Dzieciak lat 90. XX wieku co wtorek oglądał przez palce Z archiwum X, by nazajutrz rano dokładnie omówić fabułę z kolegami. W czwartek – zamiast kosmitów – bał się tryskających litrów krwi z pierwszego tak realistycznego serialu o medykach, jakim był Ostry dyżur. Zbliżenie na skalpel rozcinający skórę i pulsujące serce w dłoni chirurga stały w kontraście wobec smętnej akcji odgrzewanego serialu Szpital na peryferiach. Jednak dzieciak lat 90. na progu nowego stulecia największej gęsiej skórki dostawał… przy obiedzie.
Dział: Z krainy mózgu
Wakacje, 25 lat temu. Wraz z kuzynem otrzymujemy do rozdysponowania całe 10 zł. Nie mamy wątpliwości, jak wydamy tę sumę. Wracamy do domu z dwiema rzeczami. Jedną trzymamy w ręku z nabożną delikatnością. To nowość z miejscowej wypożyczalni kaset wideo. Jeszcze tego samego dnia obejrzymy ją dwukrotnie, raz za razem. Aż butelka Coli (rarytas!) będzie całkiem pusta.
Jest końcówka lat 90. Wracam ze szkoły. Ta sama trasa pokonywana od kilku lat. Po chwili moim oczom ukazuje się dziwna grupka. Młodzi ludzie ubrani w przewieszone po obu stronach ciała banery. Wyglądają jak chodzące kanapki, tyle że posmarowane informacją. Na jednej z nich dostrzegam napis, który przeszywa mnie dreszczem: „Zaprawdę zapłatą za grzech jest śmierć”. Inna z osób nosi dumnie komunikat: „Niedobrze, aby człowiek był sam”.
„Pozwól mi odejść, nie chcę być już twoim superbohaterem. Nie chcę być wielkim człowiekiem. Po prostu chcę walczyć z kimkolwiek innym”. To pierwsze wersy wielkiego przeboju Hero (Bohater) amerykańskiej grupy Family of The Year. Utwór ten stał się soundtrackiem jednego z najbardziej niezwykłych filmów w historii kina. O zwykłym życiu i bohaterstwie skrytym w czterech ścianach.
„Minął rok od mojego ostatniego wpisu na Facebooku. Byłem całkowicie zanurzony w mrocznych wydarzeniach mojego życia. Około rok temu dowiedzieliśmy się, że Marilyn (moja żona od 65 lat) choruje na nowotwór krwi” – tak rozpoczynał się wpis Irvina Yaloma, jednego z największych współczesnych psychoterapeutów, opublikowany w mediach społecznościowych na progu pandemii, w marcu 2020 r. Yalom postanowił podzielić się ze światem niezwykłym pomysłem, który zdecydowali się zrealizować z żoną w obliczu jej nadchodzącej śmierci, czyniąc wiekopomny użytek z bogactwa swoich umysłów.
„Nawet jeśli nigdzie nie wyjeżdżacie” – powiedziała nauczycielka biologii, która niezmiennie budziła wśród nas postrach – „macie wyprowadzić się na drugą stronę ulicy. Choćby na kilka dni.
Dla zdrowia waszego mózgu to wszystko jedno, dokąd się udacie. Ważne, by zmienić perspektywę”.
„Proszę dokończyć zdanie” – powiedział wykładowca. – „Mam prawo do...”. Następnie kolejno, jedno po drugim, na forum musieliśmy powtórzyć te słowa, dopowiadając zakończenie. Gdy nadeszła moja kolej, czułam, jak krtań odmawia mi posłuszeństwa. W końcu z dającym się słyszeć trudem powiedziałam: „Mam prawo do szczęścia”. Głos drżał mi jak na pogrzebie….
„Ale to już było, znikło gdzieś za nami/ Choć w papierach lat przybyło/ To naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami” – właśnie ten fragment wielkiego przeboju Maryli Rodowicz poruszał mnie zawsze najmocniej. Może dlatego, że jako dziecko mu nie dowierzałem. Jak to bowiem możliwe, że mimo upływu lat mielibyśmy się wcale nie zmieniać?
Kiedy siedzisz wygodnie i czujesz, jak Twój oddech spokojnie wpływa i wypływa z Twojego wnętrza, możesz zobaczyć miejsce, w którym czujesz się bezpiecznie – tak jak chcesz się czuć. To może być miejsce istniejące gdzieś na świecie lub takie, które istnieje w Twojej wyobraźni. Rozejrzyj się wokół.
„Filifionka wiedziała, że nadeszła jesień, i zamknęła się w środku. Jej dom wydawał się całkowicie nieprzystępny i opustoszały. Lecz ona była w nim, schowana w jego najgłębszym wnętrzu, za szczelnymi ścianami i murem świerków zasłaniających okna”.