Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

4 lutego 2020

NR 2 (Luty 2020)

Współczucie innym i… sobie

87

Zabiegani, uwikłani w tysiące zadań, wyzbywamy się odruchów serca. Co dnia obojętnie mijamy setki ludzi. Nawet najbliżsi ze swoimi problemami budzą w nas różne emocje, niekoniecznie współczucie. A ono wydaje się ratunkiem dla świata: znosi podziały, łagodzi samotność, tworzy przestrzeń na bliskość i dobre życie. I nie musimy się go uczyć. Wystarczy, że odblokujemy to, co w nas uśpione. Jak to zrobić?

Anna najbardziej boi się bólu. W jej chorobie, na tym etapie, ból towarzyszy każdego dnia. Bywa tak silny, że budzi w środku nocy i nie pozwala ani na chwilę zasnąć. Od pewnego czasu Anna jest na terapii przeciwbólowej. Gdy wypisano ją ostatnio ze szpitala, lekarka na e-recepcie zapisała specjalny lek, jedyny, który jest w stanie uśmierzyć ból Anny. W aptece jej siostra usłyszała, że nie sprzedadzą leku, bo lekarka nie podała dawkowania. W drugiej, trzeciej aptece – to samo. Na nic zdały się prośby i tłumaczenie, że na lek czeka kobieta zwijająca się z bólu. I argument, że przecież w wypisie szpitalnym podane jest dawkowanie. „Ale nie ma go w systemie”. 

Siostra pojechała więc do szpitala i poprosiła lekarkę, by uzupełniła wpis w systemie e-recept, bo bez tego nie można wykupić leku. Lekarka dziwiła się, że żaden aptekarz nie chciał wydać leku dla Anny. „Ale ja też nie jestem w stanie nic zrobić. Nie mogę niczego dopisać w systemie. A nowej e-recepty nie wypiszę, bo przecież pani siostry już nie ma w naszym szpitalu”. Zgodziła się wypisać zwykłą receptę, papierową.

Niestety, w żadnej aptece nie chciano jej zrealizować, bo Anna „wisiała” już w systemie przy e-recepcie na ten sam silny lek. – Została ze swoim bólem sama, bo ludzie, którzy powinni zrobić wszystko, co w ich mocy, by jej pomóc, uznali, że ważniejszy jest „system”, a nie człowiek i jego cierpienie. Jestem przekonana, że mogliby to obejść. I pewnie by to zrobili, gdyby chodziło o ich bliskich. A tak Anna była zdana na słabsze środki przeciwbólowe. Komuś zabrakło zwykłego, ludzkiego współczucia – mówi rozżalona siostra Anny.

Przetrwają najbardziej życzliwi

„Wyobraźmy więc sobie, jak mógłby wyglądać świat, który nie wywoływałby w nas zażenowania, poczucia winy, zniechęcenia – i zacznijmy myśleć nad tym, jak go odnaleźć” – pisze Martín Caparrós w książce Głód. „Jest to krótkie stwierdzenie – może się jednak przekładać na lata, dekady starań, błędy i klęski, i kto wie co jeszcze. Krótkie stwierdzenie, historia czyjegoś życia i życia wielu ludzi”. 

Ten cytat być może jest najlepszym opisem zjawiska współczucia. Odnosi się bowiem do kilku jego aspektów. Zgodnie z konceptualizacją Paula Gilberta, twórcy terapii skoncentrowanej na współczuciu (patrz rozmowa na s. 22), nie jest ono czuciem, a raczej motywacją do działania i samym działaniem właśnie. Jest umiejętnością zbliżenia się do czyjegoś bólu, trudności, aby następnie zmniejszać ból i zapobiegać tym trudnościom – w życiu naszym lub innych osób. Nie jest zatem sentymentalną wizją, ckliwością, ale związane jest z aktywnością i mądrym zachowaniem. Działamy podobnie jak rodzic, który nie czeka, aż dziecko samo się wypłacze, ale podchodzi do niego i sprawdza, co się dzieje, wspiera je i koi. Współczucie jest jednym z podstawowych mechanizmów ewolucji, bo jak pisał już Karol Darwin, to dzięki niemu mogliśmy przetrwać. W książce O powstawaniu gatunków pisał, że tylko ta populacja, w której jest najwięcej życzliwych jednostek, ma największe szanse przeżyć. Pozwala bowiem na wzajemną troskę, kojenie, wspieranie się, także wspieranie tych, którzy są słabsi i niespokrewnieni z nami. Przekłada się na odpowiednie zachowania, w tym prospołeczne. Przetrwają zatem najbardziej życzliwi, a nie najsprawniejsi i najsilniejsi, jak zakładał inny intelektualista tamtych czasów, Herbert Spencer. 

Współczucie rodzi się w starej części mózgu, odpowiedzialnej za podstawowe potrzeby, takie jak potrzeba jedzenia, picia, snu. Jest związane z neurofizjologią relacji, z emocjami kojenia, troski, poczucia bezpieczeństwa i więzi – z sobą i innymi. Za to odpowiada układ przywspółczulny.

Uczymy się siebie poprzez interakcje z innymi. Bez innych nie przetrwalibyśmy. Jeżeli te relacje niosą ukojenie i troskę, zyskujemy dodatkowe narzędzie radzenia sobie. Z kolei ośrodki odpowiedzialne za takie procesy, jak myślenie (albo myślenie o myśleniu), planowanie, zamartwianie się, a także kompetencje związane z uważnością znajdują się już w nowej części mózgu. 

Słowo współczucie wywołuje różne skojarzenia. Niektórym wydaje się, że chodzi głównie o czucie. Uczucie może je inspirować, podobnie jak zakochanie skłania nas do zaangażowania w relację z kimś i działanie na rzecz tej osoby, ale nie musimy stale być zakochani. Czasem wręcz czujemy coś przeciwnego: jesteśmy podirytowani, nasz partner albo dziecko nas denerwują, ale w tle nadal jest miłość i troska. Podobnie jest ze współczuciem, które przede wszystkim przejawia się w działaniu wobec czyjegoś bólu czy trudności. Innymi słowy, uczy nas, jak mądrze niwelować to, co trudne. 

Nie wina, lecz odpowiedzialność

Współczucie nie ma nic wspólnego z postawą zniechęcenia czy poczucia winy. Nie oznacza też litowania się nad innymi ani użalania nad samym sobą. Jest ich przeciwieństwem. Pierwszą jakością współczucia jest bowiem odwaga, która pozwala zobaczyć, jacy jesteśmy jako ludzie i jako ludzkość. Dostrzec, że popełniamy błędy, że nigdy nie będziemy doskonali, że potrafimy być bezwzględni, okrutni, ale też wspaniałomyślni, troskliwi, pełni czułości. I nie jest to naszą winą. Nikt z nas bowiem nie wybrał sobie swojego mózgu, ciała, rodziny, w której się urodził i wychował, ani języka czy religii. 

Miłosierdzie i współczucie

Prof. Stefan Bauberger SJ, fizyk, filozof, jezuita i mistrz zen. 

– W chrześcijaństwie miłosierdzie jest nie tylko moralnym obowiązkiem; wyraża wprost naszą jedność z Bogiem. W buddyzmie współczucie stanowi pochodną mądrości, tej absolutnej, ostatecznej wiedzy i oświecenia. 

Jest z nią powiązane bezpośrednio i nierozerwalnie. 

W religijnym wymiarze miłosierdzie i współczucie zależne są od faktu, że ego jest relatywizowane. Ono zawsze ma skłonność do bycia w centrum rzeczywistości. Wszystkie rzeczy są oceniane w zależności od tego, co nam przynoszą: korzyści czy krzywdę. To nie jest prawdziwa rzeczywistość. 

Tylko w jedności z Bogiem albo z prawdziwą mądrością rozpoznamy rzeczywistość taką, jaka naprawdę jest. Dzięki temu możemy zyskać prawdziwą wolność, także od ego. W buddyzmie droga do wolności wiedzie przez proces poznawania. Chrześcijaństwo zaś podkreśla, że tylko ludzie mogą działać miłosiernie, ponieważ są kochani, a ostateczną miłością jest miłość do Boga.

Moralne powinności mogą nadmiernie obciążać, zwłaszcza gdy są prezentowane jako obowiązki. Prowadzi to do wewnętrznej sprzeczności: chcę je wypełniać, ale dlaczego powinienem to robić nawet wtedy, gdy pozostają w sprzeczności z moimi sprawami? 

Religie mogą wyleczyć z tego rodzaju sprzeczności. Działanie miłosierne albo ze współczuciem często wymaga wysiłku. Ale wypływa ono z głębi, z podstawowej wolności, gdy ego nie musi stać w centrum, z jedności z Bogiem albo mądrością.

 

Nie jest naszą winą, że jesteśmy produktem ewolucji, że pojawiają się w nas takie, a nie inne emocje i myśli. Nie jest to naszą winą, lecz jesteśmy odpowiedzialni (kolejna jakość współczucia), co z tym zrobimy – zgodnie z naszymi zasobami, możliwościami i ograniczeniami. 

Kolejnymi jakościami współczucia są mądrość i życzliwość (ciepło). Mądrość polega na zrozumieniu, jak funkcjonują nasze ciała, jakie społeczne czy historyczne procesy na nas wpływają i że nie wszystko zależy od nas. Mądrość pokazuje nam też, że istnieje wiele różnych wersji nas samych, zależnych od tego, w jakim kontekście się znajdujemy, w jakim miejscu, wśród jakich osób, co czujemy, a nawet od tego, jak w danym momencie funkcjonuje nasza fizjologia. Inaczej bowiem będziemy postrzegać siebie i innych ludzi, co innego będziemy myśleć, czuć i inaczej się zachowywać. Ta mądrość jest wiedzą połączoną z doświadczeniem i przekłada się na wgląd. Gdy go zyskujemy, przestajemy obwiniać siebie i innych. Co nie znaczy, że odpuszczamy albo jest nam wszystko jedno. P...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy