Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

2 czerwca 2019

NR 6 (Czerwiec 2019)

Licencja na niemoralność

146

Choć od czasu do czasu grzeszymy, uważamy się za osoby moralne. Jesteśmy mistrzami w rozgrzeszaniu się. I mamy na to wiele sposobów.

Dorota Krzemionka: „Widzę i pochwalam to, co lepsze, ale idę za tym, co gorsze” – pisał przed wiekami Owidiusz. A skąd wiemy, co jest lepsze, dobre, a co złe i grzeszne?

POLECAMY

Bogdan Wojciszke: Wiemy to zarówno z kultury, jak i z natury, a ta jest zaskakująca. Okazuje się – dowodzą tego badania Kiley Hamlin – że już kilkumiesięczne niemowlaki odróżniają dobro od zła i wolą pluszaka, który pomaga innym, od tego, który przeszkadza. Późniejsze badania pokazały, że nawet gdy dzieci nie mają jeszcze wykształconej koordynacji wzrokowo-ruchowej, chętniej patrzą na pomagacza. Wygląda na to, że rodzimy się wyposażeni w intuicję moralną. Po prostu czujemy, że coś jest moralnie bardziej pożądane, a takie sądy pojawiają się natych-
miast.

O cechach moralnych wnioskujemy w okamgnieniu, ćwierć sekundy wystarczy. Gdy myśli Pan o grzechu, jaka transgresja moralna przychodzi Panu na myśl jako pierwsza?

Zabicie człowieka.

A mnie wykorzystanie seksualne dziecka. To też zabicie, choć nie w sensie biologicznym, lecz psychicznym. 

Oba nasze skojarzenia dotyczą etyki krzywdy i troski, czyli reagujemy podobnie jak 70 procent badanych, którzy je właśnie wskazali jako fundament moralności. Podstawowa moralność oparta jest na krzywdzie pojedynczego człowieka. Drugim filarem moralności jest etyka sprawiedliwości, która wywodzi się z podziału po równo i reguły wzajemności. Okazuje się, że nawet szympansy preferują sprawiedliwy podział. W jednym z badań za wykonanie zadań dostawały w nagrodę winogrona. Gdy widziały, że towarzysz dostaje owoc, a im trafia się kostka lodu – ze złości rzucały nią w badacza. Czyli wyraźnie rozpoznawały akt niesprawiedliwości.

Na to nakłada się kultura i określa, co jest grzechem.

Na przykład pycha, jeden z siedmiu grzechów głównych…

Wydaje mi się, że ten system trąci już trochę myszką. Pycha jest dziś promowana jako pozytywna samoocena. Gdy mówimy o moralności, zwykle przychodzą nam do głowy ogólne reguły. Nastąpiło jednak przesunięcie: w krajach rozwiniętych, takich jak Szwecja, Dania, Francja, Kanada czy Szwajcaria, źródłem zasad moralnych przestaje być religia. Wyznaczają je instytucje państwa i społeczeństwa obywatelskiego.

Społeczeństwo tworzy normy, by okiełznać naszą pychę, chciwość czy złość. Trzeba jednak pamiętać, że te normy są nowoczesnym wynalazkiem. Badania pokazują, że ludy łowiecko-zbierackie nie miały etyki w postaci ogólnych zasad. Biolog ewolucyjny Jared Diamond, który wiele lat spędził na Papui i Nowej Gwinei, pisał, że gdy dwóch mężczyzn się pokłóciło, jedynym sposobem zażegnania sporu między nimi było znalezienie wspólnego krewnego, nie zaś odwołanie się do ogólnych zasad, bo takie nie istniały. 

Dziś istnieją. Dlaczego więc nie chronią przed grzesznym zachowaniem?

Bo zwykle nie są aktywne, a tkwią głęboko w naszej pamięci – tak jak przykazania Dekalogu. Jak pokazał Dan Ariely w swoich eksperymentach, nie powstrzymały one ludzi przed oszukiwaniem. Gdy jednak badacz poprosił uczestników, by przypomnieli sobie Dekalog, to choć nie najlepiej im szło – średnio zdołali sobie przypomnieć zaledwie trzy przykazania z dziesięciu – wystarczyło, by stali się uczciwi. Normy wymagają więc aktywizowania. Na tej zasadzie działa efekt niedzieli: wprawdzie wierzący, jak dowodzą badania, wcale nie są bardziej moralni, to jednak w niedzielę grzeszą mniej, na przykład tego dnia mieszkańcy religijnych stanów USA rzadziej ściągają filmy porno. 

Grzechy widzimy głównie u innych. Jak mówi Bernard Shaw, moralność to punkt widzenia na ludzi, szczególnie tych, których nie lubimy. 

Rzeczywiście, z dwóch kategorii cech: sprawczych – takich jak inteligencja, ambicja czy przedsiębiorczość, i wspólnotowych, moralnych – takich jak uczciwość, wrażliwość, u innych ludzi zwracamy uwagę głównie na te drugie. Nic dziwnego, wyczulenie na cudzą moralność to system ostrzegania przed niebezpieczeństwem. Na pani inteligencji mogę stracić lub zyskać, zależnie od tego, jakie są pani zamiary. Ale na pani niemoralności mogę tylko stracić, bo niemoralność oznacza niecne zamiary. 

Zapewniam, że zamiary mam uczciwe. Większość z nas siebie widzi jako bezgrzesznych. To zjawisko ma swoją nazwę – mówi się o efekcie Muhammada Alego. Ten bokser, mistrz świata wagi ciężkiej, choć został odrzucony przez armię z powodu kiepskich wyników w testach inteligencji, twierdził, że jest najlepszym z ludzi. A priori przypisujemy sobie moralność.

I to w stopniu skrajnym. Nawet sprawcy największych przestępstw nie są w stanie pomyśleć o sobie, że są pozbawieni moralności.

Dlaczego tak bardzo jesteśmy przekonani o swojej moralności?

Światło na to rzucają badania prof. Niny Strohminger z University of Pennsylvania. Dotyczyły one zmian w spostrzeganej tożsamości osób dotkniętych chorobami otępiennymi. Ich uczestnikami byli członkowie rodzin i opiekunowie tych osób. Okazało się, że jeśli ktoś jest dotknięty alzheimerem, czyli osłabieniu ulegają jego funkcje poznawcze, członkowie rodziny mają poczucie, że ciągle jest on tą samą babcią czy dziadkiem, tylko słabiej pamięta. Inaczej dzieje się w przypadku otępienia czołowo-skroniowego, gdy zaburzeniu ulegają sądy i zachowania moralne. Takie osoby przybierają na przykład wyzywające seksualne pozy albo zaczynają podejrzewać bliskich, że ich okradają. Okazało się, że rodziny tych pacjentów mają poczucie, że oni nie są już tymi samymi ludźmi. 

Czyli moralność pozwala nam zachować tożsamość?

Myślę, że to jest taki sam element bycia człowiekiem jak dwunożność. Nie można pomyśleć o kimś, że jest człowiekiem, nie zakładając, że jest istotą moralną.

Chcemy uchodzić za moralnych, ale niekoniecznie ponosić tego koszty…

Jesteśmy hipokrytami, co przekonująco pokazał psycholog społeczny Daniel Batson. Uczestnicy jego badań przydzielali zadania sobie i innej osobie, przy czym jedno zadanie było przyjemne, krótkie i dawało szansę zdobycia nagrody, drugie zaś było nieprzyjemne – długie, nudne i bez fantów do zdobycia. Nic dziwnego, że aż 80 procent badanych lepsze zadanie przydzielało sobie, choć zarazem zgadzało się, że najsprawiedliwszy byłby podział na zasadzie rzutu monetą. Niektórzy z nich zdecydowali się na takie rozwiązanie i rzekomo na nim opierali swoją decyzję. I co? Nagle rachunek prawdopodobieństwa przestał działać – moneta w większości przypadków wypadała tak, że badanemu dostawało się lepsze zadanie. Jesteśmy hipokrytami, nawet dzieci. Moja doktorantka, Katarzyna Myślińska-Szarek, prowadzi badania z udziałem przedszkolaków. Miś mówi najpierw, że czegoś nie zrobi, a potem to robi. Okazuje się, że jeśli jest on „moim” misiem, z mojej grupy, i zarazem jest hipokrytą, to dziecko
lubi go nawet bardziej niż wtedy, gdy miś czyni zło bez hipokryzji. Już przedszkolaki dostrzegają zatem hipokryzję i potępiają ją. No, chyba że służy ich interesowi…

Wiemy, co jest dobre dla nas. Dlaczego grzeszymy?

Dlatego, że przeważnie jest to przyjemne. Przyjemności mają zwykle związek z ciałem, ogromnym ich źródłem jest seks i jedzenie. Natura tak to wymyśliła, byśmy przetrwali i chcieli „to” robić, a w efekcie odnieśli sukces reprodukcyjny. Z drugiej strony te przyjemne skądinąd czynności zbliżają nas do zwierząt, a świadomość tego budzi lęk. Kultury obwarowują je zasadami etyki czystości po to, byśmy mogli odróżnić się od zwierząt i poczuć się od nich lepsi. Etyka czystości stoi na straży samokontroli. 

A gdy jej brakuje….

Trudniej się powstrzymać przed pokusą. Roy Baumei­ster i jego współpracownicy w dziesiątkach eksperymentów dowiedli, że każdy akt samokontroli zużywa jej zasób, w efekcie osoba staje się mniej moralna. To dlatego wiele morderstw popełnianych jest późnym wieczorem albo w nocy, kiedy zasób samokontroli jest już wyczerpany. Tak zwane skowronki mniej oszukują rano, kiedy przypada optimum ich funkcjonowania, z kolei sowy rano nie są w stanie się kontrolować. Uczciwości nie sprzyja też pośpiech. W jednym z badań Shaula Shalviego, psychologa z University of Amsterdam, wystawiano badanych na pokusę – rzucając kostką, mogli oszukiwać, by zarobić więcej. Okazało się, że jeśli decyzję podejmowali szybko, częściej oszukiwali. Bycie uczciwym wymaga namysłu, zaś niemoralność pojawia się automatycznie. 

Co nas do niej popycha prócz poszukiwania przyjemności zmysłowych?

Egoizm i chciwość. Często grzeszymy w imię własnego interesu. Na przykład ludzie żądają większej zapłaty za pracę, którą sami wykonali, niż wtedy, gdy wykonał ją ktoś inny. Automatycznie pojawia się chęć maksymalizowania własnego zysku. Nasza moralność jest egocentryczna: uznajemy, że to, co jest dobre dla nas osobiście, jest moralne. Jeśli na przykład do badania na tomografie jest długa lista oczekujących, a lekarz wpuszcza kogoś poza kolejką, to łamie zasady. Jeśli jednak to my jesteśmy pacjentem, którego wpuszczono poza kolejką, nie potępiamy lekarza, wręcz przeciwnie.

Czyli pojawia się moralność Kalego? Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowę, to złodziej. Ale jeśli Kali ukraść komuś krowę, to głodny…

Oceny moralne często przedstawiane są jako głos absolutu, a tak naprawdę bywają głosem prywaty.

Z dr. Konradem Bocianem zrobiliśmy wiele badań pokazujących, że je...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy