Dołącz do czytelników
Brak wyników

#zostańwdomu

9 kwietnia 2020

NR 4 (Kwiecień 2020)

Czas na zmianę

83

Zatrzymani w codziennej gonitwie, zostajemy w domu. Ze świata płyną niepokojące wieści. Możemy tylko czekać. Tylko? A może mimo wszystko potraktować to jako czas darowany. Czas dla rodziny, dzieci. A przede 
wszystkim czas na spotkanie z kimś, kogo zostawiliśmy w pędzie, porzuciliśmy w natłoku pilnych zadań. Na spotkanie z samym sobą. Na kilka ważnych pytań: Po co to wszystko? Dokąd zmierzam? Co naprawdę jest ważne? Odpowiedź na te pytania wiele może zmienić…

„Muszę schudnąć”, „Nie będę się spóźniać do pracy”, „Zacznę codziennie biegać”, „Zapiszę się na angielski”, „Co miesiąc będę odkładać na rejs po Morzu Śródziemnym”, „Przestanę przeklinać”, „Nie będę krzyczeć na dzieci”, „Ograniczę picie”, „Zmienię pracę”, „Przeprowadzę się na wieś”, „Będę zapraszać gości”, „Nie będę zapraszać gości”, „Pójdę na warsztat mindfulness”, „Powiem ojcu, ile się przez niego nacierpiałam”,

„Dokończę pracę magisterską”, „Zrobię prawo jazdy”, „Wysprzątam garaż/strych/balkon”, „Zrobię porządek w bibliotece i oddam zbędne książki”, „Kupię rower”, „Sprzedam rower”, „Napiszę wreszcie ten pozew rozwodowy”, „Zapiszę się na trening, żeby za rok wejść na Kilimandżaro”, „Zacznę chodzić na terapię”, „Przestanę chodzić na terapię”...

Gdybym nie słyszała od wielu osób tych i podobnych zbożnych życzeń, pewnie nie starczyłoby mi fantazji, żeby sobie wyobrazić, czego mogą dotyczyć ludzkie marzenia, ambicje, tęsknoty, pragnienia, a także postanowienia. Okazuje się, że mogą dotyczyć wszystkiego! I dobrze. Najwyraźniej my, ludzie, mamy taką potrzebę.

Moda na zmiany

Na każdym kroku spotykam osoby, które co jakiś czas mają ochotę coś w swoim życiu zmienić, ulepszyć, poprawić. Spotykam je nie tylko w gabinecie terapeutycznym. Żeby daleko nie szukać: jedna moja córka, z zawodu prawniczka, kilka lat temu poszła na kurs brydża sportowego, który stał się jej pasją, źródłem satysfakcji, sposobem na ciekawe spędzanie czasu, a do tego okazją do sportowej rywalizacji. Druga moja córka ubrała kilka głów w rodzinie w zrobione przez siebie wełniane czapki, pisze i ilustruje jeden z najciekawszych blogów w anglojęzycznym Internecie, a w pozostałych wolnych chwilach pobiera lekcje śpiewu i umila nam solo rodzinne imprezy. Zawodowo zajmuje się semiotyką i marketingiem, gdzie ani robótki ręczne, ani wokalizy a capella raczej się nie przydają. Rozwój osobisty to nie tylko tzw. praca nad sobą, lecz także rozbudzanie zainteresowań i pasji dających wcale nie marginalne poczucie spełnienia.

Nasze pragnienia i zamierzenia odzwierciedlają najróżniejsze kierunki tych spełnień. O uniwersalności i pożytkach samorozwoju wspominał niedawno szwajcarski filozof Peter Bieri w tekście pt. „Esencja człowieczeństwa” („Charaktery nr 3/2020): „Najważniejszym punktem oparcia dla ludzkiej godności jest stan, w którym możemy przyjąć krytyczną postawę wobec siebie. Zadać sobie pytanie: Czy to naprawdę mój obraz? Czy jestem z niego zadowolony? Co chciałbym w nim zmienić?”. Jego zdaniem krytyczna samoocena poprzedza i uruchamia pragnienie zmiany. Najpierw jest owo krytyczne spojrzenie na siebie, następnie pomysł, potem zamiar, a w końcu decyzja. Ta zaś, już nieco rzadziej, przeobraża się w konsekwentną realizację zamierzonej zmiany.

Historia ludzkości jest niekończącą się sekwencją zmian, i to w każdej dziedzinie. Obecnie w naszej cywilizacji, gdzie wolność wyboru urosła do rangi wartości uniwersalnej, nastało coś w rodzaju powszechnej mody na zmiany. Jakbyśmy nagle dostali w prezencie abonament do siłowni, gdzie ćwiczy się wolę i wytrwałość we wprowadzaniu pomysłów na coraz to lepsze wersje samych siebie. A może raczej jest to pracownia, w której chętni mogą dowolnie modyfikować, uzupełniać, rozbudowywać, ubarwiać, ozdabiać, a nawet radykalnie przedefiniować swoje autoportrety. I to stale, kiedy tylko zechcą, samodzielnie lub z pomocą – fachową albo niefachową, absolutnie dowolnie, we własnym tempie i według własnego widzimisię. Jednym udaje się to lepiej, innym gorzej, a nawet ci, którym się nie udaje, też w jakimś sensie ćwiczą tę swoją wolę i przy okazji czegoś się o sobie dowiadują. Porażka w realizacji powziętego zamiaru oznacza, że delikwentowi zabrakło odpowiednich warunków, umiejętności lub wsparcia, niezbędnych do dokonania zmiany. Wtedy trzeba coś zmienić w samym pomyśle, gdyż inaczej zamiar spełznie na niczym. Rezygnacja z postanowienia to też nie tragedia, chociaż wielu z nas trudno się z nią pogodzić. Akceptacja niepowodzenia jest jednak również zmianą. Paradoksalnie, może okazać się ważnym odkryciem, że są rzeczy, których zmienić nie możemy, i musimy z nimi dalej żyć. Wielka lekcja samopoznania, mądrości i pokory. Zresztą nic nie zamyka drogi do kolejnych prób i pomysłów na zmiany.

Stwarzanie siebie

Podejmować takie próby – mniej czy bardziej skutecznie – może każdy i to tyle razy, ile mu się żywnie podoba. Wolność to wolność. Nie sposób nie wspomnieć o profesjonalnych i paraprofesjonalnych formach poradnictwa, psychoterapii, kursów online, coachingu czy mentoringu, które również są nastawione na ułatwianie ludziom dokonywania zmian. W dużej mierze to dzięki psychoterapeu­tom moda na zmiany tak szeroko się rozpowszechniła. Przybywa wciąż fachowców pomagających nam korygować swoje wizerunki tak, by „dziś były lepsze niż wczoraj, a jutro lepsze niż dzisiaj”. To motto nadaje się do firmowania dowolnych praktyk rozwoju osobistego, stanowi bowiem jednocześnie zachętę, obietnicę i nagrodę za twórczą inwencję wobec samego siebie.

Zastanówmy się, jakie są te niby lepsze wizerunki siebie? Według jakich kryteriów je oceniamy? Dla kogo są lepsze i kto o tym decyduje? Zacytuję ponownie Petera Bieri: „Sednem pojęcia godności (istoty ludzkiej) jest wolność kształtowania własnego obrazu i dokonywania życiowych wyborów”. A więc nasza godność wymaga, abyśmy mogli stwarzać sami siebie, modelując i modyfikując otrzymany wraz z darem życia swój bio-psycho-społeczny „surowiec”, wykorzystując do tego dostępne zasoby. Celem jest samodoskonalenie zgodne z własnym pragnieniem oraz wyznawanym systemem wartości.

Jak pomóc innym w zmianie


Zdarza się, że chcemy pomóc innym wprowadzić w życiu zmianę – jako rodzice, partnerzy, przyjaciele, mentorzy. Jak to zrobić?

  1. Daj przykład. Jeśli chcesz skłonić kogoś do zmiany, zacznij od siebie. Pokaż, że sam realizujesz to, co chcesz, by inni robili. Twój przykład będzie dla nich zachętą oraz dowodem na to, że zmiana jest możliwa.
  2. Zaproponuj cele. Pomóż osobie chcącej wprowadzić zmianę sformułować cele krótkoterminowe, które krok po kroku pomogą jej osiągnąć to, czego pragnie.
  3. Przekazuj informacje zwrotne. Zauważaj i chwal rezultaty. Pozytywny feedback pomaga wytrwać w dążeniu do celu, zwiększa zaangażowanie – jest to ważne zwłaszcza na początku starań. Z kolei negatywny feedback, pokazujący dystans między stanem aktualnym a celem, może dopingować do większego wysiłku – może to być pomocne na późniejszym etapie, kiedy osoba wprowadzająca zmianę chce widzieć postępy.
  4. Wspieraj dobre nawyki. Jeśli na przykład twój partner próbuje rzucić słodycze, zorganizuj tak przestrzeń domową, by nie stwarzała niepotrzebnych pokus: nie kładź w widocznym miejscu smakołyków, a najlepiej w ogóle ich nie kupuj. Można też spróbować utrudnić realizację szkodliwych nawyków. Na przykład wyznaczenie palarni daleko od biur może sprawić, że palącym nie będzie się chciało tam iść albo będą chodzić tam rzadziej.

Na podst. greatergood.berkeley.edu

 

Jestem, jaki jestem

Czy dotyczy to wszystkich ludzi? Skądże. Jak każda moda, ta również przyciąga tylko niektórych. Zawsze znajdą się tacy, którzy pozostaną obojętni na apele wzywające do samodoskonalenia i zmian. Osobom odpornym na mody przypisuje się zwykle mocny charakter i niepodatność na wpływy, ale odnosi się to do mód błahych i komercyjnych. Natomiast niereagowanie na modę wzywającą do rozwoju osobistego kojarzy się raczej z gnuśnym charakterem obciążonym takimi cechami, jak zadufanie w sobie, brak ambicji i lenistwo. Takie osoby też spotykam. Mam przed oczami znajomego, który swój pogardliwy stosunek do samodoskonalenia, a w szczególności do wszelkich terapii, szkoleń i treningów, nawet do zwyczajowych postanowień noworocznych, kwituje stwierdzeniem: „Jestem, jaki jestem. Coś się komuś nie podoba? Nic mnie to nie obchodzi. Proszę się przyzwyczaić”. Ciężkie są to osoby do współżycia, oj, ciężkie. Wiem to od jego żony. „Niereformowalny” – mówi o nim, i dodaje: „Cóż, zestarzał się biedak przedwcześn...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy