Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

8 maja 2017

Obojętni, bo skrzywdzeni

33

Nasi rodacy często poznawali los tułacza. Uciekali przed wojną i prześladowaniami, emigrowali z nadzieją na lepsze życie. Dlaczego więc tak mało w nas zrozumienia dla sytuacji uchodźców? Skąd ta obojętność na cudze cierpienia?

Żyjemy w czasach zmienności i różnorodności. Częściej spotykamy – co nie znaczy, że poznajemy i rozumiemy – ludzi, którzy wyglądają inaczej niż my, mają inny kolor skóry i zwyczaje, inny rytm życia, wyznają inną religię, wzrastają w innej niż nasza tradycji i kulturze.
Spotykamy ich w różnych okolicznościach i nie zawsze jesteśmy na to spotkanie gotowi. Często zachowujemy wobec nich bezpieczny dystans, nie chcemy, by owi „inni” byli widoczni w naszej codziennej przestrzeni. Dlaczego odmienność jest dla nas trudna?

Siła w różnorodności
Przecież może zaciekawiać, rozwijać, skłaniać do innowacyjności i w rezultacie polepszać jakość naszego życia. I rzeczywiście, badania pokazują, że duża różnorodność etniczna, obyczajowa czy religijna sprzyja rozwojowi osób i grup. W makroskali przekonują o tym badania prowadzone przez ekonomistę Richarda Floridę w Dolinie Krzemowej. Okazuje się, że tam, gdzie duża różnorodność, wysoka migracja – tam wyższa innowacyjność, rozwój technologii oraz wzrost zamożności regionu. Pod warunkiem, że towarzyszy temu tolerancja dla owej różnorodności i zaufanie.

W skali małych grup znajdujemy wiele dowodów na to, że poziom złożoności myślenia, jakość pracy i jakość życia są wyższe w grupach zróżnicowanych etnicznie niż w tych jednorodnych. Na przykład z badań Antonio Lisinga i jego współpracowników wynika, że studenci, którzy mają więcej znajomych odmiennej od nich rasy, charakteryzują się wyższą tzw. złożonością integratywną myślenia, czyli bardziej niż osoby o jednorodnej rasowo sieci kontaktów potrafią zobaczyć analizowany problem z różnych perspektyw, dostrzegają w nim więcej złożoności, uwarunkowań i możliwych skutków. Z kolei Samuel Sommers z Tufts University dowiódł, że ławnicy w amerykańskich sądach, którzy pracują w zespołach mieszanych (biali i Afroamerykanie) dokładniej zapoznają się z rozpatrywanymi sprawami i wydają bardziej sprawiedliwe wyroki, niż ławnicy pracujący nad podobnymi sprawami w grupach jednorodnych etnicznie.

My, Polacy, jako społeczeństwo jesteśmy jednorodni etnicznie i większość nie chce tego zmieniać. Jeszcze zanim pojawił się w Europie problem uchodźców z Afryki i krajów arabskich, prowadziłam badania, które pokazały, że właśnie nieobecność obcokrajowców oraz nasza jednorodność etniczna, obyczajowa i religijna były dla wielu badanych powodem widzenia Polski jako najlepszego dla nich kraju. W międzynarodowych badaniach prowadzonych wiosną ubiegłego roku w 27 krajach, okazaliśmy się jednym z najmniej przychylnych uchodźcom społeczeństw. Niższe od nas wskaźniki stwierdzono tylko w Tajlandii, Indonezji i Rosji (GlobeScan, maj 2016).

Ani gościnni, ani solidarni
Dlaczego nie chcemy obcych w naszym kraju? Najprostsza odpowiedź jest taka, że po pierwsze nie mamy z nimi kontaktu, nie znamy ich. Podróże w formacie all inclusive niczego o innej kulturze nie uczą. Po drugie nie ufamy obcym, boimy się, że spotka nas krzywda z ich strony.

Skąd ta izolacja i nieufność? Przecież to, co mówimy publicznie i myślimy o uchodźcach, jest sprzeczne z naszym stereotypowym obrazem Polaków. Lubimy powtarzać, że jesteśmy tolerancyjni, solidarni, empatyczni, gościnni, wierni naszym tradycyjnym wartościom, skuteczni w obronie wiary. Ale gdy chodzi o przyjęcie uchodźców – okazało się, że nie jesteśmy (przynajmniej ci, których głos jest słyszalny z racji posiadanej władzy, dostępu do Internetu czy uczestniczenia w badaniach opinii) ani solidarni, ani gościnni, ani tolerancyjni. Ani też pewni swojej wiary, skoro w sondażach spory odsetek osób deklaruje, że obawia się, iż nieliczni islamscy uchodźcy zagrożą naszej katolickiej wierze. Jeżeli są wśród nas tacy, którzy nie zgadzają się z mową nienawiści wobec uchodźców, dlaczego milczymy? Dlaczego większość z nas nie godzi się na obecność obcych etnicznie w naszym kraju?

Między obojętnością a szacunkiem
Psychologiczne procesy towarzyszące spotkaniu z obcym są dość uniwersalne. Wszędzie, gdzie robiono takie badania, ujawniały się – choć z różną siłą – procesy defaworyzacji obcych, odmawiania im specyficznie ludzkich emocji, przekonanie o ich wewnątrzgrupowym podobieństwie i przecenianie siły ich wpływu na większość społeczeństwa.

A co nas, Polaków, szczególnie negatywnie może nastawiać do przyjmowania uchodźców? Dlaczego brakuje nam otwartości na innych i tolerancji na ich odmienność? A szkoda, bo jest ona warunkiem autonomicznego rozwoju osób w ramach demokratycznego, liberalnego państwa, ale także ma znaczenie dla budowania i funkcjonowania wspólnoty. Warto zauważyć, że zarówno w teoriach socjologicznych, jak i w potocznym myśleniu tolerancja ma różne znaczenia. Może być bierna, formalna, czyli taka, która polega zaledwie na „znoszeniu” odmienności. Mamy wtedy do czynienia z postawą zgody na to, by inni głosili poglądy i wyrażali zachowania, których tak naprawdę nie akceptujemy. Jej efektem jest brak reakcji na owo nieaprobowane zachowanie. I nic więcej. Ten rodzaj tolerancji może być różnie motywowany: pragnieniem unikania konfliktów, ale także obojętnością, potrzebą „świętego spokoju” lub lekceważeniem, traktowaniem „innego” jako gorszego, niewartego uwagi czy „nienaprawialnego”.

Czymś innym jest natomiast tolerancja czynna, nazywana także pozytywną lub treściową. Podstawą takiej tolerancji, jak zauważa Maria Ossowska w swej książce O człowieku, moralności i nauce: miscellanea, jest „umiejętność szanowania cudzych potrzeb i cudzych opinii, których my nie dzielimy”. Oznacza ona afirmację ludzkiej wolności i autonomii, w granicach, w jakich nie krzywdzi się innych. Tak rozumiana tolerancja jest obecna w filozofii chrześcijańskiej, m.in. w pracach Jana XXIII, na przykład w encyklice Pacem in terris.

Badania przekonują, że dzisiaj w Polsce postawa czynnej tolerancji nie jest rozpowszechniona. Inni – jako mniejszości – nie są dla większości z nas ani przedmiotem zainteresowania, ani raczej nie wyrażamy wobec nich szacun...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy