Dołącz do czytelników
Brak wyników

#zostańwdomu

15 kwietnia 2020

NR 4 (Kwiecień 2020)

Lekcje wdzięczności

185

Wierzymy, że żadne złe rzeczy nie powinny się nam przytrafiać. Nam należy się wszystko i w pogoni za tym wszystkim przegapiamy to, co mamy, co już jest. Przegapiamy powody do wdzięczności, a właśnie ona daje nam poczucie szczęścia.

Słyszałam ostatnio kawałek rodzinnej awantury. „Myślisz, że wszystko ci się należy!?” – krzyknęła matka do nastroszonego nastolatka w czarnej bluzie. „A nie?” – odburknął, zamknął oczy i zanurzył się swych hormonalnych odmętach.

POLECAMY

Gadzi mózg

Czy wszystko się nam należy? Odruchowo pewnie większość z nas powie, że nie. Wiele naszych codziennych odczuć i decyzji wydaje się jednak opierać na przekonaniu, że należy się nam całkiem sporo. Tak działa gadzi mózg – pierwotna struktura mózgu, której zadaniem była i jest przede wszystkim walka o przetrwanie. Nasi praprzodkowie nie spędzali dni w wygodnych, ocieplanych domach przed czterdziestocalowymi płaskimi ekranami, nie mieli kuchni ani pełnych wszelkiego dobra lodówek, nie spali na piankowych materacach. Ich czujność w obawie przed atakiem i pobudzenie, które pozwalało zdobyć pożywienie, były przydatne. Dzisiaj już nie są – ale gadzi mózg wciąż jest częścią naszego mózgu. Nadal jesteśmy czujni, gotowi reagować na każdy brak. Na poziomie odczucia pojawia się wtedy dyskomfort; na poziomie poznawczym – przekonanie, że nie powinniśmy go odczuwać. Za ciepło. Za zimno. Coś uwiera. Coś gniecie. Ktoś nie tak się odezwie. Ktoś wymusi pierwszeństwo lepszym samochodem. Córka nie posprzątała brudnych ubrań. To wszystko woła: „Nie tak! Jest nie tak, jak być powinno!”.

Dlaczego ja?

Powinno być idealnie. A jeśli nie jest, mamy prawo protestować. I walczyć, wspomagając się gadzią czujnością, żeby niczego nam nie brakowało. Brene Brown, naukowczyni, mówi o życiu w poczuciu braku. Jeśli uważam, że normą jest mieć spełnione wszystkie potrzeby, to wręcz wypatruję tego, czego mi brakuje. „Żyjemy w kulturze przepełnionej poczuciem braku” – mówi Brown. „Budzimy się rano. Mówimy: spałam za krótko. Kładziemy się wieczorem i mówimy: nie zrobiłam wszystkiego, co miałam zrobić. Nigdy nie jesteśmy wystarczająco szczupli, wystarczająco wyjątkowi”.

Pochodną koncentracji na tym, czego nam brakuje, jest przekonanie, że złe rzeczy, nawet jeśli przytrafiają się innym, nie powinny zdarzać się nam. Stąd pojawiające się często, zwłaszcza w obliczu bolesnych wydarzeń, pytanie: dlaczego ja? Pod nim tkwi przekonanie, że los dla nas właśnie powinien zrobić wyjątek. Na ekranie widzimy ludzi, którzy próbują przeprawić się przez morze i toną, obozy uchodźców, ludzi leżących pod kroplówkami na szpitalnych korytarzach. Josif Brodski pisał w poruszającym wierszu: W chwili, gdy rozrywki żądasz, / w telewizji mecz oglądasz, / lub się pławisz w słodkiej nudzie – / giną ludzie.

Giną ludzie, ale nie my. Czujemy się wyjęci spod reguły, wedle której nieszczęścia przydarzają się wszystkim. Nie ma w nas też zgody na przemijalność – chociaż rzeczywistość na każdym kroku dostarcza nam dowodów, że wszystko się kończy: małżeństwa się rozwodzą, filiżanki po świętej pamięci babci się tłuką, babci też już z nami nie ma, tracimy pracę, dąb za oknem zrzuca liście, w każdej sekundzie odchodzi jakiś nasz wdech i zamienia się w wydech, który też odchodzi… My jednak zdajemy się trzymać przekonania, że rzeczy wokół nas powinny trwać w nienaruszonym kształcie. A kiedy tak się nie dzieje, rozliczamy los z czegoś, co wydaje się nam niesprawiedliwe. Dlaczego ja? Dlaczego nie sąsiad, za którym nie przepadam, dlaczego nie odległa koleżanka?

Chwila wdzięczności

  • Wieczorem znajdź kilka minut, pomyśl o rzeczach czy zdarzeniach, za które jesteś wdzięczna/wdzięczny.
  • Patrz na to, co wydarzyło się akurat tego dnia.
  • Staraj się nie powtarzać.
  • Znajdź chwilę na wdzięczność w dobre dni i złe dni, łatwe i trudne, kiedy jesteś zmęczona/zmęczony i kiedy jesteś wypoczęta/wypoczęty.

 

On obudził w sobie olbrzyma

Perwersyjną konsekwencją przekonania, że należy nam się wszystko, wydaje mi się narastający nurt wśród tak zwanych mówców motywacyjnych, którzy mówią nam, że owo wszystko możemy, ba, nawet powinniśmy, zdobyć. I zagrzewają nas do walki o wszystko, które bardzo często przybiera kształt materialny – czegoś ekskluzywnego, co można kupić. Tony Robins, przedstawiciel tego nurtu, który oczywiście już wszystko posiadł, pokazuje na YouTube swoją rezydencję na Fidżi. Oglądamy baseny z widokiem na ocean, salony, liście palm powiewające na wietrze, ogromne łoża na tarasach. „Nagraliście wodospad?” – upewnia się Tony. Chwilę potem wydaje okrzyki à la Tarzan, prężąc muskuły, kiedy woda wodospadu spada na jego głowę. Tony Robbins ma wszystko, bo, parafrazując tytuł jednej z jego książek, obudził w sobie olbrzyma. Ty też tak zrób! Możesz wszystko, możesz stać się, kim tylko chcesz, sky is the limit! Kiedy to słyszę, czuję, że ta poprzeczka jest dla mnie zbyt wysoko. I, co więcej, że w ogóle nie chcę startować w tych zawodach, ponieważ opierają się one na ukrytym założeniu, że to, co mam, nie wystarczy. Że kawalerka w bloku, praca na pół etatu, sweter z lumpeksu i trója na świadectwie jest porażką, na którą nie możemy sobie pozwolić w świecie, w którym Tony Robbins zdalnie oprowadza nas po swoim „Niebie” (tak nazwał swoją rezydencję na Fidżi). A jeśli próbujemy aspirować do tego papierowego szczęścia, nasze życie może stać się podobne do losu postaci granej przez 

Annette Bening w filmie „American Beauty”, która puszcza w samochodzie taśmy afirmacyjne (tak, taśmy, to stary film) i powtarza sobie za nimi, że jest piękna, że jest special. Choć narasta w niej rozpacz, wkłada szpilki, nakłada szminkę i zasuwa do walki o to, by mieć wszystko. Wtedy będzie szczęśliwa. Kiedy znajdzie klientów na dom, który chce sprzedać, i sama będzie mogła kupić sobie większy. Będzie?

Syntetyczne szczęście

Dan Gilbert, harvardzki profesor psychologii, w głośnym tedowym wystąpieniu „Zaskakująca nauka o szczęściu” nazywa to syntetyzowaniem szczęścia: uznajemy, że jeśli coś konkretnego się wydarzy lub wejdziemy w posiadanie jakiejś rzeczy, staniemy się szczęśliwi. Gdy będziemy mieć pięknego SUV-a, który tak genialnie prezentował się w reklamie. Albo te buty, które wręcz wołają: kup mnie! Gdyby ten facet z metra na mnie popatrzył – Boże, jaka byłabym z nim szczęśliwa! Gdybym tylko dostał tę robotę, od razu wszystko by się ułożyło! Tymczasem, jak twierdzi Gilbert – a twierdzi na podstawie wieloletnich analiz nad poziomem szczęścia – syntetyczne szczęście nie działa. Potwierdzają to badania, w których porównywano poziom szczęścia tych, którzy wygrali miliony dolarów na loterii, z tymi, którzy utracili na trwałe władzę w nogach. Gdyby cię spytano, co wolisz, nie wahałbyś się ani chwili. Tymczasem wyniki pokazują, że rok po każdym z tych wydarzeń – wygranej na loterii i u...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy