Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

29 maja 2017

Aleppo – raport z oblężonego miasta

0 429

Spotkałam uchodźców żyjących w obozach i w nieformalnych obozowiskach. Widziałam rozpacz chłopaka, który dowiedział się przy mnie, że zginął jego brat. Ci ludzie są dotknięci cierpieniem, które nam zostało oszczędzone.

W 2017 roku Aleppo jest jak Warszawa w 1944. Miasto gruzów, ciemności i zimna. A jednak również miasto budzącego się życia i zmartwychwstawania. Od lipca 2015 roku nie ma prądu, od ponad dwóch lat nie ma bieżącej wody. Widziałam na ulicach kolejki małych cystern – po kilku godzinach czekania, napełnione wodą, ruszały do mieszkańców. Nad głowami unosi się sieć kabli, zapewniająca dostęp do chociaż jednego tzw. ampera, co oznacza światło z jednej żarówki przez kilka godzin w ciągu dnia. Dzieci na ulicach niosące butelki z wodą – każde dźwiga tyle, ile zdoła unieść. W Syrii prawie trzy miliony dzieci nie chodzi do szkoły. Badania Save the Children alarmują: trzy miliony dzieci poniżej szóstego roku życia zna tylko wojnę. Wszystkie wzrastały w strachu, w cieniu konfliktu. Czy to będzie złamane pokolenie – po doświadczeniu traumy i ekstremalnego strachu? „Wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci, nasze dzieci nie lubią bajek, bawią się w zabijanie” – pisał Zbigniew Herbert w „Raporcie z oblężonego miasta”.

Kobiety turlają przed sobą galony wody albo butle gazowe, stoją w kolejkach po ubrania... Niemal każda rodzina zmaga się z problemami psychicznymi, a największymi ofiarami tej wojny są dzieci i kobiety. Generał zakonu jezuitów ksiądz Arturo Sosa Abascal powiedział, że równość kobiet i ich praw jest newralgicznym punktem ludzkości. „Przy każdej analizie na temat ubóstwa zawsze wychodzi na światło to, że dotyka ono bardziej kobiety i dzieci niż resztę populacji. Wydaje mi się więc, że jeśli chcemy naprawdę dążyć do pojednania ludzkości w duchu sprawiedliwości, musimy przede wszystkim otoczyć kobiety specjalną troską” – zauważył.

POLECAMY

Na ulicach nie widać mężczyzn. Z wielu powodów. Spotkałam chłopaka, który kilka lat nie wychodzi z domu, bo wie, że będzie złapany na najbliższym punkcie kontrolnym w mieście i wcielony do wojska. Gdy piszę ten tekst, trwają walki o kolejne miasto – o Rakka, matecznik ISIS. Chłopak nie chce głupio umierać. Nawet nie wie za kogo, bo tam walczą obce mocarstwa.

Wojna spustoszyła Aleppo, jedno z piękniejszych miast na Bliskim Wschodzie. Miasto, które nie zasypiało, na ulotkach dla turystów opisywane było jako „zawsze piękne” – ulice i restauracje tętniły życiem, muzyką, zapachami. Dzisiaj pozostały po nim wspomnienia. Dawne Aleppo tonie w morzu gruzów z roztrzaskanych domów, śmierdzi mazutem, pobrzmiewają w nim jedynie odgłosy bomb, bo ciągle trwają walki o wyzwolenie kolejnych dzielnic.

Ekumenia cierpienia

W Aleppo jest 11 kościołów chrześcijańskich. Powołały one radę konsultacyjną, by koordynować pomoc dla wszystkich. Kościoły pomagają w równej mierze swoim wyznawcom, co muzułmanom. Choć przed wojną, jak słyszałam, była pewna nieufność między obu wspólnotami, teraz liczy się dla nich po prostu człowiek w potrzebie.

Antoine Audo, biskup kościoła chaldejskiego, mówił mi, że muzułmanie są nawet bardziej wdzięczni za okazaną im pomoc niż chrześcijanie. Dziwią się, dlaczego im pomagamy.

W Aleppo wschodnim podszedł do mnie młody człowiek, dziękował za pomoc okazaną jego braciom. „Przecież wierzymy w jednego Boga” – stwierdził.

Byłam też świadkiem rozmowy Josepha Tobji, arcybiskupa maronickiego Aleppo, z siostrami franciszkankami, misjonarkami Maryi. Pytał, czy mogą przyjść całą wspólnotą na najbliższe Triduum Paschalne do kaplicy sióstr. Nie mają gdzie się modlić. Maronicka zabytkowa katedra została zniszczona, dach zerwany, wnętrze zbezczeszczone. Nie wiadomo, czy w ogóle zostanie odbudowana. Potrzeba na to milionów dolarów.

Na terenie ogrodu sióstr organizacja Jesuit Refugee Service (JRS) przygotowuje dziennie 10 tysięcy posiłków przez sześć dni w tygodniu. Szefem kuchni jest muzułmanin, wspólnie pracują tam muzułmanie i chrześcijanie.

W trakcie ostatniego Ramadanu kościół syriacko-prawosławny przygotowywał codziennie ciepłe posiłki dla muzułmanów.
Pięcioletnia Emelie z greckiego kościoła prawosławnego, ofiara bombardowania, została pochowana w ogrodzie sióstr, bo cmentarz katolicki był w części wschodniej, okupowanej przez rebeliantów. Rodzina poprosiła, bo chciała godnie pochować małą… Mieszkańcy chowali swoich bliskich doraźnie, na skwerach, bo nie było dostępu do cmentarza. Teraz zaczynają się ekshumacje ofiar na ostateczne miejsca pochówku.

Muzułmanie powtarzają, że chrześcijanie pomagają im bardziej niż muzułmanie: „Jesteście lepsi od nas. Niech Bóg ma w swojej opiece uczniów Issa [tak jest nazywany Jezus w Koranie – przyp. autorki], nie zapomnimy nigdy, że nie zostawiliście nas w potrzebie”.

Połączył ich wspólny los. Związał ich więzami solidarności i współcierpienia, być może mocniejszymi niż przeróżne spotkania dialogowe prowadzone w Europie.

Centrum Islamskie opublikowało swoje stanowisko. Napisano w nim: „Widzimy, że nasze braterstwo jest niezrównane w uzdrawianiu rany między islamem a Chrystusem”. Do tego dwugłosu przyłączają się również niektórzy liderzy żydowscy. Sefardyjski naczelny rabin Izraela Icchak Yosef powiedział, że za ich wschodnią granicą dzieje się „mały Holocaust”. „Nie są oni naszymi przyjaciółmi, ale są ludźmi, którzy cierpią. Jako Żydzi nie możemy pozostać w milczeniu. Od nas musi wyjść apel. Nie można przyzwalać w milczeniu na ludobójstwo – w Syrii i gdziekolwiek indziej”. Biskup Audo uważa, że choć wojna jest straszną rzeczą, to jednak miewa też piękne karty – jednoczy. Kiedy myślę o ludziach, których spotkałam w Aleppo, to jestem przekonana, że oni są zaczynem pokoju na ziemi. Świat wyjdzie inny z tej wojny, ale też bogatszy o świadectwo ludzi wierzących po obu stronach.

Cokoły, na których nie stoi już nikt

Ta wojna została ukradziona Syryjczykom. Mieszkańcy Aleppo bardzo ostrożnie wypowiadają się na temat ofensywy zdobycia części wschodniej miasta przez wojska rządowe w grudniu 2016 roku. Aleppo od czerwca 2012 było podzielone na część zachodnią, rządową, i część wschodnią, opanowaną przez rebeliantów. Zdają sobie sprawę, że świat z daleka widzi inaczej. Raport mieszkańca Aleppo uwrażliwia na manipulację: „My mówimy, że Aleppo zostało wyzwolone, świat mówi, że miasto upadło”. To nie jest wojna syryjska, to jest wojna na terenie Syrii. O co? O wpływy, zasoby, rząd dusz. Powtarzają, że jest to wielka niesprawiedliwość wobec Syrii. Czują się upokorzeni sankcjami. Spotkałam w Aleppo młodych, wykształconych ludzi, którzy jeszcze nie byli nigdzie poza Syrią. Niepojęte dla mnie, Europejki żyjącej na kontynencie z czterema podstawowymi wolnościami przepływu – osób, kapitału, towaru i usług.

...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy