Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie , Na temat

9 stycznia 2022

NR 2 (Luty 2022)

Ukryte powody uprawiania seksu

0 1937

Zdarza się, że uprawiamy seks z innych powodów niż pożądanie. Chcemy w ten sposób coś zyskać, uciszyć obawy albo kogoś zadowolić. Tak czy inaczej możemy działać niezgodnie z naszym libido. Jakie są tego konsekwencje?

Seksualność dotyczy rozmaitych sfer naszego funkcjonowania – cielesnej, fizycznej, psychicznej, duchowej, społecznej. Jest związana z potrzebami podobnymi do uczucia głodu, pragnienia czy zmęczenia. Dlatego też, gdy na potrzeby seksualne zareagujemy spontanicznie i naturalnie, będą one podobnym źródłem zadowolenia i spełnienia jak wypicie szklanki wody w upalny dzień. Nie zawsze jednak umiemy rozpoznawać swoje potrzeby, nie mamy możliwości ich zaspokojenia lub zwyczajnie mamy „mniejszy apetyt” niż inni. Wtedy zdarza się nam postępować przeciw naszemu libido. Wiele osób uprawia czasem (lub zawsze) seks z innych powodów niż te seksualne. Do przysłowiowego łóżka zaprowadza ich chęć zyskania czegoś, ukarania, nagrodzenia, uspokojenia, zagwarantowania bezpieczeństwa, uciszenia obaw, lęków, przywiązania do siebie drugiej osoby.
Jeśli bliskość obciążymy dodatkowymi pragnieniami, np. potrzebą uspokojenia i bezpieczeństwa, poczucia się bardziej kobiecą/męskim, wyjątkowym, atrakcyjnym, sprawczym, będziemy w łóżku rozgrywać skomplikowaną grę psychologiczną z samym sobą. Podobnie dzieje się, gdy podczas aktywności intymnych skupiamy się na naszych kompleksach, obsesyjnych myślach o własnym ciele, jego kondycji, wyglądzie i funkcjonowaniu. Gdy używamy intymności jako narzędzia wpływu, władzy, dominacji, manipulacji, poniżenia, przywiązania. Gdy w bliskości tak bardzo chcemy zadowolić, zaspokoić drugą osobę. Gdy z tyłu głowy dudnią nam nakazy, zakazy, reguły moralne, duchowe, religijne. Gdy te wszystkie świadome i nieświadome motywy zapraszają nas do aktywności intymnych, zanika spontaniczna, entuzjastyczna, naturalna seksualność. Przestajemy przeżywać ją „tu i teraz”, zapominamy o sobie.
Kazimierz Imieliński – „ojciec polskiej seksuologii” – tworząc normy seksualne, wymienił pięć wyznaczników partnerskiej normy seksualnej: dojrzałość, obustronną akceptację zachowania, nieuszkadzanie zdrowia, nienaruszanie porządku społecznego i najważniejsze z punktu widzenia naszych rozważań: zmierzanie do obustronnego (tzn. u obojga partnerów) zaspokojenia potrzeby seksualnej. Bardzo trafnie podkreślone jest to, że jako normę traktuje się sytuację, w której obie osoby zaspokajają swoje potrzeby seksualne. Nie oznacza to, że nie mogą przy okazji realizować innych (np. bliskości, miłości, przywiązania), jednak to popęd seksualny jest priorytetem. Nie spełnia normy zachowanie seksualne, w którym tylko jedna z osób zaspokaja swoją potrzebę, a druga strona godzi się na aktywności intymne po to, by np. uciszyć swoje wyrzuty sumienia.
Powszechnie znane jest tło poczucia, że seks to obowiązek w związku małżeńskim. Takie podejście zaprzecza wszelkim normom seksuologicznym oraz normalizuje kwestię przemocy seksualnej w wieloletnich, sformalizowanych relacjach. Często jednak zupełnie niezależnie od naszych przekonań traktujemy intymność jako sposób odwdzięczania się drugiej osobie, towar przetargowy, narzędzie wpływu czy kontroli. Chcemy za coś przeprosić, poprosić lub podziękować. Czasem chcemy coś zyskać – począwszy od zgody na drogi zakup, poprzez spokój, aż po zajście w ciążę. A jeśli nie przyczyny wewnętrzne, a zewnętrzne? Partner/partnerka może sugerować, że powinniśmy podjąć aktywność intymną, że tak wypada, że tego od nas oczekuje... W tej kategorii znajduje się także słynne oczekiwanie „dowodu miłości”... Może przybierać postać szantażu, ukrytej manipulacji, pozornie błahych gróźb lub żartów a nawet wyśmiewania partnera/partnerki. Zarówno czynniki wewnętrzne (wynikające z tego co ja chcę uzyskać, ugrać, zdobyć tą bliskością) jak i zewnętrzne (bliskości oczekuje ode mnie druga osoba i tylko z tego względu się na nią decyduję) wywierają presję i poczucie przymusu, które ostatecznie mogą doprowadzić do zdecydowania się na aktywności intymne z poczucia obowiązku, często wbrew własnej woli. 
Szybki przegląd for dyskusyjnych, by poznać przyczyny, dla których osoby pozostające w bliskiej relacji decydują się na niechciane aktywności intymne, przynosi informacje o ich licznych obawach: „Boję się, że on/ona zacznie mnie zdradzać”, „Nie wiem, czy skoro nie otrzymuje seksu ode mnie, nie będzie szukać go gdzieś indziej”, „Kocham go/ją, ale nie pożądam”. Bardzo trudno jest nam wyzbyć się poczucia, że seks jest czymś, co się nam w związku należy i co musi mieć w nim miejsce. 
Równie dużym problemem staje się powiązanie przemocy ekonomicznej z seksualną. Badania wskazują, że w ponad 90% przypadków przemocy w rodzinie mamy do czynienia również z przemocą ekonomiczną, której według badań TNS OBOP z 2010 roku doświadczało 30% mężczyzn i 70% kobiet. W Polsce 11% kobiet i 7,3% mężczyzn z różnych względów nie ma własnych dochodów. Dysproporcje w zarobkach partnerów mogą stać się zatem polem do nadużyć – jedna z osób wydziela pieniądze drugiej, może uzależniać ich ilość od aktywności intymnych. Nierzadkim zjawiskiem jest także próba używania seksualności po to, by uzyskać więcej środków finansowych, nawet jeśli partner/partnerka tego nie sugeruje. Jest to podejście do seksu jako zachęty, towaru, który można odpowiednio wynagrodzić. Osoba liczy na to, że po udanym stosunku druga strona będzie bardziej skora do wyrażenia zgody na nowy zakup, na dołożenie do budżetu dodatkowych pieniędzy. Dopuszczając lub nie dopuszczając partnera/partnerkę do siebie, można więc realizować własne interesy w związku. Nie tylko materialne. Czasami seksualnością uzyskujemy coś innego – wyrażenie na coś zgody, uległość, przyznanie racji, spokój, niezależność. Wynika to z tego, iż dostępność seksualna bywa traktowana jako narzędzie wpływu w relacji.

Kto i jak często podejmuje aktywności intymne z innych powodów niż seksualne

W badaniu Seksualność Polaków (Z. Izdebski) z 2017 r. połowa badanych zgodziła się ze stwierdzeniem: „Zdarza mi się ze stałym(-łą) partnerem(-rką) uprawiać seks, na który nie mam ochoty”. 2 procent przyznało, że takie sytuacje zdarzają im się często, 22 procent – że czasami, zaś 26 procent – że bardzo rzadko. Dotyczy to 60 procent kobiet i 39 procent mężczyzn w stałych związkach.
Statystyczna przewaga kobiet w badaniu prof. Izdebskiego może wynikać z wielu różnych kwestii – przede wszystkim jednak z różnic w funkcjonowaniu libido. U kobiet jest ono bardziej wrażliwe na zmiany, dyskomfort, niedogodności i zdecydowanie łatwiej zanika lub zmniejsza się. Jest również bardziej uzależnione od funkcjonowania hormonalnego, biologicznego. Ponadto seksualność wyznaczają stany fizjologiczne, których doświadczają jedynie kobiety – menstruacja, poród, połóg, laktacja, menopauza. Znaczenie mają także: przytłoczenie obowiązkami, godzenie wielu rozmaitych ról (zawodowych, rodzinnych, prywatnych), brak czasu i zmęczenie. 
Warty podkreślenia jest także wpływ kultur, które kształtują seksualność. Wiele z nich zobowiązuje (zwłaszcza kobiety) do wypełniania pewnych obowiązków w intymnych relacjach.

Czym jest świadoma zgoda 

Świadoma zgoda na aktywność seksualną to zgoda udzielona dobrowolnie, świadomie (np. na trzeźwo), entuzjastycznie (brak stanowczej odmowy nie jest zgodą!). Jest istotna, ponieważ kładzie nacisk na to, że „nie” oznacza „nie”, bez względu na wszystko. Nie pozwala nam teoretyzować, że być może „partner/partnerka odmawia, ale tak naprawdę tego chce”. Takie podejście to prosta droga do uznania, że wiemy lepiej, jakie są potrzeby drugiego człowieka i jak je zaspokoić. 
Podejmując aktywności intymne, na które nie mamy ochoty, możemy mieć do czynienia z przymusem, czasem szantażem (także emocjonalnym) oraz lękiem przed odrzuceniem, zdradą, zniszczeniem relacji. Nierzadko bywa tak, że że „znieczulamy się” używkami, a wtedy wykluczamy również kryterium świadomości. Z kolei entuzjastyczność nie musi oznaczać przeżywania ekscytacji lub euforii. Za to niepewność, wątpliwości, brak reakcji drugiej osoby lub nawet sygnalizowanie, że „dziś nie jest dobry dzień” – na pewno nie są entuzjastyczne i warto, aby wzbudziły naszą czujność, uważność, a także refleksję: „Czy dobrze czuję się z tą bliskością, która ma/będzie miała miejsce?”. 

Seks bez przyzwolenia

Seks bez świadomej zgody obojga partnerów to przemoc seksualna. Nie ma wtedy znaczenia, czy są oni w stałej relacji, jak długo trwa ich związek ani jakimi intencjami kierował się sprawca. Aktywności intymne są dobre, akceptowalne i w pełni bezpieczne wtedy, gdy obie strony wyrażają na nie świadomą zgodę. 
Powszechne wyobrażenia o przemocy seksualnej często okazują się błędne. Z raportu fundacji STER Przełamać tabu. Raport o przemocy seksualnej wynika, że do gwałtu najczęściej dochodzi, kiedy jedna ze stron pod presją i/lub ciągłym naciskiem doprowadza do stosunku seksualnego wbrew woli drugiej osoby. Na tego rodzaju sytuację wskazuje aż 79 procent zgwałconych osób. Do gwałtu z wykorzystaniem przemocy fizycznej doszło natomiast w 23 procentach. Najczęściej sprawcami gwałtów bywają byli lub obecni partnerzy – takie sytuacje stanowią ponad 84 procent przypadków wszystkich gwałtów. Z kolei według badań National Institute of Justice 8 procent mężczyzn i 25 procent kobiet doświadczyło w swoim życiu seksualnej lub fizycznej napaści ze strony aktualnego lub byłego partnera. Ważny podkreślenia jest fakt, że przemoc seksualna nie ma płci. 

Szkody w wielu sferach

Zmuszanie do niechcianych aktywności intymnych ma konsekwencje dla naszej relacji oraz naszego funkcjonowania: fizjologicznego, psychicznego, seksualnego i społecznego. Na poziomie fizjologicznym prowadzi do osłabienia lub w ogóle braku reakcji organizmu na ewentualne zbliżenie – nie występuje podniecenie, odpowiedź genitalna (lubrykacja pochwy, erekcja). Gdy brakuje nawilżenia, stosunek intymny staje się wyjątkowo nieprzyjemny i bolesny. Pojawiają się wtedy otarcia, mikrouszkodzenia, a w konsekwencji nawracające infekcje intymne. Mięśnie napinają się w nieprawidłowy sposób, a ciało sztywnieje. Somatyczne konsekwencje takiego aktu mogą być odczuwalne kilka godzin, dni, a nawet tygodni.
Nie mniej istotna jest reakcja psychiki – pojawiają się niezadowolenie, przygnębienie, rozczarowanie, poczucie winy, wstrętu do siebie… W dalszej perspektywie te emocje mogą prowadzić do rozwoju objawów spełniających kryteria diagnostyczne zaburzeń nastroju, lękowych, zespołu ostrego stresu, a nawet zespołu stresu pourazowego. 
A wpływ na seksualność? Spada libido, czyli słabną potrzeby seksualne, może wystąpić awersja seksualna, znika przyjemność z aktywności intymnych, utrwala się brak reakcji genitalnej, występują zaburzenia orgazmu, pochwica, dyspareunia. Pojawia się natomiast wzmocnienie negatywne seksualności, cielesności, a w konsekwencji utrata zaufania wobec partnera/partnerki, poczucie wstrętu, dystansu, chęć izolowania się, lęk przed drugą osobą lub poczucie złości, a nawet agresja. 

Komunikacja w relacji

Jest takie sformułowanie, które dość dobrze obrazuje dynamikę aktywności intymnych w relacji: „W seksie karty rozdaje osoba z mniejszymi potrzebami seksualnymi”. To właśnie osoba, która rzadziej odczuwa podniecenie, decyduje o częstotliwości aktywności seksualnej w związku. Dlaczego? Ponieważ nikt nie powinien zmuszać do niej drugiej strony. Przestrzeganie powyższej zasady będzie oznaczać, że ta osoba, która chętnie uprawiałaby seks codziennie, podporządkuje się potrzebom partnera/partnerki. 
Dociekliwi mogą spytać: „Ok, ale dlaczego osoba z mniejszymi potrzebami nie może się dostosować do większej częstotliwości?”. Odpowiem pytaniami: Kto decyduje o naszym ciele? A kto decyduje o cudzym ciele? Czy mamy prawo i możliwość decydowania o ciele drugiej osoby? Czy możemy wpływać na podniecenie drugiego człowieka, jego potrzeby, możliwości? To trochę jak z paradoksem tolerancji Poppera – granicą decydowania o aktywności naszego ciała jest miejsce lub moment, w którym zaczyna się prawo drugiej osoby do decydowania o sobie i jej ciele.

Pytaj, słuchaj, nie zmuszaj

Gdy partner/partnerka pyta nas: „Czy chcesz uprawiać seks?”, usłyszmy to pytanie. Zadajmy je samemu sobie. Zastanówmy się, co ono oznacza. Jeśli pada w złym momencie i nie jesteśmy gotowi, by na nie odpowiedzieć, dajmy sobie czas na zastanowienie się. Nie ma nic złego w prośbie o odroczenie odpowiedzi o kwadrans lub za godzinę. Czas ten można wykorzystać do przyjrzenia się swoim emocjom i reakcjom swojego ciała. Jeśli nie ma gotowości na seks, warto przyjrzeć się swoim potrzebom seksualnym i zadać sobie pytania dotyczące własnego pożądania: Czy to jest niechęć do seksu w ogóle? Czy do konkretnej aktywności intymnej? A może do seksu z tym partnerem/tą partnerką? Jakie uczucia on/ona wzbudza? Czy w ostatnim czasie zmieniło się nasze funkcjonowanie zdrowotne, relacyjne, rodzinne, psychiczne, zawodowe? Czy darzymy partnera/partnerkę uczuciem? A może dochodzą do głosu pewne nakazy, zakazy, przekonania? Oczywiście, chodzi nie o to, żeby się tłumaczyć albo wzbudzać w sobie poczucie winy, ale o to, żeby lepiej zrozumieć siebie i swoją seksualność.
Seksualność wygląda różnie, potrafi przybierać rozmaite formy i warto zadać sobie pytanie o to, czy w ogóle nie mamy ochoty na bliskość, czy tylko na jej określoną formę. Rozpoznawanie swoich potrzeb seksualnych jest bardzo istotną umiejętnością. W toku życia nikt nas tego nie uczy. Przeciwnie – bywamy „karani” za spontaniczne przejawy naszej seksualności, przez co uczymy się ją ignorować, traktować jako tabu, zakazany owoc. Obserwowanie siebie, swojego ciała, reakcji na rozmaite wydarzenia lub sytuacje jest niezwykle cenne – pomaga nam zrozumieć, kiedy decydujemy się na intymność bo jej chcemy, a kiedy pragniemy czegoś innego, a seksualność pomaga nam to osiągnąć.
Warto pamiętać, że bliskość nie musi być zawsze spontaniczna, naturalna. Nie musi „brać się znikąd”, aby być prawdziwa. W wielu relacjach (z różnych względów) partnerzy planują aktywność seksualną, wpisują ją w kalendarz, wiedzą, kiedy mogą się jej spodziewać. Nadal jednak jej przyczyną jest potrzeba seksualna. Warunki zewnętrzne określają jedynie jej kontrolowaną, planowaną formę. Pożądanie dzielimy na spontaniczne i responsywne właśnie dlatego, że czasem wynika ono z naszej biologii, jest czystym pragnieniem, ale równie często powstaje w odpowiedzi na atrakcyjny bodziec, na pojawiającą się bliskość, usłyszane słowo, puszczone oko, „ten” uśmiech. Taki rodzaj pożądania najłatwiej zaobserwować w długoletnich relacjach, gdy odpowiedni nastrój jednej z osób potrafi wpłynąć na wytworzenie się podobnego nastroju u drugiej strony. Nie oznacza to jednak przymuszania do seksualności – responsywność pożądania nie polega na namawianiu na seks lub zachęcaniu do niego. Można ją porównać do rzucenia ziarna na podatny grunt i zapewnienia mu najlepszych warunków do zakiełkowania.
Jeśli jesteśmy przekonani, że kochamy swojego partnera, ale nie mamy gotowości na aktywności intymne, nie widzimy ku temu żadnych przyczyn, ten stan nas niepokoi i chcemy go odmienić – nie zmuszajmy się do seksu. Warto zwrócić się wtedy o pomoc do specjalisty – psychologa, psychoterapeuty, seksuologa.
 

Przypisy