Praca w prywatnym sektorze edukacji ma ten plus, że człowiek się nie nudzi. Ani nie ma na to czasu, ani go na to nie stać. W przeciwieństwie do dużych, państwowych graczy, którzy nie muszą martwić się o rekrutację, „prywaciarze” nieustannie poszukują nowych rozwiązań. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć: nie pamiętam roku, w którym nie uczestniczyłem w tworzeniu nowego kierunku studiów. Sam współtworzyłem już cztery zupełnie nowe „produkty”. Ale poszukiwania nie są zakończone. Przypomina to pościg za Świętym Graalem. Towarzyszy temu szczególna atmosfera: niemal przez skórę czuć, że rynek się zmienia, więcej, że zmienił się świat wokoło i że edukacja przyszłości również musi inaczej wyglądać. Wielu wierzy, że do Świętego Graala doprowadzi zacieśniona współpraca z pracodawcami. To wiara, że kierunki muszą być blisko praktyki rynkowej, że muszą być bardziej „życiowe”.
Ale to wciąż za mało. To intensywne próby, ale bez zmiany czegoś więcej: paradygmatu myślenia. Innymi słowy, przypomina to trochę dalsze uszczegóławianie teorii Izaaka Newtona, jednak przełom, który doprowadził do stworzenia teorii względności – jeszcze nie nastąpił. Bo do tego potrzebne jest zupełnie inne myślenie i sporo odwagi.
Miałem okazję niedawno śledzić takie próby. W mojej szkole odbyły się warsztaty kreatywne, w których brali udział przedstawiciele najróżniejszych branż. W parę godzin mieli zaproponować kilka zupełnie nowatorskich obszarów. I zaproponowali. Nie licząc zestawu szczególnych kompetencji, specjalizacje dotyczyły m.in. bezpieczeństwa danych, zarządzania zmianą, nowych trendów w edukacji, a nawet… stomatologii. Zresztą mniejsza o to, jakie były to specjalizacje. Bilans odczytany został jednoznacznie: kilka zespołów zaproponowało kilka kierunków studiów. Wnet rozpoczęła się długa dyskusja, w której jedni bronili, a inni torpedowali tezę, że mamy do czynienia z faktycznie nowymi studiami. A ja poczułem, że, mimo wszystko, nadal uszczegóławiamy teorię Newtona.
I wtedy padł argument, który mnie zaciekawił: a może właśnie wymyśliliśmy kierunek przyszłości? Otóż to: kierunek. A nie kierunki. (...)
Cały felieton w kwietniowym "Dyrektorze Szkoły". Czytamy!... :)
Czytaj więcej
Liczba mężczyzn, którzy mają problemy natury intymnej, ciągle rośnie.
Czytaj więcej
Szkoła jest instytucją totalitarną. Gdyby tak nie było, nie trzeba by ukuwać terminu „szkoły demokratyczne” dla podkreślenia istnienia alternatyw. Ale nie znaczy to, że w totalnej strukturze niemożliwym jest przysposobić ucznia do życia w demokratycznym społeczeństwie. Problem w tym, że ono samo nie daje szczególnie dobrych przykładów.
Przy okazji zamieszania na polskiej scenie politycznej, jakiego mimowolnie wszyscy jesteśmy świadkami, przeczytałem ostatnio na jednym z internetowych forów takie oto słowa: totalitaryzm zaczyna się wtedy, gdy wszystko staje się możliwe. Zawieszę w tym momencie radykalne osądy dotyczące meandrów polskiej rzeczywistości parlamentarnej. Wystarczająco symptomatyczne jest już samo to, że w obecnym kontekście podobne aforyzmy po prostu padają na żyzny grunt.
Słowo „demokracja” odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki i liczby, nic więc dziwnego, że powraca pytanie nie tylko o to, jak uprawiać demokrację i jak pielęgnować jej istotę, ale także o to, w jaki sposób jej uczyć, zwłaszcza, że świadomość dotycząca mechanizmów funkcjonowania jest w Polsce wyjątkowo niska. Świadczą o tym choćby niepokojące dane, które sugerują, że spór wokół Trybunału Konstytucyjnego jest dla dużej grupy Polaków mało istotną sprawą. Polacy nie rozumieją roli tego organu, spór ma dla większości z nich zatem charakter wyłącznie słowny, fasadowy. Nietrudno również natrafić na internetowe świadectwa braku elementarnej wiedzy polskich uczniów w kwestiach absolutnie dla demokratycznego ustroju fundamentalnych. Wystarczy spytać o nazwę wyższej izby polskiego parlamentu, by statystyczny polski gimnazjalista utknął w martwym punkcie.
Odnoszę wrażenie, i prawdopodobnie nie jestem tu osamotniony, że nauka wartości demokratycznych w szkole w dzisiejszym systemie w głównej mierze opiera się na transferze wiedzy (tak jak zresztą lwia część całego programu nauczania, który wspieranie i popularyzowanie określonych postaw realizuje raczej w teorii).
Wiedza o społeczeństwie jako przedmiot w dalszym ciągu rozumiana jest w sposób wyjątkowo kanoniczny, nastawiony na transfer określonej porcji informacji. Sam mam okazję projektować/analizować ścieżki studiów podyplomowych dla nauczycieli w tym zakresie i składają się one w przeważającej mierze na wiedzy z zakresu struktur polityczno-ekonomicznych współczesnego świata. Ścisłym elementem jest również ich historyczno-kulturowe tło. Są to naturalnie części niezbywalne i z pewnością nie do pominięcia w procesie budowania obywatelskiej świadomości ucznia. Pytanie jednak, czy postawa demokratyczna opierać się ma li tylko na znajomości określonych pojęć i mechanizmów? W jaki sposób można zakorzeniać w uczniach określony system wartości? Jak spowodować, by ich wiedza znalazła odzwierciedlenie w faktycznych działaniach z myślą o przyszłości kraju i społeczeństwa? (...)
Więcej w kwietniowym "Dyrektorze Szkoły"! Zapraszam!
Czytaj więcej
Jestem diabłem. Sam tak stwierdzisz, gdy dowiesz się, co zrobiłem.
Czytaj więcej
Witaj w moim idealnym, pozbawionym wad świecie.
Czytaj więcej
Cyfrowe światy mogą być antidotum na samotność, sprzyjać tworzeniu bliższych relacji. Ale czy są w stanie je zastąpić?
Czytaj więcej
Gdzie i jak się urządzić? W wiekowym dworze, starej fabryce, nowoczesnej kawalerce w modnym apartamentowcu? A może to źle zadane pytanie? Może ważniejsze jest coś zupełnie innego?
Czytaj więcej
Bułka z masłem rano i wieczorem, suchy makaron na obiad. I tak dzień w dzień. Nie ma chyba rodzica, który nie przeszedł gehenny karmienia kilkulatka.
Czytaj więcej
Jakby każdy skupił się, jakby posłuchał siebie, to dokładnie wiedziałby, jak wychowywać dziecko, jak sobie radzić z codziennymi problemami, jak się dogadywać z samym sobą. Wiedziałby też, czego potrzebuje, żeby się choć trochę wyciszyć, zrozumiałby, na co tak naprawdę ma ochotę.
Czytaj więcej
Czułam, że zaczynam mieć wgląd w coś, czego wolałabym nie widzieć, najchętniej wykasowałabym to z życia i ze świadomości. Ale to już było i zaczęło się dobijać i upominać o wysłuchanie.
Czytaj więcej
Uwodzą innych użytkowników Facebooka, by zdobyć uwagę lub zniszczyć ich związek. Znęcają się, podkopują samoocenę. Emocjonalni manipulatorzy zamieszczają posty tylko po to, by wywołać negatywne emocje.
Czytaj więcej
Bywa, że projektujemy na skórę lub inną część ciała agresywne, autodestrukcyjne impulsy, jakich doświadczamy. „Poświęcamy” swoje ciało, by chronić wewnętrzny wizerunek dobrego rodzica lub siebie.
Czytaj więcej