Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny , Otwarty dostęp

2 czerwca 2019

NR 6 (Czerwiec 2019)

Chorzy na samotność

567

Coraz więcej coraz młodszych osób odczuwa samotność. Dotyczy to zarówno mieszkających w pojedynkę, jak i żyjących w związkach, w dużych rodzinach. Skąd w nich poczucie braku żywych więzi? Jak je odbudować?

Co trzeci dorosły obywatel USA uważa, że nie ma żadnej bliskiej osoby. O podobnych odczuciach mówią mieszkańcy Wielkiej Brytanii. W Unii Europejskiej to Szwecja wskazywana jest jako kraj, w którym samotność jest najdotkliwsza – co drugi dorosły Szwed żyje sam, a co czwarty umiera w samotności. W Polsce co czwarte gospodarstwo domowe jest jednoosobowe, a z prognoz demograficznych i statystycznych wynika, że za piętnaście lat nawet co trzecie gospodarstwo będzie prowadzone w pojedynkę. 

Taka izolacja fizyczna często przekłada się również na poczucie izolacji emocjonalnej i brak jakichkolwiek relacji z ludźmi. Z drugiej strony – rośnie też liczba osób samotnych pomimo posiadanych relacji, związków.

Do psychoterapeutów zwracają się o pomoc już trzydziestoparolatkowie – choć mają liczną rodzinę, znajomych, a od czasu do czasu udane randki, to jednak towarzyszy im bolesne poczucie pustki relacji i lęk. 

POLECAMY

Wszyscy ci ludzie opisują samotność jako niemal fizyczny ból. Ten stan jest na tyle silny, że od kilku lat badacze samotności, jak na przykład amerykański psycholog i psychoterapeuta profesor Richard Booth, proponują wpisanie jej do międzynarodowej klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych.

Schematy rodzą pustkę

Zgłaszający się do terapeutów pacjenci często wcale nie samotnością tłumaczą swoje cierpienie. Mówią po prostu o spadku formy, niezadowoleniu z dotychczasowych osiągnięć, przeciążeniu życiem zawodowym, problemami rodzinnymi. Na pytania, o czym najczęściej myślą, co ich martwi, wyliczają pracę, problemy bliskich i własną sytuację życiową.

Ludzie zwykle opowiadają o swoich działaniach skoncentrowanych na jednej przestrzeni życia, na jednej wartości. W trakcie terapii wielu z nich zauważa, że działa schematycznie, wręcz mechanicznie. Ich życie skupia się na tym, by rano wstać, zjeść śniadanie, iść do pracy i zrealizować wyznaczone cele, potem siłownia, jak co czwartek spotkanie z paczką. Często nawet budowanie relacji opiera się na przekonaniu, że „wypada kogoś mieć, tak jest bezpiecznie”, ale za tym schematem nie ma głębszej refleksji, czy rzeczywiście chcę się z daną osobą spotykać, zamieszkać, żyć. 

W trakcie sesji psychoterapeutycznej pacjenci uświadamiają sobie, że odczuwają w ciele dziwne napięcie – nieprzyjemny stan sygnalizujący, że powinni na coś zwrócić uwagę. Tylko jak rozpoznać, co jest tą przestrzenią, która domaga się uważności?

Możesz cofnąć się pamięcią do ostatniej trudnej sytuacji, którą musiałeś rozwiązać, i spróbować odpowiedzieć na pytania: Co wtedy czułeś? Czy towarzyszyły ci myśli „jestem sam, mogę liczyć tylko na siebie”?

Jeśli tak, to może być pierwszy sygnał, że subiektywnie odczuwasz brak osoby bliskiej, która może ci pomóc.

Możesz też przypomnieć sobie swój ostatni urlop. Jaki był twój plan, gdy obudziłeś się rano pierwszego dnia wolnego od pracy? Czy kawę w restauracji wypijałeś w towarzystwie laptopa? Czy kolejny trening na siłowni odbywałeś w towarzystwie obcych ludzi? Czy poszedłeś sam na spacer do parku?

Szczera odpowiedź na pytania tego typu często uświadamia nam, że poza zobowiązaniami zawodowymi, treningami coraz trudniej jest nam znaleźć kogoś, z kim chcielibyśmy po prostu spędzić czas – dla samego pobycia razem, a nie po to, żeby załatwić jakieś sprawy.

Plusy samotności

Zdaniem amerykańskiego psychologa społecznego profesora Johna Cacioppo powinniśmy się cieszyć, że czasem odczuwamy samotność.

Badacz pisał, że to ewolucja wykształciła w nas tę cechę. Samotność to nieprzyjemny stan, który sygnalizuje, że powinniśmy zwrócić na coś uwagę. Izolacja wzmacnia wrażliwość na zagrożenia społeczne (np. atak drapieżnika) i motywuje do odnowienia więzi.

Cacioppo wskazywał, że efekty izolacji społecznej obserwowane u ludzi przypominają skutki izolacji społecznej uzyskanej w eksperymentach ze zwierzętami społecznymi.

Kiedy czujemy się samotni, odizolowani, w mózgu wzrasta poziom kortykoliberyny, która stymuluje przysadkę mózgową do wydzielania kortykotropiny, co z kolei prowadzi do zwiększenia wydzielania kortyzolu przez korę nadnerczy. Zmienia się również aktywność układu sympatycznego, który w obliczu zagrożenia przygotowuje nasz organizm do podjęcia odpowiedniego działania, np. walki lub ucieczki.

Odczuwanie samotności każe nam zwrócić uwagę na innych ludzi. Mówi, że nadszedł czas, by zainteresować się otoczeniem. W nawale zajęć często zapominamy o naszych bliskich.

Na szczęście samotność nam o nich przypomina. Podobnie gdy ktoś łamie zasady społeczne – grupa go odrzuca, izoluje. Nieprzyjemny stan samotności, jaki wtedy odczuwa, sygnalizuje mu coś ważnego, ostrzega, że powinien coś zmienić w swoim zachowaniu.

 

Nieufni i rozżaleni

Samotność przejawia się w różny sposób, jest subiektywnym odczuciem, niezależnym od stanu faktycznego. Można jednak wyodrębnić pewne cechy osób szczególnie mocno odczuwających ten rodzaj pustki.

  • Brak zaufania do innych ludzi – takie osoby kierują się w życiu zasadą, że można liczyć tylko na siebie, powtarzają, że tak wiele razy doświadczyły nieżyczliwości, że wolą trzymać innych na dystans. Są przekonane, że relacja to ryzyko bycia skrzywdzonym, zagrożenie. W funkcjonowaniu z innymi ludźmi dają się poznać na tyle, ile uważają za słuszne. Odczuwają pustkę, ponieważ w relacji pozostają bardziej dawcami aniżeli biorcami, a co za tym idzie często czują się zaniedbane, pomijane. Takie osoby nie nabyły umiejętności dbania o własne interesy, wymagano od nich pomagania innym. Nikt nie pytał, jak one się czują. W efekcie nie potrafią określić, jakie są ich potrzeby, czego by chciały. 
  • Lęk przed krytyką, a co za tym idzie – niechęć do odkrywania się. Takie osoby wychodzą z założenia, że lepiej „siedzieć cicho”, bo daje to większą możliwość bezpiecznego „przejścia” przez życie. Tymczasem unikanie interakcji sprawia, że tracimy zdrowy dystans do siebie, stajemy się przewrażliwieni w odbiorze komunikatów na nasz temat. Wycofanie społeczne może prowadzić do stanów obniżonego nastroju i jeszcze większego poczucia pustki. Przemilczanie swoich potrzeb – z lęku przed ich odrzuceniem – powoduje frustrację, a ta prowadzi do wycofania z relacji partnerskich.
  • Żal do bliskich w związku z brakiem pomocy w trudnych chwilach – „nie mogę liczyć już na nikogo”, „nawet bliscy mnie zawiedli”, „jestem zdana już tylko na siebie”. Niektórzy latami noszą w sobie poczucie zawodu i zranienia. Zapominają, że przecież i im zdarza się nie dać komuś takiego wsparcia, na jakie liczy. Pielęgnują dawne zadry, sięgające nawet zdarzeń z dzieciństwa. Nie chcą wybaczyć i nie chcą, żeby ktoś dowiedział się, jak cierpieli. Noszą swój ból w środku, zamykając się na radosne przeżywanie życia. Nie wchodzą w relację, a jeśli nawet mają partnera, to nie dają mu się poznać z lęku przed zranieniem. 
  • Niechęć do spędzania czasu w grupie – część osób twierdzi, że ma tyle zadań w pracy, tyle kontaktów, że po powrocie do domu już nie potrzebuje spotkań z innymi. A jednak ani relacje w pracy, ani relacje w sieci nie są w stanie zastąpić realnego spotkania z drugim człowiekiem, o czym pisze kanadyjska psycholożka rozwojowa Susan Pinker w książce Efekt wioski. Jak kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi. 
  • Poczucie inności, niezrozumienia przez otoczenie – poczucie odmienności i brak akceptacji ze strony środowiska może skutkować wykluczeniem osoby lub świadomym jej izolowaniem się po to, by siebie chronić. Osoby wybierające życie w pojedynkę w dłuższej perspektywie szukają sposobu, by zapomnieć o tym wyizolowaniu, samotności. Bywa, że znajdują to zapomnienie w alkoholu, zakupach, podróżach, kolekcjonowaniu wrażeń... 
  • Poczucie samowystarczalności – przekonanie o tym, że inni są słabi i nie są w stanie nam pomóc. Takie osoby biorą na siebie także odpowiedzialność za innych, zatem w pewnym momencie myślą, że są same z problemem i na nikogo nie mogą liczyć. Odczuwana frustracja generuje samotność i jeszcze większy mur, przez który trudno jest się przebić. A przecież, jak mówi popularne przysłowie, „Jeśli chcesz dojść szybko, idź sam, jeśli chcesz dojść daleko, idź z innymi”. 
  • Lęk przed krytyką i nieumiejętne jej przyjmowanie – jednym z mechanizmów obronnych stosowanych przez osoby doświadczające samotności jest atak. Z lęku przed zranieniem zamiast wysłuchać rozmówcę – wbijają mu szpilki. Im więcej takich ataków, tym chłodniejsza staje się relacja i większe poczucie niezrozumienia i osamotnienia. 
  • Nadmierne eksponowanie słabości, chwiejność emocjonalna – zbytnie eksponowanie swojego bólu, ciągłe mówienie o swoich słabościach może spotkać się nie tyle z odrzuceniem, co z niezrozumieniem otoczenia. Duża zmienność nastrojów może budzić w innych lęk, ponieważ nie wiemy, jak reagować w takich sytuacjach. Pacjenci w gabinecie podkreślają, jak bardzo czują się przez innych niezrozumiani i potrzebują kogoś, kto chciałby się nimi zaopiekować. Gdy ich forma psychiczna spada, bliscy często tracą cierpliwość i wycofują się. 

Każdy nosi ciekawą opowieść

Samotność ma wiele odsłon. Możemy czuć się samotnie, bo po pracy wracamy do pustego mieszkania. Możemy czuć się samotnie, bo uważamy, że partner nie troszczy się o nas. Możemy czuć się samotnie z lęku przed kontaktami, z żalu do ludzi dookoła... 

Jeśli taki rodzaj pustki pojawia się w nas, warto pamiętać, że każdy na jakimś etapie swojego życia doświadcza tego stanu umysłu. Ważne jest, by nie zamykać się wtedy na innych, a w pierwszej kolejności na swoje potrzeby. Jedną z podstawowych ludzkich potrzeb jest kontakt z drugą osobą, rozmowa, wsparcie, poczucie bycia docenianym przez kogoś.

Kolejnym etapem jest dostrzeżenie tego, że to od nas zależy, czy chcemy w tym stanie trwać. Niekiedy tak przyzwyczajamy się do przeżywania pustki, opuszczenia, że zapominamy o innych możliwościach czucia i działania. Warto zastanowić się: „na ile jestem zadowolony z siebie? Czy siebie akceptuję? Czy jestem osobą, którą sam chciałbym poznać? Co mogę zrobić, jak mogę komunikować się z innymi, by chcieli mnie poznać?”

Nie czekajmy, aż ktoś wyjdzie z inicjatywą. Wiele osób też odczuwa lęk przed zrobieniem pierwszego kroku. Pracę nad relacjami można zacząć mały etapami: poprzez kontakt internetowy, telefoniczny, bezpośrednie spotkania. Warto zacząć od grona osób najbliższych, które już znamy i przed którymi łatwiej nam się otworzyć. Różnimy się jako ludzie, ale próba opowiedzenia komuś o sobie nic nie kosztuje, a może nas zaskoczyć przyjazną akceptacją ze strony drugiej osoby. To od nas zależy, czy zechcemy opowiedzieć komuś swoją historię... 

Przypisy