Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

29 marca 2017

Niewidzialne, obce, złe…

34

Bywa, że projektujemy na skórę lub inną część ciała agresywne, autodestrukcyjne impulsy, jakich doświadczamy. „Poświęcamy” swoje ciało, by chronić wewnętrzny wizerunek dobrego rodzica lub siebie.

Dorota Krzemionka: Czy widzi Pani, jak ktoś czuje się w swoim ciele?
KATARZYNA SCHIER: Świetne pytanie do psychoterapeuty zorientowanego psychoanalitycznie, który bardziej koncentruje się na umyśle.

Cała nasza kultura od czasów Kartezjusza odwołuje się do dualizmu między ciałem a umysłem. Pani jednak interesuje się ciałem…
Tak. Moje badania rodzą we mnie gotowość i potrzebę, by patrzeć na osobę, która do mnie przychodzi, całościowo.

Na co zwraca Pani uwagę?
Na przykład w rozmowie telefonicznej, która poprzedza spotkanie, zaciekawia mnie głos osoby, jego siła, intonacja i tembr. Ważny jest też ruch – czy ktoś wchodzi do gabinetu w sposób zdecydowany, czy nieśmiały, wycofany. A wcześniej po długości dzwonka domofonu, po sile jego nacisku
mogę do pewnego stopnia przewidywać stan pacjenta – na przykład jego witalność, czyli ogólną energię nastawioną ku życiu, o której pisał Daniel Stern, amerykański psychiatra i psychoanalityk. Agresywne lub asertywne osoby dzwonią inaczej niż ci, którzy lękają się przyjść. Wiele mówi też zapach – są pacjenci, którzy przychodzą tak wyperfumowani, że wypełniają całą przestrzeń. Niektórzy z powodu stresu pocą się albo czerwienią…Nie trzeba być znawcą, by dostrzec takie sygnały napięcia ujawniane przez ciało.

Niektórzy są blisko ze swoim ciałem, utożsamiają się z nim, inni zaś skłonni są traktować je jak własność, coś, co posiadają. Co to znaczy: mieć ciało zamiast być nim i w nim?
Myślę, że taka osoba patrzy na siebie z zewnętrznej perspektywy, jest tym ciałem dla kogoś. Często o kobietach mówi się, że istnieją poprzez odbicie się w oczach mężczyzny, postrzegają siebie jak gdyby z jego punktu widzenia. Uprzedmiotawiają siebie. Ten rodzaj traktowania ciała możemy wynieść z relacji wczesnodziecięcej. Ważne, czy jako dziecko mogliśmy w tej relacji zaistnieć jako osoba. Jeśli stawaliśmy się jak przedmiot, który ma być formowany, by służyć zaspokajaniu potrzeb rodzica, to wtedy mogliśmy stworzyć instrumentalny stosunek do ciała. Na to nakładają się przekazy kultury, która często ciało uprzedmiotawia. Wyniki badań pokazują, że u współczesnych kobiet normą jest niezadowolenie ze swego ciała; ten niepokojący wynik powtarza się w wielu krajach i kulturach. Co takiego się dzieje, że dziewczynka nie może mieć poczucia, że istnieje dla siebie, a jej ciało jest ważną częścią Ja?

Już sześcioletnie dziewczynki odchudzają się…
Być może naśladują mamę, która ciągle narzeka, że z jej ciałem coś jest nie tak. Albo są pozostawione same sobie, brak im rodzica jako dobrego lustra, w którym mogłyby się przejrzeć. Nie zawsze wynika to ze złych intencji rodzica – ojciec czy matka bywają nieobecni, bo pracują, mają kredyty do spłacenia… Poza tym nasza kultura wspiera przedmiotowe traktowanie ciała. Często bywam w szpitalu i widzę, jak dorosła, autonomiczna osoba, gdy dostaje piżamkę i kładzie się do łóżka, natychmiast staje się niemowlęciem i tak jest traktowana; niektórzy zaczynają jej mówić na ty. Gdy trzeba coś szybko zrobić, prościej jest działać z przedmiotem niż konfrontować się z osobą. Podobnie metafory używane w służbie zdrowia czynią z człowieka maszynę. Na przykład mówi się, że trzeba zrobić przegląd zębów albo walczy się z chorobą – to sprawia, że sami zaczynamy myśleć o swoim ciele jako o czymś, czym dysponujemy, a nie czym jesteśmy.

Ci zaś, którzy nie czują się połączeni ze swoim ciałem, łatwiej dają się uprzedmiotowić i stają się ofiarami takich oddziaływań?
Dokładnie tak. Choć niektóre kobiety, na przykład te feministycznie zorientowane, potrafią przeciwstawić się wpływom kulturowym, poddają je refleksji. Mniej skłonne są widzieć siebie oczami zewnętrznego męskiego obserwatora, ulegać zabiegom upiększającym i operacjom plastycznym, by upodobnić się do Barbie.

Zdolność przeciwstawienia się wpływom kultury związana jest z obrazem ciała, jaki mamy w umyśle…
Ten obraz tworzy się około 6–7 roku życia, gdy dziecko zaczyna być świadome, czy i na ile jest zadowolone ze swego ciała. Obejmuje on myślenie o swoim ciele, doświadczanie go i postrzeganie, a także zachowania w stosunku do swego ciała.

David Krueger, autor Integrating Body Self [&] Psychological Self, mówi, że ciało i jego reprezentacja w umyśle są podstawą poczucia siebie. Jakie znaczenie ma ciało dla tego poczucia?
Ciało jest kontenerem emocji. Psychiatra dziecięcy Stanley Greenspan twierdził, że nasze Ja rodzi się z uczucia przyjemności w relacji dziecko–rodzic. Tożsamość buduje się między innymi poprzez bliskość fizyczną i odbicie się w oczach rodziców, przede wszystkim matki. Pytanie, dlaczego dziewczynka czasem nie może się przejrzeć w jej oczach, stworzyć dobrego osadzenia w swym ciele, ugruntowania, jak mówią terapeuci ciała? Niedawno z Katarzyną Aksamit badałyśmy dzieci w wieku 10–14 lat i ich mamy. Okazało się, że dzieci, które spostrzegały większą bliskość cielesną z mamą – dzieci miały dokonać wyboru odpowiedniego obrazka – wykazują większe zróżnicowanie swego ciała. Spostrzegają je nie jako jedną bryłę, lecz wyróżniają jego części, z jednych są bardziej zadowolone, z innych mniej. Aby dobrze poczuć się w swym ciele, potrzebujemy odbicia się w oczach matki, bliskości i dobrego dotyku, afirmującego i ciepłego. Badania René Spitza, węgierskiego psychiatry, dowiodły, że dzieci w ogóle nie dotykane po prostu umierały. Niestety, nasza kultura ma coraz większy kłopot z dotykiem – mówi się wiele o dotyku złym, bo nadmiernym, nieadekwatnym, seksualizowanym, którego się boimy. Nie myśli się o tym czułym i dobrym dotyku. Ale on także może u niektórych osób budzić niepokój. Choćby dlatego, że intymność może być mylona z erotyzacją kontaktu.

Pani zdaniem, jeśli bliskości i czułości brak, ciało staje się dla dziecka niewidzialne, jak w przypadku pani A., której historię opisuje Pani w swojej książce Piękne brzydactwo. Czuła się samotna i lękała się, że nigdy nie zazna miłości. Mówiła cichym, ledwie słyszalnym głosem. Aż na którejś sesji wybuchła: „Czy ja jestem jakimś monstrum, że moja matka mnie nie dostrzegała?”. Okazało się, że w dzieciństwie mama, która była pielęgniarką, w ogóle jej nie dotykała. Skąd taka trudność?
Poruszają mnie takie historie i bywają dla mnie jako klinicysty zagadką. Być może jej matka miała jakieś traumatyczne doświadczenie, też nie była dotykana, a może zaniedbana albo naruszana seksualnie. Pani A. opowiadała, że jej babcia była chorowita, często przebywała w szpitalu lub sanatorium. Matka pacjentki zostawała wtedy z ojcem i bratem i, jak przypuszczała pacjentka, „może dostała zły dotyk”. Dane Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę pokazują, że co piąte dziecko w Polsce doświadczyło jakiejś formy przekroczenia granic seksualnych, w większości ze strony osób bliskich, członków rodziny. Takie doświadczenia mogą rodzić awersję do kontaktu fizycznego i – jak ja to nazywam – „zapisują się” w ciele.

Jak mówi Alice Miller: „Ciało nie da się oszukać słowami. Jest strażnikiem historii, pamięta nasze doświadczenia”. Na czym ta pamięć ciała polega?
Wspomnienia są utrwalane nie tylko przez umysł, ale także w sposób somatyczny. Wracam z zebrania, na którym omawiano problematykę bólu związanego z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Ktoś spytał, dlaczego rozważamy różne zmienne psychologiczne, takie jak temperament albo wsparcie społeczne, a nie mówimy o doświadczaniu ciała. „Bo my o ciele nic nie wiemy” – padła odpowiedź. Ale dlaczego nie wiemy? Czy dlatego, że połączenie między psychiką a ciałem jest tak złożone, że trudno je opisać? A może dlatego, że się boimy tego, co tam zapisane? Miller mówi, że w ciele nic się nie da ukryć – osoba bita może idealizować rodzica, który ją bił, ale ciało będzie pamiętać i odskoczy, gdy ktoś zrobi podobny ruch. Na poziomie struktur podkorowych i układu limbicznego wszystko zostaje zapisane, ale wciąż nie wiemy, jak te zapisy się tworzą. Miałam kontakt ze ślicznym chłopcem, który uważał, że śmierdzi. Być może jego mama brzydziła się zapachu kupy i za każdym razem...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy