Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

16 listopada 2015

Wola i zniewolenie

158

Łatwo o iluzję, że naszej wolności zagrażają przede wszystkim inni ludzie. Tak naprawdę wiele przeszkód w realizacji własnej woli tkwi w nas samych, w podnietach, którym nie potrafimy się oprzeć, w ograniczeniach umysłu i we własnym Ja, które wymusza na nas wiele zachowań. Jak uniknąć pęt, które sami sobie zakładamy?

Jak żyć? Co uznać za ważne, a co za mniej ważne? Jak w złożonym świecie odnaleźć siebie i dające radość relacje z ludźmi? Takie pytania wywołują niepewność, choć nie brak śmiałków, którzy przekonani są, że to wiedzą, i co więcej – że powinni innym narzucać wyraźnie określone sposoby życia. A przecież jako rodzice, nauczyciele, politycy czy duchowni często formułujemy postulaty, które nie wytrzymują próby czasu!

Zniewoleni „na własne życzenie”

Wszyscy podlegamy wpływom wzorców zachowania, norm, nakazów i zakazów, stereotypów i przekonań społecznych. Na dobre i na złe. Niewiele z tego potrafimy dostrzec, bo oddziaływania zachodzą masowo i bezustannie, a wiele z nich kształtuje nas we wczesnym dzieciństwie, gdy nie potrafimy ogarnąć umysłem narastającej zależności od otoczenia. Ta zależność może nas uwierać (przybierając postać zniewolenia), ale może też pociągać (stając się uzależnieniem).

Co się dzieje, gdy wiemy, że inni chcą nas zniewolić? Nawet w skrajnych warunkach ludzie różnie reagują. Jedni się boją i poddają. Inni buntują się i walczą. Jeszcze inni (gdy walka nie może być owocna) zachowują swoje Ja, jak Josif Brodski czy Andriej Tarkowski. Obaj, pozbawieni swobody w ZSRR, gdy znaleźli się na Zachodzie, niezależnie od siebie oświadczyli to samo: „Człowieka nie można zniewolić!”. Nawet w więzieniu może pozostać wierny sobie, swoim wartościom i przekonaniom. Ale przecież są ludzie, którzy w podobnych warunkach przeżywają strach tak paniczny, że ulgę przynieść im może jedynie ucieczka w nieświadomość i bezwolne…zidentyfikowanie się z agresorem: „pokochanie go”, duchowe (czytaj: wiernopoddańcze) z nim połączenie. Podobnie w związkach partnerskich, silny pociąg wyznaczać może daleko idącą uległość (w tym znoszenie fizycznej przemocy). Nad pewnymi emocjami nie panujemy, mogą nas pozbawić własnego Ja – tak długo, dopóki silny afekt (strach czy pożądanie) nie wygaśnie. Wówczas często nie możemy się sobie nadziwić, jak mogliśmy pozwolić tak sobą zawładnąć – władzy, ideologii, partnerom czy nałogom.

Zniewoleni nienawiścią
Powody uzależnienia od świata mogą tkwić w zakusach innych ludzi bądź w naszych skłonnościach do podtrzymywania jak najbliższych więzi. Ale zależność od otoczenia tworzy się głównie bez żadnej intencji z czyjejkolwiek strony. Powoli i niepostrzeżenie przywiązujemy się do miejsca urodzenia, do środowiska, do cech kultury. Naśladujemy innych bezwolnie, za sprawą automatycznych reakcji neuronów. Świat wokół nas, czy tego chcemy, czy nie, dostarcza nam wzorców tego, co typowe, a to odczuwamy jako oczywiste, „normalne” i akceptowane. W zetknięciu z inną kulturą bywa to źródłem awersji do odmieńców, która w pewnych warunkach przekształca się w nienawiść.

A nienawiść jest szczególnie groźnym rodzajem zniewolenia – zniewolenia wewnętrznego. Ktoś budzący wrogość może nieprzerwanie skupiać naszą uwagę, wyznaczać treść naszego życia. Potoki nienawistnych słów na stronach internetu dają świadectwo szczególnej formie podsycania własnej nienawiści. Każdy impuls wrogości można rozładować bezkarnie dzięki komputerowej klawiaturze, nie wychodząc z domu. Taki ekshibicjonizm słowny przynosi podobne rozładowanie, jak publiczne eksponowanie własnej cielesności. Bo w obu przypadkach chodzi o prowokowanie uwagi innych ludzi czymś, co wzbudza silne afekty, powiązane jest z niekontrolowanym napięciem. Słowa mogą potęgować napięcie, a ich wykrzykiwanie może przynosić ulgę. Jak w przypadku mężczyzny, który wyczekiwał swoim „przewozem osób” na kogoś, kto wyjdzie z Muzeum Historii Żydów Polskich. Gdy pasażerka wysiadała z jego taksówki przed hotelem, wyrzucił z siebie serię epitetów, wykrzyczał żal, że jej „nie przepuścili przez komin”, i odjechał z piskiem opon, nie biorąc zapłaty za kurs. Czy przeżył potem przerażenie sobą? Zapewne nie, bo nienawiść wyzwala chęć jej podtrzymania, a nie refleksje natury moralnej.

Pierwotnie przyciąga nas wyłącznie świat „swoich”. Przynależność do grupy daje oparcie. Redukuje też niepewność co do tego, czym się różni dobro od zła, co uznać za ważne, a co za nieważne. Bez tej orientacji nie można żyć. To dlatego niektórzy przyłączają się do sekt, formacji zbrojnych czy ugrupowań politycznych, żądających bezwzględnego posłuszeństwa. Kryteria dobra są tam jasno zdefiniowane i wspólna jest bezwarunkowa gotowość do ich obrony. Mrzonki o pełnej jedności kończą się jednak często poważnymi urazami psychicznymi.

Zniewoleni sobą
Łatwo o iluzję, że naszej wolności zagrażają przede wszystkim inni ludzie. Źródła wielu przeszkód w realizacji własnej woli tkwią jednak w nas samych. Świat dostarcza podniet, którym nie potrafimy się oprzeć. Ale i nasz organizm, umysł i własne Ja wymuszają wiele zachowań poza naszą wolą.

Kłopot w tym, że umysł pracuje bezustannie, a w polu świadomości pojawia się tylko cząstka tego, co dzieje się w psychice. Nie wiemy nic o licznych dopływających do nas sygnałach (jak mijany afisz reklamowy czy zachowania przechodniów) oraz o skutkach nieświadomego przetwarzania informacji. Nie zdajemy sobie sprawy, że pod ich wpływem budujemy obraz świata. Zygmunt Freud, z wykształcenia neurolog, twierdził, że umysł przetwarza sygnały, zanim dotrą do pola świadomości, a procesami tymi rządzą emocje. Wskazał, że lęk przed utratą samoakceptacji może skutecznie wypierać informacje zagrażające ego. Listę mechanizmów obrony ego, sporządzoną przez Annę Freud, inni badacze poszerzyli o kolejne przyczyny nieświadomego samooszukiwania dla osiągnięcia złudnego komfortu (jak to bywa w przypadku tłumienia sygnałów zagrożenia własnego zdrowia).

Łatwiej poradzić sobie z tym, co przeżywamy świadomie. Ale i wtedy mogą pojawiać się emocje nie do opanowania. Mały kłopot, gdy chodzi o doraźne zachcianki. Ale co robić, gdy dotyczy to trwałych postaw wobec siebie i innych ludzi? Spore kłopoty sprawiać nam może ukształtowanie się Ja powinnościowego, czyli wpojonych nam przekonań, że jakimś należy być – pod groźbą utraty społecznej aprobaty. Może ona uzależniać umysł tak silnie, jak alkohol czy jedzenie uzależniają organizm. Czy wobec takich pułapek możliwe jest życie zgodnie z własną wolą? Jeśli zdaję sobie sprawę ze swego uzależnienia od statusu celebryty, choć tego nie chcę, czy mogę sobie z tym poradzić?

Tajemna moc własnej woli

Łatwo odróżnić działania podporządkowane innym od kierowanych własnymi dążeniami. Ale te ostatnie mogą mieć różną postać, o różnych skutkach dla biegu życia. Mogą wynikać z wewnętrznego przymusu (pędu nie do powstrzymania), z postępowania wedle widzi-mi-się (bez pewności, czego i dlaczego chcę) albo być postępowaniem zgodnym z własną wolą. Przy czym wolą nazywa się często wszelkie motywacje, a przecież warto wyróżnić wśród nich te, które wynikają ze szczególnej samoświadomości i władzy nad sobą. Takiej, która nie polega na narzuceniu sobie wymagań zatruwających życie, lecz przynosi satysfakcję, poczucie ładu i szczęścia.

Chyba nikt do końca nie wie, czym jest wola. Kojarzymy ją z motywacją opartą na silnych przekonaniach i ich pewności. Ale siła i pewność przekonań mogą prowadzić każdego z nas na manowce! Mogą zamykać umysł i oddalać człowieka od rzeczywistości. Ktoś oświadcza, że jego wolą jest pozbawienie spadku własnych dzieci na rzecz bohatera namiętnego romansu. Ktoś ma poczucie silnej woli wytatuowania na brzuchu wzbudzającego szalone emocje imienia, a potem cierpi z powodu tego pomysłu. Niewątpliwie wola to nie jakieś chwilowe silne pragnienie, oparte na niejasnych, złudnych czy ulotnych przesłankach. Często nie wiemy, dlaczego „wolimy” sałatę niż szpinak, mieszkanie na skraju lasu, a nie w centrum miasta – lubimy coś i tyle, i dokonujemy wyborów zgodnie z takimi preferencjami o niejasnych dla nas samych przyczynach.

Termin wola warto zachować dla szczególnego rodzaju ludzkich motywacji. Takiego, który oparty jest na przemyśleniach i zdefiniowaniu dla siebie kryteriów tego, co dobre, a co złe. Rozważenie różnych opcji prowokuje do wybrania tych, które uznajemy za własne. Nikogo nie chroni to przed pomyłkami! Ale pociąga za sobą gotowość do zgodnego z przekonaniami postępowania Własne Ja ma niezwykłą, tajemniczą moc. Argumenty, co jest dobre, a co złe, może podsunąć świat, ale wybór określonych opcji musi być osobisty. Wtedy jesteśmy zdolni do kontynuowania działania mimo przeszkód, nakładów sił i energii. Wola „po...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy