Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne

10 października 2019

Psychologia według Muminków

75

Olga Tokarczuk pisarka i psycholożka została laureatką literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok. W latach 1997-2000, Olga Tokarczuk była stałą współpracowniczką Charakterów, pisząc specjalnie dla nas swoje eseje. Przypominamy jeden z nich - "Psychologia według Muminków".

Muminki nie były bajką mojego dzieciństwa. Stały się natomiast bajką mojej dorosłości. I jeżeli założyć, że dorosły to tylko późniejsza odmiana dziecka, wszystko jest w porządku — trafiły na tego, na kogo miały trafić. Gdy studiowałam psychologię w pierwszej burzliwej połowie lat osiemdziesiątych, zrobiliśmy szczególne przyjęcie karnawałowe. Wszyscy goście mieli przebrać się za jakąś postać z „Muminków”. Zobaczyłam ludzi w muminkowych kostiumach i doznałam małego wglądu: zdałam sobie bowiem sprawę na czym polega wielkość „Muminków” — są one zbiorem tak niezwykle jasno zarysowanych postaci, że można je traktować jako coś w rodzaju typów psychologicznych. Ba, w wyborze naszych przebrań nie było nic przypadkowego. Pasowały do nas i, jak podejrzewam, odpowiadały pewnemu aspektowi naszej świadomości, temu mianowicie, jaki postrzegamy samych siebie, co jest nam bliskie, z czym się identyfikujemy. Byliśmy Homkami, Filifionkami, Paszczakami i Włóczykijami. Taki był początek. Czyli Muminki jako typologia.

W świecie Muminków, mimo jego całej różnorodności, istnieje jakiś porządek, harmonia — jakby poprzez rozmaitość postaci z Doliny Muminków wyrażała się całość, pełnia. Podobne wrażenie pełni mam także wówczas, gdy czytam mitologię grecką, gdy przyglądam się Zodiakowi. Są to przykłady struktur wewnętrznie bardzo zróżnicowanych, zewnętrznie jednak stanowiących zamkniętą całość. Muminki to tylko jedna z wielu prób przedstawienia — w sposób symboliczny, lecz wcale nie uproszczony — rzeczywistości psychicznej czyli wewnętrznej reprezentacji świata zewnętrznego. Taka reprezentacja buduje się bardzo często dzięki personifikacji różnych treści psychiki. I tak samo psyche określa, nazywa samą siebie, uosabiając w tworzonych postaciach własne, często sprzeczne treści. W taki sam sposób psyche zbiorowa tworzy mity. Czyli Muminki jako mapa przestrzeni wewnętrznej.

Świat Muminków może być w gruncie rzeczy pretekstem do przedstawienia różnorodnych treści psychicznych, a jeżeli jeszcze do takiej interpretacji włączymy czas, może stać się mapą podróży przez życie, mapą porządkującą różne etapy rozwoju, punkty krytyczne i niebezpieczeństwa.

Olga Tokarczuk o tym, dlaczego warto czytać Charaktery

 

Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, postaci z Muminkowego świata i ich problemy uporządkowały się nagle w mojej głowie w mały system, coś w rodzaju psychologii według Muminków W ten sposób pojawił się trzeci sposób na Muminki — Muminki jako etapy rozwoju psychicznego. W mojej zabawie z Muminkami pozwoliłam sobie korzystać z wielu koncepcji po trosze i niezobowiązująco. Jest to bardziej literacka interpretacja, której język tak samo łatwo sięga do baśni, psychologii Junga, psychoanalizy, teorii kryzysów Ericksona, jak i wiedzy potocznej.

Cykl o Muminkach można uznać za współczesną odmianę baśni. Jest to opowieść o życiu małej społeczności trolli w bliżej nie określonej, acz bardzo konkretnej krainie. Sposób opowiadania przypomina serial — w każdym następnym „odcinku” (Tove Jansson napisała osiem tomów swojego cyklu) poszczególne postacie stają wobec różnych problemów, które domagają się rozwiązania. Każde takie wyzwanie staje się okazją do przewartościowania i zmiany postaw, a więc do rozwoju postaci. Postaci są jasno określone, jednoznaczne (z małymi wyjątkami, ale to też element gry) i łatwo się z nimi identyfikować. To, co różni Muminki od baśni — to brak ewidentnych czarnych charakterów i powstrzymywanie się autorki od wszelkiego moralizatorstwa — opisywane sytuacje mówią same za siebie; ta cecha przypomina raczej język tradycyjnej powieści. To zaś, co upodabnia Muminki do baśni, to fantastyka, czyli bardzo rozległe obszary tego, co się może zdarzyć. Tajemniczy przodek mieszka w kominie albo w szafie; gdzieś na krańcach tego świata żyje nieprzewidywalna, straszna Buka, postać rodem z tych najwcześniejszych dziecięcych lęków, które każą sprawdzać przed snem, czy ktoś nie schował się pod łóżkiem. Z księżyca przylatuje smutny Czarodziej, poszukujący od lat ogromnego rubinu. Jego kapelusz ma moc zmieniania przedmiotów w najbardziej nieoczekiwane rzeczy. Ta baśniowa fantastyka łączy się z realizmem w sposób, który musi wzbudzać podziw. W baśniach zawsze brakowało mi konkretu: Co jedzą królewny? Gdzie mieszkają ci wszyscy zamienieni w żaby królewicze? Kim z zawodu jest Pan Bestia i co robi wilk, kiedy nie nagabuje Czerwonego Kapturka?

W Muminkach taki konkretny wymiar świata nie tylko istnieje, ale jest tak samo ważny, jak wymiar fantastyczny. Wiemy, jak wygląda mieszkanie Muminków i czym Filifionka pierze chodniki tuż przed burzą, która zmieni jej całe życie. Wiemy, jak smakują konfitury Mamusi i znamy pisarskie pasje Tatusia (mamy nawet możliwość rzucić okiem na jego dziennik). Szafy trzeszczą, strzępią się frędzle przy fotelach. Ten świat zapełniają przedmioty — imbryki, filiżanki, figurki, zegary i pewnie dlatego wydaje się on tak realny. Nic bowiem tak nie ukonkretnia świata, jak relacje między ludźmi i ich rzeczami.
Na tym pograniczu fantazji i konkretności pojawia sie pogodny humor, który jest smakiem życia.

Opowieści z życia Muminków bywają dowcipne i mądre zarazem, tak jak potrafi być dowcipna i mądra powiastka filozoficzna. Ale Muminkom przydarzają się też rzeczy, które potrafią wstrząsnąć czytelnikiem. Do takich należy na poły humorystyczna, na poły dramatyczna podróż Tatusia z Hatifnatami w poszukiwaniu egzystencjalnej tajemnicy życia, albo zdumiewająca przemiana Filifionki, której trudno nie zinterpretować jako opowieści o uwolnieniu się od neurotycznego lęku. To także opis schyłkowego świata, w którym pojawia się kometa niczym zapowiedź wielkiej zmiany.

Te fragmenty na zawsze zapamiętam jako najlepsze literackie zmierzenie się z odwieczną ludzką potrzebą poszukiwania sensu własnego istnienia i istnienia świata. W Muminkach urzekła mnie także prostota i bezpretensjonalność języka, mądrość i głębia, mimo pozorów lekkości, a nawet błahości, soczystość postaci, które są psychologicznie przekonujące mimo fantastycznego imażu.

Funkcją literatury, a baśni w szczególności, jest przekaz mitu. Znaczy to, że literatura powtarza na nowo i wciąż innym językiem podejmuje podstawowe problemy egzystencjalne. Kim jestem? Gdzie są granice mojej wolności? Czym jest miłość i czym jest dobro i zło? Co stanowi o sensie i bezsensie życia? Nie ma powodu, dla którego miałoby się traktować inaczej literaturę dziecięcą, jeżeli w ogóle taka kategoria istnieje. Używa wprawdzie innego języka, innych form wyrazu, lecz jej funkcja pozostaje ta sama – prowadzi małego czytelnika do korzeni kultury, do wszechobecnego mitu.

W tym momencie musi pojawić się Bettelheim. Pisze on, że „baśń to elementarz, z którego dziecko uczy się czytać we własnym umyśle, elementarz napisany w języku obrazów. Jest to jedyny język, dzięki któremu możemy zrozumieć siebie i innych, zanim dojrzejemy intelektualnie.” Bettelheim twierdzi jednocześnie, że żadna literatura dziecięca nie może się równać – jeżeli chodzi o wzbogacenie wewnętrzne i dawaną satysfakcję – (poza nielicznymi wyjątkami) z baśnią wywodzącą się z folkloru. Sądzę, że uznałby on cykl Tove Jansson o Muminkach za jeden z tych nielicznych wyjątków.

Można bowiem powiedzieć, że w Muminkach zawiera się cały świat. Właściwie jest to miniaturka świata, który powtarza elementy świata rzeczywistego. Jego najsilniejszą stroną są postaci – zarysowane genialnie prostą kreską. Charakterystyczną ich cechą jest czystość typów Wyobrażam sobie, że dla umysłu dziecka, które przecież posiada ograniczoną wiedzę o świecie, Muminki stają się nośnikami typowych ludzkich cech psychicznych. Przyglądając się im, obcując z nimi i uczestnicząc w ich przygodach, dziecko ma szansę dostać opis rzeczywistości psychicznej „w pigułce”. Widzi jasno określone typy postaci, ich postawy, co buduje podstawy wiedzy o tym, „jacy są ludzie” i „jaki jest świat”.

Wybrałam z „Muminków” kilkanaście postaci z opowiadającymi o ich przygodach historiami. Uszeregowałam je w pewnej kolejności, zrobiłam rysunki i przygotowałam zabawy. Dyrektorka zaprzyjaźnionej szkoły dała mi dwie godziny lekcyjne w drugiej klasie raz w tygodniu. Przez prawie rok bawiliśmy się w Muminki i miałam wrażenie, że krok po kroku odgrywamy kolejne etapy życia. Zaczęliśmy od Hatifnatów, dziwnych istot, które pojawiają się tu i ówdzie w całym cyklu. Ich cechą jest to, że istnieją zawsze zbiorowo. Nie mają języka, a jednak porozumiewają się. Do działania popycha ich podążanie za burzą, do jej potężnego energetycznego centrum. Zywią się elektrycznością. W tym sensie są najbliżej natury i może dlatego są dla innych Muminków tajemnicą, której nie sposób rozwikłać.

Potem zajęliśmy się małym stworzonkiem bez imienia, żyjącym bez ładu i składu w lesie. Jego życie zmieniło się diametralnie, gdy spotkało Włóczykija, który nadał mu imię Ti-ti-uu. Zwierzątko uczyniło z imienia niezwykły użytek – zaczęło się zastanawiać kim jest i co go różni od innych. Następnie była Nini, dziewczynka, która stała się niewidzialna, ponieważ nikt jej nie kochał. Dopiero Mama Muminka, znana w całej dolinie ze swej opiekuńczości,
powoli i cierpliwie przywróciła Nini jej dawną postać, otaczając ją opieką i miłością.

Teraz przyszedł czas na Homka, chłopczyka o niezwykle bujnej wyobraźni i ciekawości, które pomogły mu przetrwać w szczególnie trudnych dla niego chwilach, a zaraz potem – na Włóczykija, ukochanej postaci nastolatków, nieustannego poszukiwacza nowego, samotnego wędrowca, który „nienawidzi zakazów” i wszelkich ograniczeń. Tę część nazwałam sobie Drogą do dojrzałości.

Ale dojrzałość to nie wszystko. Dojrzałość musi być pełna, zintegrowana i mądra. Dlatego zajęliśmy się Buką – postacią, która w Muminkach zawsze budzi lęk. Jej pojawienie się „ściemnia świat”, wszystko wydaje się nagle straszne albo smutne. Poszukuje światła, lecz kiedy je znajdzie, gasi je. Potem przeszliśmy do Mamusi i Tatusia. Bawiliśmy się w domy i w rodzinę, a przy tym zastanawialiśmy się, co stanowi o czyjejś „mamusiowości” i „tatusiowości”. Dużo zabawy mieliśmy przy Paszczakach, z których jeden „obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał”. Inny ustawiał wszędzie tabliczki z napisem „Zabrania się...”, a jeszcze inny rozpaczał, że zebrał wszystkie znaczki i nie ma już nic innego do zbierania. W końcu doszliśmy do smutnej historii Wiewiórki, która zakochała się w Lodowej Pani, choć wiedziała, że jej dotyk zabija.

Przyszedł też czas na zajęcie się tymi postaciami, które zmagają się w „Muminkach” ze szczególnymi problemami. A więc Filifionka, którą paraliżował lęk przed jakąś bliżej nie określoną katastrofą. Na zawsze przestała się jej bać, kiedy ją przeżyła. Albo Ynk – nie mógł się zdecydować kim jest: psem czy wilkiem. Dopiero gdy spróbował być najpierw jednym, potem drugim, był w stanie się zdecydować. Albo Muminek – w „Tatusiu Muminka i morzu”. Jego rodzice nagle stali się jacyś dziwni i sobie obcy. Odeszli od siebie na odległość oceanu.

Potem była opowieść o tym, jak zazdrość i rywalizacja o cudownego smoka o mało nie zniszczyła przyjaźni między Muminkim a Włóczykijem. Historia wyprawy Tatusia z Hatifnatami pokazała nam, jak „ludzie mogą stać się smutni, a nawet źli, gdy ich życie staje się zbyt łatwe (...) i wtedy najlepiej zacząć od nowa”, nawet jeżeli jest się mężem Mamusi i Tatusiem Muminka. Jeszcze potem poznaliśmy Wuja Truja, który był bardzo stary i cały czas przygotowywał się do czegoś w ten sposób, że uczył się zapominać. I na sam koniec byliśmy z tymi trollami, które przyszły do rodziny Muminków z nadzieją, że tutaj rozwiązane zostaną ich wszystkie problemy. Okazało się jednak, że dom jest pusty. „Wszystko trzeba odkryć zupełnie samemu. I również przejść przez to zupełnie samemu”, jak mawiała Too-tiki.

Tak w ogromnym skrócie wyglądała nasza podróż z Muminkami. Dzieci bawiły się, rysowały, pisały komiksy, odgrywały scenki, dopisywały dalsze ciągi. Zostało mi z tego mnóstwo materiałów, zarówno prac dzieci, jak i moich notatek. Wiele z tego przetłumaczyłam na dorosły język.

Oto dwa przykłady mojego dorosłego rozumienia Muminków Hatifnatowie wyrastają z nasion, które trzeba zasiać w Noc Świętojańską. Rosną z ziemi jak pieczarki, a potem ruszają na morza i interesuje ich już tylko jedno: „płynąć tak daleko, jak to tylko możliwe. Najchętniej aż do horyzontu albo na koniec świata”. Nie należą do Doliny Muminków, można raczej powiedzieć, że zamieszkują świat poza Doliną Muminków, te wszystkie mityczne „antypody” od wieków okupowane przez to, co obce i niezrozumiałe. Hatifnatowie są nierozerwalnie związani z morzem, po którym wiecznie żeglują. Tatuś Muminka wielokrottue obserwuje ich ze swego pomostu i powoli ich wędrówki stają się dla niego synonimem wolności i przygody. Tajemnica, która otacza wyprawy Hatifnatów sprawia, że łatwo jest im przypisać to, o czym marzy się samemu — przez swoje nieokreślenie i niejasność Hatifnatowie są dobrym ekranem dla wszelkiej projekcji. Tatuś podejmuje więc decyzję swojego życia i wyrusza z nimi na włóczęgę, w poszukiwaniu przygód i wolności.

Co pociąga statecznego Tatusia w Hatifnatach? Pewnie to, że — jak mówi o nich rozsądna Mimbla — „żyją niedobrym życiem” czyli, że są „dzicy i wolni”, że są niebezpieczni, szczególnie dla tych, „którzy o pewnych porach dnia robią zawsze to samo”. Hatifnatowie znajdują się w wyraźnej opozycji wobec unormowanej, poddanej nakazom kultury sfery życia człowieka. Tego właśnie potrzebuje tatuś w samej połowie swego tatusiowego życia. Przyłącza się do Hatifnatów, jednak zaraz staje się dla niego jasne, że nie ma na nich żadnego wpływu. Może im tylko towarzyszyć. Tak samo jak to, co nieświadome nie ulega żadnym krytycznym wpływom tego, co świadome.

Podróż jednak okazuje się nudna, a cel pielgrzymek Hatifnatów rozczarowuje Tatusia. Hatifnatowie ciągną za burzą, a potem w ekstazie napawają się jej energią. Tego Tatuś nie rozumie. Nie tego oczekiwał. Interpretuje tajemnicę Hatifnatów jako banalną, nie próbuje jej zgłębić do końca. Tęskni do bezpiecznego, dobrze określonego domu. Granica obcości jest zbyt wielka.

Świat Hatifnatów jest pierwszym etapem wędrówki człowieka. Odpowiada pierwotnemu stanowi psyche ludzkiej bezpośrednio przed i zaraz po narodzinach. Człowiek rodzi się uśpiony. Przez cztery piąte czasu w pierwszym miesiącu życia noworodek śpi. Budzi go tylko głód i pragnienie. Nasyciwszy się, znowu zasypia. Stan „przed-jestem” to stan zanurzenia w instynkcie, gdzie nie istnieje nic, co indywidualne, określone, pojedyncze, nazwane. To najgłębsza nieświadoma warstwa psyche. Świadomość jest jeszcze w stanie głębokiego snu.

Dziecko w pierwszym okresie życia jest całkowicie organem zmysłowym. Bez oporu przyjmuje w siebie wszystko z otoczenia, nie różnicuje, nie kontroluje tych bodźców. W psyche dziecka nie obudziła się jeszcze ta struktura, która w sensie psychologicznym — stanowi podmiot. Nie ma Ja. Jednakże dziecko nie jest czystą kartą. Przychodząc na świat ma uformowane dziedziczeniem ciało i zalążek psyche, której pewna część nieświadomość zbiorowa — jest wspólna całemu gatunkowi ludzkiemu. Jung traktował nieświadomość zbiorową jako obiektywną i znacząco różniącą się od nieświadomości indywidualnej, ponieważ zawiera ona instynktowne, filogenetyczne podstawy gatunku. Treści nieświadomości zbiorowej nigdy nie były i nie mogą znaleźć się w świadomości, dlatego że odzwierciedlają procesy archetypowe. Nieświadomość zbiorowa funkcjonuje niezależnie od Ja, kiedy to Ja już się wyłoni, i nie jest Ja.

Treści nieświadomości zbiorowej wyrażają się obrazami, symbolami i fantazjami. Zawsze mają charakter autonomiczny i często stanowią treść nerwic i psychoz, ale także wizji i fantazji twórczych. Można powiedzieć, że dziecko rozpoczyna życie od zanurzenia w morzu nieświadomości zbiorowej, w instynktach, obrazach, archetypach. Rozwój psychiczny małego dziecka będzie polegał na mozolnym wyłanianiu się i różnicowaniu świadomości. Hatifnatowie i ich morze stanowią niezwykły symbol tak rozumianej nieświadomości zbiorowej, podobnie jak morze od wieków jest symbolem niezróżnicowania, i prapoczątku.

O powstawaniu Hatifnatów wiadomo tyle, że biorą się z nasion i rosną w ziemi, jak rośliny. Sugeruje to ich związek z przyrodą, naturą, tym, co w stosunku do człowieka (czy też Muminka) jest pierwotne. W „Lecie Muminków” mówi się, że Hatifnatowie w okresie wzrostu przypominają grzyby — czyli prymitywne istoty z pogranicza roślin i zwierząt. Kilkakrotne porównanie Hatifnatów do istot nie-ludzkich sugeruje ich silny związek z pierwotną naturą, która nie ulega żadnym wpływom człowieka. Takie rozumienie natury przywodzi na myśl jungowskie pojęcie „psyche obiektywnej” czyli nieindywidualnej, niesubiektywnej rzeczywistości psychicznej. Hańfnatów gna po morzach potężna siła.

Wiemy, że interesuje ich jedno: „żeby płynąć dalej, tak daleko, jak to tylko możliwe”. Ten pęd — rozumiany jako symbol — bliski jest pierwotnemu instynktowi życia, rozwoju, energii, która dana jest człowiekowi od momentu zaistnienia, to rodzaj elan vital. Tatuś Muminka, podążając z nimi, odkrywa, że Hańfnatowie poszukują burzy, potężnych wyładowań atmosferycznych, którymi elektryzują się i karmią. Ich bogiem jest piorun, elektryczność; spełnieniem ich dążeń staje się współuczestniczenie w misterium natury, w jej potędze. Jest to wymiana energetyczna, czy może raczej „ładowanie” energią przyrody.

Oczekiwanie na burzę przypomina rytualne misterium. Hatifnatowie „kołyszą się w przód i w tył, żalą się i szeleszczą”. W tym misterium jeszcze bardziej zatracają swoją i tak niezwykle wątłą indywidualność, żeby połączyć się w rytuale ze sobą i ze swoin Bogiem, który jak większość bóstw człowieka pierwotnego ma związek z piorunem. „Byli silnie naelektryzowani, ale bezradnie ograniczeni. Nic nie czuli, nic nie myśleli” tak oto widzi ich wtedy Tatuś Muminka. Odkrycie tej tajemnicy Hatifnatów rozczarowuje Tatusia. Tatuś dostrzega, że wolność Hatifnatów była złudna. Jako istoty „zanurzone” w naturze nie są wolne, są zbiorowością, pojedynczy Hatifnat jest tylko odpryskiem zbiorowości i sam z siebie nie istnieje. Jeżeli pojedynczy Hatifnat cokolwiek czuje, to z pewnością nie czuje się czasem samotny i wyalienowany (czego nie można powiedzieć o Tatusiu). Tatusiowy romans z nieświadomością zbiorową kończy się rozczarowaniem, bowiem Hatifnatowie w swojej przynależności do tego, co zbiorowe tracą cechy ludzkie.

„Zeby nigdy nie móc się cieszyć lub rozczarować”, myśli Tatuś, „Nigdy nikogo nie kochać, nie móc się rozgniewać na tego kogoś, a potem mu przebaczyć. Nie móc spać, ani marznąć, nigdy się nie mylić, nie mieć bólów brzucha i potem wyzdrowieć, nie obchodzić urodzin, nie pić piwa i nigdy nie mieć nieczystego sumienia... To wszystko jest straszne!”
Etap Hatifnatów jest więc etapem pre-egzystencji. Stanem pierwotnego chaosu, z którego czasem wyłoni się Ja.
Mimo że Paszczaki to coś w rodzaju nazwy gatunkowej i Paszczaków jest wielu, zdanie: „Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś kogo nie znał” – mógłby powiedzieć każdy z nich. Mogłoby to być ich credo życiowe. Dziwnym zbiegiem okoliczności znalazłam charakterystykę uderzająco podobnej postawy w książce Ivo Andrića. Pisze on o pewnym ustaszowcu: „Od chwili uświadomienia sobie własnego istnienia ani na moment nie opuszczało Stjepana Kovicia pragnienie, aby być kimś, kim nie jest. Być kimkolwiek i czymkolwiek, byle tylko kimś innym albo przynajmniej w oczach ludzi uchodzić za kogoś innego.” Zdaje się więc, że syndrom Paszczaka jest czymś o wiele powszechniejszym i nie dotyczy tylko świata Muminków. Gdy istotą Filifionek, ich motorem napędowym jest lęk, u Paszczaków jest nim wewnętrzna pustka.

Dlatego Paszczaki żyją zewnętrznością. Gdy nie mam w sobie nic trwałego, nic określonego, łatwo mi utożsamić się z tym, jak mnie widzą inni, jak przejawiam się w świecie. Paszczaki dlatego posługują się maskami, czyli czymś, co można nazwać personą. Persona to jakaś część ja, która zwrócona jest całkowicie ku światu zewnętrznemu. Jest swego rodzaju kompromisem między jednostką a zbiorowością, kompromisem opartym na tym, czym ktoś zdaje się być. Nie jest jednak identyczna z indywidualnością. To właśnie maska, którą zakłada Ja, żeby móc lepiej dostosować się do świata.

Każdy człowiek posługuje się taką maską (albo maskami). Każdy intuicyjnie czuje, czego wymagają od niego inni, począwszy od rodziców, szkoły, potem szefów w pracy, autorytetów. Człowiek jest więc w stanie poświęcić część siebie i zrobić z tego maskę, która będzie chronić jego indywidualność i z drugiej strony pomagać w przystosowaniu. Taka persona staje się niebezpieczna wtedy, gdy kostnieje i przekształca się w kaganiec, pod którym indywidualność zatraca się i marnieje. To wtedy ludzie stają się Dyrektorami, Posłami, Prezesami, Psychologami, Matkami i tak dalej. Utożsamienie się z rolą stanowi wtedy kompensację tego porannego niezadowolenia Paszczaka z samego siebie, osobistej nieadekwatności albo wewnętrznej pustki. W końcu Paszczak nie urnie już być sobą, bo zapomniał kim jest naprawdę. A świat kusi, oferuje miliony masek, które „sprzedają się” lepiej. No i łatwiej być kimś w określonej roli, według przepisu.

Takie właśnie są Paszczaki – muszą pełnić określoną rolę. Dlatego w „Muminkach” Paszczaki zawsze są jakimiś Sportowcami, Kolekcjonerami, Naukowcami czy Filatelistami.

Rola stwarza Paszczaka i uszczęśliwia go. Ponieważ jednak przyjęcie roli i życie rolą staje się pewnym ograniczeniem, Paszczaki w głębi duszy czują się nieadekwatne. Będąc przy tym wyposażeni w dużo mniejszą umiejętność wglądu niż np. Filifionki, nie rozumieją w końcu ani siebie, ani tego, co się dzieje na zewnątrz. Jednocześnie mają jasne wyobrażenie tego, co jest dla innych dobre i właściwe.

„Nie lubił ani ubierać się, ani rozbierać, bo wtedy miał wrażenie, że dni mijają i nic godnego uwagi się nie dzieje. A przecież wciąż coś organizował i urządzał, ciągle czymś dyrygował, od rana do wieczora. Wszędzie dookoła wszyscy wiedli niedbałe, bezcelowe życie, gdziekolwiek spojrzeć, wszędzie coś było do ustawienia we właściwy sposób, i Paszczak wychodził z siebie, żeby uprzytomnić innym, jak powinni żyć. Zupełnie, jakby nie chcieli, żeby im było dobrze – martwił się myjąc zęby.”

Im silniejsza jest persona, tym usilniej człowiek rzutuje nie rozpoznane części siebie na innych. Stąd pojawia się to straszne: „ja wiem lepiej, co jest dla ciebie dobre”, którym ludzie katują się wzajemnie. Tym silniej pojawi się też tendencja do rozwiązywania wewnętrznych problemów w zewnętrznych relacjach – władzy, posiadania, wywierania wpływu. Jest w „Muminkach” taki Paszczak, który pełni rolę Dozorcy i całe swoje życie podporządkowuje byciu Dozorcą. Ustawia wszędzie tabliczki z napisami zaczynającymi się od „Zabrania się...”. Pilnuje norm, pilnuje sensu swojego świata, który bez zewnętrznych norm rozpadłby się na kawałki.

Tak, dla Paszczaka świat musi być uporządkowany, bo chaos budzi lęk. Wszelkie Kolekcjonowanie (a także gromadzenie pieniędzy, dóbr, zaszczytów, wspinanie się po stopniach kariery) może być wprowadzeniem w świat ładu. Wtedy czas Paszczaka zostaje wypełniony jedyną sensowną aktywnością, lecz kiedy z jakichś względów jej zabraknie, Paszczak-Filatelista jest załamany. Dlaczego? Czyżby zgubił jakiś cenny znaczek?

„Przeciwnie – odpowiedział Paszczak. – Mam już wszystkie. Wszystkie co do jednego. Mój zbiór znaczków jest skompletowany. Niczego w nim nie brak.”

To dlatego Carringtonowie wszystkich czasów nigdy nie mają dość. Natura dała jednak Paszczakom, jak każdemu żywemu stworzeniu, łaskę przemiany. W „Opowiadaniach z Doliny Muminków” mieszka sobie Paszczak, który czuje się zmęczony takim paszczakowatym życiem. Jest już stary i nie może się doczekać, kiedy pójdzie na emeryturę. Któregoś dnia nieopatrznie zwierza się swoim krewniakom ze swojego marzenia.

„Chciałbym wybudować dom dla lalek – wyszeptał Paszczak. – Najładniejszy na świecie dom dla lalek, wielopiętrowy, z ogromną ilością pokoi, które byłyby jednakowo puste i ciche. I robić to, na co mam ochotę. I być absolutnie sam, gdzieś, gdzie jest cicho.”

Krewniacy oczywiście pękają ze śmiechu, ale dzięki dobroci Tove Jansson w końcu się to przebudzonemu Paszczakowi udaje.

Przypisy