Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny , Otwarty dostęp

17 września 2020

NR 8 (Październik 2020)

Tornado czy flamenco
– jak się kłócić na zgodę?

186

Kłótnia potrafi siać spustoszenie i być jak tornado przynoszące gigantyczne straty w relacji. Czy można nauczyć się nią zarządzać?

 

POLECAMY

W złości wszyscy stajemy się malcami. Kiedy jesteśmy silnie wzburzeni, uruchamiamy w sobie dziecięcą cząstkę: zaciskamy pięści, czerwieniejemy na twarzy, zaczynamy kierować się emocjami, a nie rozumem. To sprawia, że przy awanturach padają słowa, na które często byśmy sobie nie pozwolili, nierzadko potwornie raniące. Część osób po takich scysjach przechodzi do porządku dziennego, inne noszą w sobie uraz, pamiętają, co się wydarzyło.

Są pary, które po silnych konfliktach godzą się namiętnym seksem, a są takie, które na skutek wysłuchiwania obelg pod swoim adresem nabawiają się awersji wobec ukochanych. 

Wiele osób marzy o związku, w którym „naczynia będą zmywały się same”, a różnice charakteru będą się pięknie dopełniać, tworząc idylliczną sielankę. Część z nas myśli, że takie relacje są możliwe do zbudowania, tylko trzeba trafić na właściwą osobę. Inni z rozrzewnieniem wspominają swoich rodziców albo dziadków, którzy nigdy się nie kłócili, albo opowiadają o idealnych relacjach koleżanek, w których nie ma sprzeczek. Oglądając filmy lub seriale romantyczne, czytając różnego rodzaju książki o miłości, możemy nabrać przekonania, że większość świata się nie kłóci, tylko u nas ciągle wybuchają awantury i sprzeczki o sprawy ważne lub zupełnie błahe. Czasami polemiki są tak uciążliwe, że para decyduje się skorzystać z psychoterapii, ale równie często sprzeczki stają się przyczynkiem do złożenia pozwu rozwodowego. Wracając potem na rynek matrymonialny, poturbowana nieporozumieniami osoba myśli: „dobra, to teraz znajdę kogoś, z kim się nie będę kłócić”. 

Jako psychoterapeuta par zacznę od tego, że powyższe założenie jest najgorsze z możliwych. Związki, w których nie ma żadnych potyczek, to relacje będące na dwóch biegunach. Albo te świeże, w których partnerzy jeszcze nie czują się na tyle swobodnie, by się sprzeczać i noszą tzw. różowe okulary, albo pary wypalone, w których już wygasły emocje i zastąpiła je obecnie chłodna obojętność. W zdrowych związkach, w których namiętność jest żywa, co jakiś czas dochodzi do sprzeczek czy wymiany zdań i jest to normalne, a wręcz potrzebne. Świadczy bowiem o tym, że różnicujemy się od partnera, że jeśli coś nam nie gra, to pragniemy jeszcze włożyć wysiłek, by razem to przepracować, zachęcić do przyjęcia naszej perspektywy. Pragniemy, by partner zgadzał się z nami, myślał podobnie, by przekonał się do naszej wizji. Szukamy więc kontaktu z nim, wymiany informacji, chcemy być w jego oczach ważni, przezeń słuchani, akceptowani, doceniani i zauważani. A jeśli przestajemy się sprzeczać, bywa to sygnał, że kierujemy się w stronę odpuszczenia tematu i obojętności. Ona z kolei, zdaniem psychologa par prof. Johna Gottmana, bywa zwiastunem końca relacji, tzw. ostatnim stadium destruktywnego konfliktu. Obojętność często pojawia się w odpowiedzi na nadmierne naciski, agresję i jest świadomym wycofaniem się z prób komunikacji i załagodzenia sporu. Przejawia się napiętą postawą ciała, ubogą mimiką, unikaniem patrzenia w oczy oraz odpowiadaniem półsłówkami na próby porozumienia. W postawie tej nie ma już chęci na porozumienie, na wypracowanie jakiegoś rozwiązania. To odcięcie się, zamknięcie w sobie i pewnego rodzaju „emigracja wewnętrzna” z własnego związku.

Każdy ma swoją definicję kłótni, jednak nie mylmy kłótni z przemocą 

Ale bynajmniej nie jest tak, że wymiany zdań oparte na agresywnych i pełnych przemocy komunikatach to właśnie coś pożądanego w relacjach miłosnych. Jeśli w ten sposób pojmujemy kłótnię, to mylimy ją z przemocą wobec siebie. Niestety, sporo ludzi, definiując sprzeczki małżeńskie, ma na myśli sytuacje, w których dwie strony ze sobą walczą i bezpardonowo przekraczają swoje granice. Gdy uparcie stawiają na swoim, nie szanując potrzeb i wrażliwości swych rozmówców. Nierzadko wyobrażenia te biorą się z własnych dziecięcych wspomnień – kłótni rodziców czy dziadków. Jeśli jako dzieci przyglądaliśmy się niepohamowanej agresji dorosłych wobec siebie, to nauczyliśmy się, że obrzucanie inwektywami jest naturalnym sposobem na rozstrzyganie sporów i konfliktów. Wtedy tak definiujemy pojęcie „kłótnia”. Jako dorośli mający za sobą takie doświadczenia przyjmujemy wówczas podobnie agresywną postawę lub przeciwnie – na wszelkie wymiany zdań reagujemy lękiem i wycofaniem. Możemy też z pozoru zachowywać spokój, a w środku dusić w sobie ryk wściekłości.

Unikanie konfrontacji, gdy czujemy w sobie owe piętrzące się pokłady wściekłości, może powodować przyjmowanie postawy bierno-agresywnej, czyli wyrażania dezaprobaty w formie zawoalowanych, pozornie neutralnych informacji zwrotnych. Na przykład taką bierną agresją będzie komunikat żony o mężu podczas jego przyjęcia urodzinowego: „Ach ten mój mąż to taki miś o małym rozumku”. Może też przejawiać się pozorną troską, złośliwym żartem albo wymownym milczeniem. Bierną agresję często zauważa się w sytuacjach, gdy kobieta otrzymuje bardzo wysoki awans, a jej mąż kwituje: „Aha, gratuluję” i to jest cały jego komentarz do sytuacji. Taka postawa, mimo że nie jest jawnie atakująca czy przemocowa, stanowi jak najbardziej formę agresji: to przemilczenie sukcesu partnerki i zdewaluowanie go. Kiedy milczymy, choć w sercu wybrzmiewa nam ryk bólu, szkodzimy sobie i całej relacji. Nierzadko obserwuje się, że niewyartykułowana złość jednego z partnerów sprawia, że drugi gniewa się podwójnie, współodczuwając napięcie drugiej strony.

Kłócenie się jest sztuką, której można się nauczyć, ale wymaga to od nas sporej pracy nad sobą, cierpliwości i wyrozumiałości. To jak taniec flamenco, do którego musimy mieć odpowiednie buty, czyli nasze wewnętrzne zasoby, ale też i odpowiedniego partnera.

Postawa unikająca wszelkiej konfrontacji nie jest jednak postawą służącą naszemu dobrostanowi psychicznemu. Często jej efektem jest zahamowanie uczuć, zduszanie w trzewiach niezgody na rzeczywistość. Prowadzić to może do kierowania niewypowiedzianej złości wprost na siebie. Uwewnętrzniona złość przybiera niekiedy postać zaburzeń depresyjnych, które większość terapeutów definiuje jako kierowanie wektora gniewu do siebie. Stąd pełne autoagresji myśli u osób chorujących na zaburzenia nastroju w rodzaju: „Jesteś do niczego, nie zasługujesz na to, żeby mieć takiego partnera, nic ci nie wychodzi, on cię pewnie już nie kocha, wszyscy się z ciebie śmieją, twoja żona zasługuje na lepszego” itp. 

Sposób na rozładowanie napięcia

Okrutny głos wewnętrzny sprawia czasem, że człowiekowi odechciewa się żyć, że pragnie on ukarania, a nawet unicestwienia siebie. Człowiek przygnębiony, mając poczucie swojej bezużyteczności, przestaje dbać również o relację partnerską, jest przekonany, że nic z tego nie będzie. W związkach, w których jedno zmaga się z obniżeniem nastroju, wypaleniem, silnym stresem, kłótnie przeplatane bywają grobową ciszą. Ciszę tę przerywają wybuchy agresji któregoś z partnerów, czasem też tego bezradnego wobec cierpienia drugiej połówki. Jeśli dopada nas taki rodzaj bólu wewnętrznego, najważniejsze, co można zrobić, to nauczyć się relaksowania i wyciszania napięcia. Pomocne mogą być tu nieobciążające ćwiczenia pogłębionego oddechu, ćwiczenia qigonk czy mindfulness. 

Kiedy zdarza się nam cyklicznie wybuchać i zamykać w sobie, warto ad hoc spróbować zadbać o związek, rozładowując napięcie metodą tzw. listy naprawczej, o której w swoich pracach wspomina prof. Gottman. Polega ona na wyartykułowaniu w stronę zaatakowanego partnera pięciu komunikatów: powiedzenia o trudnych uczuciach, jakie teraz przeżywamy, szczerych przeprosinach, wyrażenia potrzeby zgody i naprawienia relacji, prośby o krótką przerwę w rozmowie, by trochę odtajać, oraz prośby o to, by partner pomógł nam uspokoić wzburzone emocje. Zdania te są budowaniem swoistego mostu porozumienia w sytuacji konfliktowej, są wyrazem tego, że mimo ogromu napięcia zależy nam na podtrzymaniu relacji, ale na ten moment jesteśmy w bardzo silnych i trudnych emocjach. Lista wskazuje, że nie chcemy unikać partnera, pragniemy porozumienia. 

Adaptacyjny gniew i nieadaptacyjna wściekłość 

Złość w związku to rzecz naturalna i potrzebna – jest emocją tak samo ważną jak radość. Pełni funkcję ostrzegawczą, że nasza granica w konflikcie została właśnie przekroczona. Sygnalizuje nam dyskomfort i dezaprobatę.

Złość jest normalną reakcją na krzywdę i stanowi wewnętrzny komunikat, że to, co widzimy, słyszymy, czego doświadczamy, nie współgra z naszym systemem wartości i go narusza. Prof. Leslie Greenberg, twórca terapii skoncentrowanej na emocjach, różnicuje złość na gniew adaptacyjny i nieadaptacyjną wściekłość. Gniew, jego zdaniem, będzie reakcją adaptacyjną, kiedy zmotywuje nas do asertywnego działania w celu zakończenia trudnej dla nas sytuacji albo konfliktu. Na przykład, kiedy ktoś przyłapuje bliską osobę na zdradzie, może poczuć gniew wobec tego, jak został potraktowany i co właśnie zobaczył. Będąc w kontakcie ze swoją adaptacyjną złością, będzie czuł, że choć reakcja jest bardzo nieprzyjemna, to jednak pozostaje w zgodzie z JA. Pozwolenie sobie na odczuwanie adaptacyjnego gniewu pomaga czuć się mniej obciążonym, a bardziej wolnym i skontaktowanym ze sobą. Taka złość pozwala zrozumieć, jakie nasze potrzeby zostały naruszone i o co musimy zadbać tu i teraz.

Z kolei złość nieadaptacyjna, jak zauważa prof. Greenberg, wpływa na nas bardzo destrukcyjnie. Po pierwsze, może przyczynić się do wejścia w rolę ofiary i utknięcia w poczuciu krzywdy. Takie osoby często przez lata noszą w sobie urazę, obrażają się na swoich partnerów i są długo nadąsane. Nieprzystosowawcza złość skierowana do wewnątrz może przejawiać się nadmiernym krytycyzmem, postrzeganiem siebie jako bezsilnych, żałosnych lub bezradnych. Badacz zauważył, że ten nieadaptacyjny gniew to reakcja oparta na schematach emocjonalnych, powstałych na skutek traumatycznych doświadczeń z przeszłości. Za przykład można podać parę z ośmioletnim stażem – Asię i Piotrka. Piotrek jest ofiarą brutalnej przemocy rówieśniczej, któ...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy