Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

4 czerwca 2018

W opiece zielonookiego potwora

124

Bez zazdrości trudno utrzymać związek. Psychologowie zmierzyli siłę zazdrości zakochanych par. Po siedmiu latach ponownie się z nimi skontaktowali. Okazało się, że pary, które były o siebie mniej zazdrosne, nie przetrwały.

Katarzyna wbiegła do gabinetu zapłakana. Okazało się, że po dwudziestu latach związku pierwszy raz uderzyła swojego męża. Zawsze był zazdrosny, ale tym razem nie wytrzymała. Zaczęło się od kolacji z przyjaciółmi. Przyszły znajome pary, Katarzyna chętnie z nimi rozmawiała. W pewnym momencie mąż zniknął. Wrócił po kilku dniach – ona w tym czasie odchodziła od zmysłów – i stwierdził, że sama jest sobie winna, bo gdyby nie flirtowała, nie spoglądała zalotnie na panów, nie musiałby jej karać. Wtedy coś w niej pękło, w ruch poszły ręce...

POLECAMY

Teraz czuje się winna. Powtarza, że mogła to przewidzieć, nie rozmawiać z mężczyznami, przecież wie, jak mąż tego nie znosi. Pytam, czy strategia unikania mężczyzn odnosi skutek. „No nie” – przyznaje. „Wtedy mąż zaczyna być zazdrosny o... kobiety”. Żeby mieć spokój, Katarzyna coraz rzadziej spotyka się z ludźmi, choć z natury jest towarzyska. A zarazem czuje, jak narasta w niej gniew: dlaczego musi się tłumaczyć i rezygnować, skoro niczego złego mnie robi?

Historia Katarzyny pokazuje, że zazdrość leży nie tyle blisko miłości, co nienawiści i rywalizacji. Karmi się negatywnymi uczuciami: złością, frustracją, lękiem, napięciem. Potrafi przybierać różne, często zawoalowane formy, na przykład troski o partnera, o związek. Często bywa gwałtowna i porywcza, bo mocno zawęża pole świadomości, stąd popycha nas ku irracjonalnym czy agresywnym czynom.

Ewolucyjna straż

Małgosia poznała Piotra w pracy. Wiedziała, że jest żonaty. Nie przeszkadzało jej to, bo nie chciała się wiązać, a Piotr niczego nie obiecywał. Pewnego dnia odebrał przy niej telefon. Domyśliła się, że od żony, i poczuła ukłucie zazdrości. Była zaskoczona, bo przecież łączyła ich tylko namiętność. A jednak myśl o żonie nie dawała jej spokoju...

Większość z nas pragnie wyłączności uczuć. Dlatego w relacjach na pozór czysto seksualnych wcześniej czy później pojawia się zazdrość. Także osoby w związkach poliamorycznych, wierzące, że można kochać kilka osób jednocześnie, przyznają, że doświadczają zazdrości. Czasem starają się nad nią pracować, częściej spychają ją do podziemia – racjonalizując to uczucie lub zaprzeczając mu.

Trudno uniknąć zazdrości, bo silnie wpisuje się ona w naszą naturę. Wykształciła się, jak twierdzi amerykański psycholog ewolucyjny David M. Buss, by stać na straży naszej wierności i trwałości związku. Z ewolucyjnego punktu widzenia kobieta w ciąży zawsze może być pewna, że nosi swoje dziecko. Natomiast dla mężczyzn sprawa nie jest tak oczywista. Zazdrość od zarania dziejów zabezpieczała ich przed zdradą partnerki i pozwalała uniknąć wychowywania cudzego dziecka.
A czemu służyła kobieca zazdrość? Chroniła zasoby, jakie partner wnosił do związku. Jeśli wdawał się on w romans, chcąc nie chcąc musiał dzielić swój czas, energię i pieniądze między żonę a kochankę. Tracił na tym jego związek i dzieci.
Zazdrość nie pojawiłaby się w toku ewolucji, gdyby nie powszechność zdrady, która też ma ewolucyjne uzasadnienie. Mężczyźni zdradzają, by przekazać swoje geny jak największej liczbie potomstwa.

Kobiety, wbrew pozorom, też mają korzyści ze zdrady. Zyskują dodatkowe, dobre geny, bo przecież kochankami przeważnie zostają atrakcyjni mężczyźni. Zyskują materialnie, obsypywane prezentami i dowodami uwielbienia.

Bez zazdrości trudno utrzymać związek. Psycholog Eugene Maties zmierzył siłę zazdrości zakochanych par. Po siedmiu latach ponownie się z nimi skontaktował i dowiedział się, że co czwarta para wzięła ślub, reszta się rozstała. Okazało się, że pary, które mniej były o siebie zazdrosne, nie przetrwały. A zatem szczypta zazdrości pozwala utrzymać związek, pokazuje partnerowi, że zależy nam na nim. Szczypta, bo nie mówimy o patologicznej zazdrości – ta prowadzi najczęściej do rozpadu związku.

Miłość miłości nierówna. Kanadyjski psycholog John Lee rozróżnił aż sześć kolorów miłości. Są to: przyjacielska storge, romantyczny eros, ludus bawiący się w miłość, a także obsesyjna i zaborcza mania, pełna rozsądku pragma i ofiarna, gotowa do poświęceń agape. Zazdrość – jak zauważa Zbig[-]niew Lew-Starowicz – jest charakterystyczna dla manii, a nie pojawia się w przypadku agape. Dla tak kochającej osoby liczy się przede wszystkim szczęście partnera, nawet jeśli znajduje je w ramionach kochanki... Tylko jaką cenę za to płaci?

Płeć zazdrości

Aldona, drobna brunetka, usiadła na brzegu fotela. Wyszeptała, że już nie wie, kim jest. Całkowicie podporządkowała się partnerowi. Z żywej i energicznej osoby stała się cichą, szarą myszką. Obsesyjnie myślała, w co jest ubrana, pozbyła się wszelkich ozdób... Adam nalegał, by nosiła długie spódnice. Panicznie obawiał się, że jeśli będzie pociągająca, to przyciągnie lepszych, bogatszych rywali.

Martynę męczyły fantazje, że mąż zdradza ją z młodszą, atrakcyjną kochanką. Sama nie czuła się atrakcyjna, krytykowała siebie za grube łydki, małe piersi... W wyobraźni jej miejsce zajmowała piękność posiadająca atrybuty, których jej brakowało. Gdy, idąc z mężem, zauważała atrakcyjną kobietę, była przekonana, że mąż się nią zachwyca. Każde wyjście kończyło się kłótnią.

Badania wskazują, że mężczyźni i kobiety bywają równie zazdrośni, ale zazwyczaj o co innego. Panowie głównie o seks – żona może skrycie kochać się w koledze z pracy, byle się z nim nie przespała. Ich rywalem jest mężczyzna o wyższym statusie: bardziej zamożny, sławny, mający wyższe stanowisko. Czasem, paradoksalnie, zaczynają rywalizować nawet z własną partnerką. Doświadczyła tego Katarzyna – mąż zazdrościł jej sukcesów w pracy i oczytania. Podczas każdego konfliktu powtarzał, że przecież jest głupszy i ona wie lepiej.

Kobiety z kolei są bardziej zazdrosne o uczucia partnera, jego zaangażowanie. Gdy on mówi, że jej nie zdradził, do niczego nie doszło, ale wciąż myśli o koleżance z pracy i czuje do niej wiele ciepła, jej zapala się czerwone światło. A im atrakcyjniejsza koleżanka, tym alarm większy.

Rodzinny trójkąt

Zazdrość rodzi się w domu rodzinnym. W ciągu pierwszych miesięcy życia dziecko czuje nierozerwalną więź z matką. Po kilku miesiącach zauważa, że istnieje także ojciec. I odkrywa, że matkę i ojca łączy coś, do czego ono nie ma dostępu. Ten trójkąt matka – dziecko – ojciec pozostawia w nas emocjonalny ślad i przekonanie, że w życiu trudno o całkowitą wyłączność, zawsze może pojawić się ktoś trzeci, burząc idyllę. Zasiana zostaje niepewność. Potem pojawia się rodzeństwo i zajmuje nasze miejsce u boku mamy i taty. Już to samo w sobie boli, a rodzice często wzmacniają zazdrość, mówiąc: „ustąp młodszemu bratu, jesteś starszy, musisz poczekać” itp.

Dzieci przesiąkają klimatem domowej zazdrości. W domu Wojtka często gościł znajomy rodziców, mieszkający po sąsiedzku. Wojtek zapamiętał tęskny wzrok mamy, która wieczorami wypatrywała czegoś przez okno. Po latach zrozumiał, że patrzyła w stronę domu kochanka. I we wszystkich związkach panicznie lękał się zdrady.

Źródła zazdrości tkwią w poczuciu straty lub opuszczenia, jakiego doświadczamy w dzieciństwie. Liczne przeprowadzki, poważna choroba kogoś z rodziny lub utrata pracy przez rodzica rodzą późniejszą niepewność. Potem zazdrościmy rówieśnikom: zabawek, ubrań, osiągnięć. Ranking ocen wyzwala skłonność do rywalizacji. Obawę przed zdradą podsycają media, co i rusz donosząc, że ktoś znany komuś znanemu n...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy