Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

2 lutego 2016

Wiek inteligencji

241

To, jak długo żyjesz, czy jesteś ze swojego życia zadowolony, jak często cho[-]rujesz, ile zarabiasz – w dużym stopniu zależy od twojego ilorazu inteligencji. Dlaczego tak się dzieje?

Ludzkość od dawna zastanawia się, po co nam intelekt, wiedza i mądrość. Nader często formułowano poglądy, że inteligencja w zasadzie jest szkodliwa i że bardziej się opłaca dysponować jej przeciwieństwem, czyli głupotą. Według Gustawa Flauberta, trzy są warunki szczęśliwego żywota, mianowicie: głupota, miłość własna i dobre zdrowie, przy czym gdy braknie głupoty, pozostałe warunki stają się bezużyteczne. To oczywiste, że aforyzmy – jak ten Flauberta – tworzy się dla żartu i z pewną dozą przesady. Zastanówmy się więc, co o przydatności inteligencji w życiu człowieka mówi psychologia empiryczna dzisiaj.

140 lat temu sir Francis Galton, przyrodnik i prekursor badań nad inteligencją, opublikował swe dzieło Hereditary Genius. Twierdził, że geniusz jest dziedziczny, a osobę inteligentną cechuje energia działania, pozwalająca na długotrwały wysiłek umysłowy, oraz wrażliwość zmysłowa, gwarantująca odbiór informacji z otoczenia. Galton zapoczątkował badania empiryczne nad zdolnościami i próbował stworzyć pierwsze testy do ich pomiaru. Dziś przypuszczalnie nie uznano by go za badacza inteligencji. Cechy, które przypisywał geniuszowi, uchodzą za właściwości temperamentu, a jego testy były tak naprawdę zadaniami psychofizycznymi, wymagającymi długotrwałego wysiłku i różnicowania, np. wagi ciężarków lub wysokości dźwięków.

Wiele się od czasu opublikowania jego dzieła zmieniło. Powstawały różne koncepcje na temat tego, czym jest inteligencja. Najkrócej mówiąc, przyjmuje się, że jest to ogólna zdolność umysłowa, przejawiająca się w sprawności myślenia, przewidywania, dostrzegania związków i abstrakcyjnego rozumowania. Rozwijano narzędzia jej pomiaru. Co więcej, inteligencji wciąż przybywało, mnożyły się jej rodzaje: społeczna, emocjonalna, praktyczna itp. Jedno nie ulega wątpliwości: pojęcie inteligencji zrobiło niebywałą karierę. Z jednej strony mocno zakorzeniło się w myśleniu potocznym. Z drugiej zaś, co najbardziej zdumiewa, inteligencja nadal jest żywą, interesującą i płodną dziedziną badań naukowych.

Inteligentni żyją dłużej
Do inteligencji przywiązujemy dużą wagę. Zarzut, że nie jesteśmy zbyt inteligentni boli bardziej niż posądzenie, że nie jesteśmy dość ambitni, towarzyscy czy uczciwi. Czy słusznie przypisujemy inteligencji takie znaczenie? Czy rzeczywiście osoby inteligentne więcej osiągają w życiu?

POLECAMY

Nie brakuje sceptyków. Od dawna narzekano na trafność prognostyczną testów inteligencji. Uważano, że na ich podstawie można przewidzieć co najwyżej sukcesy szkolne i akademickie, a i to w ograniczonym zakresie. Nie dostrzegano, że na podstawie wyników testów inteligencji można przewidzieć sukces zawodowy lub ogólne zadowolenie z życia. Duża część tej krytyki była oparta na badaniach, gdzie nie kontrolowano wpływu zmiennych zakłócających albo korzystano z nadmiernie jednorodnej próbki. Łatwo na przykład wykazać, że poziom dochodów zależy przede wszystkim od wykształcenia, ale dobrze byłoby przy tym zdawać sobie sprawę z decydującego udziału inteligencji w zdobyciu wykształcenia. Łatwo dowieść, że inteligencja nie ma wpływu na poziom pracy eksperta, jeśli bada się tylko ekspertów, którzy – aby nimi zostać – musieli zaliczyć długie, intelektualnie wyczerpujące szkolenie.

Ostatnie lata obfitowały w badania pokazujące znaczenie inteligencji w życiu człowieka. Dzięki dużo lepszej kontroli wpływu poszczególnych zmiennych, wiemy dziś znacznie więcej o tym, na co ma wpływ inteligencja. Wiemy na przykład, że ludzie inteligentni więcej zarabiają, dłużej żyją, lepiej się starzeją, rzadziej chorują i szybciej wychodzą z choroby. Wiemy to wszystko dzięki badaniom i publikacjom Amerykanki Lindy Gottfredson i Szkota Iana Deary’ego. Ten drugi poza tym, że ma dobre pomysły, ma też szczęście badacza.

Okazało się bowiem, że w czerwcu 1932 przebadano w Szkocji wszystkie 11-letnie dzieci testem inteligencji. Dało to podstawę do poszukiwania związków między zmierzonym wówczas poziomem inteligencji ogólnej a całą masą później pobranych wskaźników demograficznych, takich jak: przeżywalność, zachorowalność, poziom dochodów itp. Badając te związki, a przy tym starannie kontrolując wpływ innych zmiennych (np. pozycji społecznej rodziców, ich dochodów czy wykształcenia), Deary mógł sobie pozwolić na konstatację, że „(...) to, czy nadal żyjesz i pobierasz emeryturę zależy od twojego IQ zmierzonego w wieku lat 11”.

Mechanizm tych zależności nie jest dostatecznie zbadany. Stan zdrowia i zapadalność na choroby zależą od diety i stylu życia, te zaś pozostają w dość ścisłym związku z poziomem wykształcenia i dochodów. Inteligencja byłaby wówczas tylko pośrednim „sprawcą”, jako że ułatwia zdobycie wykształcenia, a tym samym dobrze płatnej pracy. Pamiętajmy jednak, że zależności między poziomem inteligencji a czynnikami zdrowotnymi stwierdzono przy wyeliminowaniu wpływu takich zmiennych, jak wykształcenie, pozycja społeczna rodziców czy ich poziom wykształcenia. Po „wyzerowaniu” wpływu zmiennych społeczno-ekonomicznych ciągle istotny pozostaje wpływ inteligencji jako takiej. Może więc rację ma Linda Gottfredson, że życie to nieustający test inteligencji, gdzie pytania nie dotyczą abstrakcyjnych zadań logicznych, za to wymagają zrozumienia instrukcji przyjmowania leku lub pamiętania o terminie wizyty kontrolnej u lekarza.
Nie ulega dziś wątpliwości, że inteligencja zdecydowanie pomaga w przystosowaniu do środowiska i wykorzystaniu oferowanych przez środowisko możliwości. Oczywiście, różnie można rozumieć przystosowanie. Gdyby za kryterium przyjąć sukces ekonomiczny, to w USA wyliczono, że każdy punkt IQ wart jest około 186 dolarów (przy wyzerowaniu innych zmiennych, takich jak wykształcenie czy środowisko). Zwolenników ideału równości społecznej wynik ten może zaniepo[-]koić, ale byłoby niedobrze, gdyby go zlekceważyli.

Sprytny mózg
A skoro inteligencja ma takie znaczenie, poszukuje się jej mózgowych mechanizmów. Czym różni się mózg osoby inteligentnej od mózgów osób mniej zdolnych? Badania w tej dziedzinie mają długą tradycję (próbowano na przykład – bez powodzenia – szukać neuroanatomicznych wyznaczników wybitnej twórczości), ale dopiero rozwój technik neuroobrazowania przyniósł tu znaczący postęp. Badania tego rodzaju są często krytykowane jako „nowa frenologia”, która – zdaniem sceptyków – niewiele wnosi do zrozumienia badanych zjawisk. Cóż nam z tego, głoszą, że będziemy wiedzieli, gdzie w mózgu umiejscowiona jest inteligencja, jeśli nic nam to nie powie o niej samej: ani o jej strukturze, ani o tworzących ją procesach, ani też o jej rozwoju czy znaczeniu w życiu człowieka.

Jednak badania z użyciem technik neuro[-]obrazowania, jeśli są dobrze zaprojektowane, mogą dostarczyć wiedzy całkiem
niebanalnej. Przykładem niech będzie badanie opisane w roku 2003 przez Brytyjczyka Johna Duncana i współpracowników. Zamiast po prostu porównać wzorce aktywacji rozmaitych obszarów mózgu u ludzi o różnym poziomie inteligencji, co nieuchronnie narażałoby ich na zarzuty „frenologiczne”, autorzy ci zaaplikowali uczestnikom trudne zadanie pamięciowe, wymagające kontroli poznawczej. Pokazywali im długi ciąg fotografii twarzy ludzkich, w większości bez powtórek, choć od czasu do czasu pojawiała się twarz widziana już wcześniej, „trzy elementy temu”. Należało ją rozpoznać i zareagować odpowiednim przyciskiem.

Zadanie takie jest trudne, bo wymaga nieustannego odświeżania zawartości pamięci roboczej – element aktualnie wyświetlany za chwilę będzie już elementem poprzednim, najpierw na jednej pozycji wstecz, potem dwie pozycje wstecz itd., a nigdy z góry nie wiadomo, który element i kiedy zostanie powtórzony. Badacze wprowadzili ponadto utrudnienie – polegało ono na tym, że od czasu do czasu pojawiała się „zmyłka”, czyli fotografia twarzy, która była pokazywana już wcześniej, ale cztery elementy wstecz. Należało wówczas powstrzymać się od reagowania. Jak można się domyślić, osoby bardziej inteligentne radziły sobie w tym zadaniu lepiej niż mniej inteligentne. Ale najistotniejsze było to, że wystąpiły różnice w reakcji mózgu na pojawienie się „zmyłki”. Mózgi osób inteligentniejszych przejawiały wówczas wzmożoną aktywność w przedniej części zakrętu obręczy, w bocznej korze przedczołowej (w obu półkulach), a także w niektórych partiach kory ciemieniowej i skroniowej oraz w móż[-]dżku.

Jest to układ wyspecjalizowany w wykrywaniu i usuwaniu konfliktu poznawczego, który pojawia się, gdy stwierdzamy niespójność między różnymi elementami sytuacji bodźcowej albo gdy podlegamy dwóm wykluczającym się tendencjom do reagowania. Konflikt poznawczy występuje przede wszystkim w sytuacjach nowych, złożonych, nieprzewidywalnych lub paradoksalnych. Wtedy najbardziej potrzebujemy inteligencji. Powstrzymanie się od reakcji na „zmyłkę” jest laboratoryjnym odpowiednikiem sytuacji, gdy odrzucamy pozornie dobre rozwiązanie problemu lub „prawie dobrą” decyzję. Okazuje się, że jednym z wyznaczników inteligencji jest zdolność układu nerwowego do wykrywania i przełamywania konfliktu poznawczego. A to już jest stanowisko dalekie od jakiejkolwiek „frenologii”.

Zamiast więc szukać „miejsca” inteligencji w mózgu, próbuje się tworzyć koncepcje odwołujące się do dynamiki funkcjonowania mózgu w zależności od poziomu inteligencji ogólnej. Interesującym przykładem podejścia tego rodzaju jest koncepcja Sharlene Newman i Marcela Justa z roku 2005, w której inteligencję tłumaczy się jako pochodną plastyczności struktur mózgowych oraz zdolności mózgu do tworzenia funkcjonalnych połączeń. Podobnie myśli Richard Haier, autor opublikowanej dwa lata temu koncepcji P-FIT, czyli Parieto-Frontal Integration Theory (teoria integracji ciemieniowo-czołowej). Prace tego typu wywołują jednak tyleż podziwu za pomysłowość badawczą i poziom zaawansowania metodologicznego, ile krytyki za rzekomą trywialność uzyskiwanych rezultatów. Przykładem niech będą komentarze do pracy Haiera, sformułowane przez dwóch wybitnych badaczy inteligencji: Earla Hunta i Roberta Sternberga. Pierwszy stwierdził, że jesteśmy świadkami niezwykłego przyrostu wiedzy od czasu, gdy psychologia – zaledwie 25 lat temu! – próbowała korelować IQ z wielkością czaszki. Drugi zauważył, że Haier sformułował właściwą odpowiedź na niewłaściwe pytanie, bo inteligencja nie tkwi w mózgu, lecz w interakcji mózgu ze środowiskiem, czyli w zdolności mózgu do odpowiadania na wyzwania i problemy pojawiające się w otoczeniu jednostki.

Nie tylko pamięć
Znaczący postęp dokonał się też w ostatnich latach w obszarze badań nad poznawczymi procesami związanymi z inteligencją. Od około 30 lat próbuje się ustalić, które elementarne zadania poznawcze (np. uwagowe, pamięciowe, psychomotoryczne) korelują z inteligencją ogólną albo z wybranymi zdolnościami niższego rzędu (np. z czynnikiem werbalnym lub przestrzennym). Dziś wiemy, że poznawczego podłoża inteligencji należy szukać w procesach związanych z funkcjonowaniem pamięci roboczej (operacyjnej) i kontroli poznawczej. W niektórych badaniach związki inteligencji ogólnej z różnymi miarami pamięci operacyjnej uzyskują tak wysokie wartości, że ich autorzy (np. Roberto Colom) skłaniają się do wniosku, że inteligencja to nic innego, jak sprawność w zakresie krótkotrwałego przechowywania danych i operowania nimi.

Pytanie tylko, które z tych pojęć jest ważniejsze, albo inaczej: co jest w tym związku przyczyną, a co skutkiem. Dla niektórych czynnikiem sprawczym jest inteligencja jako podstawowa zdolność umysłu, odpowiedzialna za skuteczność działania w różnych sytuacjach, w tym – w zadaniach na pamięć roboczą. Dla innych inteligencja jest pojęciem zbyt ogólnym i mało precyzyjnym, jeśli więc mamy konstrukt bardziej precyzyjny i nieźle opisany na poz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy