Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Laboratorium

27 września 2016

Uwolnieni z pasów bezpieczeństwa

0 540

Zapytałam dr. Stephena Mardera, jaki jest odsetek osób ze schizofrenią na wysokich menedżerskich stanowiskach. Odpowiedział: nie wiem dokładnie, ale interesuje mnie, ile mogłoby ich tam być, gdybyśmy dali im wsparcie. Wywiad z Elyn R. Saks

ELŻBIETA FILIPOW: Pani choroba dała o sobie znać już w czasie studiów. Jak Pani wspomina jej początki, doświadczane wtedy symptomy?

Elyn R. Saks: Jedno z pierwszych wspom[-]nień dotyczy sytuacji, która miała miejsce w bibliotece Yale Law School. Spotkałam się z tam koleżankami, miałyśmy popracować nad pisaniem porad prawnych. Nagle zaczęłam mówić od rzeczy, śpiewać. Moja głowa była pełna dźwięków i wybuchów. Miałam urojenie, że swoimi myślami zabijam tysiące ludzi. Utrata kontaktu z rzeczywistością, urojenia i halucynacje są oznakami schizofrenii.

POLECAMY

Trafiła Pani do szpitala psychiatrycznego.

Niezupełnie z własnej woli. Najpierw rzucono mnie na łóżko, skrępowano pasami. Uznano, że jestem poważnie upośledzona, bo nie byłam w stanie skończyć zadania domowego, czyli napisać porady prawnej! Spędziłam setki dni w szpitalach psychiatrycznych; mogłam spędzić tam większość życia. Zdiagnozowano u mnie przewlekłą schizofrenię, ze złymi rokowaniami aż „po grób”.

Twierdzono, że nigdy nie będzie Pani w stanie wrócić na studia, skończyć ich, pracować.

Kiedy dyrektor uniwersyteckiego wydziału zdrowia psychicznego rozważał moją ponowną aplikację na studia prawnicze w Yale, zasugerował, że może powinnam zrobić sobie parę lat przerwy i zostać kasjerką w sklepie spożywczym. Pomyślałam wtedy, że przecież dotąd byłam dobrą studentką, lubię się uczyć. Poza tym godziny zajęć na studiach są elastyczne. O wiele bardziej stresujące było stanąć przed ludźmi, którzy żądali, bym zmieniła swoje priorytety, zaniżyła oczekiwania wobec życia.

Nie poddała się Pani. Nie pozwoliła odebrać sobie marzeń.

Gdy byłam nastolatką, mój brat mawiał, że jestem najbardziej upartą osobą, jaką zna. Gdy ludzie mówili mi, że nie będę w stanie wykonywać żadnej sensownej pracy, myślałam: To ja wam pokażę! Mój upór dobrze mi służy. Przez trzy dekady udało mi się uniknąć szpitala psychiatrycznego, uważam to za swoje największe osiągnięcie.

W tym czasie zrobiła Pani magisterium z filozofii na Oxfordzie, potem doktorat z prawa na Uniwersytecie Yale, pracuje Pani jako nauczyciel akademicki. Jest Pani wyjątkowa.

To nieprawda, inni ludzie ze schizofrenią też dobrze radzą sobie w życiu. Prowadzę badania na Uniwersytecie Kalifornijskim na temat tak zwanych wysokofunkcjonujących osób ze schizofrenią: są wśród nich lekarze, doktorzy prawa, doktoranci, pełnoetatowi pracownicy służby zdrowia, dyrektorzy organizacji pozarządowych. Pytałam naszego głównego badacza, dr. Stephena Mardera, jaki jest odsetek osób ze schizofrenią na wysokich menedżerskich stanowiskach. Odpowiedział: nie wiem dokładnie, ale bardziej interesuje mnie, ile takich osób mogłoby tam być, gdybyśmy dali im odpowiednie wsparcie.

A co dla Pani było wsparciem i źródłem siły?

Przyjaciele i praca. Zajmowanie umysłu skomplikowanymi problemami jest najlepszą obroną przed chorobą. Kiedy pracuję, formułuję argumenty i kontrargumenty, oddalają się wszelkie „szalone myśli”. Praca jest dla mnie ostatnią deską ratunku. Zauważyłam, że najwięcej symptomów choroby doświadczam w nocy, gdy mój umysł nie jest niczym zajęty. Jak mawiam: mój umysł jest moim najlepszym przyjacielem i moim najgorszym wrogiem.

Jakie znaczenie w procesie zdrowienia miała psychoterapia?

Podstawowe. Miałam świetną psychoanalizę, cztery–pięć razy w tygodniu. Jak dowodzi raport z badań przedstawiony w „New York Timesie”,najlepsze efekty w przypadku psychoz daje połączenie leczenia farmakologicznego z psychoterapią. A w powszechnej opinii tylko leki są skuteczne.

SŁOWNICZEK

Medykalizacja – termin socjologiczny zaproponowany przez Michela Foucaulta do opisania procesu, w wyniku którego pewne rejony życia społecznego, takie jak na przykład poród, starość czy odmienność zachowań stają się domeną medyczną. W efekcie, jak pisze Foucault w Narodzinach kliniki, to, co uznawane było za przejaw tolerowanej inności, staje się objawem podlegającym leczeniu. Odpowiedzią na zbytnią medykalizację psychiatrii był w latach 60. ruch antypsychiatrii.

Pani długo broniła się przed lekami. Dlaczego?

Z niechęcią je przyjmowałam. Wierzyłam, że jeśli uda mi się funkcjonować bez leków, to dowiodę innym i sobie, że nie jestem psychicznie chora. Że diagnoza jest tylko straszną pomyłką. Niestety, bez leków objawy choroby szybko wróciły.

Nie chciała Pani przyznać się przed sobą i innymi, że cierpi na schizofrenię?

Nie, bo z tym związana jest stygmatyzacja. Ludzie patrzą na ciebie z góry, są ci niechętni i boją się ciebie. Kiedy ukazała się moja książka Schizofrenia, bliska przyjaciółka z uczelni powiedziała mi: „Cieszę się, że nie wiedziałam o twojej chorobie, zanim poszłyśmy na obiad”. Dlaczego? – zapytałam. Przyznała, że nigdzie nie poszłaby ze mną, gdyby wiedziała, że cierpię na schizofrenię. Czy to nie szokujące?

Osoba chora psychicznie pada ofiarą stereotypów, a wszystko, co robi, jest interpretowane jako objaw jej choroby...

Doświadczyłam tego. Pod koniec lat 80. poczułam silne bóle głowy, zaczęłam tracić pamięć. Przyjaciele zawieźli mnie do szpitala. Gdy lekarz zajrzał do mojej dokumentacji psychiatrycznej, pomyślał, że mam kolejny epizod psychotyczny. Nie pomagało, że przyjaciele zaprzeczali i przekonywali: „To niemożliwe! Wiele razy widzieliśmy ją w stanie psychozy, nie tak się wtedy zachowuje!”. Lekarz odesłał mnie z kwitkiem do domu. Omal nie straciłam życia, bo gdy z powrotem trafiłam do szpitala, okazało się, że mam udar mózgu. Tak niebezpieczna bywa stygmatyzacja.

Chorzy psychicznie są gorzej traktowani?

Często dotyka nas dyskryminacja. Gdy ludzie dowiadują się, że cierpisz na schizofrenię, masz małe szanse na zatrudnienie, nie dostajesz awansu, na który zasłużyłaś. Komplikują się relacje z ludźmi. Masz wielki sekret, a kiedy coś ukrywasz przed innymi, powstaje między wami bariera. Na szczęście amerykańska ustawa antydyskryminacyjna z 1990 roku wspiera osoby cierpiące na różne choroby, broniąc ich prawa do dostępu do pracy i umożliwiając rozwijanie swoich zdolności. To pozwala przełamać stygmatyzację. Chory ma możliwość dostosowania warunków pracy do swoich potrzeb, np. ma dłuższą przerwę na lunch, aby móc się wtedy spotkać ze swoim terapeutą.

Schizofrenia, psychoza – te słowa uruchamiają stereotypy...

I generują lęk. Kiedy na uczelni prowadziłam zajęcia z uwarunkowań psychicznych w naukach prawnych, omawiałam przypadek chorej psychicznie studentki medycyny, która została wydalona ze studiów po tym, jak pocięła się po jakiejś scysji z sekretarką dziekana. Później próbowała wrócić na uczelnię. Jedna z moich studentek, pielęgnia...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy