Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

11 lutego 2016

Tolkien i prawda

22

Czy świat wykreowany przez Tolkiena - świat elfów, krasnoludów, trolli, goblinów i innych dziwnych istot - może odsłonić nam jakąś prawdę o rzeczywistości? - Jacek Wojtysiak

Czy oglądanie filmu lub czytanie powieści może być aktem poznawczym? Najpowszechniejsza odpowiedź brzmi: to zależy od tego, w jakim stosunku dany film lub powieść pozostają do faktów realnego świata. Im ta zależność większa, im dzieło sztuki bardziej odzwierciedla fakty, tym większą można mu przypisać wartość poznawczą.

Co jednak począć z dziełami, których związek z realnym światem jest nikły lub prawie żaden? Co począć z Władcą pierścieni Tolkiena lub z jego Hobbitem, którego ekranizacją niedawno mogliśmy się delektować? Przecież świat Tolkiena – świat elfów, krasnoludów, trolli, goblinów i innych dziwnych istot – nie jest naszym światem. Przeciwnie, świat ten jest czystą fikcją, wytworem fantazji jednego człowieka, który w swoim umyśle zebrał i oryginalnie przetworzył rozmaite motywy mitów, baśni i legend różnych epok i kultur. Jego dzieło budzi podziw i zachwyt. Przypisujemy mu wysokie wartości estetyczne. Czy jednak wolno twierdzić, że przekazuje ono prawdę o rzeczywistości? Co uświadamia fikcja?

Zwolennicy prawdziwościowej funkcji Tolkienowskiej fikcji

– i każdej wielkiej fikcji – odwracają argument swych oponentów. To nie jest tak, powiadają, że świat Śródziemia znajduje się poza światem realnym. To raczej nasz zwykły, przedfikcyjny obraz realnego świata niewiele z tym światem ma wspólnego. Potrzebujemy więc lektury Tolkiena, aby ujrzeć realny świat w jego właściwej, głębszej naturze. Jak pisze Peter Kreeft, w trakcie tej lektury odkrywamy świat „bardziej realny, bardziej trwały niż ten, który zostawiliśmy, kiedy otworzyliśmy okładki książki” – odkrywamy „nasz własny świat”.

Jeśli rację ma Kreeft, to powieści Tolkiena (i to wbrew jego deklaracji) nie stanowią tylko „długiej historii”, która może intrygować, bawić lub wzruszać. Powieści te bowiem – mocą zawartej w nich prastarej mądrości ludzkości – ukazują nasze życie w najbardziej rzeczywistej i fundamentalnej perspektywie: perspektywie nadprzyrodzonego porządku uniwersum; odwiecznej walki dobra z wszechobecnym i podstępnym złem; wzniosłego powołania, do którego spełnienia jesteśmy wezwani; „ziemi obiecanej”, do której zmierzamy przez próby, walki i cierpienia. Po prostu jest tak, że w naszej codzienności, zwykłości, partykularności czy lokalności nie dostrzegamy Całości kosmicznego dramatu, w którym uczestniczymy. Dopiero wielka fikcja musi o nim przypomnieć.

Inny sposób poznania


Zwróćmy uwagę, że obrona poznawczej wartości tej fikcji – wielkiej narracji lub wielkiego obrazu – ma poważne konsekwencje epistemologiczne. Kto bowiem twierdzi, że Tolkienowska fantazja przedstawia nam głębszą prawdę, zakłada, że oprócz zwykłego poznania zmysłowego i rozumowego, istnieje jakiś trzeci sposób zdobywania „wiedzy”. W tym procesie człowiek może, owszem, posługiwać się zmysłowymi wra...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy