Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

1 grudnia 2015

Oglądaj świat w 3D

42

Choć stąpamy po tym samym świecie, postrzegamy go na różne sposoby. Optymista widzi w nim przede wszystkim szanse, a pesymista zagrożenia. Który ma rację? Obaj. Bo świat ma wiele barw i dobrze widzieć je wszystkie. Optymizm pozwala snuć marzenia, a szczypta pesymizmu pomaga te optymistyczne wizje urzeczywistniać.

Każdy zna dylemat szklanki: czy jest do połowy pełna, czy do połowy pusta? Jako praktykujący psycholog spotykam ludzi, którzy są raczej na zakrętach życiowych niż na prostej. Dlatego bliski jest mi komentarz z serialu „Bill Cosby Show”: „To, czy szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta, zależy od tego, czy chcesz się napić, czy chcesz dolać”. Podoba mi się to pragmatyczne podejście do optymizmu i pesymizmu, bo pozwala traktować te nastawienia niemal jak narzędzia. Optymizm maluje nam życie w ciepłych barwach, a pesymizm – w zimnych. Każda z opcji może być zarówno zgubna, jak i zbawienna, dlatego pełny obraz sytuacji zyskujemy, umiejętnie łącząc obie perspektywy. Dokładnie tak jak w kinie, gdy zakładamy okulary z czerwonym i niebieskim szkiełkiem. Dostrzegamy wtedy głębię obrazu i mamy lepszy ogląd sytuacji. Co ciekawe, przez takie okulary możemy patrzeć nie tylko w przyszłość, ale również przyglądać się teraźniejszości i zebranym doświadczeniom.

Co nas czeka za zakrętem

Gdybyśmy cofnęli się w czasie i opowiedzieli ludziom żyjącym na początku XX wieku, co wydarzy się przez najbliższe sto lat, pewnie uznaliby nas za szalonych. Dwie wojny światowe? Internet i telefon komórkowy? Polak papieżem, loty w kosmos i przeszczepy serca? W 1914 roku musiałoby to wywołać szok. A jednak to wszystko się wydarzyło. Podobne zdziwienie może wywołać historia naszego życia. Gdy rozpoczynałem studia, w Polsce nie była jeszcze popularna psychologia biznesu, coaching, niewiele mówiło się wtedy o inteligencji emocjonalnej i asertywności. Czy mogłem zatem przewidzieć, czym będę się kiedyś zajmował?

Podążając przez życie niepewni przyszłości, przypominamy kogoś kierującego samochodem z kompletnie zachlapaną przednią szybą. Wiemy, co jest w kabinie obok nas, możemy też spoglądać w lusterka wsteczne, ale te pokazują obraz wycinkowy i zazwyczaj zniekształcony. W takich warunkach poruszamy się w życiu i podejmujemy różne decyzje. To, jaki wybieramy kierunek i jak mocno naciskamy pedał gazu, w dużej mierze zależy od koloru szkiełek w naszych okularach.

Optymista łatwo tworzy pozytywne scenariusze przyszłych zdarzeń, pomyślny obraz dalszej drogi i efektów podejmowanych decyzji. Nawet jeśli na poziomie racjonalnym wie, że nie wszystko musi się skończyć dobrze, uważa, że los mu sprzyja, a obrót koła Fortuny finalnie będzie pozytywny. Pesymista uważa, że sprawy nie pójdą jak należy i oczekuje raczej negatywnych wyników swoich działań. Łatwo dostrzega ryzyko i chętnie naciska padał hamulca, odraczając podjęcie decyzji lub całkiem wycofując się z jazdy. Tak rozumiany optymizm i pesymizm od lat skupiają uwagę naukowców. Badania, prowadzone m.in. przez amerykańskich profesorów Michaela F. Scheiera i Charlesa S. Carvera, dowodzą, że nasze przekonania dotyczące możliwych zdarzeń obejmują wiele sfer życia i są stabilne w czasie. Znając aktualne nastawienie osoby wobec przyszłości, możemy przewidzieć, jakie będą jej wyobrażenia za tydzień, a nawet za rok, niezależnie, czy dotyczą one znalezienia pracy, wygranej w Lotto, czy przebiegu choroby. Optymizm i pesymizm nie są jednak naczyniami połączonymi. Możemy być optymistą w sprawach zawodowych i jednocześnie nie wierzyć w swój sukces sportowy albo w szczęście osobiste.

Generalnie na świecie więcej jest optymistów niż pesymistów. Nic dziwnego, jesteśmy w prostej linii potomkami optymistów, którzy przetrwali w trudnych dziejach ludzkości, pokonali zagrożenia i doczekali się potomstwa. Wiele wskazuje, że tendencja do spostrzegania świata w ciepłych lub zimnych barwach jest uwarunkowana genetycznie. Dotyczy to głównie obronnej formy nastawienia, czyli przekonania, że nie będzie źle, albo że nie będzie dobrze (patrz aplikacja „Optymista, ale jaki?”). Na szczęście drugą stronę tego nastawienia, ekspansywną – czyli przekonanie, jak będzie, czy spotka nas coś dobrego, czy złego – można kształtować, bowiem nasilenie tego przekonania zależy od aktualnych wydarzeń w życiu. Osoba zwolniona z pracy może chwilowo stracić wiarę w to, że wszystko się ułoży, ale gdy otrzyma ofertę zatrudnienia, znów popatrzy w przyszłość pozytywnie.

Warto pielęgnować pozytywny obraz przyszłości. Optymiści są szczęśliwsi i mniej skłonni do depresji, doświadczają mniejszego stresu i lepiej sobie z nim radzą, rzadziej chorują, szybciej dochodzą do zdrowia i dłużej żyją. Moshe i Haim Levy odkryli, że ludzie po pięćdziesiątce, którzy mają optymistyczny obraz starości, żyją ponad siedem lat dłużej niż ich pesymistyczni rówieśnicy.

Jak marzyć

Optymistyczne scenariusze pociągają. Już samo fantazjowanie na temat przyszłych rezultatów sprawia, że wydają się one bardziej prawdopodobne. Studenci, których John Carroll, amerykański psycholog, prosił o wyobrażanie sobie podróży na inny kontynent, wierzyli, że ich udział w takiej eskapadzie jest bardziej prawdopodobny. Mechanizm ten wykorzystuje wielu profesjonalistów. Terapeuci nakłaniają chorych, by wyobrażali sobie zwycięskie bitwy z czynnikami osłabiającymi ich organizm. Charyzmatyczni przywódcy zaszczepiają pozytywne wizje w umysłach podwładnych. Trenerzy utrwalają u sportowców nawyk symulowania w głowie dobrego rezultatu, a sprzedawcy np. kablówki nakłaniają klientów, by pomyśleli, jak przyjemnie będzie zasiąść na kanapie i obejrzeć program na którymś z 300 dostępnych kanałów.
Optymizm motywuje nas do aktywności, ta z kolei zwiększa szanse odniesienia sukcesu. Pracownik optymista, wierzący w realizację trudnego projektu, wykazuje większy zapał do pracy i wytrwałość w obliczu trudności. Niektórych jednak, na przykład tych, którzy doświadczają silnego lęku przed porażką, motywują czarne scenariusze. Psycholożki Julie Norem i Nancy Cantor nazwały taką strategię „defensywnym pesymizmem”. Wyobrażanie sobie najgorszego – na przykład oblania egzaminu czy choroby – może zabezpieczać nas przed ewentualną porażką, ale tylko wtedy, gdy w ślad za tym idą działania; na przykład staranniej przygotowujemy się do egzaminu, robimy badania profilaktyczne. Natomiast gdy czarnowidztwo służy wyłącznie ochronie ego, da nam tylko gorzką satysfakcję, gdy w chwili porażki będziemy mogli stwierdzić: A nie mówiłem!

Kiedy dążymy do celu, dobrze jest założyć okulary 3D, pozwalające zobaczyć naszą przyszłość pełniej. Samo fantazjowanie nie przeniesie nas, jak latający dywan, „od pomysłu do przemysłu”. Kiedyś spotkałem pesymistę, który doświadczył kolejnego bankructwa. Oczy mu rozbłysły, gdy spytałem go o marzenia. Okazało się, że pragnie projektować motocykle. Wpadł jednak w pułapkę nierealistycznej mrzonki, bo koncentrował się tylko na wyniku. Oczami wyobraźni widział swoje pojazdy mknące po autostradach. Skupienie uwagi wyłącznie na celu jest ryzykowne, bo gdy ockniemy się z marzeń – tym wyraźniej widzimy kontrast między snem a rzeczywistością. I dochodzimy do wniosku, że marzenie jest nierealne.

Znam ludzi, którzy tkwią zanurzeni w marzeniach i nie robią nic, by je zrealizować. Ktoś od lat pisze doktorat, ktoś inny kolejny raz rzuca palenie. Dlaczego nie udaje im się zrealizować planów? Bo są one jedynie transparentem, który rozwijają, gdy chcą pokazać ludziom swoje dobre strony. Gdy nie można się pochwalić sukcesami, próbujemy wywierać wrażenie na innych choćby swymi zamierzeniami. W czasie studiów spotkałem dziewczynę, która oblewała egzaminy, ale marzyła jej się kariera aktorki. Nie włączyła się jednak do żadnej ze studenckich grup teatralnych. Jedynie snuła wyobrażenia o scenicznych laurach, zyskując chwilowy podziw otoczenia. Z tego, co wiem, nadal nie jest aktorką.

Aby spełnić marzenia, najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy tego rzeczywiście chcemy. Potem należy przejść do działania i przekształcić marzenia w konkretne cele. Zostać wielką gwiazdą albo odkryć nieznany ląd to mrzonka, ale ukończyć kurs aktorski albo wyruszyć na egzotyczną wyprawę to już wyrazisty cel. Jeśli nadal jest pociągający, zakładamy okulary 3D i patrzymy w przyszłość. Ale nie na cel, lecz na drogę, która do niego wiedzie. Optymizm może pomóc nam nakreślić sekwencję czynności, która doprowadzi nas do wymarzonego efektu. Jeśli umysł nakreśla zbyt wiele szlaków, punktów zwrotnych i rozstajów dróg, warto zastosować prosty trick i przebyć drogę wstecz, cofając się od marzenia do dziś. Trakt okaże się wtedy krótszy i mniej kręty, niż się spodziewaliśmy.

Kasyno zawsze wygrywa

Wszystko ma jednak swoje granice, również korzyści płynące z optymizmu. Woody Allen powiedział kiedyś: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”. Dlatego dobrze jest spojrzeć na przyszłość przez negatywny filtr i zadać sobie pytanie: co zrobię, jeśli wybrana droga okaże się niewłaściwa, jeśli pojawią się trudności? Szczypta pesymizmu pozwoli przygotować alternatywne warianty realizacji marzeń. Harold Wilson mawiał: „Jestem optymistą, ale takim, który bierze ze sobą płaszcz przeciwdeszczowy”. Jeśli powodzenie naszych planów zależy od otrzymania dotacji, powinniśmy już na starcie opracować wariant B i znaleźć inne źródła wsparcia. Najwyżej z nich nie skorzystamy. Dobrze być trochę Kłapouchym nie po to, żeby gasić swój optymizm, ale żeby optymistyczne wizje urzeczywistniać.
Spoglądanie w przyszłość wyłącznie przez różowe okulary prowadzi do ignorowania realnych zagrożeń. Na przykład zauważono, że niektórzy ludzie, choć wiedzą o nadchodzącym huraganie, nie ewakuują się. Optymizm obronny podpowiada im: nie będzie tak źle. Podobny głos powstrzymuje niektórych z nas przed wykupywaniem ubezpieczeń. Agenci oferujący zabezpieczenie majątku opowiadali mi, że odmawiając ubezpieczeń, ludzie najczęściej mówią: „Proszę pana, tutaj nikogo dotąd nie zalało”. Niektórych nie przekonuje nawet przykład Wilkowa, dwukrotnie zalanego w ciągu 2010 roku. Z kolei przezorni, którzy podróżując całą rodziną, wykupują loty dla każdej osoby w innym samolocie, postrzegani są jako dziwacy.

Patrzenie na świat wyłącznie przez różowe szkła bywa zgubne, szczególnie wtedy, gdy wynik działania w małym stopniu zależy od nas. Optymizm ekspansywny podpowiada: będzie dobrze, gdy kupujemy los Lotto lub idziemy na mecz polskiej reprezentacji w piłce nożnej. A jakie są efekty? Sami wiemy. Kiedyś zdarzyło mi się jednego dnia jechać taksówkami, których kierowcy byli uwikłani w hazard. Pierwszy taksówkarz wciąż się chciał odegrać. Stracił dosłownie wszystko: firmę, dom, rozpadła mu się rodzina, ale nadal wierzył, że nadejdzie dzień wygranej. W drugą stronę wiózł mnie człowiek, który po niepomyślnym epizodzie gry na automatach pesymistycznie spojrzał na możliwość wygranej, zerwał z hazardem i przeniósł się do innej dzielnicy. Skupił uwagę na tym, co może kontrolować. I w rezultacie wygrał, bo czy ktoś słyszał o kasynie, które zbankrutowało?

Narzekanie matką wynalazku

Optymizm odnosi się nie tylko do przyszłości. Klasyczny dylemat szklanki dotyczy oceny tego, co dzieje się tu i teraz. Pogodne osoby pozytywnie oceniają swoje aktualne położenie – w ich przekonaniu szklanka jest do połowy pełna – natomiast malkontenci widzą szklankę do połowy pustą. Różnicę między nimi oddaje znana w biznesie historia o właścicielu fabryki obuwia. Zatrudnił on handlowca, któremu zlecił zbadanie szans rozwoju biznesu w jednym z krajów afrykańskich. Ten po powrocie stwierdził, że sprzedaż butów w tym rejonie świata nie ma sensu, ponieważ tam wszyscy chodzą boso. Biznesmen zatrudnił innego pracownika i wysłał go w to samo miejsce. Ten z entuzjazmem stwierdził: „Szefie, to genialny pomysł. Tam wszyscy chodzą boso, więc zarobimy kokosy, sprzedając im nasze buty!”. Obaj sprzedawcy zauważyli, że szklanka jest do połowy pusta, ale tylko jeden z nich dostrzegł w tym szansę.

Żyjemy w kraju malkontentów. Z badań prof. Janusza Czapińskiego wynika, że ponad połowa rodaków zgadza się ze stwierdzeniem, że „Polacy lubią narzekać bez powodu”. Mówi się o polskiej normie negatywności, zgodnie z którą postrzegamy świat jako raczej zły, niesprawiedliwy i krzywdzący, a nas samych jako ofiary instytucji społecz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy