Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

11 lutego 2016

Nauka a wiara

35

Bóg nie jest potrzebny do „aktu stworzenia” – twierdzi słynny angielski fizyk Stephen Hawking w opublikowanej niedawno książce i towarzyszącej jej serii filmów pod tytułem Wielki Projekt. Według niego samoistne powstanie Wszechświata z niczego jest czymś naturalnym z punktu widzenia fizyki i można je całkowicie wyjaśnić w oparciu o prawa przyrody. Hawking oczywiście nie jest pierwszym naukowcem, który głosi podobne poglądy: niektórzy, jak ewolucjonista Richard Dawkins, są wręcz wojującymi ateistami. Według jemu podobnych rozwiązywanie kolejnych zagadek przyrody musi doprowadzić człowieka do nieuchronnego wniosku, że Boga nie ma.
Takie przekonania zgodne są z często spotykaną opinią, że działalność naukowa kłóci się z wiarą. Przykładowo, w USA około dwie trzecie naukowców deklaruje się jako niewierzący (w całym amerykańskim społeczeństwie takie deklaracje składa nieco ponad 10 procent obywateli).

Nauki przyrodnicze, z fizyką na czele, są symbolami metod „szkiełka i oka”, w których nie ma miejsca na sferę duchową czy religijną. Z drugiej jednak strony wielu wybitnych naukowców (w tym noblistów) otwarcie deklaruje swą wiarę w Boga. Ich poglądy wyrazić można zapewne następującym cytatem: „Dlaczego jest raczej coś, niż nic? Nauka to wspólny wysiłek ludzkości, mający na celu odczytanie zamysłu Boga poprzez rozwiązywanie zagadek dotyczących nas samych i świata wokół nas”. Autorem tej wypowiedzi jest ksiądz profesor Michał Heller, pierwszy polski laureat Nagrody Templetona, przyznawanej za pokonywanie barier między nauką a religią. Do grona nagrodzonych należą takie postaci, jak Matka Teresa z Kalkuty czy Aleksander Sołżenicyn, a w 2012 roku dołączył do nich XIV Dalajlama.

Kopernik w swej głupocie...

W odleglejszej przeszłości wierzący uczony nie był wyjątkiem, lecz regułą. Pierwszym, którego należy w tym kontekście wymienić, jest oczywiście Mikołaj Kopernik. Ten, który strącił człowieka z centralnego miejsca we Wszechświecie, twierdząc, że to Słońce, a nie Ziemia, jest w jego środku, był katolickim duchownym. Pełnił między innymi funkcję kanonika, a później również scholastyka i kanclerza kapituły warmińskiej. Nie wiadomo, czy był księdzem w dzisiejszym rozumieniu i czy miał wyższe święcenia kapłańskie, z pewnością jednak podlegał hierarchii kościelnej i obowiązywał go celibat (którego niekoniecznie przestrzegał, pozostając przez pewien czas w nieformalnym związku z Anną Schilling).

Tworząc swą teorię heliocentryczną, z pewnością nie zamierzał przeciwstawiać się boskiemu i ludzkiemu porządkowi, choć w konsekwencji wywołał trwający wiele dziesięcioleci konflikt nauki z Kościołem. W zamyśle Kopernika model, w którym wszystkie planety krążyły po kołach wokół Słońca, ukazywać miał prostszą strukturę świata niż obowiązujący ówcześnie geocentryzm Ptolemeusza. Polski astronom nazywał Słońce „latarnią świata” i uważał, że to właśnie Bóg umieścił je w centrum, a takie urządzenie kosmosu przez Stwórcę miało być bardziej logiczne.

Często jednak można spotkać się z opinią, że Kopernik zwlekał z opublikowaniem swego rewolucyjnego – nomen omen – dzieła De revolutionibus orbium coelestium w obawie przed gniewem Kościoła (miał je zobaczyć wydrukowane dopiero tuż przed śmiercią). Nie wiadomo, czy tak istotnie było: w skierowanej do papieża Pawła III przedmowie Kopernik tylko raz pisze, że mogą znaleźć się tacy, którzy „z powodu jakiegoś miejsca w Piśmie Świętym źle naciągniętego na korzyść ich wyobrażeń zechcą to moje dzieło łajać i napastować”.

Jednak miał na myśli przede wszystkim osoby nieznające matematyki (bo astronomię uważano wtedy za jej dział), o czym wspomina wielokrotnie we wstępie do swojego dzieła życia. Poza tym teoria Kopernika była znana długo przed jej opublikowaniem i budziła początkowo sprzeciw raczej protestantów niż katolików. To Marcin Luter pisał: „Ów Kopernik, w swej głupocie, chce zburzyć wszystkie zasady astronomii”. Kościół katolicki zajął negatywne stanowisko wobec teorii heliocentrycznej dopiero 73 lata po śmierci toruńskiego astronoma. Na ironię zakrawa fakt, że było ono zgodne z poglądami Lutra, które przecież tak zaciekle wówczas zwalczano w ramach kontrreformacji...

Galileusz ukarany

Prawdopodobnie najsłynniejszą ofiarą konfliktu nauki z Kościołem był Galileusz. Urodzony prawie 100 lat po Koperniku włoski uczony propagował teorię heliocentryczną, a jego pionierskie obserwacje przez lunetę dostarczyły pierwszych dowodów na jej słuszność (takich jak istnienie księżyców Jowisza). Galileo Galilei był człowiekiem wierzącym i uważał, że dzięki Stwórcy mógł poznawać tajemnice kosmosu. Twierdził równocześnie, że umieszczenie Słońca w centrum Wszechświata nie stoi w sprzeczności z Biblią, nawet jeśli można w niej przeczytać, że Ziemia jest nieruchoma. Po prostu stał na stanowisku, że Pisma Świętego nie należy interpretować dosłownie, co ówcześnie było dość śmiałym przekonaniem. Kościół katolicki twierdził inaczej i zabronił Galileuszowi rozgłaszania teorii Kopernika, a samo De revolutionibus... znalazło się na Indeksie Ksiąg Zakazanych.

Początkowo włoski uczony przestrzegał narzuconego mu zakazu, jednak gdy na papieża został wybrany jego przyjaciel, Maffeo Barberini (przyjął imię Urbana VIII),
Galileusz wydał Dialog o dwóch najważniejszych systemach świata: ptolemeuszowym i kopernikowym. Przedstawił tam argumenty zarówno zwolenników, jak i przeciwników teorii heliocentrycznej, jednak w sposób wyraźnie subiektywny: geocentryzmu bronił przeczący sam sobie i ośmieszający się Simplicio, który głosił też poglądy papieża.

W efekcie Galileusz stracił sojusznika w Rzymie i został wkrótce zmuszony do odwołania swych herezji, otrzymał też bezwzględny zakaz dalszego propagowania myśli Kopernika i został skazany na areszt domowy do końca życia. Pamiętajmy jednak, że jak na ówczesne standardy potraktowano go dość łagodnie – inni przecież trafiali nawet na stos (jak chociażby Giordano Bruno, choć ten akurat nie za szerzenie teorii heliocentrycznej)....

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy