Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

29 marca 2017

Rodzina z wirtualnego świata

75

Cyfrowe światy mogą być antidotum na samotność, sprzyjać tworzeniu bliższych relacji. Ale czy są w stanie je zastąpić?

W 1846 roku, u szczy[-]tu gorączki złota, 87 pionierów pod wodzą George’a Donnera wyruszyło z Little Sandy River do Kalifornii.

POLECAMY

Najtrudniejszy odcinek, wiodący przez góry Sierra Nevada, chcieli pokonać przed nastaniem mrozów. Kiepska organizacja, źle dobrana trasa i ataki Indian opóźniały jednak ich marsz. Sroga zima zaskoczyła wędrowców wśród ośnieżonych szczytów. Schronili się w zacisznym miejscu, nazwanym później „doliną Donnera”. Gdy wyczerpały się zapasy żywności, niektórzy podróżnicy posunęli się do kanibalizmu. Zanim w lutym i marcu pojawiły się ekipy ratunkowe, zmarło 41 osadników. Kto ocalał? Można by pomyśleć, że młodzi, silni mężczyźni, którzy swoje życie przedłożyli nad dobro innych. Bynajmniej. Przeżyły głównie wędrujące z krewnymi dzieci i kruche staruszki.

Ten należący do amerykańskiego mitu epizod pokazuje dobitnie, że w ciężkich czasach najlepiej trzymać się z rodziną. Problem w tym, że świata rządzonego przez związki pokrewieństwa już nie ma. Odsetek jednoosobowych gospodarstw domowych w USA wynosi 27 procent, a w krajach skandynawskich 45 proc. Znaczenie straciły również tradycyjne wspólnoty, np. sąsiedzkie, zaś zawierane w pracy znajomości są powierzchowne. Nie bez powodu mówi się o społeczeństwie zatomizowanym, epoce indywidualistów i singli.

Ratunek dla samotnych przychodzi z najmniej spodziewanej strony – świata filmu, mediów, gier komputerowych. Zgodnie z teorią zastępstwa społecznego cyfrowa komunikacja i rozrywka mogą pomóc w uzyskaniu poczucia jedności, wspólnoty, przynależności, jeżeli brakuje nam tego w codziennym życiu.

Namiastka wspólnoty

Uczeni z University at Buffalo (USA) przeprowadzili eksperyment z udziałem 222 studentów, u których zmierzyli samoocenę, wrażenie zespolenia i poczucie izolacji. Potem poprosili ich o krótkie opisy ulubionych programów telewizyjnych, a następnie takich, które oglądają z braku atrakcyjniejszych opcji. Badani mieli też zrobić listę swoich osiągnięć akademickich. Jak się okazało, po opisaniu ulubionych tytułów uczestnicy eksperymentu rzadziej w rozmowach narzekali na samotność i wykluczenie niż po sporządzeniu relacji o innych audycjach oraz osiągnięciach w nauce. Wniosek: zastępcze relacje z bohaterami „Gwiezdnych wojen”, „Sherlocka” czy „Gry o tron” zaspokajają potrzeby interpersonalne.

Wyniki innego doświadczenia sugerują, że przywoływanie w myślach interesujących filmów chroni ludzi przed utratą poczucia godności po zerwaniu bliskich związków. W książce Mózg na manowcach amerykański dziennikarz naukowy David DiSalvo nazwał ten efekt „elektronicznym antidotum na złamane serca”. Jak przekonuje, wirtualni bohaterowie „pełnią funkcję namiastek, zajmując odległe miejsca na marginesach, na których nasze mózgi z trudem odróżniają rzeczywistość od fikcji. Im bardziej opieramy się na tych postaciach w dążeniu do przynależności i więzi, tym łatwiej nasze mózgi kodują je jako coś ważnego”.

DiSalvo nie pochwala jednak sztucznej bliskości. Widzi w niej rodzaj samooszukiwania się, ucieczki od odpowiedzialności, emocjonalne...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy