Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

1 września 2016

Synowie nieobecnych – ojcowie kruchych

61

Millenialsi, czyli współcześni 30-latkowie, starają się być zupełnie innymi ojcami niż ich ojcowie. Co mogą w sobie wzmocnić, by tworzyć lepsze relacje z własnymi dziećmi?

Są pewni siebie, ciekawi wszelkich nowinek, nie boją się zmian, są silnymi indywidualnościami, ale – jak sami deklarują – potrzebują nie tylko autonomii, ale i więzi z innymi. Bywają niecierpliwi i narcystyczni – to tzw. dzieci przełomu, czyli pokolenie ludzi urodzonych w latach 1984–1997, nazywane również pokoleniem Y lub po prostu millenialsami. Mężczyźni millenialsi wchodzą w dorosłe życie ze specyficznym doświadczeniem relacji z własnymi ojcami – nieobecnymi (zapracowanymi lub uzależnionymi od alkoholu) i nieokazującymi emocji. Terapeuta Wojciech Eichelberger mówi wprost, że zostali „zdradzeni przez ojców”, którzy pozostawili synów w przestrzeni niemal wyłącznych wpływów matek.

Dziś ci zdradzeni synowie sami są lub wkrótce będą ojcami. Jak chcą kształtować swoje ojcostwo i relacje z dziećmi?

Nurek w świecie dziecka
Podczas warsztatów dla młodych rodziców z radością obserwuję zaangażowanie ojców w relacje z synami. To kompletnie nowa jakość. Młodzi ojcowie nie chcą iść tym samym szlakiem, którym szli ich ojcowie, szukają własnej ścieżki.

Relacja ojciec–syn to niewątpliwie trudna więź, którą buduje nie tylko wzajemne oddziaływanie, ale także warunki materialne, oczekiwania społeczne, wpływy innych osób, a nawet kontekst historyczny. Millenialsi urodzili się w okresie transformacji – ich ojcowie chcieli wykorzystać szansę, jaką stwarzał rozwijający się rynek, chcieli się wreszcie czegoś dorobić, zrobić karierę. Ojcowie dzisiejszych trzydziestolatków definiowali rolę mężczyzny jako tego, który jest głową rodziny, odpowiada za jej utrzymanie, jest silny niczym macho. Miał inne, „poważniejsze” zadania niż opieka nad dziećmi, zabawa z nimi w piaskownicy.

Dzisiaj widok ojca szalejącego na placu zabaw już nikogo nie dziwi. Millenialsi mają dobry kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem (ponieważ nie wymagano od nich szybkiego dorastania), dlatego łatwiej jest im nawiązać bliską i empatyczną relację z synami i córkami, lepiej ich rozumieją, a zabawa sprawia im autentyczną radość. Kamil, 30-letni inżynier, uczestnik warsztatów dla młodych rodziców, aktywnie jest obecny w życiu swojego pięcioletniego syna i ma z nim bardzo silną więź. – Myślę, że w pewnym sensie jestem bliżej synka niż moja żona, która jest dla niego przedstawicielką zupełnie innego świata. Ja natomiast umiem „nurkować” w świecie syna – mówi. O podobnym porozumieniu z dziećmi mówi wielu młodych ojców z pokolenia Y. Mało tego, jak pokazują najnowsze badania nad relacjami w związkach millenialsów, to oni pierwsi wyjawiają, że chcą mieć dziecko i namawiają do tego swoje żony/partnerki, a gdy pojawia się potomstwo, są podekscytowani rolą ojca, chcą ją jak najlepiej wypełniać. Ich zaangażowanie w rodzicielstwo ma kolosalne znaczenie dla kobiet, które w dużej mierze właśnie od tego uzależniają swoje plany macierzyńskie i decyzję o liczbie dzieci.

Piotruś Pan z gadżetami
Nie oszukujmy się jednak – nie każdy millenials to zaangażowany tata. Ci, którzy zbyt długo pozostają w domu rodzinnym i cechują się wyjątkowym indywidualizmem, wiodą życie wiecznych chłopców. Pragną przede wszystkim przyjemności, zabawy i uciech. Bywa, że pozostają na utrzymaniu rodziców. Nie chcą przyjąć na siebie obowiązków związanych z relacjami ze stałą partnerką czy z posiadaniem dziecka.

Ci, którzy wyras[-]tają z etapu wiecznego chłopca i zakładają rodzinę, wydają na swoje dzieci znacznie więcej pieniędzy niż ich ojcowie wydawali na nich – na ogół zarabiają więcej niż zarabiali ich ojcowie, poza tym symbolicznie chcą zrekompensować sobie to, że sami w dzieciństwie nie mieli dostępu do tak wielu dóbr, gadżetów, nowinek technologicznych. Takie obdarowywanie dzieci może jednak prowadzić do sytuacji konfliktowych… – Mój partner bez przerwy kupuje synom nowe rzeczy. W domu nie ma już na nie miejsca, mimo to każda wyprawa do galerii handlowej kończy się kupnem zabawki. Kiedy jeżdżę z chłopcami sama i nic im nie kupuję, to histeria murowana – skarży się Julita, matka dwóch chłopców. Mariusz, jej partner, nie widzi w tych zakupach nic złego. – Kupuję synom gadżety, uczę obsługiwać tablet, pokazuję im gry. Od małego chcę ich przygotowywać do życia w cyberprzestrzeni, bo w naszych czasach ta umiejętność jest nieodzowna – broni się Mariusz.

Millenialsi nawet kilkuletnie dzieci wprowadzają w świat nowinek technologicznych, ale też chętnie bawią się z nimi w tradycyjne zabawy, w świecie off-line. Chcą sprawować całościową opiekę, dlatego obowiązki domowe starają się wypełniać na równi z kobietami. Nauczeni złym doświadczeniem nieobecnych, zapracowanych ojców, stawiają przede wszystkim na więzi i relacje, a nie na kwestie materialne. Ojcowie uczestniczący w warsztatach rodzicielskich deklarują, że chcą jak najlepiej rozumieć dzieci i w pełni uczestniczyć w ich życiu.

Znajdź balans

Warto, by ojcowie z pokolenia Y zadbali o więź z synami, równoważąc dwa podejścia – podejście głębokiej akceptacji oraz podejście umacniające męskość i niezależność synów. Jeśli jesteś takim ojcem, to: 1. Pozwól synowi eksperymentować, popełniać błędy, doświadczyć pouczających porażek – pokaż mu, że porażki zdarzają się każdemu. Nie chroń syna przed niepowodzeniami, ucz go, jak sobie z nimi kon...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy