego dzieła życia. Poza tym teoria Kopernika była znana długo przed jej opublikowaniem i budziła początkowo sprzeciw raczej protestantów niż katolików. To Marcin Luter pisał: „Ów Kopernik, w swej głupocie, chce zburzyć wszystkie zasady astronomii”. Kościół katolicki zajął negatywne stanowisko wobec teorii heliocentrycznej dopiero 73 lata po śmierci toruńskiego astronoma. Na ironię zakrawa fakt, że było ono zgodne z poglądami Lutra, które przecież tak zaciekle wówczas zwalczano w ramach kontrreformacji... Galileusz ukarany Prawdopodobnie najsłynniejszą ofiarą konfliktu nauki z Kościołem był Galileusz. Urodzony prawie 100 lat po Koperniku włoski uczony propagował teorię heliocentryczną, a jego pionierskie obserwacje przez lunetę dostarczyły pierwszych dowodów na jej słuszność (takich jak istnienie księżyców Jowisza). Galileo Galilei był człowiekiem wierzącym i uważał, że dzięki Stwórcy mógł poznawać tajemnice kosmosu. Twierdził równocześnie, że umieszczenie Słońca w centrum Wszechświata nie stoi w sprzeczności z Biblią, nawet jeśli można w niej przeczytać, że Ziemia jest nieruchoma. Po prostu stał na stanowisku, że Pisma Świętego nie należy interpretować dosłownie, co ówcześnie było dość śmiałym przekonaniem. Kościół katolicki twierdził inaczej i zabronił Galileuszowi rozgłaszania teorii Kopernika, a samo De revolutionibus... znalazło się na Indeksie Ksiąg Zakazanych. Początkowo włoski uczony przestrzegał narzuconego mu zakazu, jednak gdy na papieża został wybrany jego przyjaciel, Maffeo Barberini (przyjął imię Urbana VIII), Galileusz wydał Dialog o dwóch najważniejszych systemach świata: ptolemeuszowym i kopernikowym. Przedstawił tam argumenty zarówno zwolenników, jak i przeciwników teorii heliocentrycznej, jednak w sposób wyraźnie subiektywny: geocentryzmu bronił przeczący sam sobie i ośmieszający się Simplicio, który głosił też poglądy papieża. W efekcie Galileusz stracił sojusznika w Rzymie i został wkrótce zmuszony do odwołania swych herezji, otrzymał też bezwzględny zakaz dalszego propagowania myśli Kopernika i został skazany na areszt domowy do końca życia. Pamiętajmy jednak, że jak na ówczesne standardy potraktowano go dość łagodnie – inni przecież trafiali nawet na stos (jak chociażby Giordano Bruno, choć ten akurat nie za szerzenie teorii heliocentrycznej). Tymczasem Galileusz mógł kontynuować badania naukowe i przyjmować w domu gości, w tym uczonych, z którymi prowadził też ożywioną korespondencję. Kepler widzi plan Stwórcy Jednym z badaczy intensywnie korespondujących z Galileuszem był Johannes Kepler, postać bardzo nietuzinkowa. Uważa się go za prekursora astrofizyki, gdyż poszukiwał fizycznych wyjaśnień dla zjawisk astronomicznych (wcześniej uważano astronomię i fizykę za nauki całkowicie rozłączne). Kepler odkrył prawa rządzące ruchami planet, które – odpowiednio zmodyfikowane – powszechnie stosowane są do dziś. Podobnie jak Kopernik, on również uważał badanie kosmosu za poszukiwanie boskiego porządku, a jego dzieła są wyjątkowo, nawet jak na tamte czasy, przesiąknięte mistycyzmem. Już od najmłodszych lat uważał, że wszystko, co istnieje we Wszechświecie, urządzone zostało przez Stwórcę zgodnie z Jego planem. W swoich pracach łączył w ciekawy sposób astronomię, matematykę i teologię: opracował na przykład model Układu Słonecznego oparty na bryłach platońskich (wielościany foremne, takie jak czworościan czy sześcian), opisując je na kolejnych sferach odpowiadających – zgodnie z ówczesnymi pomiarami – orbitom poszczególnych planet. W jego mniemaniu ta hipoteza dowodziła zamysłu Boga widocznego w naturze świata, a dzieło, w którym opisywał swoje odkrycia, zatytułował Mysterium Cosmographicum. Kepler nie porzucił wiary w boski porządek nawet wtedy, gdy dzięki dokładnym obserwacjom ruchu Marsa doszedł do wniosku, że planety nie krążą po kołach, lecz elipsach, choć burzyło to jego model z wielościanami. Co więcej, uważał – słusznie, jak się później okazało – że siła powodująca krążenie planet pochodzi od Słońca, to ostatnie jednak utożsamiał z Bogiem, jako źródłem wszystkiego. Wierzył też, że Bóg przejawia się między innymi przez prawa matematyczne. W późniejszym okresie życia szukał również – na wzór szkoły Pitagorasa – harmonii sfer w sensie dosłownym, badając związki ruchów ciał niebieskich z muzyką. Trzeba też pamiętać, że Kepler był również – jak większość astronomów tamtych czasów – astrologiem, a stawianie horoskopów cesarzowi Rudolfowi II Habsburgowi było jego głównym zadaniem w służbie temu władcy. Dziś zarówno nauka, jak i Kościół potępiają astrologię jako pseudonaukę i zabobon, wtedy jednak to nie horoskopy, lecz religia i polityka były przyczyną kłopotów Keplera. Jako protestant uważany był często za heretyka, a dodatkowe problemy sprowadziło na niego to, że jego matkę oskarżono o czary. Co ciekawe, jednym z dowodów w tym procesie była napisana przez Keplera częściowo autobiograficzna powieść Somnium (uważana czasem za pierwszą książkę fantastycznonaukową), w której matka głównego bohatera ma konszachty z demonem... Sir Isaac ukrywa poglądy Dorobek naukowy Keplera, bez względu na ocenę jego światopoglądu, miał ogromne znaczenie dla przyszłych pokoleń badaczy. W dużej mierze skorzystał z niego Izaak Newton – jeden z najwybitniejszych fizyków w historii. To dzięki opracowanej przez niego mechanice można było rozważać świat jako przewidywalną maszynę, której przeszłość i przyszłość można poznać, badając jej obecny stan. Niektórzy filozofowie interpretowali ten fakt podobnie, jak dziś czyni w innym kontekście Hawking: Bóg nie jest potrzebny, by objaśnić przyrodę. Sam Newton sądził jednak inaczej – nie wykluczał nawet możliwości boskich interwencji, koniecznych dla podtrzymania porządku świata, w tym ruchów planet! Uważał też, że choć odkryte przez niego prawa – jak chociażby powszechnego ciążenia – jedynie opisują zachowanie świata fizycznego, to pochodzą bezpośrednio od Boga. Co więcej (o czym wiadomo od niedawna), badaniom Biblii Newton poświęcił więcej prac niż studiom fizycznym i matematycznym. Próbując analizować Pismo Święte pod kątem naukowym, wyznaczył m.in. rok 2060 jako możliwy czas końca świata. Mimo swego geniuszu i bardzo wysokiego statusu społecznego (otrzymał nawet tytuł szlachecki), Newton musiał ukrywać swe prawdziwe poglądy religijne. Był co prawda chrześcijaninem, nie uznawał jednak dogmatu o Trójcy Świętej, co w ówczesnej Anglii uznawano za herezję i karano w najlepszym razie utratą majątku, a w najgorszym nawet śmiercią. Podobne zagrożenia wiązały się z alchemią, którą również parał się ten wydawałoby się najbardziej racjonalny z fizyków. Jego poszukiwania kamienia filozoficznego i eliksiru życia nie przyniosły rezultatów i może dlatego Newtona znamy głównie jako wybitnego uczonego... Ksiądz Lemaître i Wielkie Bum W późniejszych dekadach rozdział między religią a nauką pogłębiał się i coraz mniej było badaczy, którzy tak jak Kepler czy Newton łączyliby studia nad przyrodą z badaniami teologicznymi. Warto więc wspomnieć o Georges’u Lemaître, nawet jeśli nie był postacią aż tak wielkiego formatu, jak jego wyżej wymienieni poprzednicy. Był on księdzem, lecz również – a może przede wszystkim – astrofizykiem i kosmologiem. W swoich badaniach, prowadzonych głównie w okresie międzywojennym, Lemaître zajmował się Wszechświatem jako całością i był jednym z pierwszych, którzy opierając się na solidnych naukowych podstawach twierdzili, że miał on początek. Zastosowawszy ówczesne obserwacje astronomiczne do praw fizycznych rządzących ewolucją Wszechświata (czyli równań opracowanych wcześniej przez Alberta Einsteina), przedstawił tzw. hipotezę pierwotnego atomu, wedle której cała materia kosmosu była w odległej przeszłości w stanie skupienia tak gęstym, jak wnętrze atomu. Dziś teoria ta, znana też jako „teoria Wielkiego Wybuchu”, jest powszechnie uznawana za prawidłową i przyznano już trzykrotnie Nagrodę Nobla z fizyki za związane z nią badania. W czasach Lemaître’a jednak hipoteza „powstania z niczego” zaproponowana przez katolickiego księdza narzucała skojarzenia z biblijnym stworzeniem świata i była przez niektórych uważana za pseudonaukę. Nie było wtedy dowodów obserwacyjnych potwierdzających gęstą i gorącą przeszłość Wszechświata (odkrytych dopiero w roku 1964, w postaci tzw. mikrofalowego promieniowania tła), więc wielu naukowców całkowicie ją odrzuciło. Jednym z nich był autor pojęcia „Wielki Wybuch” Fred Hoyle, który użył terminu „Big Bang” (dosłownie „Wielkie Bum”), aby wyśmiać propozycję belgijskiego uczonego. Ciekawe, że po kilkudziesięciu latach, gdy mamy już przekonujące dowody na trwające od ok. 14 miliardów lat rozszerzanie się Wszechświata, praktycznie już nikt nie zgłasza obiekcji związanych z ewentualnymi religijnymi implikacjami tego faktu. Wręcz przeciwnie, niektórzy – jak czyni to Hawking – wręcz uznają to za dowód nieistnienia Boga! Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że prekursor teorii Wielkiego Wybuchu, Georges Lemaître, stał przez wiele lat na czele Papieskiej Akademii Nauk, do której należy również Hawking. Uczonym księżom jest łatwiej? Relacje nauk ścisłych z wiarą są trudne i zapewne takie pozostaną. Badacze chcieliby, aby Przyroda i Wszechświat były racjonalne i poddawały się opisowi naukowemu, który wyklucza obecność pierwiastków duchowych. Z drugiej strony naukowiec jest przecież zwyczajnym człowiekiem, dla którego wiara niejednokrotnie stanowi ważny wyznacznik w życiu. Pogodzenie tych przeciwności jest często niemożliwe, gdy wyraźnie widać, że świat i przyroda organizują się i zmieniają samoistnie. Niektórym jednak znakomicie się to udaje, nawet gdy przedmiotem ich badań jest cały Wszechświat i jego ewolucja – przykładem są tu księża-kosmologowie Lemaître czy Heller. A może właśnie im jest łatwiej? Pytają o początki i odkrywają, że zgodnie z prawami fizyki kosmos mógł po prostu powstać „z niczego”. Skojarzenie z biblijnym Genesis samo im się wtedy narzuca, nawet jeśli – jak zauważają sceptycy – myślenie takie może wydać się zbyt naiwne. Na zakończenie zwróćmy uwagę na kwestię rozważaną przez wielu, niekoniecznie wierzących, naukowców: Wszechświat i prawa fizyki wydają się idealnie dopasowane, by powstało w nim życie, a więc i człowiek. Ta „zasada antropiczna” to już jednak temat na inne opowiadanie...? ***
Czytaj więcej

Wilcza rodzina

Zobaczyć tropy wilków tu, w Puszczy Białowieskiej, to nic niezwykłego, ale ilekroć je widzę, zawsze czuję dreszczyk emocji. Nawet nie chodzi o to, że tropy oznaczają ich bliskość. Chodzi o to, że z tropów można się o nich bardzo wiele dowiedzieć i zawsze jest to fascynujące.
Czytaj więcej

Pokarani za winy rodziców...

Za swoje niepowodzenia często obwiniają rodziców. Cień tego, co doświadczyli w dzieciństwie, oddziela ich od partnerów, dzieci, szczęśliwego życia. Jak Dorosłe Dzieci Alkoholików budują relacje z własnymi dziećmi?
Czytaj więcej

Uczuleni na wszystko

Co drugi Polak cierpi z powodu alergii, a lekarze przewidują, że będzie jeszcze gorzej - mówią wręcz o prawdziwej epidemii alergii. Wywołują ją: kurz, pyłki roślin, sierść zwierząt, coraz więcej produktów żywnościowych. Dlaczego jesteśmy uczuleni na... prawie wszystko?
Czytaj więcej

Smartfon zmienia emocje

Komputery, laptopy, smartfony mają nad nami potężną władzę: wpływają nie tylko na to, co robimy, ale i na to, kim jesteśmy - twierdzą amerykańscy i niemieccy psychologowie. Czy już przejęły kontrolę nad naszymi emocjami?
Czytaj więcej

Wiedeń przed nami

Czasem jakieś zdanie usłyszane w podróży jest dla mnie tym, czym dla wielu ludzi pamiątkowe zdjęcie zrobione w słynnym miejscu, pośród zabytków. Ja nie robię zdjęć. Zbieram ważne myśli - opowiada dyrygent i kompozytor Jerzy Maksymiuk.
Czytaj więcej

Głos sumienia i jego mutacje

Aniołki są takie bezpłciowe, niebo - bezbarwne. Ale obraz, gdy ktoś smaży się w piekle - jaki wyrazisty! Moralność i sumienie są ewolucyjnie zakotwiczone w bólu - przekonuje Ryszard Stach.Na szczęście obok karzącego jest też sumienie, które nas nagradza.
Czytaj więcej