Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp

2 września 2019

NR 9 (Wrzesień 2019)

Wystarczy, że wyjdziesz do połowy drogi

163

Nieśmiałość nie jest ani przekleństwem, ani błogosławieństwem. Ona po prostu jest, i jest częścią tego, kim jesteśmy.

Agnieszka Chrzanowska: Karol Darwin, sam bardzo nieśmiały, nazwał nieśmiałość „dziwnym stanem umysłu”. A jak Pan odczuwa swoją nieśmiałość? 

POLECAMY

JOE MORAN: Moja nieśmiałość jest... nieobliczalna, nie ma w niej logiki. W bardzo dużym stopniu zależy od sytuacji. Przychodzi i odchodzi nieproszona, bywa kłopotliwa.

W książce Shrinking Violets porównuje ją Pan do bólu w krzyżu... 

Tak, bo tak samo jest czymś chronicznym, takie kłucie zawsze obecne gdzieś w tle. Czasem jest lepiej, ale zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że powróci z całą siłą. Ból krzyża jest powszechnym i bardzo ludzkim doświadczeniem. Postawa wyprostowana, tak jak wiele innych rozwiązań natury, ma swoje wady. Jedną z nich są efekty uboczne w postaci bólu kręgosłupa. Podobnie myślę o nieśmiałości. To coś bardzo ludzkiego – coś, co wyłoniło się z charakterystycznego dla ludzi napięcia między dwiema współzawodniczącymi siłami: z jednej strony potrzebą bycia z ludźmi, rozmawiania z nimi, a z drugiej – świadomością, że inni na nas patrzą, myślą o nas, mają swoje zdanie na temat tego, jacy jesteśmy albo co robimy. 

I ta świadomość jest silniejsza u osób nieśmiałych? 

Tak, ale myślę, że nieśmiałość istnieje na kontinuum. Każdy jest w jakimś stopniu nieśmiały. Gdy prowadzone są badania ankietowe dotyczące nieśmiałości, mało kto mówi, że nigdy jej nie odczuwa. Takie swoiste skrępowanie związane ze świadomością, że jest się przedmiotem obserwacji innych, jest powszechnym doświadczeniem. Dla niektórych jest to jedynie niewielka niedogodność, innym natomiast nieśmiałość może znacznie utrudniać życie.

Przypuszczam, że osoby bardziej nieśmiałe mają skłonność do nadmiernego myślenia o tym, co inni powiedzą. W sytuacjach społecznych prowadzą bardziej aktywny monolog wewnętrzny, który niejako komentuje to, jak wypadają przed innymi. Ten wewnętrzny głos jest źródłem szumu, który sprawia, że nieśmiali mają trudność z czymś, co innym przychodzi z łatwością. Śmiali ludzie w sytuacji towarzyskiej są jak muzycy, którzy są w stanie wykonać dany utwór niemal automatycznie, nawykowo. 

A nieśmiali, zamiast po prostu działać, wsłuchują się w ten wewnętrzny monolog. Ale Pana nieśmiałość przychodzi i odchodzi, pojawia się i znika. W jakich sytuacjach dobrze się Pan czuje? 

Pracuję na uczelni, co może wydawać się dziwne. Dobrze jednak odnajduję się w sytuacjach, które mają jasne ramy. I myślę, że tak jest w przypadku wielu osób nieśmiałych. Świetnie sobie radzą jako artyści, mówcy, aktorzy, ponieważ te role wyznaczają im jasny kontekst, w którym mogą wyrażać siebie. Pełnioną rolę może sygnalizować czasem określony strój, np. kitel lekarski. 

Tym, co często sprawia trudność nam, nieśmiałym, jest niejednoznaczność sytuacji społecznych. Na przykład gdy w grupie toczy się rozmowa, nie wiem, jak i kiedy komuś przerwać albo ile powinienem powiedzieć.

Natomiast prowadząc zajęcia, czyli wchodząc w rolę nauczyciela, wykładowcy, czuję się, jakbym miał pozwolenie na zabranie głosu. Katedra i mikrofon stanowią dla mnie sygnał, że mam prowadzić wykład, wykonać swoje zadanie – oczekuje się ode mnie, że będę mówić, a od obecnych oczekuje się, że będą słuchać. Jest jeszcze jeden ważny aspekt: do wykładu czy publicznej przemowy można się przygotować, przećwiczyć ją, przemyśleć, co się chce powiedzieć. 

Jako wykładowca występuje Pan w roli eksperta. 

Dlatego dobrze odnajduję się w tej roli – bo mam doświadczenie, czuję się kompetentny. Trudniejsze są dla mnie różne codzienne sytuacje, na przykład odprowadzenie samochodu do serwisu, ponieważ nie mam wiedzy w tym obszarze. 

W jakich jeszcze sytuacjach nie czuje się Pan komfortowo?

Trudne jest dla mnie na przykład wejście do pomieszczenia pełnego nieznajomych albo każda sytuacja, gdy muszę rozmawiać z ludźmi, których nigdy wcześniej nie spotkałem. Czuję się też skrępowany, gdy muszę zadzwonić do kogoś bez zapowiedzi i przedstawić się, wyjaśnić, kim jestem, po co dzwonię. Niektórzy nieśmiali ludzie dobrze się czują, rozmawiając przez telefon, ponieważ nie widzą rozmówcy. Ja tymczasem mam z tym trudność, wolę widzieć osobę, z którą rozmawiam. 

À propos rozmawiania, nieodzownym elementem różnych sytuacji towarzyskich jest gawędzenie „o wszystkim i o niczym”. W książce przytacza Pan badania przeprowadzone przez Robina Dunbara i jego studentów. Przysłuchiwali się oni rozmowom w barach, pociągach czy pubach. Okazało się, że 2/3 takich rozmów sprowadzało się do nieformalnych pogawędek. Czy osobom nieśmiałym takie rozmowy o niczym 
też sprawiają trudność?

Znani i nieśmiali 

Agatha Christie (1890–1976), autorka powieści kryminalnych

Nie lubiła być przedmiotem zainteresowania. Gdy chciała wejść na przyjęcie z okazji sukcesu swojej sztuki „Pułapka na myszy”, portier nie rozpoznał jej i nie wpuścił do środka. Christie, obezwładniona nieśmiałością, odeszła. 

Była jedną z pierwszych użytkowniczek przenośnego dyktafonu. Dyktowanie sekretarce bardzo ją krępowało, więc z ulgą przyjęła możliwość korzystania z urządzenia nagrywającego. 

Albert Ellis (1913–2007), psycholog i psychoterapeuta

Aby pokonać nieśmiałość, wymyślił dla siebie specyficzną „terapię”. Codziennie udawał się do ogrodu botanicznego i nawiązywał rozmowę z siedzącymi samotnie kobietami. Po miesiącu stwierdził, że przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem, ponieważ ze 130 pań tylko 30 odeszło bez słowa. Ellis doszedł do wniosku, że odrzucenie społeczne, którego boją się nieśmiali, jest do zniesienia. 

Swoim pacjentom Ellis zalecał zadania „atakowania” nieśmiałości. Polegały na robieniu czegoś bardzo dziwacznego, żenującego dla pacjenta, ale nieszkodliwego dla otoczenia, np. wyprowadzeniu na spacer... banana uwiązanego na smyczy. 

Garrison Keillor (ur. 1942), pisarz, satyryk, prezenter radiowy

Odniósł wielki sukces jako prezenter radiowy, poza studiem cechowała go jednak nieśmiałość. Gdy doznał udaru podczas masażu, nie poprosił o pomoc, nie chcąc robić kłopotu. Pojechał sam do szpitala, gdzie czekał w kolejce, ponieważ był zbyt zażenowany, by powiedzieć, że ma udar. 

Oliver Sacks (1933–2015), neurolog, autor książek popularnonaukowych

Swoją nieśmiałość przypisywał po części prozopagnozji, czyli zaburzeniu neurologicznemu polegającemu na niemożności rozpoznawania twarzy. Unikał spotkań towarzyskich, obawiając się, że nie rozpozna swoich przyjaciół. Pomimo nieśmiałości Sacks nawiązywał bliską relację z pacjentami.

Alfred Wainwright (1907–1991), autor popularnych przewodników 

Z powodu nieśmiałości unikał bezpośredniego kontaktu z ludźmi, np. gdy na szlaku ktoś chciał się z nim przywitać, chował się za skałą albo udawał, że jest kimś innym. Bardzo jednak cenił relację z czytelnikami, odpowiadał na wszystkie listy. Wymyślał też specyficzne metody komunikacji, np. w jednym z przewodników obiecał piwo każdemu, kto dotrze do hotelu na końcu szlaku i powoła się na niego. Gospodarz przesyłał Wainwrightowi co jakiś czas rachunki, które łącznie wyniosły 15 tys. funtów. 

Oprac. ACh na podst. Joe Moran, Shrinking Violets. A Field Guide to Shyness, Profile Books, 2016

 

W języku angielskim nazywamy je small talk. To rozmowy, które generalnie nie mają treści. Raczej chodzi w nich o to, by być uprzejmym. Wykorzystują trywialne tematy, jak pogoda czy transport, jako wstęp do głębszej rozmowy. Dla nieśmiałych podobne rozmowy to wyzwanie. Myślę, że nie jestem odosobniony w pewnej podejrzliwości wobec kontaktu społecznego, w którym osoby uczestniczące grają. Nieśmiali mają poczucie, że interakcja z innymi ludźmi powinna być szczera, uczciwa. A small talk taka nie jest. To gra, taka uprzejma sztuczka wykonywana w sytuacjach społecznych. 

Ale niezobowiązująca pogawędka czasem jest bardzo pomocna, na przykład w przełamywaniu lodów. 

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że potrzebujemy small talk. Przecież znaczna część życia społecznego to gra. I niekoniecznie musi być w tym coś złego. Jednak dla mnie takie gawędzenie jest trudne, choćby dlatego, że nie czuję się wtedy sobą. 

Zawsze uchodziłem za dobrego słuchacza, ale zdałem sobie sprawę, że w rozmowie słuchanie to za mało. Trzeba też mieć swój wkład. Dlatego, aby zacząć rozmowę, opowiadam na przykład, co robiłem, nawet jeśli są to bardzo trywialne sprawy: „właśnie wróciłem z Londynu”; „przed chwilą przyjechałem do pracy”. Myślę, że wielu nieśmiałych czuje, że nie powinni opowiadać ludziom o sobie, o tym, co robili, bo zostaną odebrani jako osoby zaabsorbowane sobą. Mają poczucie, że powinni słuchać. Owszem, powinniśmy słuchać, ale powinniśmy też aktywnie uczestniczyć w rozmowie, mieć swój wkład. Druga osoba będzie wdzięczna, że zrobiliśmy pierwszy krok. Oczywiście nie chodzi o to, by stać się duszą towarzystwa, ale po prostu spotkać się ze światem w połowie drogi.

Zainicjowanie rozmowy wymaga jednak zagłuszenia tego wewnętrznego głosu, który mówi: co sobie inni pomyślą... Co Panu w tym pomogło? 

Na pewn...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy