Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

8 lipca 2016

Powroty taty

43

Nieobecni, choć na wyciągnięcie ręki. Bliscy, choć z daleka. Synowie. Ojcowie. Dla siebie są jak lustro, w którym obserwują własny lęk, odwagę, niepewność, radość. Kobieta nie zrozumie mężczyzny, jeśli nie spróbuje zrozumieć jego relacji z ojcem i z synem. Synowie i ojcowie... Dwa rozdziały jednej opowieści, która dla matek, żon i córek bywa tajemnicą. Jak ją odczytać? Jak odnaleźć do niej klucz?

Trzyletnim Karolkiem, jedynakiem, zajmują się na zmianę mama i obie babcie. Tata codziennie wychodzi do pracy. Karolek mężnie znosi te rozstania. Lubi zostawać z mamą, nie „gardzi” też babciami. Szaleństwom nie ma końca, ale każdego dnia około siedemnastej Karolek, choćby nie wiem jak wciągająca była zabawa, rzuca wszystko, wdrapuje się na tapczan i „okupuje” okno – do momentu, aż zobaczy wracającego z pracy tatę. Wtedy chłopiec uderza piąstką w szybę i krzyczy radośnie „tata! tata! tata!”. Tata oczywiście też mu macha, po czym maluch biegnie do przedpokoju, by osobiście przywitać ojca w progu.

Karolek dobrze wie, na co czeka. Gdy tylko otwiera drzwi, tata szeroko otwiera ramiona, woła do Karolka „A kto czeka na tatusia?”, tarmosi go, podszczypuje i podrzuca, gania po całym pokoju, a Karolek aż zachłystuje się z radości. Powitalne szaleństwa nie trwają dłużej niż pół godziny. Potem wszystko wraca do normy, Karolek rozgląda się za mamą, ponownie zaprasza resztę rodziny do swojego życia. Ale powitania rezerwuje tylko dla siebie i taty.
 

Ojcowski radar

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że więź ojca z dzieckiem nigdy nie będzie tak silna, jak ta łącząca je z matką. Nic bardziej mylnego! Badania potwierdzają, że ojca i dziecko łączy coś wyjątkowego. Neurobiolodzy, wykorzystując techniki neuroobrazowania, wskazują mechanizmy biologiczne, które odpowiadają za łączącą ich więź. Na przykład w 2003 roku szwajcarscy naukowcy postanowili sprawdzić, co się dzieje w mózgu ojca, gdy słyszy płacz dziecka. Zapis aktywności neuronalnej uzyskany przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego pokazał, że – podobnie jak u matek – w ich mózgach występuje specyficzny wzór aktywność pewnych obszarów, czego nie stwierdzono u osób niebędących rodzicami, które słuchały tego samego nagrania. Innymi słowy, mózg ojca przystosował się do rozpoznawania dźwięków, które stanowią informację o tym, jak czuje się dziecko.

Do czego służy tata
Gdyby zapytać ojca Karolka, „do czego służy tata?”, zapewne nie umiałby odpowiedzieć. Jednak intuicyjnie realizuje zalecany przez psychologów „program równowagi”, zgodnie z którym zarówno obecność ojca, jak i matki jest tak samo ważna dla rozwoju dziecka, a kto wie, czy w przypadku syna obecność ojca nie jest nawet ważniejsza.

Dlaczego? Bo relacja z ojcem stanowi – nie tylko dla Karolka – przeciwwagę dla bliskich, czasami nazbyt bliskich, zagarniających relacji z pierwszą osobą, w której dziecko się zakochuje, czyli z matką. To właśnie z nią przez pierwsze pół roku syn tworzy bliską, pełną emocji więź, zwaną symbiozą, gdzie ma poczucie, że tworzą z matką jedność i razem mogą wszystko.

Po pół roku jednak, jak zakłada Teoria Relacji z Obiektem, aby się narodzić jako odrębna osoba i rozwinąć własną tożsamość, trzeba tę więź poluzować, przejść proces od symbiozy do separacji, stopniowo oddalić się od matki. A łatwiej się oddalić, jeśli jest do kogo. To dlatego synom wychowywanym przez samotne matki trudniej przejść przez ten proces. Matki nie chcą ich „puścić”, synowie bowiem są dla nich wszystkim, a oni nie mają ku komu się zwrócić. Na szczęście Karolek ma rodziców, którzy się kochają. A jego mama stara się, by ojca w relacjach z synem było jak najwięcej.

Zdarza się jednak, że ojcowie – z różnych powodów – znikają z życia synów. Znikają, bo nie wytrzymują próby narodzin dziecka, bo trzeba zarobić na rodzinę, bo czują się odsunięci przez kobiety – żony, matki – krążące wokół syna i niedopuszczające nikogo spoza kręgu, bo nie radzą sobie z miękkimi, czułymi emocjami, jakie małe dziecko w nich wyzwala... Są nieobecni w życiu syna, nawet jeśli siedzą tuż obok niego, gapiąc się w ekran. Ci ojcowie nie potrafią nawiązać relacji z synem, bo sami nie mieli relacji ze swoim ojcem. Również dlatego, że nie mają kontaktu ze sobą, z własnymi emocjami.

Dan Kindlon i Michael Thompson, amerykańscy psychologowie dziecięcy, w książce Sposób na Kaina piszą: „(...) między większością ojców i synów rozpościera się przepaść emocjonalna. Jest to szczególnie bolesne dla chłopców, ponieważ postać ojca wywiera zasadniczy wpływ na sposób, w jaki postrzegają samych siebie. Dla licznych, nazbyt licznych chłopców owa przepaść dzieląca ich od ojca pozostaje do końca życia źródłem smutku, gniewu, goryczy i wstydu. Dystans emocjonalny przeszkadza wielu wartościowym mężczyznom w lepszym pełnieniu ojcowskich obowiązków, nie osłabia to jednak synowskiej tęsknoty za serdecznym kontaktem. Choćby ojciec był zupełnie nie do zniesienia, w najgłębszych pokładach swojej istoty syn pragnie go kochać oraz zyskać jego zainteresowanie i miłość”.

Warto tę emocjonalną przepaść spróbować pokonać i – jak ojciec Karolka – tarmosić syna, gonić oraz podszczypywać. Psycholog Irena Obuchowska w książce Nasze dzieci, pisze: „(...) ojcowie uczestnicząc w wychowaniu, wywierają duży wpływ na rozwój dziecka we wszystkich dziedzinach. (...) Wprawdzie tatusiowie mniej mówią do dzieci niż to czynią mamusie, za to zabawa z tatusiem wyzwala więcej radości i śmiechu. Jeżeli w jej przebiegu tatusiowie dają wyraz swojej dominacji, to zazwyczaj nie wywołują u dziecka buntu, ale wręcz przeciwnie – ono chętnie się podporządkowuje, a jego stosunek do taty jest pełen uwielbienia”.

Mózg ojca rozkwita

Posiadanie potomstwa zmienia mózg mężczyzny – dowodzą badania Glorii Mak i Samuela Weissa, neurobiologów z University of Calgary. Naukowcy przeprowadzili szereg eksperymentów na myszach. Okazało się, że w mózgach mysich ojców nie tylko zmieniają się połączenia neuronalne, ale też powstają dodatkowe neurony. Zaraz po narodzinach młodych, komórki te tworzą całkiem nowe szlaki przesyłania sygnałów. W opuszce węchowej rozwijają się nowe neurony, które specjalizują się w rozpoznawaniu zapachu własnego potomstwa. Kolejna porcja nowych neuronów powstaje w hipokampie, czyli mózgowym centrum pamięci. Przypuszczalnie pomaga to skonsolidować ślad pamięciowy zapachu młodych i przenieść go do pamięci długotrwałej. Okazuje się jednak, że nie wystarczy po prostu zostać ojcem, by nastąpił tak zadziwiający rozkwit mózgu. Aby zaszły opisane zmiany, ojciec musi pozostać ze swoim potomstwem. Gdy badacze przenieśli mysiego ojca w dniu narodzin młodych w inne miejsce, jego mózg w ogóle się nie zmienił. Co więcej, sam zapach młodych też nie powoduje u ojców zmian neuronalnych. Badacze nie stwierdzili ich bowiem, gdy oddzielili ojca od jego młodych siatką. Badania Weissa i Mak dowodzą, że sam fakt zostania ojcem albo zapach młodych nie zmieniają mózgu ojców. Znaczenie ma raczej doświadczenie związane z posiadaniem potomstwa – kontakt fizyczny z młodymi, ich zapach, opiekowanie się nimi. Na podst. www.sciencedaily.com

Złość boga ojca
Karolek z rodzicami wybrał się na rodzinną uroczystość. Śmiechu było co niemiara, bo liczba cioć, które zabawiały Karolka, przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Biegał od jednej do drugiej i śmiał się wniebogłosy, lecz nagle na jego buzi pojawiła się marsowa mina i rozległ się okrzyk: „Ojej, siku, tata trzyma!”. Ojciec Karolka zerwał się od stołu i pognał z synem do łazienki. Przez pewien czas – zapewne przy rozpinaniu spodenek – dochodził stamtąd radosny szczebiot, lecz nagle zgromadzeni usłyszeli ryk taty: „Karol, do cholery, co robisz?! Nie lej po ścianach!”. Zapadła martwa cisza, mama Karolka zamarła w pół kroku, nie wiedząc, czy lecieć z odsieczą, czy przeczekać. Zanim coś zrobiła, dobiegł głos Karolka: „Sie zdenelwowałeś tatusiu?”.

Takich momentów w relacji ojciec – syn, gdy ojciec reaguje złością, może być wiele. Gdy ojciec nie bardzo wie, co ma zrobić, usztywnia się i przyjmuje najczęściej postawę „obrażalsko-zasadniczo-milczącą”. Sam przed sobą nie potrafi się przyznać, że nie wie, jak zareagować, więc reaguje w sposób najprostszy: złością. Najprostszy, bo najlepiej mu znany, również z włas[-]nego dzieciństwa – dziadek Karolka też złościł się na jego ojca, gdy ten nie radził sobie z podobnymi sprawami. Najprostszy, bo najbardziej dopuszczany przez kulturę: mężczyzna nie powinien ulegać zbytnio emocjom, ale ma prawo się wściec, więc wścieka się i złości, gdy czuje różne emocje – gdy się lęka, gdy coś wymyka mu się spod kontroli, gdy jest bezradny albo rozczulony. Wszystko to pokrywa maską złości.

– Złość sama w sobie nie jest zła, pojawia się, gdy coś nie idzie po naszej myśli. Chodzi o to, aby ojciec tę złość kontrolował i aby nie przekraczała ona poziomu, którego syn nie jest w stanie przyjąć – mówi Kuba Jabłoński, psycholog i psychoterapeuta.

Często ojciec patrzy przez pryzmat siebie. „Nic się przecież nie stało, podniosłem tylko głos” – mówi. Owszem, z jego punktu widzenia nic się nie stało, ale syn może mieć zupełnie inny poziom wrażliwości. Dla syna ojciec jest bogiem, a każda jego reakcja jest zwielokrotniona przez znaczenie, jakie syn mu przypisuje.

Despota do lamusa?
Karolek z ojcem umówili się, że zrobią mamie niespodziankę i wyjdą po nią na przystanek. Wszystko było dobrze do momentu, gdy – tuż przed wyjściem – Karolek stwierdził, że jednak nie idzie. Ojciec zaczął przemawiać: że nie można myśleć tylko o sobie, że mama się ucieszy. Karolek na to: „nie, bo nie”. W końcu ojciec kazał synowi włożyć buty. Karolek niby skapitulował, lecz, w ramach protestu, zastosował włoski strajk: butki wkładał i zdejmował. W końcu ojciec, zirytowany, siłą wcisnął mu buty i – z lekka obrażeni na siebie – poszli witać mamę.

Tego samego dnia, już po przeprosinach, umówili się, że pójdą do sklepu. Już stali w progu, gdy któryś z sąsiadów rzucił petardę. Karolek tak się wystraszył, że za żadne skarby nie chciał ruszyć się z domu. Nie pomogły prośby ani groźby, im mocniej ojciec namawiał, tym mocniej malec się opierał. W końcu ojciec odpuścił i do sklepu poszedł sam...

Zdarza się, że wola ojca zderza się z wolą syna. Co więcej, kilkuletni synek czasem buntuje się i upiera wręcz absurdalnie, na zasadzie „nie, bo nie” odrzuca nawet to, czego sam chce. Taki protest nie jest skierowany przeciw ojcu, ale jest przejawem kształtowania się włas[-]nej autonomii i woli syna. To znak, że rozwija się jego odrębne „ja”.

– Jeśli ojciec na bunt syna reaguje złością, spirala się nakręca. To ojciec jest odpowiedzialny za przerwanie tego łańcucha. Dziecko w konfrontacji z ojcem może czasem wycofywać się, płakać, milknąć i wówczas ojciec pod żadnym pozorem nie może potraktować tego jako swojego „zwycięstwa”, jako zgody syna na podyktowane przez siebie warunki. Gdy ojciec podnosi głos, a syn płacze i usiłuje mu – poprzez swój płacz i krzyk taty – coś wytłumaczyć, to ojciec powinien zatrzymać się i posłuchać, nie forsować za wszelką cenę swoich rozwiązań – uważa Kuba Jabłoński.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ojciec Karolka nie jest konsekwentny. Raz jest despotą, który na siłę zakłada dziecku buty, a raz ustępuje i mówi: „jeśli nie chcesz iść, zostań w domu”. Tymczasem te dwie sytuacje nie są bliźniacze, nie mówiąc już o tym, że w pierwszej z nich okazał raczej stanowczość niż despotyzm. – Ojciec w stosunku do syna musi być stanowczy, w wychowaniu nie ma demokracji. Musi być wyraźnie zaznaczony podział: osoba silniejsza, która decyduje, i słabsza, która z silniejszą może się kłócić, dyskutować, ale na której może też polegać – uważa Kuba Jabłoński.

Dziecko musi mieć wyraźnie wytyczone granice, są one gwarantem jego poczucia bezpieczeństwa – i właśnie ojciec zazwyczaj te granice wprowadza. Kiedy dziecku wszystko wolno, to gubi się w chaosie i traci zaufanie do świata i do samego siebie.

Jak jednak odróżnić ojca stanowczego od despoty? – Despota nie przyjmuje niczego do wiadomości, tylko wydaje rozkazy. Stanowczego ojca charakteryzuje natomiast jakiś rodzaj elastyczności, umiejętność wycofania się i odłożenia na pewien czas wykonania czegoś po to, aby syn miał czas na oswojenie się z myślą, że innego wyjścia nie ma – uważa Kuba Jabłoński. W jego opinii despotyzm jest tak naprawdę niczym innym, jak dbaniem o własne, ojcowskie emocje i spokój, szybkim zlikwidowaniem swego napięcia, ale nie problemu.

Ale wycofać się, gdy syn maże się i płacze? Jak piszą w Sposobie na Kaina Dan Kindlon i Michael Thompson: „(...) wbrew dość częstym obawom, że pobłażając emocjonalności chłopca, wychowuje się go na «beksę», ojcowie, którzy akceptują i wspierają przygnębionego syna, pomagają mu stać się silniejszym emocjonalnie. Są to ojcowie, którzy wiedzą, że – jak pisał Mark Twain – «odwaga jest stawianiem lękowi oporu, panowaniem nad lękiem, a nie brakiem lęku». Są to ojcowie, którzy łagodnie pomagają synom w trudnym zadaniu dorastania, a nie usiłują ich hartować, aby dobrze radzili sobie w bezwzględnym świecie. Jak wynika z naszej praktyki terapeutycznej, chłopcy najłatwiej załamujący się wobec przeciwności to ci, którym wpajano pogląd, że przyznać się – nawet przed samym sobą – do smutku, bólu czy wzruszenia, to okazać słabość”.

„I co, Karolku, trochę się przestraszyłeś?” – zagadnął ojciec po powrocie ze sklepu. „Tak, bo głośno było, a ja nie lubię głośności” – odparł Karolek. W ten sposób ojciec, nie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy