Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

10 sierpnia 2016

Ojcowie na bocznym torze

83

Jeszcze nie tak dawno szeptała mu czułe słówka, to on był mężczyzną jej życia. Gdy urodziła syna, mąż spadł do drugiej ligi. Wygoniła go nawet z łóżka, bo wygodniej jej spać z dzieckiem. Dlaczego młode matki odpychają partnerów? Co grozi związkowi, w którym po pojawieniu się dziecka, mężczyźnie nie pozwala się być i mężem, i ojcem?

Narodziny pierwszego dziecka
Nawet w najbardziej kochającym i zgodnym małżeństwie mogą wywołać poważny kryzys. Zakłócony zostaje pewien „porządek”, do jakiego partnerzy zdążyli się już przyzwyczaić. Ciąża, poród i połóg obciążają kobietę fizycznie, psychicznie i emocjonalnie, ale zmianę i towarzyszący jej często stres odczuwa także mężczyzna. W skrajnych przypadkach młodego ojca może dopaść nawet depresja poporodowa, zaburzenie afektywne, o którym do niedawna mówiło się jedynie w kontekście matek. Nowa rola – ojca, po którym wszyscy spodziewają się, że będzie jednocześnie podporą dla niedoświadczonej matki – stanowi spore wyzwanie, a nie sposób się do niej wcześniej przygotować. Często przygnębienie pojawia się również z innych powodów: zaangażowana w opiekę nad dzieckiem kobieta stopniowo odsuwa od siebie partnera, z każdym dniem coraz bardziej spychając go na margines życia rodzinnego. Zjawisko to najczęściej obserwuje się wśród par, którym urodził się syn...

POLECAMY

Społeczny i kulturowy nakaz bycia „prawdziwym mężczyzną” oznacza nieustanne udowadnianie, że się na to miano zasługuje. Bądź silny, nie okazuj swoich emocji, podejmuj właściwe decyzje... A współcześni ojcowie muszą sprostać oczekiwaniom, nieznanym jeszcze poprzedniemu pokoleniu. Oczekuje się na przykład, że będą aktywnie uczestniczyli we wszystkich fazach ciąży. Kobiety i otoczenie przyszłych rodziców często z góry zakładają, że każdy ojciec z radością weźmie udział w porodzie. Że znajdzie czas i na zarabianie pieniędzy, i na chodzenie z partnerką na badania czy zajęcia w szkole rodzenia. Że na porodówce będzie pełnić rolę osobistego trenera – liczącego oddechy, wspierającego i dopingującego żonę. Lista życzeń nie ma końca i nawet wtedy, gdy mężczyźni starają się jak mogą, to o nieporozumienia nietrudno. Słyszą więc, że „nie dość się angażują” lub że „mogliby okazywać więcej entuzjazmu”. Niekiedy słowo „dziecko” odmieniane jest przez wszystkie przypadki i choć jeszcze się nie urodziło, już zdaje się determinować całe życie pary. Przyszli ojcowie – zwłaszcza przez dwa pierwsze trymestry ciąży – czują się zagubieni, bo tak naprawdę nie bardzo wiedzą, co mogliby jeszcze dla swoich partnerek zrobić.

Po porodzie sytuacja nie wygląda lepiej... Pojawia się słodka, bezbronna istota, od pierwszej chwili skupiająca na sobie uwagę wszystkich dookoła. Mężczyzna zostaje w pewien sposób „zdetronizowany”. To naturalne, że pojawia się tęsknota i zazdrość – jego partnerka, dotąd oddana przyjaciółka i kochanka, niemal całą swoją uwagę, czas i emocje poświęca teraz dziecku. Tata sam też chciałby jakoś włączyć się w tę opiekę, ale czasami albo sam obawia się zajmować noworodkiem, albo w ogóle nie jest do tego zachęcany. Słyszy od kobiety, że nie będzie umiał, że na pewno zrobi coś źle, a ona wszystko wie „instynktownie”, bo przecież jest matką. Ten ostatni argument trudno obalić, więc wielu mężczyzn w końcu się poddaje.

Gdy w domu pojawia się dziecko

Mężczyzna ma prawo nie radzić sobie w nowej roli i czuć się niepewnie. Starajcie się ze sobą jak najczęściej rozmawiać, słuchajcie siebie uważnie, szanujcie odczucia drugiej strony. Ustalcie wspólnie miejsce i porę rozmowy. Określcie maksymalny czas trwania rozmowy (np. 15–20 minut) oraz czas wypowiedzi (np. po 3 minuty). Wypowiadajcie się na zmianę – gdy mówi jeden partner, drugi nie ma prawa mu przerywać. Każdy z partnerów może poprosić o chwilę przerwy. Starajcie się nie używać słów obrażających partnera i nie wyciągać spraw niemających bezpośredniego związku z omawianym problemem. Okazujcie sobie czułość i zrozumienie. Powtarzaj partnerce, że jest najlepszą matką dla waszego dziecka, że rozkwitła i macierzyństwo jej służy. Starajcie się nadal postrzegać siebie nawzajem jako atrakcyjnych przyjaciół i kochanków, a dopiero w drugiej kolejności widzieć siebie jako ojca i matkę. Bądźcie parą z dzieckiem – więź z nim jest tak samo ważna, jak wasze relacje. Pamiętajcie, by dzwonić do siebie w ciągu dnia z pytaniem o wasze samopoczucie i nastrój. Flirtujcie ze sobą, zostawiajcie liściki, bądźcie spontaniczni. Zapewniwszy dziecku dobrą opiekę, spędzajcie wieczory tylko we dwoje – idźcie do restauracji, kina, znajomych. Dzielcie się obowiązkami i opieką nad dzieckiem – nie tyle po równo, co elastycznie. Róbcie to, w czym każde z was jest najbardziej skuteczne. W sprawach łóżkowych wskazana jest cierpliwość, ale też delikatna nieustępliwość. Trzeba próbować – do skutku.

Kobieta, która odpycha partnera, nie tylko jednostronnie wytycza granice w związku, ale też zaburza (czy wręcz uniemożliwia) wypełnianie mu jego ojcowskiej roli. Czasami młode matki przyznają, że odczuwają ulgę, gdy mąż wychodzi wreszcie do pracy i mają czas tylko dla siebie i synka – „swojego małego mężczyzny”. Zaborcze matki swoim zachowaniem zakłócają nawiązanie więzi między ojcem a dzieckiem, przekreślają ich wzajemne poznanie, oswojenie się ze sobą, co może powodować, że ojciec – w mniej lub bardziej uświadomiony sposób – zaczyna postrzegać syna jako rywala.

Kobiety sprawiają też wrażenie nieprzystępnych, unikają bliskości, są drażliwe, skoncentrowane na zdrowiu i samopoczuciu dziecka, abstynencja seksualna przedłuża się... Gdy dziecko trafia do małżeńskiego łóżka, oficjalna wersja brzmi, że tak będzie dla wszystkich lepiej. A co w rzeczywistości może się za tym kryć? Niektóre kobiety przyznają, że zazdroszczą mężom ich kontaktu ze światem zewnętrznym, tego, że stając się rodzicem, nie stracili swej niezależności. Unikanie kontaktów seksualnych może być wyrazem niezgody na taki stan rzeczy i karą wymierzaną partnerom, często podświadomie.

Zwykle jednak kobiety czują się po prostu nieatrakcyjne, i mają do tego prawo – obolałe ciało, kapiące z piersi mleko, przemęczenie i niewyspanie, rozchwiana gospodarka hormonalna... To wszystko powoduje, że i one mają trudności w dostosowaniu się do nowej roli. Co prawda po sześciu tygodniach od porodu wszystko powinno wrócić do normy, ale zdarza się, że z upływem czasu nic się nie zmienia. Mało tego, coraz bardziej krzepnie układ, w którego centrum znajdują się matka i dziecko, a ojciec pełni rolę satelity. Mężczyzna czuje się coraz bardziej bezradny. Ma wrażenie, że został odstawiony na boczny tor, a żona całkowicie zawłaszczyła dziecko.

Następca, czyli synek mamusi
Donald W. Winnicott, brytyjski pediatra i psychoanalityk, twierdził, że matka powinna być „good enough” – wystarczająco dobra. Jej rola – dostępnej i stabilnej opiekunki – polega na przyjmowaniu na siebie oraz uspokajaniu emocji dziecka wystarczająco dobrze i wystarczająco często. Taka matka dobrze rozumie swoje dziecko i zaspokaja jego potrzeby, jest dostępna zawsze, gdy ono tego pragnie, co nie oznacza jednak konieczności nieustannego z nim kontaktu.

Psycholog prokreacji prof. Eleonora Bielawska-Batorowicz twierdzi, że lepiej mówić o „stawaniu się” matką i o indywidualnych uwarunkowaniach tego procesu, niż o „instynkcie macierzyńskim”. Opinię tę podzielają inni specjaliści – ich zdaniem istotne jest, aby matka nie przekazywała dziecku swoich lęków, nie przenosiła na nie problemów i nie obarczała go poczuciem winy za własne niepowodzenia. Zadanie ojca polega natomiast na ustanowieniu swoistego pomostu – od symbiozy z matką do świata relacji społecznych, a w przypadku chłopca także do świata mężczyzn. Jeśli ojca zabraknie – fizycznie lub emocjonalnie – syn będzie żył w poczuciu pragnienia bliskości z nim lub jego substytutem. Według psychoanalityków, bez ojca-obiektu nie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy