Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

27 stycznia 2016

Oswajanie śmierci

78

Każdy z nas wie, że kiedyś umrze. Wiemy, a zarazem unikamy tej wiedzy, nie dopuszczamy jej do siebie. Żyjemy tak, jakby nasze życie nie miało końca. Bronimy się przed lękiem przed śmiercią.

Umieranie to proces nagłego lub powolnego tracenia tego, co stanowi istotę naszego życia, a więc tego, co jest dla nas najcenniejsze. A najcenniejsze jest nasze ja. Kiedy spojrzymy na nie okiem Wiliama Jamesa, a jest to bodaj najciekawszy w psychologii punkt widzenia na temat ja, to zobaczymy trzy ważne sfery, które traci się wraz z umieraniem: sferę materialną, społeczną i duchową. Należy tu ciało, ale w nierównym stopniu. Głowa zazwyczaj jest ważniejsza niż plecy. Są tu ulubione rzeczy: ukochane książki, płyty, ogródek pełen kwiatów. To swoje miejsca: dom, mieszkanie, a w nich swój pokój czy ulubiony kąt. To oczywiście ludzie: rodzina, przyjaciele, bliscy, najbliższe ukochane osoby. To wreszcie zawartość swojej pamięci, a szczególnie wspomnienia silnie nasycone emocjami, to zawartość wyobraźni, a nade wszystko marzenia, swoje skrywane i jawne pragnienia. Jak widać, jest wiele do stracenia w obliczu śmierci i nie są to rzeczy błahe. To wszystko, co składa się na nasze ja.

Lęk kresu
Każde ja ma jednak swój kres. To śmierć. Kiedy się wydarzy, nie ma już żadnego ja. Czas teraźniejszy się skończył. Choć brzmi to dość przewrotnie, zaczyna się czas przeszły. Po naszym ja pozostaje w pamięci innych co najwyżej on lub ona. Dla ja nie ma to już żadnego znaczenia. Świadomość tego faktu jest powszechna, ale bynajmniej nie jest tak, że towarzyszy nam w każdej chwili. Co jakiś czas odnawia się, co jakiś czas zanika. W miarę jak się starzejemy, myśli o śmierci pojawiają się coraz częściej i coraz łatwiej. Myślom tym często, ale bynajmniej nie zawsze, towarzyszy niepokój, a nawet lęk.
Lęk przed śmiercią należy do lęków egzy[-]stencjalnych. Irving Yalom, amerykański psychiatra i psychoterapeuta, emerytowany profesor Uniwersytetu Stanforda, uważa, że należy on do rodziny czterech najważniejszych problemów egzystencjalnych człowieka: wolności lub niewoli, więzi z innymi lub samotności, sensu lub bezsensu życia, wreszcie śmierci. Wolność, więź, sens są powszechnie przedmiotem ludzkich pragnień i źródłem radości. Niewola, samotność, bezsens są źródłem cierpie[-]nia, ale żadne z nich nie wzbudza tak podstawowego lęku, jak śmierć. I to zarówno śmierć innego człowieka (także zwierzęcia), jak i perspektywa własnej śmierci. Można powiedzieć, że lęk przed śmiercią zawiera w sobie inne lęki egzystencjalne.

POLECAMY

Lęk ten tłumaczy się na różne sposoby, najczęściej odwołując się do perspektywy przerażającej nicości lub pustki. Okazuje się jednak, że nie wszyscy boją się w takim samym stopniu. Bardziej boją się młodzi niż starzy (co wydaje się zrozumiałe), bardziej ci, którzy mają gorsze zdanie o sobie niż ci, którzy mają wysokie mniemanie o sobie. Bardziej osoby religijne niż niereligijne (a powinno być odwrotnie), bardziej konserwatyści niż liberałowie (też powinno być odwrotnie), bardziej mężczyźni niż kobiety. Ludzie od zawsze podejmowali rozmaite próby oswojenia śmierci, a co najmniej myśli o śmierci. Robią to co najmniej od czasów, gdy ja stało się przedmiotem samoobserwacji, a więc – jak twierdzi Igor Kon, rosyjski filozof, socjolog i psycholog – od czasów średniowiecza.

W psychologii problem śmierci (poza żałobą) przez czas długi łączono głównie z przechodzeniem do końcowych okresów rozwojowych. Tak jest na przykład w pracach Erika Eriksona, pełnego mądrości badacza przemian ludzkiej tożsamości. Ostatni kryzys tożsamości wymaga konieczności poradzenia sobie z fundamentalnym konfliktem między integralnością ego a rozpaczą. W rzeczywistości oznacza to – zdaniem Eriksona – wybór między zaakceptowaniem własnego życia, pogodzeniem się z jego słabymi i mocnymi stronami, a więc wybór między stanem najbliższym mądrości z jednej strony, a poczuciem życiowej porażki, rozpaczą z braku możliwości naprawienia swoich błędów i w konsekwencji desperackimi próbami przeciwstawiania się starości prowadzącej ku śmierci z drugiej strony.

Trudno zaprzeczyć, że wielu z nas pragnęłoby w obliczu śmierci zacząć wszystko od nowa. Wielu przez całe swoje życie wierzy niezłomnie, że ma jeszcze mnóstwo czasu, aby zabrać się do zmian. Jeszcze zdążę, jeszcze mam czas – to dość typowy sposób myślenia.

Cienka linia
Podejście Eriksona do problemu śmierci dotyczy tylko ludzi starych, a ponadto nie wydaje się bynajmniej jedynym możliwym sposobem myślenia. Zauważmy też, że oprócz realnego zagrożenia śmiercią, niemałą rolę w naszym życiu odgrywa zagrożenie symboliczne. Różne zdarzenia czy sytuacje powodują aktualizację myśli o śmierci także wtedy, gdy realne zagrożenie nie istnieje. Dzieje się tak, po pierwsze, dlatego, że dzięki naszym kompetencjom poznawczym dość dobrze rozumiemy nieusuwalną sprzeczność między instynktem samozachowawczym i doświadczeniem własnej kruchości, delikatności, śmiertelności. W jakimś momencie życia zauważamy, że granica między życiem i śmiercią to przysłowiowa cienka linia i że w każdej chwili możemy znaleźć się to po tej, to po tamtej stronie granicy. Sprzyjają temu sytuacje krytyczne, traumatyczne, zagrażające, których nie szczędzi nam los. Po drugie, dzięki spostrzeganemu (bo trudno tego nie dostrzec) podobieństwu do innych ludzi, myśli o śmierci aktualizują się w naszym ja nie tylko w obliczu osobistego zagrożenia, ale także w obliczu wyrazistości śmierci lub zagrożenia śmiercią dotykającymi innych ludzi. Śmierć innego człowieka lub choćby dostrzeżona możliwość takiej śmierci czy też zagrożenie śmiercią, uświadamia nam własną śmiertelność z całą wyrazistością.

Myśli o śmierci, szczególnie zaś myśli o śmierci osób bliskich lub śmierci własnej, są z natury rzeczy przykre. To ten rodzaj myśli, których chętnie unikamy, nie chcemy ich dopuścić do siebie, a jeśli to niemożliwe, chętnie pozbywamy się ich z naszej głowy. Staramy się więc nie myśleć o śmierci, bagatelizujemy ją, szukamy sposobów jej oswojenia. Tu jednak pojawia się istotny problem. Unikanie myśli niechcianych nie jest bynajmniej proste i łatwe. Przeciwnie, wiąże się z niemałymi kłopotami. Dzieje się tak dlatego, że – jak to wykazali Daniel Wegner z Harvard University i Robin Vallacher z Florida Atlantic University – próby eliminacji myśli niechcianych paradoksalnie pociągają za sobą większą koncentrację uwagi na nich. W konsekwencji zamiast wcale nie myśleć o danej sprawie, myślimy jeszcze więcej, czasem bez przerwy. Inaczej mówiąc, usuwanie ze świadomości myśli o śmierci sprawia, że myślimy o niej częściej i więcej. Próba niemyślenia o tym, co wzbudza lęk, jest w konsekwencji źródłem jeszcze większego lęku. Odwrócenie uwagi od myśli niechcianych okazuje się mało efektywne, choć ukierunkowanie uwagi na inne obiekty, inne zadania, inne myśli mogłoby przynieść ulgę.

Opanowywanie trwogi
W jaki zatem sposób ja zagrożone myślami o śmierci poszukuje ukojenia? Tom Pyszczynski, Jeff Greenberg i Sheldon Solomon – twórcy Teorii Opanowania Trwogi uważają, że mamy do dyspozycji dwa sposoby. Pierwszy odwołuje się do samooceny, drugi do identyfikacji z podzielanym światopoglądem. Wiele danych...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy