Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

12 lipca 2016

Anatomia nadprzyrodzonego

79

Dlaczego człowiek jest istotą religijną? Wydaje się, że „wymyśliliśmy” wierzenia nie po to, by łatwiej się umierało i przenosiło na zielone pastwiska, ale by lepiej żyło się nam tu i teraz. Tak przynajmniej sugerują antropologia, socjologia i psychologia ewolucyjna.

BBC nakręciła niegdyś fascynujący serial dokumentalny o tajemnicach ludzkiego ciała. Ostatni jego odcinek poświęcony był śmierci. Bohaterem był Herbie, starszy pan umierający na raka. Z rozbrajającą szczerością, pogodzony z losem i światem, opowiadał o zbliżającej się śmierci. Telewidzowie mogli towarzyszyć mu do ostatnich chwil. W przytulnym, ciepłym domu gdzieś w Irlandii, Herbie do ostatnich chwil świadomości zachował spokój, opowiadał, że nie oczekuje życia w zaświatach. Wierzył, że śmierć to nieuchronny koniec wszystkiego. – Nie ma tam nic – mówił.

Film o umieraniu to nie tylko wyzwanie rzucone tabu, jakim w kulturze Zachodu bez wątpienia jest śmierć, w szczególności w epoce apoteozy zabawy i młodości. Postawa Herbiego, na wskroś ateistyczna, skłaniała do ponownego postawienia pytania: dlaczego ludzie wierzą? Po co nam wiara? Historia uczy, że odpowiedzi najprostsze często są też najcelniejsze, podobnie jest i w tym wypadku: wierzymy, by łatwiej pogodzić się ze swoją śmiertelnością. Mawia się też, że jak tonący brzytwy się chwyta, tak w sytuacjach skrajnych ludzie gotowi są uwierzyć we wszystko. Wierzymy w cuda (na ogół się nie zdarzają, ale mnie może się zdarzą?), w medycynę niekonwencjonalną (homeopatia w ogóle nie działa, ale może jednak teraz zadziała?), w bioenergoterapeutów (bo są rzeczy, o których się filozofom nie śniło...), i tak dalej.

Herbie to osobny, niestatystyczny przypadek. Odwaga, z jaką przyjął swoją śmierć, niewzruszona postawa i przekonanie, że wraz ze śmiercią mózgu kończy się wszystko – to rzadkość. Większość z nas w coś jednak wierzy. I mimo że są to wierzenia bardzo różne, posiadają bardzo wiele wspólnego. Człowiek nie uwierzy we wszystko, ponieważ religia musi mieć odpowiedni scenariusz. Cud musi przebiegać według określonych schematów. Psychologia, w szczególności psychologia ewolucyjna, potrafi już dziś ramy tych scenariuszy skutecznie wyznaczyć.

Poszukiwacze intencji
Początki religii wcale jednak nie muszą mieć szczególnego związku ze świadomością naszej śmiertelności. Antropologia kulturowa donosi o różnych przypadkach wierzeń, w których, mimo istnienia rozległej mitologii, nie ma miejsca na życie po śmierci albo ma też ono formę bardzo daleką od naszego, monoteistycznego, wyobrażenia o raju, czyli głaskaniu lwów i nieskończonym słonecznym popołudniu pod gruszą, przy grillu z przyjaciółmi. Nie wszędzie ludzie wierzą, że mają duszę i że po śmierci udaje się ona na niebieskie polany czy do krainy wiecznych łowów. Czasem religia obejmuje wiarę w szczególne byty, żyjące tu i teraz, obok nas, w to, co nadprzyrodzone, niekoniecznie zaś odnosi się do kwestii śmiertelności i zaświatów.

Scenariusze życia po śmierci to osobna „bajka” (nawiasem mówiąc – bajka, która również ma tylko kilka wariantów, a nie nieskończenie wiele. Nie wszędzie bowiem człowiek czuje się jak w raju). Ale po kolei: dlaczego człowiek jest Homo religiosus, istotą religijną? Wiele wskazuje na to, że nasza skłonność do wiary w byty nadprzyrodzone bierze się z naszej obsesji intencjonalności. Nasza psychika jest niezmiernie wyczulona na wszelkie oznaki funkcjonowania w otoczeniu umysłu innego niż nasz własny.

Wiele sytuacji, które obserwujemy, choć mogą być efektem przypadku – potrafimy przypisywać konkretnym osobom, z lubością zajmujemy się poszukiwaniem intencji również tam, gdzie ich nie ma. Wystarczy, że nasz komputer się zawiesi, wystarczy, że mleko wykipi, że zatnie się zamek błyskawiczny lub GPS wyprowadzi nas w pole. Złośliwość rzeczy martwych – mawiamy. Trudno nam przyjąć do wiadomości fakt, że nie jest to niczyja wina – wolimy zrzucić ją choćby na przedmiot. To właśnie w takich sytuacjach przejawia się prawda stara jak świat, że człowiek to istota społeczna i nie tylko żyć wśród ludzi potrzebuje.

Człowiek dopatruje się ludzkiego wymiaru działania w całym swoim otoczeniu, mówi do siebie, rozmawia z komputerem, przedmioty – jak mawiają socjologowie – opatruje „współczynnikiem humanistycznym”, nadaje im znaczenie, imiona, osobliwe cechy, czyni „swoimi”. Niczym bohater „Cast away”, nieszczęsny rozbitek na wyspie, który stworzył sobie przyjaciela ze znalezionej piłki do siatkówki, musi tworzyć wokół siebie choćby protezę takich społecznych kontaktów, przyjaciół wyobrażonych, w tym również istoty nadprzyrodzone…

Konstrukcja demona
Na czym zasadza się sens istoty nadprzyrodzonej? Pytanie takie stawia Pascal Boyer, francuski antropolog, autor fascynującej pracy I człowiek stworzył bogów. Boyer odpowiada: sens ten polega na przemieszaniu kategorii tworzących hipotezy, których używamy do porządkowania zjawisk w świecie. Takie kategorie i hipotezy są na stałe wmontowane w nasz umysłowy aparat, a ich nieliczne przykłady to: co umiera, nie ożywa; zwierzę nie może zamienić się w inne zwierzę; przedmiot może być tylko w jednym miejscu jednocześnie; czas biegnie w jedną stronę; człowiek widzi tylko to, na co kieruje swój wzrok; nie można usłyszeć czyichś myśli; przedmioty martwe są bezwładne i nie poruszają się same z siebie. Nawet umysły małych dzieci – przekonuje Boyer – respektują te zasady: zabity pies, który w cudowny sposób ożywa, wywołuje na twarzach niemowląt zdziwienie, co może oznaczać, że nawet takie maluchy mają w swoim umyśle zakodowaną jakąś przedwerbalną, przedświadomą koncepcję śmierci.

To, co nadprzyrodzone, łamie te zasady. Człowiek, który przybiera postać zwierzęcia, feniks, który odradza się z popiołów, ożywające kamienie, mędrzec, który czyta w naszym umyśle – oto przykłady sytuacji, które we wszystkich kulturach sklasyfikowane byłyby jako te nadprzyrodzone, nadnaturalne. Ale nie wszystko, co nadnaturalne, może stać się początkiem religii. Repertuar nadprzyrodzonych istot jest teoretycznie nieskończony, ale tylko niektóre z nich mogą stać się „zaczynem” przyszłej religii.

Wyobraźmy sobie takie oto istoty: drzewo, które rozumie nasz język; góra, która istnieje tylko w czwartki; bóg, który jest wszechmogący, ale niczego nie pamięta; ryba, która zamienia się w psa, gdy wypowiadamy słowo „pomarańcza”; kamień, który zabija kłamców. Wszystkie te przykłady gwałcą w jakiś sposób zasady kategoryzacji otaczającego nas świata. Ale czy wszystkie mogłyby stać się elementem jakiejś religii? Nie. W jakiś niewytłumaczalny sposób czujemy, że do koncepcji wierzeń pasują tylko przykłady pierwszy i ostatni, a więc drzewo rozumiejące nasz język i kamień rozpoznający kłamcę. Dlaczego tak? Albowiem tylko takie przedmioty mogą mieć dostęp do naszych „informacji strategicznych”, czyli mogą o nas wiedzieć coś, co chcielibyśmy przed innymi ukryć.

Ukryć prawdę o sobie
Każdy człowiek posiada takie informacje. Mogą być one różnego kalibru: dla jednych taką informacją jest małżeńska zdrada lub bycie płatnym zabójcą, dla innych podkradanie mamie drobnych z portfela lub podjadanie łakoci skrywanych przed zakusami łakomczuchów. Na ogół jednak każdy ma „coś na sumieniu”, czego ujawnienie mogłoby doprowadzić do różnych, nie zawsze miłych konsekwencji. Ludzie od zawsze starali się bardzo umiejętnie gospodarować takimi strategicznymi informacjami. Starali się ich jak najwięcej zdobywać o innych, a jak najmniej ujawniać na swój temat. Jeśli głębiej się nad tym zastanowić, do tego właśnie sprowadza się nasze społeczne życie.

Codziennie ukrywamy coś przed szefem, przed znajomymi z pracy, chętnie też z wypiekami na twarzy wsłuchujemy się w najświeższe ploteczki z najbliższego otoczenia. Z tego też powodu od niepamiętnych czasów narzędziem skutecznie wykorzystywanym w kontaktach z innymi jest szantaż. Okazji, by stać się obiektem szantażu, unikamy jak ognia i to również dlatego mamy ową obsesję intencjonalności. A co, jeśli ktoś nas widział? Co, jeśli ktoś mnie słyszał? Czy na pewno jestem bezpieczny?

Nasz umysł funkcjonuje w ten sposób praktycznie cały czas, każdy spotkany człowiek oceniany jest przez nas równ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy