Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

6 lipca 2016

Kto pyta, nie siedzi na drzewach

73

Filozofia jest takim rodzajem myślenia, które zarazem poprzedza i wykracza poza naukę. Jest pokrewne myśleniu religijnemu czy nawet poetyckiemu, ale tym się od nich różni, że jest myśleniem, które chce być racjonalne, niedogmatyczne - mówi prof. Małgorzata Kowalska.


PIOTR BRYSACZ: – W Tożsamości Milana Kundery jeden z bohaterów tak odpowiada na fundamentalne dla ludzkości pytanie: „Po co żyjemy? Aby dostarczyć Bogu ludzkie mięso. Albowiem Biblia nie wymaga od nas, droga pani, abyśmy szukali sensu życia. Wymaga od nas, abyśmy się rozmnażali. Kochajcie się i prokreujcie. Proszę dobrze zrozumieć: sens owego «kochajcie się» jest określony przez «prokreujcie». «Kochajcie się» nie oznacza w żaden sposób miłości miłosiernej, współczującej, duchowej czy namiętnej, lecz oznajmia po prostu: «uprawiajcie miłość!», «kopulujcie» (...) «pieprzcie się!». To na tym i tylko na tym polega sens życia ludzkiego. Reszta to brednie.” Ma rację bohater Milana Kundery?
MAŁGORZATA KOWALSKA:
– Oczywiście, że nie ma racji i bardzo trywializuje przesłanie Biblii. Owszem, można znaleźć w Starym Testamencie takie „cielesne” fragmenty, w których jest mowa o prokreacji, życiu doczesnym, ale liczniejsze są te fragmenty, których przesłanie jest czysto duchowe. W Księdze Psalmów, Księdze Salomona czy Księdze Hioba nie chodzi o prokreację, tylko o pewien wysiłek duchowy, o respektowanie prawa i pewnych transcendentnych wartości. Nie da się w tak trywialny sposób interpretować także Nowego Testamentu, gdzie jest jasno powiedziane, na czym polega miłość: na pewno nie na rozmnażaniu się, bo miłość to nie jest popęd seksualny, tylko caritas – pojęcie ściśle związane z miłosierdziem, nie z miłością płciową.
Ale, pomijając Biblię, w której egzegezie nie jestem zbyt kompetentna, oczywiście sens życia nie polega na tym, o czym mówi bohater Kundery. Nawet jeśli nie jest się człowiekiem wierzącym, to nietrudno dojść do wniosku, że biologiczne funkcje istnienia są niezbędne dla przetrwania gatunku, ale nie wyczerpują, najoględniej mówiąc, tych kwestii egzystencjalnych, które większość ludzi stawia przed sobą. Odpowiedź bohatera Kundery nie jest żadną odpowiedzią na pytanie o sens życia.

Na czym więc polega sens życia?
– Na to pytanie nie ma żadnej obowiązującej odpowiedzi, bowiem jest to pytanie w gruncie rzeczy intymne, na które każdy sam powinien sobie odpowiedzieć. Mnie się wydaje, że sensem życia powinna być przede wszystkim jakaś autonomiczna próba bycia sobą w kontekście bycia z innymi. To znaczy, że nie można być tylko sobą i dla siebie, nasze życie powinno mieć wymiar społeczny, moralno-uniwersalistyczny. Nasze własne bycie musi być jakoś sensowne w kontekście potrzeb innych ludzi, i to wszystkich, a nie tylko najbliższych. Chodzi więc o to, by myśleć, by być sobą i być sobą sensownie wobec innych. Ale na pytanie, jak konkretnie być wobec innych i jak być sobą uniwersalnej odpowiedzi, niestety, nie ma...

W filozofii jej nie znajdziemy?
– Problem z filozofią jest taki, że ona nieustannie ponawia to pytanie i dostarcza na nie wielu różnych odpowiedzi, z których możemy wybrać. Filozofia jest więc raczej źródłem inspiracji niż zobowiązujących odpowiedzi. Warto filozofię czytać, żeby sobie to pytanie zadawać i żeby posiłkować się wysiłkiem myślowym i życiowym innych w poszukiwaniu na nie odpowiedzi, ale próżno oczekiwać, że w filozofii znajdziemy odpowiedź, która będzie przekonująca i ważna dla wszystkich.

To znaczy, że kluczowym zadaniem filozofii jest mnożenie tropów, zaciekawianie, stawianie pytań, a nie szukanie odpowiedzi?

– I jedno, i drugie. Dość modna kiedyś maksyma, zgodnie z którą cel jest niczym, a droga wszystkim, wydaje mi się maksymą jałową. Nie można oderwać zadawania pytań, czyli drogi, od próby udzielenia odpowiedzi, czyli od celu. Pytania zadajemy po to, żeby znaleźć odpowiedź, tyle że problem polega na tym, że żadna odpowiedź nie jest – zważywszy naszą skończoność – odpowiedzią ostateczną i powszechnie obowiązującą, nawet jeżeli rości sobie do tego pretensje. A zatem oczywiście pytamy po to, aby znaleźć odpowiedź, ale odpowiadamy po to, aby dalej ewentualnie pytać. Krótko mówiąc, to jest taki proces wzajemnego zapętlenia, a zadaniem filozofii jest dostarczanie inspiracji – i do jednego, i do drugiego. Przede wszystkim filozofia nieustannie ponawia pytanie, ale dostarcza też wielu odpowiedzi, które żywią sposób, w jaki my sami zadajemy pytanie i udzielamy sobie sami odpowiedzi.

Nieustanne zadawanie pytań prowadzi do...

– Kultury i człowieczeństwa. Właśnie na pytaniu polega żywioł myślenia! Odpowiedzi zawsze jakieś były i gdybyśmy poprzestawali tylko na tych odpowiedziach, a nie ponawiali pytań, to byśmy, za przeproszeniem, ciągle siedzieli na drzewach, bo na drzewach małpy też mają pewne proste odpowiedzi na to, jak żyć, jak sobie znaleźć pożywienie i partnera.
A zatem cała sztuka polega na tym, żeby stawiać i ponawiać pytania. Filozofia nie daje odpowiedzi kategorycznych i niekontrowersyjnych – chociaż dostarcza wielu cennych hipotez i prób odpowiedzi, także takich, z których korzystały pozytywne, konkretne nauki, na przykład fizyka współczesna, jeśli wierzyć Heisenbergowi, inspirowała się niektórymi ustaleniami Platona – ale przede wszystkim ponawia te pytania, dzięki którym kultura ludzka i egzystencja pojedynczego człowieka nigdy nie mogły zakrzepnąć w jakiejś nienaruszalnej postaci. Sama potrzeba problematyzowania odpowiedzi i stawiania pytań na nowo, i szukania nowych odpowiedzi jest potrzebą absolutnie witalną i niezbędną dla przetrwania człowieka i kultury. I w tym sensie filozofia jest niezbędna.

Jest w Ziemi Ulro takie zdanie: „Po cóż mam czytać prozaików czy poetów jeżeli wiem co tam znajdę: jeszcze jeden traktat o nicości człowieka, bańki mydlanej, istoty w których wszystko poza stanami przyjemności fizycznej albo bólu jest złudzeniem”. Trawestując Miłosza, po cóż czytać filozofów, do czego nam filozofia w codziennym życiu potrzebna?
– Po pierwsze, nie pamiętam dokładnie miejsca, w którym to zdanie u Miłosza pada, ale przypuszczam, że ma ono charakter prowokacyjny. Nie wierzę bowiem w to, aby Miłosz zgadzał się z tezą, iż z poezji i traktatów filozoficznych wynika przekonanie, że przyjemność i cierpienie jest jedyną rzeczywistością, a cała reszta jest złudzeniem. Moim zdaniem z poezji i traktatów filozoficznych wynika coś dokładnie przeciwnego: jeżeli powstała poezja, filozofia, to właśnie dlatego, że ani przyjemność, ani cierpienie nie były uznane przez filozofów i poetów za rzeczywistość ostateczną, a ostatecznego charakteru nabierało raczej pytanie, po co przyjemność i dlaczego cierpimy, czyli pytanie o sens i przyjemności, i cierpienia. I to jest pytanie podstawowe dla poezji i filozofii, i pod tym względem są one w jakimś stopniu pokrewne. Kiedy więc pytamy o sens przyjemności czy cierpienia, to znaczy, że nie akceptujemy gołego faktu istnienia przyjemności czy cierpienia, tylko usiłujemy oba te fakty wpleść w jakąś hierarchię wartości, w jakąś narrację egzystencjalną, w jakiś światopogląd.
Po drugie, nie o to w życiu chodzi, aby ograniczać się do gromadzenia przyjemności czy do unikania cierpień, ale o to, aby zarówno te cierpienia, jak i przyjemności jakoś hierarchizować. Są przyjemności trywialne, zwierzęce, czysto hedonistyczne, i mimo że były nurty filozoficzne, gdzie sens życia, sens zachowań moralnych sprowadzano do zwiększenia przyjemności, to jednak na ogół gromadzenie przyjemności nie było w filozofii uznawane za cel sam w sobie. I nawet w tym utylitaryzmie, w tych etykach, gdzie podstawową kategorią była przyjemność albo unikanie cierpienia, nawet tam przeprowadzano zawsze hierarchię przyjemności. Jak mówił jeden z twórców utylitaryzmu, John Stuart Mill, lepiej być nieszczęśliwym Sokratesem niż zadowolonym głupcem. Krótko mówiąc, jest taki rodzaj przyjemności, nazwijmy ją przyjemnością intelektualną czy duchową, którą mógł osiągać Sokrates, chociaż miał życie tragiczne, ale jest i taki rodzaj zadowolenia, które uważamy za prymitywne, nie dość ludzkie.
Hierarchizowanie dotyczy także cierpienia. Są oczywiście cierpienia bezsensowne – swoją drogą, które są sensowne, a które są bezsensowne, to jedno z podstawowych pytań filozoficznych – ale o sens cierpienia zawsze trzeba pytać, bo bywają cierpienia, z których coś wynika, w każdym razie cierpienia, którym można nadać jakiś rodzaj sensu, które są cierpieniami za coś lub po coś.

Jaki jest sens cierpienia?
– No właśnie! Jaki? Istnieją różne tradycyjne teodycee, gdzie się usprawiedliwia istnienie zła, poczynając od stoików i teodycei św. Augustyna. To filozoficzne usprawiedliwianie zła – rozumianego przede wszystkim jako cierpienie – jako koniecznego kontrastu dla dobra ma długą tradycję: gdyby nie było cierpienia, nie byłoby też szczęścia, a nie byłoby cierpienia, gdyby człowiek nie był wolny; a lepiej, żeby był wolny i mógł wybierać także coś, co przyniesie mu cierpienie, niż gdyby nie był wolny i był przez cały czas bezmyślnie szczęśliwy, tak jak...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy