Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

24 listopada 2015

Tacy jak my, choć różni

17

Dlaczego tak wielu nie chce pomagać tak nielicznym, którzy potrzebują tak niewiele? Stosunek do uchodźców jest swoistym testem człowieczeństwa, papierkiem lakmusowym, który ujawnia wiele społecznych mechanizmów. Czy zdamy ten test?

Przez całą Europę, w tym także Polskę, przetacza się fala dyskusji – a właściwie sporów na granicy konfliktu – dotyczących sposobu, w jaki powinniśmy traktować napływających wielką falą na nasz kontynent uchodźców/emigrantów z krajów arabskich północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Dla psychologów społecznych nie jest zaskoczeniem emocjonalny i w dużej mierze irracjonalny charakter tych sporów, gdyż u ich podłoża leżą kluczowe zjawiska z zakresu funkcjonowania grup społecznych i relacji pomiędzy nimi, a także fenomeny specyficzne dla polskiej kultury i historii.

ONI mniej ludzcy?

Jednym z uniwersalnych mechanizmów postrzegania społecznego jest dzielenie ludzi na tych, o których myślimy „my” – swoi i dobrzy, oraz na tych, których określamy jako „oni” – obcy i źli. Ten podział między niemal dowolnymi grupami społecznymi wiecznie się odradza przez całą historię ludzkości. Już badania klasyków psychologii społecznej, Henri Tajfela i Johna Turnera, z lat 50. i 60. dwudziestego wieku pokazują, że gdy podzielimy ludzi na grupy sztucznie i przypadkowo, pod dowolnym pretekstem, np. preferowania określonego stylu malarstwa, to nawet w takich warunkach, tzw. grup minimalnych, pojawiają się zjawiska faworyzowania własnej grupy oraz deprecjonowania lub wręcz dyskryminowania tej drugiej, „obcej”. Nowsze badania psychologów europejskich i australijskich, m.in. Jacquesa-Philipa Leyensa, Mirosława Kofty i Nicka Haslama, doprowadziły do odkrycia, że nieświadomie – ale niestety powszechnie! – mamy tendencję do postrzegania ONYCH, czyli członków obcych grup, jako... nieco mniej ludzkich! Jednym z tego przejawów może być nieświadome przypisywanie owym obcym mniejszej zdolności do przeżywania uczuć „wyższych”, typowo ludzkich – takich jak miłość, podziw, współczucie, wstyd – co określane jest mianem „subtelnej dehumanizacji” lub „infrahumanizacji”. W podobny sposób odmawiamy często obcym także innych cech kluczowych dla definicji człowieczeństwa, np. moralności, racjonalności, dojrzałości, ale też ciepła, otwartości, indywidualności… Im więcej wyrazistych różnic międzygrupowych (rasa, religia itd.), tym deprecjonowanie i dehumanizowanie stają się silniejsze, prowadząc w skrajnych przypadkach do otwartej nienawiści i agresji.

Słowniczek: dehumanizacja

to skłonność, by znacznie słabiej dostrzegać swoiste cechy ludzkie w członkach grup obcych w porównaniu z grupą własną. Taką swoiście ludzką właściwością są na przykład emocje wtórne, także moralność, kultura. Termin wprowadził Jacques-Philippe Leyens z Uniwersytetu Katolickiego w Louvain. O ile dehumanizacja polega na jawnym wykluczaniu obcych, to infrahumanizacja opiera się na subtelnych i zapewne nieświadomych mechanizmach.

Zagrożenie wykluczeniem

Tajfel i Turner sformułowali – na podstawie licznych pomysłowych eksperymentów – teorię tożsamości społecznej. Dowodzą w niej, że poczucie przynależności do określonych grup społecznych jest i niewątpliwie było od zarania dziejów kluczowe dla poczucia wartości. Dla naszych praprzodków wykluczenie ze społeczności było śmiertelne. Ale, jak pokazują badania Roya Baumeistera z lat 90. minionego wieku, również współcześnie większość naszych niepokojów ma swe źródła w zagrożeniu wyłączeniem z grup społecznych, z którymi się utożsamiamy. Obawiamy się wykluczenia, nawet jeśli dotyczy to tylko sfery symbolicznej, np. gdy mamy poczucie, że inni członkowie grupy nie podzielają naszych poglądów.
Czy era globalnej komunikacji internetowej zmienia to w zasadniczy sposób? Z pewnością nie, a co więcej czasem może nawet nasilać międzygrupowe konflikty. W jaki sposób? Dociera do nas co prawda wiele informacji, ale w większości bardzo powierzchownych i trudnych do weryfikacji. Łatwo więc o „błąd konfirmacji”, czyli wyszukiwanie informacji potwierdzających nasze wstępne przekonania (tym bardziej, że jest to naturalna skłonność naszego umysłu). A ponieważ wobec obcych te wstępne przekonania często bywają negatywne i oparte na stereotypach – „błędne koło” się zamyka, proroctwo samo się potwierdza.
Istnieją jednak bez wątpienia także pozytywne psychologiczne konsekwencje globalnej komunikacji między ludźmi. Jedną z nich jest pojawienie się coraz liczniejszej grupy osób, dla których podstawowym...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy