Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Ja i mój rozwój

17 listopada 2015

Twój wewnętrzny głos

321

Słyszymy go czasem. Ostrzega nas przed czymś albo przeciwnie - zachęca. Mówimy: mam przeczucie, szósty zmysł coś mi podpowiada. Nasz intuicyjny umysł pracuje bez ustanku. Dzięki niemu podejmujemy tysiące decyzji. Czasem niezwykle trafnych, czasem wręcz przeciwnie. Czasem dotyczących drobiazgów, czasem spraw fundamentalnych. Jak słuchać podszeptów intuicji i nie dać się jej sprowadzić na manowce?

Anna i Jan spotkali się po raz pierwszy pewnego letniego dnia. Natknęli się na siebie przed witryną księgarni, do której zaglądali w poszukiwaniu nowości. Szybko zorientowali się, że wpatrują się w tę samą okładkę. Ukradkowe spojrzenie, błysk oka, porozumiewawczy uśmiech Anny, szybko odwzajemniony przez Jana. Ujął go ciepły, szczery uśmiech Anny. Ją uderzyła otwartość mężczyzny, miłe usposobienie i bijące od niego zdecydowanie. Od razu poczuła, że coś z tego może być. Bez skrępowania rozpoczęli rozmowę, która potoczyła się gładko i sprzed księgarni postanowili przenieść się do pobliskiej kafejki…

Dla siebie stworzeni?
Historia, jakich wiele, i jak każda na swój sposób wyjątkowa. Janine Willis i Alexander Todorov, psychologowie z Uniwersytetu Princeton, ustalili eksperymentalnie, że wystarczy jedna dziesiąta sekundy, by patrząc na twarz nieznajomego, ocenić poziom jego wiarygodności, kompetencji, to, czy ma miłe usposobienie i czy bywa agresywny. Wydłużenie czasu ekspozycji twarzy (do 1 sekundy) nie zwiększa trafności rozpoznawania, jedynie naszą pewność. Jak wykazują ustalenia Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego, dwóch znakomitych psychologów, którzy zapoczątkowali badania nad pułapkami myślenia, efekty pierwszego wrażenia pozwalają trafnie przewidzieć, co będziemy sądzili na czyjś temat za wiele miesięcy. Rzadko bowiem rewidujemy to wrażenie. Najczęściej po prostu zyskujemy pewność, że mieliśmy rację, nieświadomie skupiając się na tym, co potwierdza nasze wstępne przekonania.

W przypadku Anny i Jana nie było inaczej. Siedząc już w kawiarni, szybko odkryli, że mają ze sobą wiele wspólnego. Oboje przepadają za powieściami Murakamiego, oboje ucieszyli się na wieść, że serial „Miasteczko Twin Peaks” będzie miał kontynuację. W podobnym czasie byli na wystawie sztuki współczesnej w pobliskim muzeum. Mają koty. A w dzieciństwie jeździli na kolonie do tej samej miejscowości nad morzem. Puzzle zaczęły się układać samoistnie w zaskakująco spójny obraz. Jakby byli dla siebie stworzeni. Zazwyczaj wydaje się nam bowiem, że nasze życie jest bardziej niespotykane i wyjątkowe niż w rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że wspólne doświadczenia wydały się Annie i Janowi serią cudów i nadały ich związkowi aurę spełnionego przeznaczenia. Przypadli sobie do gustu od pierwszego wejrzenia. Zaiskrzyło. Kończąc kawę, mieli już pewność, że chcą się spotkać po raz drugi.

Spotkanie trwało półtorej godziny, wyszli z niego radośni i odprężeni. Dawno nie bawili się tak dobrze w towarzystwie drugiej osoby. Nie zdawali sobie sprawy, że przeżyli właśnie niezwykle rygorystyczny test umiejętności społecznych. Poddali się wzajemnie wnikliwej obserwacji, przepuścili przez dziesiątki filtrów zbierane dane, bezustannie oceniając zachowanie swoje i partnera. Ten ogrom mentalnej pracy wykonali w większości nieświadomie, niemal bez wysiłku, w sposób całkiem naturalny. Dzięki intuicji.

Przeczucia znikąd?
Daniel Kahneman, laureat Nagrody Nobla za odkrycia, które podważyły model racjonalności ludzkich osądów i decyzji, zwraca uwagę, że kiedy ktoś pyta, o czym myślimy, zwykle potrafimy bez trudu odpowiedzieć. Sądzimy, że wiemy, co się dzieje w naszym umyśle – jedne świadome myśli często w uporządkowany sposób prowadzą do kolejnych. Jednak nasz umysł nie tylko tak działa. Mało tego! Jak zwraca uwagę Kahneman, taki sposób działania nie jest nawet dla umysłu typowy. Większość myśli i wrażeń pojawia się w świadomości jakby znikąd. Jak to się dzieje, że przez telefon wyczuwamy w głosie rozmówcy irytację pomieszaną ze smutkiem? Jakim sposobem nagle dociera do nas sens dowcipu opowiedzianego przez kolegę? Jak to się stało, że przyszedł nam do głowy pomysł rozwiązania problemu, nad którym już przestaliśmy się zastanawiać?

Nasz umysł wykonuje bezustannie pracę, z której biorą się wrażenia, domysły, przeczucia, pomysły i wiele naszych decyzji – również ta, czy zakochać się w danej osobie. Oczywiście Anna i Jan nie mieli wrażenia, że dokonują jakiegokolwiek wyboru w tym względzie. Każde z nich było przeświadczone, że to raczej oni zostali wybrani. Jak jednak przekonują psychologowie poznawczy, wybór osoby, w której się zakochujemy, niewiele różni się od innych decyzji, jakie podejmujemy w życiu.
A podejmujemy ich wiele. Jak szacuje Kahneman – kilka tysięcy dziennie. Na nasze życie można więc spojrzeć jak na pasmo dokonywanych nieustannie osądów i wyborów. W którą stronę skierować wzrok? Ujawnić złość czy ją ukryć? Jak odbić piłkę? Czy to mi się podoba? Zaufać mu? Zjeść teraz czy później? Czy czytać dalej ten artykuł, czy porzucić go, nie tracąc czasu?

Za kulisami świadomości
Myślenie krytyczne, które jest podstawą wydawania osądów i podejmowania decyzji, w większym stopniu niż byli to gotowi przez lata przyznać naukowcy rozgrywa się nie na scenie, lecz za kulisami świadomości. Zgodnie z najnowszymi ustaleniami psychologów kognitywnych, procesy poznawcze (odpowiadające za uwagę, spostrzeżenia, wyobrażenia, pamięć, myślenie) przebiegają na dwóch poziomach – świadomym i celowym oraz nieświadomym i automatycznym. Badacze przekonują, że uświadamiamy sobie tylko niewielki odsetek docierających do nas bodźców, skojarzeń, które zostają nimi uruchomione, wiedzy, jaką posiadamy, i tego, jak to wszystko razem wykorzystujemy w działaniu.

Jak wyjaśnia Kahneman, nasz umysł działa w dwóch trybach. Jeden z nich (określany przez niego jako System 1) jest szybki, automatyczny, bezwysiłkowy i nie podlega świadomej kontroli. Działanie w drugim trybie (w Systemie 2) zachodzi wolno, krok po kroku, i wiąże się z subiektywnym poczuciem skupienia, wysiłku i dokonywania wyboru. Ten pierwszy odpowiada za intuicję, jest globalno-dynamiczny. Drugi ma charakter analityczny, racjonalny i logiczny. I choć jako homo sapiens utożsamiamy się z drugim systemem (o czym może świadczyć słynne „Myślę, więc jestem”), to tak naprawdę wszyscy bez wyjątku jesteśmy z natury intuicjonistami. To System 1 jest podstawą naszego funkcjonowania w świecie – rejestruje wszystko to, co dzieje się wokół, samorzutnie tworzy skojarzenia, ocenia (czy jest bezpiecznie, czy pojawiło się coś nowego, czy warto na coś zwrócić uwagę), błyskawicznie wyciąga wnioski i reaguje, dając natychmiastowe odpowiedzi. Na pytanie: „Czy jest ci zimno?”, odpowiadamy automatycznie, bo „po prostu to wiemy”.

Podobnie na pytanie: „Ile jest 2 + 2?”. Odpowiedź pojawia się jak impuls, bez wysiłku. Inaczej dzieje się, gdy ktoś nas zapyta: „Ile to 16 x 53?”. Aby na tego typu pytanie odpowiedzieć, trzeba uruchomić System 2 – racjonalny, dokładny, ale powolny. Jeśli byliśmy w ruchu (sterowanym przez System 1), zatrzymamy się, by móc się w pełni skupić i wykonać obliczenie. Nie starczyłoby nam życia (i zasobów), by być zawsze racjonalnym, rozważać świadomie każdą decyzję i drobiazgowo analizować każde „za” i „przeciw”. Dlatego to szybki, intuicyjny tryb odpowiada za większość naszych opinii, decyzji i wynikających z nich reakcji. System racjonalny ma za zadanie jedynie monitorować, interpretować, rozumowo weryfikować i uzasadniać myśli i działania, podsuwane mu przez system
automatyczny.

Cienkie plasterki
Intuicję uruchamiamy za każdym razem, gdy poznajemy nową osobę, gdy mamy szybko ocenić sytuację, zmierzyć się z trudnym zadaniem czy podjąć decyzję w stresujących warunkach, dysponując niewielką liczbą informacji. Pozwala ona prześwietlić całą sytuację, z którą mamy do czynienia, odrzucić wszelkie nieistotne elementy i skupić się na tym, co naprawdę ważne. Dokonuje się to, jak przekonuje Malcolm Gladwell, autor książki Błysk!, poprzez szybką orientację w ogromnej ilości danych i ich „krojenie na cienkie plasterki”. Owo „krojenie” to nasza nieświadoma zdolność dostrzegania prawidłowości w spostrzeganych zdarzeniach, oparta na bardzo małych wycinkach doświadczenia. Efekt procesu intuicyjnego pojawia się wówczas w świadomości w postaci nagłego przebłysku, czyli wglądu, w którym dostrzega się myśl, obraz, ideę, będące rozwiązaniem problemu lub odpowiedzią na nurtujące pytanie.

Gdyby Anna usłyszała po raz pierwszy od Jana: „Kocham cię”, od razu spojrzałaby mu w oczy, bo w ten sposób w ułamku sekundy mogłaby się zorientować, czy wyznanie jest szczere. Intuicyjnie „wykrawamy” z całego doświadczenia to, co istotne dla zrozumienia sensu tej sytuacji – na przykład, co kryje się w oczach osoby, która wyznaje miłość. Czy można dostrzec w jej spojrzeniu wzruszenie i ciepło? A może chłód i napięcie? W zależności od tego jej słowa zostaną zupełnie inaczej odebrane – jako wyraz czułości lub forma manipulacji. Podobnie wystarczy jedno spojrzenie na przestrzeń prywatną – regał z książkami czy wnętrze garderoby – w domu nowo poznanej osoby i wiemy, z kim mamy do czynienia. No właśnie – wiemy, czy tylko wydaje nam się, że wiemy?

Słabe punkty
Nieświadomy umysł dysponuje potężną siłą i umiejętnościami operowania ogromną ilością danych oraz ich błyskawicznego integrowania. Ten sposób działania decyduje o jego zaletach, ale równocześnie stanowi źródło słabości. Miarą efektywności Systemu 1, działającego automatycznie i intuicyjnie, jest spójność opowieści, które udaje mu się stworzyć. Ilość i jakość danych, na których się opiera, są dla niego właściwie bez znaczenia. Wracając do historii Anny i Jana: czy Jan będzie dobrym partnerem dla Anny? Pamiętając szczegóły ich pierwszego spotkania i to, ile ich łączy, odpowiemy pewnie: „Tak”. Wniosek ten wydaje się jakoś oczywisty, narzuca się sam. A gdybyśmy dowiedzieli się teraz, że Jan jest żonaty i że roztoczył przed Anną swój psychopatyczny urok, by ją uwieść? Zapewne te informacje skłonią nas do zmiany opinii. I będziemy jej słuszności równie pewni jak poprzednio.

Czasem pierwsze wrażenie może być zwykłym złudzeniem, tak jak dzieje się to w przypadku złudzeń optycznych. Dla Systemu 1 istnieje jednak tylko to, co widzi i co pamięta; jest nieskory do wątpienia. Nie ocenia jakości danych. Pracuje jedynie na tych, które odbiera tu i teraz, i na tych z przepastnego magazynu indywidualnej pamięci, które akurat zostały wzbudzone. Nie zawsze więc dociera do sedna sprawy. Co więcej, liczba i jakość informacji, którymi operuje, nie ma większego wpływu na subiektywne poczucie pewności intuicyjnej odpowiedzi. Pewność, że mamy rację, zależy głównie od tego, czy umiemy połączyć w spójną opowieść to, co widzimy – nawet jeśli widzimy niewiele. Co więcej, system skojarzeniowy wytłumia wieloznaczności i ewentualne wątpliwości, by zadowolić się jak najbardziej spójnym schematem. Bywa więc omylny, a mimo to bardzo pewny swego. Efektem działania intuicji mogą być pochopne wnioski, połączone z przekonaniem o ich słuszności.
Rdzeniem umysłu intuicyjnego jest nasza pamięć skojarzeniowa, to ona nieprzerwanie konstruuje spójną interpretację wszystkiego, co się dzieje w danej chwili.

Ujawniają się przy tym nieświadome preferencje, wynikające z siły nabytych skojarzeń, i stronniczość. Na przykład wysoki wzrost, zwłaszcza mężczyzn, wywołuje u wielu osób bardzo pozytywne, nieświadome skojarzenia, np. ze zdolnościami przywódczymi. Podobnie inne aspekty powierzchowności: sylwetka, wiek, kolor skóry, płeć, sposób ubierania się mogą wywołać tak wiele różnych konotacji, że zdominują cały sposób myślenia o danej osobie. Nawet jeśli na poziomie świadomym jesteśmy dalecy od poglądów seksistowskich czy rasistowskich i staramy się nie oceniać ludzi po wyglądzie, to na poziomie nieświadomym, tam, gdzie działa intuicja, na nic się to nie zda. Decydująca okazuje się siła nabytych skojarzeń. Być może Anna straciła głowę dla Jana, bo był wysokim, przystojnym brunetem. I dlatego może być trudno wybrać dobrego pracownika podczas rozmowy kwalifikacyjnej czy muzyka do orkiestry na podstawie przesłuchania.

Co serce podpowiada
Zapytana: „Czy Jan jest miły?”, Anna przypomni sobie inne zachowania Jana, niż gdyby ją spytano: „Czy Jan jest niemiły?”. Nasz umysł, działając w trybie automatycznym, ma bowiem skłonność do preferowania potwierdzeń. Łatwo więc na niego wpłynąć, formułując w określony sposób pytania czy problemy do rozwiązania. Innym źródłem zakłóceń bywa to, że w intuicyjnych osądach i decyzjach dużą rolę odgrywają pobudzenie fizjologiczne i emocje. Intuicyjny ogląd ma charakter poznawczy, ale też uczuciowy i cielesny. Zdarza się „czuć coś w kościach”, „w trzewiach” albo „serce nam coś podpowiada”. Sztuką jest odpowiednie zinterpretowanie tych – często ulotnych i niespecyficznych – wrażeń płynących z ciała (czyli markerów somatycznych, jak nazywa je Antonio Damasio). Im więcej o reakcjach swojego ciała będziemy wiedzieć, im lepiej będziemy je różnicować, tym trafniej będziemy je rozumieć. Nietrudno tu jednak o pomyłkę.
Jeśli nasze intuicyjne reakcje nie są zakorzenione w głębokiej, ugruntowanej wiedzy, łatwo je zakłócić i trudno przeanalizować. Intuicyjne przeczucia, przypuszczenia i przekonania są generalnie trudne do zwerbalizowania. Są bliższe przedstawieniom obrazowym, metaforom, mglistym ideom niż jednoznacznym schematom pojęciowym. Jo Nesbø, norweski autor powieści kryminalnych, pisze w jednej z nich, że intuicja to jedynie suma drobnych, ale całkiem konkretnych rzeczy, którym mózg nie zdążył jeszcze nadać nazwy. Miewa się je „na końcu języka”, trudno jednak je uchwycić i nazwać, a jak już się to uda – skutkiem może być przeinaczenie. Umysł znajdzie odpowiedź na pytanie: „Dlaczego mnie kochasz?”, ale będzie ona pochodziła z Systemu 2, racjonalizującego, więc niekoniecznie będzie wyczerpująca czy prawdziwa.

Jak dowiódł Jonathan Schooler, profesor psychologii z Uniwersytetu Kalifornijskiego, próba ubierania postrzeżeń intuicyjnych w słowa może poważnie zakłócić pracę nieświadomego umysłu. Kiedy przed zaaranżowanym okazaniem (podobnym do policyjnego) polecono badanym, by opisali wygląd widzianej przez nich przelotnie osoby, trudniej było im ją potem wskazać pośród innych. Okazuje się, że akt opisywania osłabia zdolność późniejszej identyfikacji twarzy. Schooler nazywa to „werbalnym zaciemnieniem”. Okazało się, że po sporządzeniu pisemnej charakterystyki osoby, badani, przyglądając się różnym osobom, opierali się głównie na wspomnieniu tego, co wcześniej napisali o wyglądzie tej osoby, a nie tego, co widzieli podczas spotkania z nią. Umiejętności intuicyjne są więc bardzo wrażliwe na zakłócenia. Gdy zaczynamy analizować i werbalizować, podkopujemy umiejętności intuicyjne, tracimy rozpęd. Także stres i presja czasu mogą zakłócić intuicyjne osądy i decyzje.

Kto drogi skraca…
Zapewne intuicyjnie dokończyłeś: „do domu nie wraca”. A może przemknęło ci przez głowę tylko niejasne skojarzenie z dziadkami albo domem. Jeśli tak, już wiesz dlaczego – podsunął ci je System 1. Nieprzypadkowo przywołuję tę sentencję. Myślenie intuicyjne jest szybkie, bo prowadzi na...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy