Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

10 marca 2020

NR 3 (Marzec 2020)

Utracona i odzyskana godność

43

„Mam swoją godność” – mówimy, gdy ktoś umniejsza nas albo obraża. Bywa, że o godność walczymy w relacji z partnerem, dziećmi, rodzicami. Często sami, nieświadomie, naruszamy godność drugiej osoby. Zawstydzamy ją, odbieramy nadzieję. Zapominamy, że ona też „ma swoją godność”. Jak zatem dbać o własną godność, by nie odbierać jej innym?

DOROTA KRZEMIONKA: Godność to taki psychologiczny tlen? Trudno bez niej żyć.

PIOTR FIJEWSKI: To najbardziej podstawowa, egzystencjalna potrzeba, która wiąże się z poczuciem przynależności do wspólnoty ludzkiej.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: I w relacji z innymi jest zaspokajana. Jakbyśmy mieli w sobie świetlistą szkatułkę, która w kontakcie ze światem musi być doinwestowywana, by mogła nadal świecić. A jej napełnianie wiąże się z poczuciem wartości, wynikającym nie z posiadania jakichś konkretnych cech, lecz z tego, że jestem i mam prawo być taka, jaka jestem.

PIOTR FIJEWSKI: Naruszanie zaś godności dokonuje się poprzez upokorzenia, ale także poprzez rozbijanie i zatracanie tożsamości, w efekcie ktoś przestaje być tym, kim był, a staje się inną osobą

Albo wręcz przedmiotem. W Opowieści podręcznej Margaret Atwood wartość mają tylko ciężarne kobiety. Freda, główna bohaterka, raz w miesiącu musi oddać się swojemu zarządcy, by ją zapłodnił. Można by pomyśleć: fikcja. Ale tak się dzieje w systemach totalitarnych. Ponad milion Ujgurów z regionu Sinciang zamknięto w chińskich obozach zwanych „centrami kształcenia”. Strażnicy monitorują każdy ich ruch.

Ujgurskie kobiety są zmuszane do aborcji…

PIOTR FIJEWSKI: W systemach totalitarnych zmierza się do tego, by rozbić godność człowieka, bo wtedy staje się on całkiem bezbronny, podatny na wpływ, i chwyta się czegokolwiek, by odzyskać samego siebie.

Przykładem może być pranie mózgu, jakie w czasie wojny koreańskiej w latach 50. XX wieku stosowano na amerykańskich jeńcach wojennych. W efekcie przechodzili oni na stronę komunistów. Podobne w jakimś sensie oddziaływania, równie kontrowersyjne, stosowano w Monarze, ośrodku stworzonym przez Marka Kotańskiego, dla ratowania narkomanów. Na początku społeczność Monaru niszczyła narkomana. Mówiono mu: „jesteś zerem, gównem, śmieciem”. Doprowadzano do rozpadu jego godności, po to by można było stworzyć go na nowo. 

Niektórzy z obserwatorów śmiali się, że gdy narkoman opuszczał Monar, był takim „małym Kotańskim”. W ten sposób ratowano mu życie, choć sposoby ratowania były dość okrutne.

Jak w takich skrajnych warunkach zachować godność?

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: Trzeba mieć coś „swojego”, co nas trzyma przy sobie, przy tym, kim jesteśmy. Więźniowie obozów koncentracyjnych opowiadają, że przetrwać pomogło im coś ulotnego – jakiś rytuał, myśl, wspomnienie, do którego mogli wrócić i które przypominało, kim są. 

PIOTR FIJEWSKI: Oglądałem wywiad ze starszym panem, który inwigilował środowisko przestępcze Chicago. Latami udawał gangstera i czasem gubił się w tym, kim naprawdę jest. Wtedy dotykał obrączki i myślał o swojej żonie – dzięki temu mógł wrócić do siebie. 

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: W obronie godności pomaga też zaangażowanie się w jakieś sensowne dla nas działanie – ono nam przypomina, kim jesteśmy, ono pozwala poczuć się wartościową osobą, należącą do grona ludzi, którzy są dla nas punktem odniesienia.

W naszej części świata godność mamy zagwarantowaną – zarówno przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, jak i przez Deklarację Praw Człowieka Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Nie musimy na nią zasłużyć.

Ale psychologicznie jest inaczej. Czy musimy jej doglądać?

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: Zdecydowanie tak.

PIOTR FIJEWSKI: Wystarczy kłótnia z bliską osobą albo rozmowa z szefem i zdarza się, że poczucie godności się chwieje. 

W jaki sposób nawzajem naruszamy godność?

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: Jak wspomniałam, poczucie godności polega na tym, że z samej swej istoty czujemy się wartościowym członkiem wspólnoty i nie musimy tego udowadniać. Aby je naruszyć, nie musi być krzyku czy bicia, wystarczy, że ktoś nieustannie nam sugeruje, że się do różnych spraw nie nadajemy i chronicznie nas umniejsza. Znam taką parę: kiedy ona się wypowiada, on robi ironiczną minę, chrząka wymownie albo mruczy przeciągle: „taaaa”. Sugeruje w ten sposób, że to, co mówi żona, trzeba wziąć w cudzysłów albo postawić znak zapytania, czy tak jest naprawdę. 

PIOTR FIJEWSKI: Siła takiego „taaaa”, czyli niewer­balnego przekazu, w naruszaniu godności jest niebywała!

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: Bo podkopuje podstawę, na której stoimy, a zarazem nie ma się jak przed tym bronić. Bo co ta kobieta może zarzucić mężowi? Że chrząka? Ważny jest też stosunek pochwał do krytyk, przy czym krytyczne słowa odbijają się w naszych emocjach większym echem.

Z badań, przytaczanych przez Bogdana Wojciszke wynika, że po negatywnej informacji potrzebujemy aż dziesięciu pozytywnych, by ją zrównoważyły.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: Przewaga plusów jest niezbędna, by móc czuć się godnie. Czasem zaś patrzymy na partnera, jakbyśmy z góry zakładali: Coś jest z tobą nie tak, tylko jeszcze nie wiem co. Poszukujemy w nim mankamentów i próbujemy dowieść: Nie jesteś tak wartościowy, jak ci się wydaje i jak inni mogliby sądzić. Taki kąt patrzenia na bliską osobę sprawia, że światełko godności w niej z czasem przygasa.

PIOTR FIJEWSKI: Przygasa też, gdy nie doświadczamy swojej obecności. Jesteśmy w trybie zadaniowym, w pośpiechu, działaniu i nie widzimy się nawzajem. 

Patrzymy na partnera jak na mebel…

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: Można stracić wtedy poczucie, że jest się kimś bezcennym, wartościowym, unikalnym członkiem społeczności ludzkiej. Mówimy tu o subtelniejszych sposobach naruszania godności.

Takim nieoczywistym zranieniem godności jest dla wielu, szczególnie młodych osób, sytuacja, gdy w relacji przyjacielskiej czy romantycznej druga strona okaże się mniej zaangażowana. Ja się bardziej staram, skupiam całą swoją uwagę na relacji, a jej/jemu jakby mniej zależy, mniej się wysila, mniej przeżywa. Im ta asymetria jest większa, tym bardziej bywa bolesna, raniąca, umniejszająca. Czasem boli jak policzek. To ja chodzę za tobą, ja się proszę, a ty masz to za nic... Dopiero z upływem lat uczymy się, że  różnice w zaangażowaniu między ludźmi się zdarzają i nie musi to naruszać niczyjej godności – po prostu tak się sprawy układają.

10 kroków do godności

Donna Hicks w książce Dignity wymienia dziesięć elementów, które tworzą podstawy własnej godności i pozwalają uszanować godność drugiej osoby – partnera, rodzica, dziecka.

Przy każdej z zasad określ (w skali od 1– zupełnie nie, do 3 – w pełni tak), w jakim stopniu ją realizujesz.

  1. Akceptacja – uważamy siebie wzajemnie za równych pod względem wrodzonej wartości. Uznajemy swoje tożsamości niezależnie od tego, jakie one są.
  2. Uznanie – nie tylko zauważamy siebie nawzajem, ale też okazujemy sobie życzliwość. Gdy naruszymy czyjąś godność, bierzemy odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy, i za skutki naszych poczynań. 
  3. Włączanie – dajemy sobie nawzajem poczucie przynależności, np. uczestnicząc w podejmowaniu decyzji. 
  4. Bezpieczeństwo – nie czujemy się zagrożeni. Wierzymy, że nie będziemy zawstydzani, poniżani czy krytykowani.
  5. Sprawiedliwość – wzajemnie traktujemy się uczciwie i z szacunkiem. 
  6. Wolność – nie mamy poczucia, że ktoś próbuje nas kontrolować, ogranicza nasze prawa i możliwości. Nie próbujemy też naciskać na innych.
  7. Zrozumienie poprzez aktywne słuchanie – słuchamy uważnie tego, co inni mają nam do powiedzenia, aby zrozumieć ich perspektywę. 
  8. Przywilej wątpliwości – dajemy sobie prawo do wątpliwości, w efekcie czujemy się godni zaufania, przełamujemy podejrzliwość. 
  9. Responsywność – czujemy się zauważani i słuchani, sami też zwracamy uwagę na innych i słuchamy ich. 
  10. Naprawianie błędów – bierzemy odpowiedzialność za błędy, które popełniliśmy, potrafimy za nie przeprosić. W ten sposób odbudowujemy godność zarówno drugiej osoby, jak i własną.

Spójrz na swoje szacunki – przy których elementach wynoszą one mniej niż 3? To obszary, nad którymi warto popracować.

 

Barbara Skarga napisała, że godność towarzyszy nam od pierwszych chwil życia, przychodzimy z nią na świat…

PIOTR FIJEWSKI: I z potrzebą, aby była ona potwierdzana przez otoczenie.  A jeśli to się nie dzieje, łatwo przeradza się – szczególnie u młodych ludzi – w poczucie bezwartościowości, bycia nikim, zupełnie niepotrzebnym na tym świe­cie albo stanowiącym jedynie obciążenie dla innych. Statystyki dotyczące samobójstw młodzieży i dzieci są przerażające. Są dzieci niechciane. Ale nawet te chciane często muszą być jakieś, być mistrzami świata. Próbują zasłużyć sobie na miłość. Często daremnie. Samobójstwo staje się wtedy sposobem odzyskania godności, w myśl zasady: lepiej się zabić, niż być życiowym przegrywem

Przypomina mi się film „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa. Dla 12-letniego Aloszy nie ma miejsca w życiu jego rozwodzących się rodziców. Dopiero gdy chłopiec znika, zauważają jego istnienie. To ekstremalna, choć nie tak rzadka sytuacja.

PIOTR FIJEWSKI: Rodzice mogą być patologicznie zajęci pracą, romansami, rozwodami. Dla dziecka rzeczywiście brakuje miejsca, nikt go nie widzi, nikt nie potwierdza jego godności

Will Smith, amerykański aktor, raper i ojciec trojga dzieci, powiedział niedawno, że podziwia odwagę swojej żony, bo pozwoliła ich dzieciom wybrać własną drogę i pójść tam, gdzie one chciały, a nie tam, gdzie chcieliby je widzieć rodzice, by coś udowodnić sobie. A wielu rodziców ma dla swoich dzieci...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy