Czas na zmianę

#zostańwdomu

Zatrzymani w codziennej gonitwie, zostajemy w domu. Ze świata płyną niepokojące wieści. Możemy tylko czekać. Tylko? A może mimo wszystko potraktować to jako czas darowany. Czas dla rodziny, dzieci. A przede 
wszystkim czas na spotkanie z kimś, kogo zostawiliśmy w pędzie, porzuciliśmy w natłoku pilnych zadań. Na spotkanie z samym sobą. Na kilka ważnych pytań: Po co to wszystko? Dokąd zmierzam? Co naprawdę jest ważne? Odpowiedź na te pytania wiele może zmienić…

„Muszę schudnąć”, „Nie będę się spóźniać do pracy”, „Zacznę codziennie biegać”, „Zapiszę się na angielski”, „Co miesiąc będę odkładać na rejs po Morzu Śródziemnym”, „Przestanę przeklinać”, „Nie będę krzyczeć na dzieci”, „Ograniczę picie”, „Zmienię pracę”, „Przeprowadzę się na wieś”, „Będę zapraszać gości”, „Nie będę zapraszać gości”, „Pójdę na warsztat mindfulness”, „Powiem ojcu, ile się przez niego nacierpiałam”,

POLECAMY

„Dokończę pracę magisterską”, „Zrobię prawo jazdy”, „Wysprzątam garaż/strych/balkon”, „Zrobię porządek w bibliotece i oddam zbędne książki”, „Kupię rower”, „Sprzedam rower”, „Napiszę wreszcie ten pozew rozwodowy”, „Zapiszę się na trening, żeby za rok wejść na Kilimandżaro”, „Zacznę chodzić na terapię”, „Przestanę chodzić na terapię”...

Gdybym nie słyszała od wielu osób tych i podobnych zbożnych życzeń, pewnie nie starczyłoby mi fantazji, żeby sobie wyobrazić, czego mogą dotyczyć ludzkie marzenia, ambicje, tęsknoty, pragnienia, a także postanowienia. Okazuje się, że mogą dotyczyć wszystkiego! I dobrze. Najwyraźniej my, ludzie, mamy taką potrzebę.

Moda na zmiany

Na każdym kroku spotykam osoby, które co jakiś czas mają ochotę coś w swoim życiu zmienić, ulepszyć, poprawić. Spotykam je nie tylko w gabinecie terapeutycznym. Żeby daleko nie szukać: jedna moja córka, z zawodu prawniczka, kilka lat temu poszła na kurs brydża sportowego, który stał się jej pasją, źródłem satysfakcji, sposobem na ciekawe spędzanie czasu, a do tego okazją do sportowej rywalizacji. Druga moja córka ubrała kilka głów w rodzinie w zrobione przez siebie wełniane czapki, pisze i ilustruje jeden z najciekawszych blogów w anglojęzycznym Internecie, a w pozostałych wolnych chwilach pobiera lekcje śpiewu i umila nam solo rodzinne imprezy. Zawodowo zajmuje się semiotyką i marketingiem, gdzie ani robótki ręczne, ani wokalizy a capella raczej się nie przydają. Rozwój osobisty to nie tylko tzw. praca nad sobą, lecz także rozbudzanie zainteresowań i pasji dających wcale nie marginalne poczucie spełnienia.

Nasze pragnienia i zamierzenia odzwierciedlają najróżniejsze kierunki tych spełnień. O uniwersalności i pożytkach samorozwoju wspominał niedawno szwajcarski filozof Peter Bieri w tekście pt. „Esencja człowieczeństwa” („Charaktery nr 3/2020): „Najważniejszym punktem oparcia dla ludzkiej godności jest stan, w którym możemy przyjąć krytyczną postawę wobec siebie. Zadać sobie pytanie: Czy to naprawdę mój obraz? Czy jestem z niego zadowolony? Co chciałbym w nim zmienić?”. Jego zdaniem krytyczna samoocena poprzedza i uruchamia pragnienie zmiany. Najpierw jest owo krytyczne spojrzenie na siebie, następnie pomysł, potem zamiar, a w końcu decyzja. Ta zaś, już nieco rzadziej, przeobraża się w konsekwentną realizację zamierzonej zmiany.

Historia ludzkości jest niekończącą się sekwencją zmian, i to w każdej dziedzinie. Obecnie w naszej cywilizacji, gdzie wolność wyboru urosła do rangi wartości uniwersalnej, nastało coś w rodzaju powszechnej mody na zmiany. Jakbyśmy nagle dostali w prezencie abonament do siłowni, gdzie ćwiczy się wolę i wytrwałość we wprowadzaniu pomysłów na coraz to lepsze wersje samych siebie. A może raczej jest to pracownia, w której chętni mogą dowolnie modyfikować, uzupełniać, rozbudowywać, ubarwiać, ozdabiać, a nawet radykalnie przedefiniować swoje autoportrety. I to stale, kiedy tylko zechcą, samodzielnie lub z pomocą – fachową albo niefachową, absolutnie dowolnie, we własnym tempie i według własnego widzimisię. Jednym udaje się to lepiej, innym gorzej, a nawet ci, którym się nie udaje, też w jakimś sensie ćwiczą tę swoją wolę i przy okazji czegoś się o sobie dowiadują. Porażka w realizacji powziętego zamiaru oznacza, że delikwentowi zabrakło odpowiednich warunków, umiejętności lub wsparcia, niezbędnych do dokonania zmiany. Wtedy trzeba coś zmienić w samym pomyśle, gdyż inaczej zamiar spełznie na niczym. Rezygnacja z postanowienia to też nie tragedia, chociaż wielu z nas trudno się z nią pogodzić. Akceptacja niepowodzenia jest jednak również zmianą. Paradoksalnie, może okazać się ważnym odkryciem, że są rzeczy, których zmienić nie możemy, i musimy z nimi dalej żyć. Wielka lekcja samopoznania, mądrości i pokory. Zresztą nic nie zamyka drogi do kolejnych prób i pomysłów na zmiany.

Stwarzanie siebie

Podejmować takie próby – mniej czy bardziej skutecznie – może każdy i to tyle razy, ile mu się żywnie podoba. Wolność to wolność. Nie sposób nie wspomnieć o profesjonalnych i paraprofesjonalnych formach poradnictwa, psychoterapii, kursów online, coachingu czy mentoringu, które również są nastawione na ułatwianie ludziom dokonywania zmian. W dużej mierze to dzięki psychoterapeu­tom moda na zmiany tak szeroko się rozpowszechniła. Przybywa wciąż fachowców pomagających nam korygować sw...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

POLECAMY

Przypisy